sobota, 21 kwietnia 2012

Rozdział Piąty

Rano obudziłam się dość późno, bo na zegarku widniała godzina 11:38. W każdym bądź razie Zayn jeszcze spał. Leżał z otwartą buzią na pościeli i mruczał coś pod nosem. Zaśmiałam się cicho i wyszłam z pokoju. Udałam się do pokoju w którym wczoraj miałam spać i wzięłam mój telefon. Powróciłam z powrotem do Zayna i cyknęłam mu jedną fotkę.
-Proszę jak ładnie.-powiedziałam uśmiechając się sama do siebie oglądając uważnie jego zdjęcie. Zajęło mi to ładnych parę minut.
-Wiesz, że to nie ładnie robić zdjęcia śpiącemu.-powiedział głos tuż przy moim uchu, a ja obróciłam się gwałtownie i uderzyłam bruneta w oko.
-Ał! Dobra już się nie czepiam, ale nie bij.-powiedział chłopak i zaśmiał się cicho zasłaniając dłonią uderzone miejsce.
-Przepraszam. To niechcący.-powiedziałam niepewnie i uśmiechnęłam się lekko.
-Spokojnie. Nie gniewam się.-odparł Zayn, a ja uśmiechnęłam się nieco szerzej.
-Reszta już wstała?-zapytał chłopak, a ja wzruszyłam ramionami.
-Idę się ubrać.-oznajmiłam tylko i wyprułam z pokoju w podskokach. Wzięłam swoje wczorajsze ciuszki i udałam się razem z nimi do łazienki. Ogarnęłam się i ubrałam po czym zeszłam na dół do kuchni.
-O witamy śpioszka.-powiedziała Andzia i posłała mi uśmiech.
-Jak się spało w pokoju gościnnym?-zapytał Lou gryząc kawałek marchewki.
-Emm... W pokoju gościnnym... Ten... Dobrze?-bardziej zapytałam niż stwierdziłam, a wszyscy popatrzyli na mnie jak na idiotkę.
-Karolina przez ciebie mam siniaki na plecach. Nie musiałaś aż... Ou...-powiedział chłopak wparowując do kuchni. Gdy tylko zobaczył całe towarzystwo zamilkł i nie dokończył swojej wypowiedzi. Wszyscy patrzyli na nas z minami w stylu WTF.
-Nie musiała czego?-zapytała w końca Aga i mierzyła nas ciekawskim spojrzeniem.
-Ojeju... Bo ja się bałam w nocy i poszłam spać do Zayna. Jego drzwi były najbliżej.-powiedziałam i zrobiłam wielce naburmuszoną minę. Cała reszta spokojnie pokiwała głowami, a po chwili wrócili do swoich poprzednich czynności. Tylko Agata śmiała się w najlepsze, ale nigdy nie twierdziłam, że ona jest do końca normalna, więc nie bardzo mnie to ruszało. Kiedy wszyscy zjedliśmy śniadanie Louis wpadł na genialny pomysł.
-Pojedziemy dziś do wesołego miasteczka!-oznajmił klaszcząc w dłonie.
-Taaak!-wydarła się Andzia i po chwili razem z szatynem skakali po całym domu ciesząc się jakby właśnie wygrali w totka.
-Dwaj wariaci się dobrali. Jakby dorzucić im jeszcze Agatę to stworzyliby świetne trio.-usłyszałam czyjś szept i odwróciłam się. Przede mną stał uśmiechnięty Zayn. Także się uśmiechnęłam, a po chwili poszłam do salonu żeby ogarnąć naszą dwójkę wariatów.
-Uspokójcie się!-krzyknęłam, a oni posłusznie usiedli na kanapie ze smutnymi minami.
-Możemy pojechać do wesołego miasteczka, o ile będziecie zachowywać się jak ludzie... Musicie skończyć... Z tym.-powiedziałam wskazując na nich ręką.
-Mam rozumieć, że chodzi o nas.-stwierdził Lou, a ja spojrzałam na niego nieco zdziwiona.
-W pewnym sensie taaak...-odparłam i wyszłam z salonu.

* z perspektywy Angeliki *

 Karolina zostawiła nas samych w salonie. Przez jakiś czas panowała tu dziwaczna cisza. Po chwili jednak oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Po jakichś 5 minutach opanowaliśmy się i rozsiedliśmy się na kanapie włączając telewizor.
-Chodź. Przytul się.-powiedział Lou i wyciągnął w moją stronę ręce.
-Pff... Jak potrzebujesz czułości to leć do Harrego.-odparłam oschle, lecz tak naprawdę byłam rozbawiona.
-No przytul... Nie można mi odmówić.-powiedział robiąc smutną minkę i dalej wyciągając ręce w moją stronę.
-Niech ci będzie...-odparłam i wyciągnęłam w jego stronę także swoje łapki. Chłopak mocno mnie przytulił i postanowił, że mnie nie puści.
-A teraz buzi...-powiedział i zaśmiał się cicho.
-No chyba nie.-odpowiedziałam mu tylko przyjmując poważny wyraz twarzy.
-Tak.-odpowiedział stanowczo i patrzył na mnie z powagą co wyglądało w jego wykonaniu dosyć dziwnie.
-Nie.-stawałam przy swoim i udawałam wielce obrażoną.
-Bo ja też się obrażę.-powiedział Louie, a ja spojrzałam na niego.
-Ojeju... Jak się obrazisz to mi się chyba świat zawali.-powiedziałam sarkastycznym tonem, a Louis pocałował mnie w policzek i przy okazji obślinił. Mocniej mnie ścisnął w swoim objęciu, a ja wytarłam tylko mój mokry policzek.
-Przeszkadzam?-zapytała uśmiechnięta od ucha do ucha Agata, która stała w wejściu do salonu.
-Nie, no skąd.-powiedziałam tylko i próbowałam wyrwać się z uścisku Lou. Ten jednak nie chciał mnie puścić.
-Widzę, że mamy nową parkę.-powiedziała Aga poruszając brwiami i siadając obok nas na jednym z foteli. Już miałam kategorycznie zaprzeczyć, kiedy to szatyn zasłonił mi usta ręką i sam zabrał głos.
-Tak, a co? Zazdrosna?-powiedział poruszając brwiami, a Adze dosłownie opadła szczęka. Natychmiast wybiegła z salonu. Chłopak wreszcie mnie puścił, a ja mocno uderzyłam go w ramię.
-Pojebało cię?!-spytałam wprost, a Lou tylko roześmiał się głośno. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam rozmyślać nad jego wszechobecną głupotą, kiedy do salonu zleciała się cała hołota aktualnie przesiadująca w tym domu.
-Jak? Gdzie? Kiedy? I czemu powiedziała nam o tym Agata?!-zapytała oburzona Karotka.
-No właśnie!-poparł ją Zayn i cała reszta. Louis nadal zwijał się ze śmiechu, a ja ponownie przywaliłam mu w ramię. Ogarnął się nieco i przestał się chichrać.
-Nie jesteśmy razem. To ten... Ugh! To był jeden z jego żartów.-powiedziałam najspokojniej jak umiałam, choć najchętniej po prostu bym mu przywaliła w ten głupi łeb. Czasami zastanawiam się czy z głupotą można się urodzić i na przykładzie Louisa wydaje mi się, że jednak można.
-Ale chciałabyś, co nie?-zapytał i poruszył brwiami.
-Nie żyjesz!-wydarłam się i zaczęłam go gonić. Biegałam za nim po całym domu aż w końcu zapędziłam go w ślepy zaułek, czyli innymi słowy balkon w jego pokoju.
-Teraz mi się nie wywiniesz.-powiedziałam podchodząc do niego powoli. Przerażony i roześmiany chłopak oparł się o balkonową barierkę. Podbiegłam do niego i wypchnęłam go, a on szybko wleciał do basenu, który znajdował się centralnie pod jego balkonem. Uśmiechnęłam się pod nosem i zbiegłam na dół wychodząc z domu i stając przy basenie.
-Miła kąpiel?-zapytałam ucieszona, a Lou pokiwał głową na tak. Tupnęłam nogą i wlazłam z oburzeniem do domu. Rozsiadłam się w salonie na fotelu i dopiero teraz skapnęłam się, że wszyscy nadal tam siedzą.
-No co?! Nie macie nic do roboty?!-zapytałam wkurzona. Gdy tylko zabrałam głos wszyscy się rozeszli, a ja zostałam w salonie całkiem sama. Miałam zamiar do końca dnia udawać obrażoną na Louisa. Nie wiem czy mi się to uda, ale próbować warto.

* z perspektywy Kingi *

-Czasami wydaje mi się, że Louis jest najdziwniejszą osobą jaka stąpa po tym świecie.-powiedział do mnie spokojnym głosem Niall wpychając sobie do buzi kolejnego żelka.
-Serio? Mi się wydaje, że to Aga, Andzia i Karotka są najbardziej szurnięte pod słońcem.-odparłam i wzruszyłam ramionami. Blondyn roześmiał się głośno i podsunął mi pod nos paczkę żelków.
-Normalnie niezbyt chętnie dzielę się z kimś jedzeniem, ale... Chcesz?-zapytał i posłał mi niepewny uśmiech.
-O... Czuję się wyróżniona.-odparłam i z uśmiechem wzięłam do ręki kilka żelków.
-Myślisz, że przy naszym następnym spotkaniu warto będzie sprawdzać okoliczne krzaki?-zapytał chłopak z uśmiechem, a ja roześmiałam się głośno.
-Wydaje mi się, że tym razem już nie. Być może zaczną śledzić kogoś innego. Oni są nienormalni.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Może i tak, ale lubię ich.-stwierdził Horan, a ja przyznałam mu rację. Siedzieliśmy tak jeszcze przez jakiś czas w ciszy i zajadaliśmy się żelkami. Kiedy jednak się skończyły zapanowała cisza.
-A co z tym wesołym miasteczkiem?-zapytałam wreszcie, a chłopak wzruszył ramionami.
-Chodź, idziemy się zapytać.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę schodząc na dół.
-Co z tym wesołym miasteczkiem?!-zapytałam głośno wbijając do salonu. Siedziała tam obrażona Andzia, a obok niej przepraszający ją Lou.
-Raczej nie pojedziemy tam dzisiaj... Ale zawsze możecie iść sami.-stwierdził Louie.
-Chcesz iść?-zapytał Niall i uśmiechnął się lekko.
-No pewnie.-odparłam i wybiegłam z salonu na korytarz.
-Bawcie się grzecznie dzieci!-usłyszałam jeszcze krzyk Lou i przewróciłam oczami. Po chwili razem z Niallem ruszyłam do wesołego miasteczka. Okazało się, że to wcale nie jest tak daleko jak się wydaje. Droga zajęła nam około 25 minut.
-To gdzie najpierw chcesz iść?-zapytał blondyn oglądając wszystko z wielką uwagą.
-Do domu strachów!-powiedziałam i poruszyłam brwiami, a chłopak nieco pobladł i wymamrotał coś pod nosem. Pociągnęłam go we właściwym kierunku i po chwili byliśmy już w środku. Szliśmy ciemnym korytarzem, a co chwile ze ścian wyskakiwała jakaś straszna kukła. Dało się słyszeć nasze piski, albo raczej piski Nialla, bo to on najbardziej się bał. Kiedy wreszcie wyszliśmy z domu strachów chłopak padł na ziemię i odetchnął głęboko.
-Nigdy więcej!-powiedział do mnie z przerażeniem w oczach, a ja roześmiałam się.
-Teraz idziemy tam.-powiedziałam i wskazałam na kolejkę górską. Niall nie był zbytnio zadowolony, ale powlókł się za mną we wskazaną wcześniej stronę...

* z perspektywy Angeliki *

Stałam razem z Louisem pod drzwiami pokoju Zayna. Postanowiłam, że jednak się pogodzimy, ponieważ zaczęło mi się nudzić. Kinga wyszła gdzieś z Niallem, Alicja wróciła do domu, a Agata wałęsała się po mieście razem z Liamem. Karolina już od dłuższego czasu siedziała w pokoju bruneta, a ja koniecznie chciałam się dowiedzieć o czym gadają.
-Ciszej Louis, bo cię zadźgam łyżką.-powiedziałam i szturchnęłam go łokciem w bok.
-Staram się być cicho.-odpowiedział szeptem, a ja tylko przewróciłam oczami i powróciłam do podsłuchiwania. Głosy w pokoju ucichły, a po chwili drzwi się otworzyły i razem z szatynem wleciałam do środka.
-O patrz! Znalazłem!-powiedział triumfalnym tonem Lou.
-Idioto to mój guzik!-warknęłam i spojrzałam na niego jak na idiotę. On mi wyrwał guzik!
-No właśnie... Przecież jego tu szukaliśmy.-powiedział patrząc na mnie z rozbawieniem.
-Tak... Z całą pewnością szukaliście tu guzika.-powiedział Zayn patrząc na nas z politowaniem.
-To był jego pomysł!-powiedziałam wskazując palcem na Louisa.
-Co?! Obrażam się!-powiedział oburzony, a ja spojrzałam na niego przepraszająco i dałam mu buziaka w policzek.
-No może jednak ci wybaczę.-odpowiedział i zaśmiał się.
-Idioci.-skomentowała Karotka i razem z Zaynem ominęli nas i zeszli na dół po schodach.
-Gdzie idziecie?-zapytałam zaciekawiona zbiegając za nimi.
-Na spacer po mieście.-odpowiedział Zayn, a po chwili razem z Karoliną wyszli z domu.
-Louis! Bierz okulary i dwa kapelusze! Idziemy śledzić Zarolinę.-powiedziałam i uśmiechnęłam się sama do siebie wymyślając połączenie ich imion. W sumie to nie było trudne, ale ci... Muszę się przecież pocieszyć. Kiedy byliśmy gotowi do akcji Lou miał przyklejone sztuczne wąsy, na głowie miał kapelusz, a na nosie ciemne okulary przeciwsłoneczne. Ja miałam to samo... No nie licząc sztucznych wąsów. Szybko wybiegliśmy z domu i ruszyliśmy przed siebie próbując wyszukać Karotkę i pana Malika.
-Tam są.-powiedział Lou przyklejając się do szyby przed Milkshake City. Szybko odciągnęłam od niej i popukałam go w głowę.
-Zaraz cię zauważą. Tym razem mają nas nie nakryć. Czaisz?-zapytałam i zrobiłam poważną minę.
-Okej, okej.-powiedział uspokajając mnie gestem rąk-Uwaga! Wychodzą!-wydarł się Lou i pociągnął mnie za rękę odciągając nieco dalej. Okazało się jednak, że parka idzie w naszą stronę. Szybko odwróciłam chłopaka tyłem do nich i przytuliłam się do niego starając się schować twarz. Przeszli obok nas śmiejąc się i ruszyli w stronę dobrze znanego nam już parku.
-Idziemy za nimi, ale dopiero jak będą daleko.-powiedziałam do Tomlinsona, a on pokiwał głową.
-Powinniśmy założyć jakąś spółkę. A nazwa... Hmm... Agenci nie najlepsi.-powiedział wymachując mi ręką przed oczami.
-Bardzo twórcza nazwa Boo, ale musimy już iść, bo stracimy ich z pola widzenia.-powiedziałam spokojnie i złapałam go za rękę ciągnąc w stronę parku. Szliśmy za Karotką i Zaynem w bezpiecznej odległości.
-Kiedy oni wreszcie się gdzieś zatrzymają... Może tam w głębi parku nad małym stawem?-zapytał Lou, a ja wzruszyłam ramionami. Szliśmy za nimi w ciszy i przyglądaliśmy im się z uwagą. Boo Bear miał rację. Zatrzymali się przy stawiku nieopodal kilku drzew i wysokich krzaków. Tak... To idealna kryjówka! Po cichu podeszliśmy do nich i schowaliśmy się tak, że nie było nas widać.
-Teraz masz być cicho... Ani słowa, zrozumiałeś?-zapytałam szatyna z powagą, a on kiwnął głową na znak zrozumienia moich słów. W ciszy przysłuchiwaliśmy się ich rozmowie. Powiem szczerze, że mieli nieco ciekawsze tematy do rozmów niż Niall z Kingą. Gadali głównie o zespole, sławie, przyjaciołach, związkach i takie tam podobne.
-Nudzi mi się...-szepnął mi do ucha Tomlinson, a ja spojrzałam na niego i westchnęłam cicho.
-Możemy teraz zostawić tu nasze przedmioty maskujące i udawać, że niechcący ich spotkaliśmy.-zaproponowałam, a chłopak z chęcią zgodził się na moją propozycję. Wyszliśmy z krzaków i obeszliśmy dookoła staw.
-O! Zayn, Karolina! Hej! Co wy tu robicie?-zapytałam udając zdziwienie, a Lou zaśmiał się pod nosem.
-My? Siedzimy sobie i gadamy, a co wy tu robicie?-zapytała Karotka unosząc jedną brew ku górze.
-Spacerujemy sobie na świeżym powietrzu.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-Czyli tym razem nikogo nie śledzicie i nie podsłuchujecie?-zapytał Zayn.
-Nieeee, no skąd... My? Tacy porządni ludzie? Nigdy...-powiedziałam gestykulując rękami. Louis wybuchł głośnym śmiechem, a ja zmierzyłam go zabójczym spojrzeniem. Chłopak uśmiechnął się niewinnie i przytulił mnie mocno.
-Zachowujecie się jak stare, dobre małżeństwo.-stwierdził brunet, a moja przyjaciółka potwierdziła jego słowa.
-A wy macie ciekawe tematy do rozmów.-wypalił Lou, a ja walnęłam go w tył głowy otwartą dłonią.
-TY...JESTEŚ...IDIOTĄ!-wydarłam mu się do ucha i zaczęłam gonić go dookoła stawu. Tomlinson poślizgnął się jednak i wleciał z hukiem do wody. Roześmiałam się głośno i patrzyłam na jego zdziwioną minę.
-Chodź... Pomogę ci...-wyrzuciłam z siebie przez śmiech i wyciągnęłam w jego kierunku rękę. Złapał ją i zaczął wychodzić, ale po chwili mocno pociągnął mnie i razem wylądowaliśmy w wodzie. Spojrzałam na niego oburzona, a po chwili obydwoje zaczęliśmy się głośno śmiać.
-Dzwonię do psychiatryka!-oznajmiła głośno Karolina, a my z Lou jeszcze bardziej się cieszyliśmy. Ach... Nie ma to jak inteligencja... Po jakichś 20 minutach śmiechów i narzekania wyszliśmy z wody i usiedliśmy obok Zaroliny. Teraz oficjalnie będę ich tak nazywać, choć nie są razem... Chyba...
-Wy macie mózg, czy jakąś plastikową podróbę?-zapytała Karolina, a ja wzruszyłam tylko ramionami.
-Wracajmy do domu. Muszę się przebrać.-powiedział Louie i pociągnął mnie za rękę. Szliśmy w stronę domu, ale nagle mi się o czymś przypomniało.
-Zarolina! W krzakach są nasze kapelusze, okulary i sztuczne wąsy! Przynieście je potem!-krzyknęłam w ich stronę i posłałam im całusa. W podskokach wróciłam do domciu i przebrałam się w coś czystego i suchego, a potem ponownie zawitałam u One Direction.
-Louis! Louis! Gdzie jesteś?!-zapytałam wchodząc do domu i niepewnie kierując się w stronę schodów. Nagle z salonu wyskoczył Lou z dzikim okrzykiem. Pisnęłam głośno i przyłożyłam mu w ramię.
-Ała! To naprawdę bolało!-powiedział, a w jego oczach pojawiły się łzy. Usiadł na kanapie i zaczął płakać. Przez chwilę myślałam, że żartuje, ale widziałam jak łzy skapują mu na ziemię.
-O Boże Lou... Kochany ja nie chciałam cię skrzywdzić... Marchewko?-zapytałam niepewnie siadając obok niego i kładąc mu dłoń na ramieniu. Chłopak podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się szeroko. Byłam nieco zdezorientowana.
-Mam talent do płakania na zawołanie.-powiedział i poruszył brwiami, a ja zaśmiałam się głośno.
-To nie fair! Ja tu się martwię, a ty sobie żartujesz!-powiedziałam przez śmiech. Po chwili przybrałam jednak poważną minę i odwróciłam się do niego plecami. Nagle usłyszałam, że otwierają się drzwi. Do salonu wparowała Kinga i Niall śmiejąc się w najlepsze.
-Dzisiaj nas nie śledziliście!-odparł uradowany Niall-Gratuluję!-dodał głaszcząc nas po głowach.
-Was nie, ale Zarolinę tak.-powiedziałam z wyszczerzem.
-Zarolinę?-zapytali oboje ze zdziwioną miną. Zaśmiałam się cicho.
-No Zayna i Karolinę, czyli Zarolinę. A wy będziecie... Ninga, lub Kiall. Co lepiej brzmi marcheweczko?-zapytałam Lou, a on uśmiechnął się szeroko.
-Hmm... Kiall!-wydarł się i zaczął skakać wokoło blond parki. Oni patrzyli na niego jak na wariata, a on był maksymalnie szczęśliwy.
-Zachciało wam się łączyć imiona?-zapytała Kinga marszcząc czoło.
-Tak.-odpowiedzieliśmy równo i teraz obydwoje skakaliśmy wokół nich jak wariaci. Nagle w salonie pojawili się też Liam i Aga. Zaczęliśmy skakać wokoło nich.
-Aiam, Aiam, Aiam, Aiam!-wykrzykiwaliśmy skacząc wokoło nich. W końcu znudziła nam się ta zabawa i rzuciliśmy się z wrzaskiem na kanapę.
-Nie pytajcie... Oni są nienormalni i trzeba ich zamknąć w izolatce.-wytłumaczył Niall, a my roześmialiśmy się głośno. Nie ma to jak nienormalność!
-To da się zauważyć. A tak przy okazji to wie ktoś może gdzie jest Karolina, Alicja, Zayn i Harry?-zapytał Liam.
-Ala jest w domu, Zarolina w parku, a Harry... Nie wiem. Może poszedł spać?-zapytałam sama siebie i nagle spojrzałam na Louisa ze złowrogim uśmiechem.
-Myślisz o tym samym co ja?-zapytał chłopak, a ja pokiwałam głową. Obydwoje wypruliśmy na górę do łazienki i napełniliśmy wiadro zimną wodą. Weszliśmy po cichu do pokoju Hazzy i ujrzeliśmy go rozwalonego na łóżku. Spał... Podeszliśmy do niego po cichu i wylaliśmy na niego wiadro wody.
-ZABIJĘ WAS WY MENDY JEDNE!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz