piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział Czwarty

Obudziłam się i leniwie otworzyłam moje oczy. Czułam, że strasznie bolą mnie plecy. Ciekawe od czego? Ach tak... Przecież wczoraj zasnęłam na kanapie. Próbowałam wstać, ale "coś" mnie trzymało. Okazało się, że tym czymś były ręce Louisa, który zakleszczył mnie w swoim uścisku. Przez jakiś czas siłowałam się i próbowałam wstać, ale moje próby szły na marne. Westchnęłam głośno i szturchnęłam Lou w ramię.
-Louie... Louie... Wstawaj... Musisz mnie puścić.-powiedziałam mu cicho do ucha i cały czas szturchałam go w ramię.
-Nieee... Leż jeszcze. Wygodnie mi.-powiedział i uśmiechnął się nie otwierając nawet oczu. Westchnęłam głośno i oparłam się o niego z naburmuszoną miną. Przejechałam wzrokiem po całym pomieszczeniu. Nie było tu nikogo prócz nas. Zapewne po filmie każdy poszedł w swoją stronę... Zaczynało mi się nudzić, więc zaczęłam uważnie oglądać moje paznokcie. Potem nuciłam sobie coś pod nosem, a następnie bawiłam się włosami Louisa. Przyglądałam się mu z uwagą i zrobiłam minę filozofa. Rozczochrałam mu włosy i zaczęłam jeździć palcami po całej twarzy. Kreśliłam tam jakieś dziwne wzorki... Chłopak uśmiechnął się nagle, a ja zabrałam moje ręce.
-Ej... Ty nie śpisz.-powiedziałam z wyrzutem, a on tylko zaśmiał się i otworzył oczy.
-No nie śpię, nie śpię...-stwierdził i wzruszył ramionami. Udałam obrażoną i po raz kolejny próbowałam wstać, ale ten brązowowłosy patafian cały czas mnie trzymał.
-Możesz mnie już puścić.-powiedziałam z wyższością w głosie.
-Ale nie puszczę.-powiedział i wyszczerzył się perfidnie.
-Musisz mnie puścić!-powiedziałam oburzona i wydęłam policzki. Wyglądałam jak czteroletnie, naburmuszone dziecko, któremu matka nie chciała kupić zabawki.
-A co będę z tego miał?-zapytał poruszając brwiami. Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Po części zaczął mnie irytować, ale był też w pewien sposób zabawny.
-Wiesz... Tak sobie myślę, że... Nic, a nic!-warknęłam mu do ucha na co on odpowiedział tylko gromkim śmiechem.
-W takim razie ja idę spać.-oznajmił i zamknął oczy cały czas uśmiechając się.
-Nieee... Louie... Puść mnie, proszę.-powiedziałam i zrobiłam proszącą minę kota ze Shreka.
-Ponawiam wcześniejsze pytanie, czyli co będę z tego miał?-spytał wpatrując się we mnie z zupełną powagą. Prychnęłam głośno i udawałam obrażoną.
-Ewentualnie mogłabym zrobić ci śniadanie.-powiedziałam nadal udając wielce urażoną.
-No... Skoro nalegasz...-powiedział i puścił mnie. Uśmiechnęłam się szeroko i szybko wstałam z kanapy. Tak na wszelki wypadek jakby się rozmyślił.
-A co chcesz na śniadanie?-zapytałam spoglądając na niego z powagą.
-Zaskocz mnie.-rzucił tylko z wyzywającym uśmiechem.

* z perspektywy Karoliny *

Zbiegłam w podskokach na dół i wlazłam do kuchni. Pamiętam, że wczoraj zasnęłam u chłopaków podczas oglądania filmów, a rano obudziłam się w czyjejś sypialni. Ogarnęłam się i jak już wspomniałam, zeszłam do kuchni.
-O... Hej Andzia.-powiedziałam i uśmiechnęłam się wesoło.
-Ta... Cześć.-powiedziała i przygotowywała naleśniki.
-Mmm... A dla kogo te naleśniki?-zapytałam i oblizałam się. Miałam ochotę na naleśniki. Takie z nutellą, albo z dżemorem. Mniam...
-Dla Louisa... No i może zostanie też coś dla reszty.-rzuciła Angelika i uśmiechnęła się lekko.
-Dla Lou? Myślałam, że lubisz Harrego...-powiedziałam zdziwiona.
-Ten brązowowłosy poteflon mnie szantażował.-powiedziała naburmuszona dziewczyna, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
-Poteflon?-zapytał robiąc minę w stylu WTF.
-Tak, poteflon. Nie pytaj...-powiedziała i zaśmiała się cicho. Ta... Bardzo ciekawe. Wyszłam z kuchni i udałam się do salonu. W salonie siedział Louis i oglądał telewizję.
-Heeeeej.-powiedziałam uśmiechnięta od ucha do ucha i usiadłam obok niego na kanapie.
-Heeeeeeeeeej!-odparł wesoło i posłał mi uśmiech.
-Andzia robi dla ciebie naleśniki. Co ty jej zrobiłeś, że ona robi śniadanie?!-zapytałam zdziwiona i spojrzałam na niego zupełnie poważnie. Zazwyczaj połączenie Andzia + kuchnia kończy się jedną, wielką tragedią, ale nie tym razem.
-Wystarczy odrobina rozumu i można zdziałać wszystko.-skomentował szatyn, a ja tylko pokiwałam twierdząco głową. W salonie zaczęło mi się już nudzić, więc poszłam na górę i weszłam do pokoju w którym się obudziłam. Na łóżku siedział Zayn i czytał jakąś gazetę.
-Cześć.-powiedziałam i posłałam mu uśmiech-To twój pokój? Kto mnie tu zaniósł? Jeśli to twój pokój to gdzie ty spałeś?-zadałam wszystkie pytania na które chciałam poznać odpowiedź i usiadłam na przeciwko niego.
-Hej... Tak to mój pokój i ja cię tu zaniosłem, bo zasnęłaś. Ja? Ja spałem w pokoju u Louisa. I tak spał w salonie.-stwierdził chłopak i wzruszył ramionami. Wyszłam z jego pokoju i weszłam do pokoju naprzeciwko. Zajrzałam do środka, a widok zmroził mi krew w żyłach.
-PRZYODZIEJ SIĘ CZŁOWIEKU, BO TO BOLI!-wrzasnęłam i rzuciłam się na podłogę zakrywając oczy.
-Dobra, dobra... Nie spodziewałem się, że zechcesz wparować do mojego pokoju. Do każdego dziś tak przychodzisz?-zapytał Harry.
-Mam taki zamiar. Mogę już patrzeć?-zapytałam i dostałam odpowiedź twierdzącą. Wstałam z podłogi i spojrzałam na niego. Zdążył już założyć spodnie.
-Następnym razem chodź ubrany.-powiedziałam i posłałam mu krzywy uśmiech.
-Następnym razem pukaj.-odparł sarkastycznie i pokazał mi język. Odpłaciłam mu się tym samym i wparowałam do kolejnego pokoju. Na łóżku leżał śpiący Niall... Awww.... Tak słodko wyglądał. Podeszłam do niego i wskoczyłam na łóżko.
-WSTAWAJ!-wydarłam mu się do ucha, a on natychmiast wypruł z łóżka i stanął obok.
-Karolina!-wydarł się, a ja wybuchnęłam salwą śmiechu i uciekłam szybko z pokoju. Zbiegłam na dół i ponownie wlazłam do salonu. Siedziała już tam Kinga, Agata i Liam, a Lou z Andzią siedzieli zapewne w kuchni.
-Cześć wam wszystkim.-rzuciłam z uśmiechem, a po chwili upadłam na podłogę. Zaczęłam piszczeć, bo nie bardzo wiedziałam co się stało. Przekręciłam się na plecy i ujrzałam nad sobą roześmianą twarz Nialla. Po chwili chłopak zaczął mnie łaskotać, a ja zwijałam się ze śmiechu.
-Pomocy!-wydarłam się. Kinga leniwie wstała z kanapy, a ja coraz głośniej się śmiałam.
-No Kinga kurna! Zabierz swojego chłopaka!-wrzasnęłam przez śmiech, a Kinga obraziła się i ponownie usiadła na kanapie. Po chwili blondyn przestał mnie łaskotać i z triumfem wymalowanym na twarzy odszedł.
-Obudziłaś go, prawda?-zapytał Liam i uniósł jedną brew ku górze. Pokiwałam twierdząco głową, a on przewrócił tylko oczami i westchnął cicho. Postanowiłam, że sprawdzę co u Andzi. Wbiłam do kuchni z szerokim uśmiechem. Andzia dalej smażyła naleśniki, a Lou siedział na blacie i podśpiewywał coś pod nosem.
-Już zjadłeś?-zapytałam Lou, a on pokiwał głową z szerokim uśmiechem.
-A dla mnie?!-spytałam oburzona i tupnęłam nogą. Jak można o mnie zapomnieć, no jak?!
-Tam są.-powiedział szatyn i wskazał na talerz z naleśnikami. Podbiegłam do niego i zabrałam się za jedzenie. Chłopak śmiał się głośno, a ja nie zwracałam na to uwagi. Po kilku minutach na talerzu nic nie zostało. Czyli jednak o mnie nie zapomnieli... No i całe szczęście, bo długo by nie pożyli...
-Dziękuję.-powiedziałam tylko i wybiegłam z kuchni. Po chwili znalazłam się w salonie i latałam wokół kanapy udając helikopter. Miałam dziś nadzwyczaj dobry humor i raczej nikt mi go nie popsuje...

***
* z perspektywy Kingi *

-Banan to nie jest taki zmutowany rodzaj pomidora wydziedziczony z powodu inności!-powiedziałam do Karotki i strzeliłam facepalma.
-Ale ty nie masz racji!-wykrzyknęła Karola gestykulując rękami. Zaśmiałam się pod nosem i poszłam do mojego pokoju. Nagle dostałam sms-a. O! Od Nialla...
,,Wpadnę za jakąś minutę i porwę cię! ]:->''
Za minutę? O kurna... Pobiegłam szybko do lusterka i przejrzałam się w nim. Poprawiłam nieco makijaż i ułożenie moich włosów. Nagle usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
-JA OTWORZĘ!-wydarłam się na cały regulator i zbiegłam na dół. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam w nich uśmiechniętego blondaska.
-Gdzie masz zamiar mnie porwać?-zapytałam na wstępie i uśmiechnęłam się wesoło.
-Zobaczysz.-powiedział uradowany chłopak, a ja odpowiedziałam mu szerszym uśmiechem.
-A więc chodźmy!-zarządziłam i obydwoje ruszyliśmy w odpowiednią stroną gadając i śmiejąc się z niczego. Po jakimś czasie jak zwykle spacerowaliśmy po parku i opowiadaliśmy sobie masę różnych śmiesznych rzeczy.
-Jestem głodny... Chodźmy tam!-powiedział uradowany blondyn i pociągnął mnie w kierunku McDonalda. Przewróciłam tylko oczami i poszłam razem z nim we wskazane miejsce. Chłopak kazał mi usiąść przy wolnym stoliku, a sam poszedł zamówić jedzenie. Po kilku minutach wrócił z tacą pełną hamburgerów, dwiema dużymi colami i dużymi frytkami.
-Masz zamiar to wszystko zjeść?!-zapytałam zdziwiona spoglądając na gigantyczną ilość jedzenia.
-No raczej...-odparł tylko i promiennie się uśmiechnął biorąc się za jedzenie. Westchnęłam cicho i zaśmiałam się po czym przyciągnęłam do siebie frytki. Zaczęłam powoli zjadać je patrząc w tym czasie na blondyna. Opychał się w najlepsze i całą twarz miał ubrudzoną w sosie.
-Coś się ubrudziłeś.-stwierdziłam podśmiewając się.
-Serio?-zapytał zdziwiony chłopak i zaczął wycierać się serwetką.
-Jeszcze tam.-powiedziałam i wskazałam palcem miejsce na jego twarzy.
-Tu?-zapytał wycierając się.
-Nie, nie... Tam niżej.-powiedziałam i ponownie zaczęłam pokazywać palcem.
-Tutaj?-zapytał i ponownie wycierał swoją twarz.
-Nie... Tam przy ustach!-powiedziałam dalej wskazując na ubrudzone miejsce.
-Ja już nie wiem gdzie!-powiedział naburmuszony chłopak i zmarszczył czoło.
-Daj to!-powiedziałam i zabrałam mu serwetkę. Usiadłam obok niego po czym wytarłam mu twarz.
-Już?-zapytał Niall i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Już.-odpowiedziałam i także uśmiechnęłam się. Po chwili obydwoje wyszliśmy z Mc'a i udaliśmy się do parku.
-A może pójdziemy do fontanny?-zapytałam spoglądając na chłopaka. Najwyraźniej mój pomysł mu się spodobał, ponieważ złapał mnie za rękę i przyśpieszył kroku idąc w stronę fontanny. Kiedy dotarliśmy wreszcie na miejsce usiedliśmy na murku przy fontannie.
-Ciekawe czemu nie ma tam rybek.-wypalił blondyn, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Wiesz... Wątpię żeby fontanna była odpowiednim miejscem dla ryb.-stwierdziłam spokojnie i uśmiechnęłam się.

* z perspektywy Karoliny *

Siedziałam w naszym domu w salonie i powiem szczerze, że zaczęło mi się nudzić. Nagle zauważyłam, że Andzia gdzieś wychodzi.
-Czekaj! Gdzie idziesz?-zapytałam podbiegając do niej.
-Do chłopaków. Idziesz ze mną?-zapytała, a ja posłałam jej szeroki uśmiech i szykowałam się do wyjścia. Po kilku minutach byłam gotowa i obydwie wyszłyśmy z domu. Kiedy byłyśmy na miejscu zapukałam głośno do drzwi. Słyszałam jakieś krzyki, a po chwili w drzwiach stał Lou.
-No witam, witam... Przyszłyście zabrać te wariatki Agatę i Alę?-zapytał niepewnie, a my zaśmiałyśmy się głośno.
-Nie... Przyszłyśmy dorzucić wam do kompletu jeszcze dwie wariatki.-powiedziała Andzia i uśmiechnęła się. Louis wpuścił nas do środka i wszyscy poszliśmy do salonu. Angelika i Lou usiedli na kanapie, a ja stałam na środku salonu.
-A gdzie Aga i Ala?-zapytałam po chwili milczenia.
-Na górze w pokoju Harrego.-powiedział Lou i posłał mi lekki uśmiech. Wyszczerzyłam się i w podskokach pobiegłam na górę.
-Heeeej!-powiedziałam na wstępie i spojrzałam na czwórkę bawiących się wariatów.
-Co tam?-zapytał rozbawiony Zayn i poklepał obok siebie miejsce na łóżku.
-A nic. Wpadłam żeby wam potowarzyszyć.-powiedziałam z wyszczerzem.
-Nam czy Zaynowi?-zapytała Aga unosząc jedną brew do góry. Cała poczerwieniałam ze złości i prychnęłam z oburzeniem. Szybkim krokiem wyszłam z pokoju, a gdy zamknęłam drzwi usłyszałam śmiechy naszych przyjaciół. Tupnęłam nogą i stałam przed drzwiami naburmuszona.
-Co się stało?-zapytała Angelika, która właśnie zjawiła się obok mnie.
-Aga mnie uraziła.-odparłam z grobową miną i zeszłam na dół nie patrząc więcej na nią. Udałam się w kierunku salonu. Lou siedział na fotelu i oglądał coś w telewizji. Już miałam coś powiedzieć, kiedy nagle potknęłam się i wylądowałam na szatynie.
-Nie wiedziałem, że na mnie lecisz.-skomentował rozbawiony Lou.
-Ja nie! Andzia!-powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Po chwili do salonu wpadła Angie.
-Ci ludzie są skończonymi idiotami. I wiecie co?-zapytała, ale nie dokończyła swojej myśli, ponieważ podzieliła mój los i wpadła na Louisa.
-Miałaś rację.-powiedział chłopak w moją stronę, a ja zachichotałam.
-Ale o co chodzi?-zapytała moja przyjaciółka ze zdziwioną miną.
-O nic.-odparłam szybko.
-Nieprawda... Karolina powiedziała, że na mnie lecisz.-oznajmił Louie, a ja zmierzyłam go zabójczym wzrokiem.
-ŻE CO?!-zapytała oburzona dziewczyna, a ja poderwałam się z miejsca i zaczęłam przed nią uciekać. Ganiałyśmy się z dobre pięć minut kiedy przede mną pojawił się Harry. Złapałam go za koszulkę i zaczęłam używać jako tarczy chroniącej mnie przed Andzią.

* z perspektywy Angeliki *

-To nie fair!-krzyknęłam widząc jak Karotka wykorzystuje Hazzę. Uśmiechnęłam się złowrogo i wskoczyłam mu na plecy próbując dosięgnąć rękami Karoliny. Ta natychmiast uciekła, a ja uderzyłam Harrego w ramię.
-WIO KONIKU!-wydarłam mu się do ucha na co on zareagował śmiechem. Ruszył z miejsca i pobiegł za Karoliną. Po chwili ponownie zjawiliśmy się w salonie. Loczek niestety także wyrżnął orła i oboje wylądowaliśmy na Louisie.
-Ja to mam powodzenie.-skomentował szatyn, a ja wybuchnęłam głośnym śmiechem. Po chwili wstałam na nogi i usiadłam na kanapie zmęczona tą całą gonitwą.
-Nie gniewasz się już?-zapytała niepewnie Karotka siadając obok mnie. Posłałam jej lekki uśmiech.
-Nie. Wiem, że żartowałaś.-powiedziała najspokojniej w świecie i zerknęłam na Lou.
-Ej! A ja już myślałem, że wszyscy na mnie lecą!-stwierdził robiąc smutną minkę. Podeszłam do niego i wpakowałam mu się na kolanka czochrając mu włosy.
-Jeśli to ma ci poprawić humor to możemy iść na miasto i spróbować znaleźć Kingę i Nialla. Tajni agenci misja druga.-powiedziałam i poruszyłam brwiami.
-No pewnie!-wykrzyknął chłopak i po chwili razem ze mną na rękach wybiegł z domu.
-Idioto! Nie mam butów!-warknęłam i roześmiałam się, a on posłusznie zaniósł mnie z powrotem do środka. Założyłam buty i tym razem na własnych nogach wyszłam z domu.
-Gdzie mogli iść?-zapytałam chłopaka, a on wzruszył tylko ramionami.
-Możliwe, że poszli do parku. Ostatnio często tam przesiadują. Ale... Mogli iść też coś zjeść.-stwierdziłam i zaczęłam zastanawiać się odkąd zacząć poszukiwania.
-To może ja pójdę sprawdzić miejsca w których da się coś przegryźć, a ty pójdziesz do parku? Jak któreś z nas ich znajdzie to się zdzwonimy.-zaproponował chłopak, a ja z uśmiechem przystałam na jego propozycję. Zaczął już odchodzić kiedy nagle sobie o czymś przypomniałam.
-Czekaj! Nie mam twojego numeru!-powiedziałam i podbiegłam do niego. Podyktował mi numer, a ja zapisałam go. Szybkim krokiem ruszyłam do parku i zaczęłam swoje poszukiwania. Na początku byłam skupiona i zachowywałam powagę, lecz potem zaczęłam szukać ich w krzakach i pod wszelkiego rodzaju kamykami. Śmiałam się sama z siebie, kiedy nagle dostrzegłam znajome sylwetki. Tak to oni! Szybko wybrałam numer Lou.
-Agencie 007... Znalazłam nasz cel! Są w parku przy fontannie. Czekam!-wydarłam się do słuchawki gdy odebrał telefon po czym rozłączyłam się i czekałam aż przyjdzie. Po kilku minutach zjawił się cały zdyszany trzymając w ręce paczkę czipsów.
-Nie mogłeś się powstrzymać, prawda?-zapytałam lekko poirytowana i przewróciłam oczami. Louie wzruszył tylko ramionami i poczęstował mnie przekąską. Wzięłam kilka czipsów i razem z nim udałam się bliżej parki. Zatrzymaliśmy się w jakichś krzakach i postanowiliśmy poobserwować ich i przy okazji podsłuchać o czym mówią. Gadali o głupich rzeczach... Wypytywali się o swój ulubiony kolor, danie, muzykę, książki... Nie mogli chociaż raz pogadać o czymś ciekawym?!
-Oni są nudni jak flaki w oleju.-powiedziałam i westchnęłam cicho.
-Przyznaję ci rację.-poparł mnie Lou. Obydwoje wygramoliliśmy się z krzaków, a przed nami znikąd pojawili się Niall i Kinga.
-Emm... My tylko...-powiedziałam zamieszana widząc ich złe miny.
-Pieprzyliśmy się w krzakach!-oznajmił szybko Lou, a my wszyscy popatrzyliśmy na niego z miną w stylu wtf. Popukałam go mocno w głowę.
-Halo? Jest tam kto?-zapytałam nadal uderzając go w głowę-Niestety, ale muszę ci oznajmić, że nie posiadasz mózgu!-wydarłam się mu do ucha, a on zrobił tylko przepraszającą minkę.
-To pierwsze co mi przyszło na myśl.-wyjaśnił, a ja uderzyłam się otwartą dłonią w czoło.
-To o czym ty w ogóle myślisz zboczeńcu?!-zapytałam oburzona i zaśmiałam się cicho. On tylko wzruszył ramionami.
-Naprawdę macie zamiar za każdym razem nas śledzić?-zapytała Kinga z całkowitą powagą. Spojrzeliśmy na siebie z Louisem i pokiwaliśmy głowami na tak.
-Moglibyście chociaż raz być bardziej dyskretni.-stwierdził blondyn, a po chwili razem z Kingą odeszli w inną stronę.
-To co teraz robimy?-zapytałam nie mając żadnych ciekawych pomysłów w zanadrzu.
-Idziemy do domu poprzeszkadzać naszym przyjaciołom.-powiedział szatyn i pociągnął mnie za rękę w kierunku domu.

***
* z perspektywy Karoliny *

Teraz byłam już stuprocentowo pewna, że ten pomysł z nocowaniem u chłopaków i oglądaniem horrorów nie był naszym najwspanialszym pomysłem. Chwyciłam mojego jaśka i udałam się do pokoju obok mnie. Nie wiedziałam kto w nim śpi, ale teraz to się nie liczy. Potrzebowałam kogoś przy kim nie będę się tak bać. Wślizgnęłam się po cichu pod kołdrę i próbowałam zasnąć, lecz nie mogłam. Za bardzo się bałam. Popukałam osobę śpiącą obok mnie w ramię.
-Co jest?-usłyszałam zaspany głos Zayna... A więc to u niego siedzę... Cóż... Mi to nie przeszkadza. Najważniejsze jest to by udało mi się zasnąć.
-Boję się spać. Mogę tu zostać?-zapytałam cichym głosikiem.
-Yhym.-mruknął chłopak i zamknął oczy.
-Ale nie śpij!-powiedziałam głośniej i poszturchałam go.
-Dlaczego?-zapytał otwierając jedno oko i spoglądając na mnie ze zdziwieniem.
-Bo... Zagramy w to kto dłużej nie zaśnie!-wymyśliłam na poczekaniu i uśmiechnęłam się lekko.
-Okej... To przegrałem.-odparł brunet i ponownie zamknął oczy.
-Nie! Nie śpij!-powiedziałam i ponownie szturchnęłam go w ramię.
-Jest noc. W nocy się śpi. Ja jestem śpiący. Powinnaś już iść spać... Jak się boisz to się przytul i dobranoc.-oznajmił chłopak i zamknął swoje senne oczy. Byłam nieco zła, ale skorzystałam z jego propozycji. Objęłam go mocno rękami i nogami, a z tyłu przykryłam się kołdrą po szyję. Wtuliłam się w niego mocno i próbowałam zasnąć, ale nie mogłam.
-Śpisz?-zapytałam cicho spoglądając na jego twarz.
-Jeszcze nie.-odparł-Nie jest mi zbyt wygodnie.-stwierdził i uraczył mnie swoim spojrzeniem.
-Nie moja wina. Sam kazałeś mi się przytulić i iść spać, choć co do tego spania to i tak nie mogę zasnąć.-powiedziałam zupełnie poważnie.
-Co mam zrobić żebyś poszła spać?-zapytał Zayn.
-Musisz poczekać aż zasnę, a potem możesz iść spać.-odparłam i wymusiłam uśmiech.
-Niech ci będzie.-odparł chłopak, a ja tylko uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy. Poluźniłam nieco uścisk i próbowałam zasnąć. Już prawie zasypiałam jednak postanowiłam jeszcze raz sprawdzić czy Zayn przypadkiem nie śpi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jednak zasnął!
-Zayn!-krzyknęłam mu do ucha, a on natychmiast otworzył oczy.
-Jeszcze nie śpisz!-wyjęczał i westchnął głośno. Usiadł na łóżku i przykrył mnie kołdrą.
-Śpij.-rzekł stanowczym tonem, a ja zamknęłam oczy i ułożyłam się wygodnie. Co chwilę sprawdzałam czy aby przypadkiem nie zasypia, ale nic nie wskazywało na to by miał zasnąć, więc już całkowicie spokojna udałam się do krainy snów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz