niedziela, 22 kwietnia 2012

Rozdział Szósty

-ZABIJĘ WAS WY MENDY JEDNE-wrzasnął głośno Harry, a my z Lou natychmiast pobiegliśmy na dół i w pośpiechu staraliśmy się znaleźć jakąś kryjówkę.
-Może pod łóżkiem?-zapytał Lou.
-Łóżka są na górze!-odparłam w pośpiechu.
-Szafa!-powiedział nagle i pociągnął mnie za rękę. Harry zbiegł po schodach i najwyraźniej wbiegł do salonu, ale nas tam już nie było, ponieważ schowaliśmy się w szafie. W tej samej szafie w której zamknęliśmy niedawno Zayna i Karolinę. Siedzieliśmy cicho jak myszy pod miotłą, a Harry błąkał się po całym domu i szukał nas.
-A co jak nas znajdzie?-zapytałam szeptem.
-Nie znajdzie. On chyba nigdy nie zagląda do tej szafy. Oby nikt mu nie podsunął tego pomysłu.-odparł również szeptem Louie. Nagle dało się usłyszeć kroki tuż przy szafie. Po całym ciele przeszedł mi dreszcz i zamarłam wręcz wstrzymując oddech na krótką chwilę.
-Gdzie oni do cholery są?!-dało się słyszeć warknięcie Harrego, a odgłosy jego kroków były coraz mniej słyszalne.
-Chyba sobie poszedł.-powiedziałam i uchyliłam nieco drzwi szafy wyglądając z niej. Zaśmiałam się cicho, a chłopak wraz ze mną.
-Uważasz, że jestem dziecinny?-wypalił nagle Lou, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Cóż... Można tak powiedzieć.-stwierdziłam i wzruszyłam ramionami.
-Chłopcy, albo raczej Liam i Zayn często mówią mi, że powinienem znaleźć sobie dziewczynę, bo wtedy stanę się mądrzejszy i bardziej odpowiedzialny.-powiedział chłopak poważnym tonem jak jakiś profesor na uniwersytecie, a ja roześmiałam się.
-No nie wiem... Jakbyś znalazł sobie kogoś z charakterem podobnym do siebie to byś zdziecinniał jeszcze bardziej.-wydukałam przez śmiech.
-Masz na myśli kogo takiego jak na przykład ty? No albo Agata?-zapytał Lou, a ja prychnęłam głośno.
-Sądzisz, że ja jestem dziecinna? Ja?!-zapytałam z wyższością w głosie.
-Kamuflujesz się i udajesz agenta śledząc przyjaciół na ich niby randkach, wygłupiasz się ze mną w najlepsze, a na dowód mam to, że od jakichś 10 minut siedzisz ze mną w tej szafie.-wyliczał Louis, a ja zamilkłam naburmuszona.
-Nie jestem dziecinna.-odparłam po kilku minutach. To był najlepszy tekst na jaki mnie było w tej chwili stać.
-Tak, tak... Mów co chcesz ja wiem swoje.-odparł tylko i zaśmiał się cicho.
-Wychodzę.-powiedziałam z pewnością w głosie i wyszłam z szafy.
-Czekaaaaj!-krzyknął Lou i po chwili też wygramolił się z szafy. Poszłam do salonu i usiadłam na fotelu obrażona.
-Gdzie wy byliście?-zapytał Niall siedząc na kanapie i zajadając się popcornem.
-W szafie.-odparł spokojnie Lou i wzruszył ramionami, a całe towarzystwo spojrzało na niego jak na idiotę.
-No kurde, trzeba się gdzieś było schować przed Harrym!-oznajmił nieco podenerwowany. Praktycznie przez cały czas każdy patrzy na niego jak na takie duże dziecko i widać, że czasem go to irytuje. Nie dzieje się to jednak zbyt często z tego co widzę...
-Nie złość się już tylko próbuj mnie przeprosić, a ja wracam do obrażania się.-powiedziałam do szatyna i ponownie udawałam sfochaną. Chłopak uśmiechnął się i podszedł do mnie czochrając mi włosy.
-Ej! Teraz jestem jeszcze bardziej obrażona!-warknęłam i zaczęłam układać moje włosy.
-Oj przepraszam.-powiedział do mnie i uśmiechnął się ponownie.
-Myślisz, że zwykłe przepraszam załatwi sprawę! Żądam rozwodu!-wykrzyknęłam wymachując rękami.
-Zaraz, zaraz! Że co?! Jaki rozwód! Przez cały nasz związek ty miałeś żonę?!-zapytał oburzony Hazza, który właśnie wparował do salonu.
-Nie możesz zażądać rozwodu! A co do ciebie... To nie tak jak myślisz Harry!-powiedział Lou udając zasmuconego. Cała pozostała czwórka miała łzy w oczach i śmiała się w najlepsze.

***

 -Dlaczego nas tu zamknęli?-zapytałam po raz kolejny usiłując wydostać się z pokoju Louisa.
-Bo podpaliliśmy blat w kuchni. Pamiętasz?-zapytał szatyn, a ja pokiwałam tylko głową i zaśmiałam się cicho.
-Ale to było śmieszne.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-Oni nie mają jak widać poczucia humoru. Tylko w kółko to samo. Mogliście spalić kuchnię, mogliście się poparzyć, mogliście to, mogliście tamto...-powiedział Lou naśladując głos naszych przyjaciół. Wybuchnęłam głośnym śmiechem, a na jego twarzy pojawił się duży uśmiech.
-O cukierek!-wykrzyknęłam zauważając paczkę cukierków z ostatnią, żółtą landrynką w środku.
-Mój!-krzyknął Lou i obydwoje ruszyliśmy pędem po cukierka. Wyrywaliśmy sobie go z rąk i przekrzykiwaliśmy się. W końcu dorwałam cukierka i szybko wsadziłam go do buzi.
-Moooooje!-powiedziałam przechwalając się. Wyjęłam cukierka z buzi i pomachałam nim przed twarzą chłopaka.
-Chcesz?-zapytałam z triumfem w głosie, a on zabrał mi cukierka i wepchnął go sobie do ust. Otworzyłam szeroko oczy i usta ze zdziwienia.
-Ale jak to?! Przecież to obśliniłam!-powiedziałam zdezorientowana, a on zaśmiał się tylko.
-Po tobie akurat się nie brzydzę.-odparł z triumfem w głosie, a ja zrobiłam zniesmaczoną minę.
-Już nie mam ochoty na słodycze.-powiedziałam i usiadłam na jego łóżku wyjmując telefon z kieszeni i bawiąc się nim.
-Co masz na tapecie?-zapytał Louis i chciał zajrzeć mi w telefon, ale ja szybko wyłączyłam go.
-Nie twoja sprawa.-powiedziałam i pokazałam mu język. Zrobił smutną, a zarazem proszącą minkę, ale i tak nie miałam zamiaru pokazywać mu mojej tapety.
-Ech... Dobra, odpuszczam sobie. I tak mi nie pokażesz.-powiedział z wyrzutem, a ja uśmiechnęłam się tylko.
-Masz rację. Nie pokażę.-powiedziałam jeszcze raz, a on wygiął usta w podkówkę.
-To co będziemy robić?-zapytał po chwili ciszy, a ja westchnęłam głośno.
-A co tu można robić? Masz komputer? Nie... Masz żarcie? Nie... Od razu mówię, że marchewki się nie liczą...-uprzedziłam go zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. On tylko mlasnął głośno i najwyraźniej się zmyślił.
-Zawsze można pogadać.-stwierdził, a ja patrzyłam na niego udając zdziwienie.
-No nie! Sam na to wpadłeś, czy ci marchewka podpowiedziała?!-zapytałam i przewróciłam oczami.
-Szczerze mówiąc to marchewka.-szepnął mi do ucha Lou, a ja zrobiłam facepalma.
-Nie ważne... Jakieś tematy do rozmów?-zapytałam spoglądając na niego ze znudzeniem.
-Marchewki!-odpowiedział z uśmiechem, a ja westchnęłam głośno.
-Możesz choć na chwilę być poważny?-zapytałam, a on pokiwał tylko głową i nie odezwał się. Naprawdę wyglądał teraz na zamyślonego.
-Wszystko okej?-zapytałam kładąc rękę na jego ramieniu i patrząc mu w oczy.
-Tak, po prostu się zamyśliłem.-powiedział i wzruszył ramionami posyłając mi smutny uśmiech. Ewidentnie coś było nie tak, a ja i tak się dowiem co. Jak nie od niego to od kogoś innego, jak nie po dobroci to na siłę.
-Na pewno? Nie brzmiało to zbyt przekonująco.-powiedziałam tylko i patrzyłam na niego z powagą.
-Nic mi nie jest.-odpowiedział jedynie i wzruszył ramionami.
-Wiesz co? Ja chyba wolę jak jesteś szajbnięty.-powiedziałam z uśmiechem, a Lou zaśmiał się.
-Poważna wersja mnie jest dziwna, ale czasami się przydaje.-powiedział i poruszył brwiami.
-Z całą pewnością... No o ile się nie smucisz...-stwierdziłam, a on tylko wzruszył ramionami.
-A pokażesz mi tą tapetę?-zapytał cicho, a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Naprawdę tak ci zależy żeby ją ujrzeć?-zapytałam przez śmiech, a on pokiwał głową.
-Skoro nalegasz...-powiedziałam i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Włączyłam go i podałam Louisowi. Uśmiechnął się szeroko i oddał mi telefon.
-To ja.-odparł wesoło.
-To ty i reszta zespołu.-poprawiłam go i przewróciłam oczami.
-Serio? Nie zauważyłem.-powiedział i wzruszył ramionami uśmiechając się niewinnie.
-Wy naprawdę widzicie tylko to co chcecie widzieć.-skomentowałam i szturchnęłam go lekko w ramię.
-Ał! Jak mogłaś! Umieram! Co za agonia!-wykrzyczał i zaczął wić się na łóżku tak, że aż w końcu z niego spadł. Roześmiałam się głośno, a on szybko podniósł się i usiadł mi na kolanach przewracając mnie na plecy i trzymając moje nadgarstki.
-Jak możesz się ze mnie śmiać?!-zapytał oburzony, a ja dalej się śmiałam.
-Chcesz mieć powody do śmiechu?! Proszę bardzo.-powiedział i zaczął mnie łaskotać.
-Nie! Stop! Nie możesz... Zostaw! Louie!-darłam się przez śmiech i starałam się odepchnąć go, ale nie mogłam miałam za mało siły.
-Przeproś!-powiedział dalej mnie łaskocząc.
-Prze... Przepraszam!-wykrzyczałam, a on przestał mnie łaskotać.
-No dobra... To teraz możesz ze mnie zejść.-powiedziałam i próbowałam się podnieść, ale nie wychodziło mi to za dobrze.
-Nie.-odpowiedział krótko, a ja wbiłam w niego moje zdziwione spojrzenie.
-Jak to nie?! Masz zejść i to już!-powiedziałam z oburzeniem i patrzyłam na niego wściekłym wzrokiem.
-Nie.-powtórzył i nie miał nawet najmniejszego zamiaru się ruszyć.
-Złaź i to już! Małpiszonie ty jeden...-mruknęłam pod nosem i odwróciłam głowę na bok. Tomlinson zaśmiał się, a ja nadal byłam obrażona i nawet na niego nie spojrzałam.

* z perspektywy Kingi *

-Myślicie, że zamknięcie ich razem w jednym pokoju było dobrym pomysłem? Nie wiadomo co mogą zrobić.-powiedział Harry i zmarszczył czoło.
-Boisz się o zniszczenia pokoju, całego domu, czy raczej o Louisa?-zapytała Agata i zaśmiała się.
-Wydaje mi się, że o wszystko.-skomentowałam, a Harry wzruszył tylko ramionami. Po chwili dało się słyszeć z góry jakieś krzyki, piski i śmiechy.
-Widzicie? Widzicie?! I co oni niby tam robią?! Zaraz nam dom na głowę spadnie!-powiedział Harry i odgarnął włosy opadające mu na oczy.
-Ciesz się, że nie niebo.-odpowiedziałam jedynie i zaśmiałam się. Harry uśmiechnął się lekko i ruszył na górę.
-Czekaj. Idę z tobą.-powiedziałam i razem ruszyliśmy na górę. Przyłożyłam ucho do drzwi i starałam się usłyszeć kawałek ich rozmowy. Najwyraźniej się o coś kłócili, ale nie mogłam zrozumieć o co. Po jakichś 10 minutach zrezygnowałam i zeszłam na dół, a Harry zaraz za mną.
-Nic ciekawego nie da się usłyszeć.-stwierdziłam wchodząc do salonu i siadając na kanapie obok Nialla. Potargałam mu ręką włosy, a on odpłacił mi się pięknym i szczerym uśmiechem.
-Mam nadzieję, że już więcej nie będą się dotykać kuchni. Pojedynczo są niegroźni, ale razem potrafiliby zniszczyć cały wszechświat.-powiedział Liam i wzdrygnął się na samą myśl o zagładzie wszechświata. Całe nasze towarzystwo roześmiało się.
-Dobra, dobra... Lepiej ich już wypuścić i będzie z głowy.
-Liam... Daj mi klucz do pokoju.-powiedziałam i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Niechętnie oddał mi kluczyk, a ja ciągnąc Niallera za rękę udałam się do pokoju Lou. Otworzyłam drzwi i wparowałam do środka.
-Nareszcie!-wydarła się Andzia i próbowała wstać, ale Louis trzymał ją cały czas-No puść mnie już!-powiedziała Angelika i uderzyła go w brzuch.
-Nie, bo jesteś niemiła!-odparł i zrobił naburmuszoną minę.
-Andzia nie bij go, a ty Louis zejdź z niej i zachowuj się w miarę normalnie... O ile to w ogóle możliwe.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Nie to jest niemożliwe i nie mam najmniejszego zamiaru jej puszczać.-powiedział oburzony szatyn.
-Jak nie puścisz mnie po dobroci to użyjemy siły!-powiedziała moja przyjaciółka, a Louie zaśmiał się tylko i nawet nie odpowiedział.
-Jeśli nie macie zamiaru wyjść to znowu was zamkniemy.-stwierdził Niall.
-Nieee!-krzyknęła Andzia-Zostawcie otwarte. Może wreszcie ten debil mnie puści!-warknęła i spojrzała na niego z wrogością. Zaśmiałam się i zamknęłam drzwi tym razem nie na klucz... Złapałam blondyna za rękę i pociągnęłam w stronę salonu.
-I co robią?-zapytał Zayn.
-Właściwie to nic. Jak zwykle się wydurniają w najlepsze.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-Nie zejdą na dół?-zapytał zdziwiony Harry.
-Jak widać zabawa za bardzo ich pochłonęła, a przynajmniej Louisa, bo Andzia nie jest do tego zbyt pozytywnie nastawiona. On po prostu nie ma zamiaru jej wypuścić z pokoju.-stwierdziłam jakby było to coś najnormalniejszego w świecie.
-A ja pójdę im poprzeszkadzać w zabawie!-powiedziała uradowana Karolina i ruszyła schodami na górę...

* z perspektywy Karoliny *

Stanęłam przed drzwiami do pokoju Louisa i przyłożyłam do nich ucho. Nie było nic słychać, więc czyżby ich kłótnie się zakończyły? Stałam tak jeszcze kilka minut i słyszałam jak o czymś rozmawiają jednak nadal nie wiedziałam o czym.Wystawiłam język i jeszcze mocniej przycisnęłam się do drzwi. Po chwili poczułam czyjeś ręce na moich ramionach. Odwróciłam się gwałtownie i uderzyłam kogoś z łokcia w brzuch.
-Znowu stosujesz przemoc?-zapytał Zayn zginając się w pół.
-Przepraszam. Nie chciałam cię uderzyć.-powiedziałam zmartwiona. Chłopak po chwili wyprostował się i uśmiechnął wesoło.
-Jak dasz buzi to nie będzie boleć.-powiedział i nadstawił policzek. Stanęłam na palcach i próbowałam pocałować go w policzek, ale on odwrócił się i tym samym cmoknęłam go w usta. Tak się złożyło, że akurat w tym momencie drzwi do pokoju Louisa otworzyły się. W drzwiach stali zdziwieni Lou i Andzia. Po chwili z głośnymi śmiechami i okrzykami pobiegli na dół, a my z Zaynem spojrzeliśmy na siebie przerażeni i po chwili ruszyliśmy za nimi. Wbiegliśmy do salonu aby zapobiec rozprzestrzenianiu się plotki, ale jak widać było już za późno...
-Zarolina się całowała! Zarolina się całowała! Zarolina się całowała!-darł się Lou i skakał po całym salonie jak jakaś małpa. Andzia skakała razem z nim i też się wydzierała. W końcu obydwoje zamilkli i podbiegli do nas. Popchnęli nas w swoją stronę z wielkimi wyszczerzami.
-Tulimy!-wydarli się patrząc na nas. Byłam zbyt zdziwiona żeby cokolwiek powiedzieć. Patrzyłam tylko zdezorientowana na naszych "kochanych" wariatów.
-Zaraz, zaraz... Powoli... To prawda, czy oni mają taki odpał?-zapytał Niall wpatrując się w nas ze spokojem.
-My nie kłamiemy!-wydarli się razem Louis i Angelika. Rozglądałam się po pokoju zdezorientowana, ale wiedziałam, że w końcu muszę zabrać głos.
-To było niechcący.-powiedziałam tylko, a wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni.
-Jak można pocałować kogoś niechcący?-zapytała Angelika.
-Na przykład można na kogoś wpaść, albo ktoś cię popchnie i trafisz w usta.-powiedziałam starając się brzmieć wiarygodnie.
-Jakby to niby wyglądało?-zapytał Louis i stanął przed Andzią-Ojoj wywracam się!-powiedział nagle i udawał, że się potknął. Wywrócił moją przyjaciółkę z hukiem i cmoknął ją w usta.
-Widzicie? Głupota!-stwierdził wzruszając ramionami. Teraz wszyscy patrzyli na niego jak na idiotę.
-Złaź ze mnie! Jesteś głupszy od kamienia!-warknęła Angelika i zepchnęła z siebie szatyna. Ten tylko wzruszył ramionami.
-W każdym bądź razie całowaliście się. Mamy Zarolinkę!-powiedział ucieszony chłopak.
-A ty całowałeś Andzię!-stwierdził Zayn.
-To była tylko demonstracja waszej głupawej wymówki.-powiedział ze spokojem Lou.
-Dobra, dobra... Nie kłóćcie się. Co ma być to będzie.-powiedziała Kinga i uśmiechnęła się lekko. Byłam jej wdzięczna, choć wiedziałam, że będzie chciała się dowiedzieć o co dokładnie chodziło.
-Ej... A może poszłybyście po Alę? Cały dzień siedzi sama w domu. Pewnie jest jej przykro, że o niej zapomniałyście.-stwierdził Liam, a ja przytaknęłam mu.
-To ja po nią pójdę.-powiedziałam i wyszłam z salonu.
-Idę z tobą!-usłyszałam za sobą głos Zayna. Uśmiechnęłam się lekko i obydwoje wyszliśmy z domu. Po niecałej minucie byliśmy już w moim domu.
-Ala?! Ala gdzie jesteś?!-zapytałam głośno.
-Idę!-dało się słyszeć jej krzyk, a po chwili stała już na dole.
-Chodź z nami do chłopaków. Cały dzień siedzisz sama... Jak nie pójdziesz to oni przyjdą tutaj.-zagroziłam jej palcem, a ona roześmiała się.
-Okej, okej... Już idę... A wy... Jesteście razem?-zapytała się zdziwiona Ala.
-Nie. No skąd.-zaprzeczyłam i prychnęłam głośno.
-To chodźcie.-powiedział jeszcze Zayn i cała nasza trójka ruszyła z powrotem w stronę domu One Direction... Kto by pomyślał, że kiedykolwiek się z nimi zaprzyjaźnimy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz