czwartek, 31 maja 2012

Rozdział Trzynasty


* z perspektywy Angeliki *
(dwa tygodnie później)

-Nareszcie w domu.-mruknęłam pod nosem wchodząc do domu. Pobyt w Polsce zaliczam do udanych. Mogłyśmy spędzić trochę czasu z naszymi rodzinami i starymi znajomymi. Chłopaki za to pozwiedzali trochę Warszawę i pozachwycali się naszym krajem.
-Teraz czeka na nas najgorsza rzecz... Rozpakowywanie się.-stwierdziała Alicja, a ja skrzywiłam się na samą myśl o wyciąganiu tych wszystkich rzeczy z walizki i układaniu ich spowrotem w szafie. Brr...
-Mus to mus.-skomentowałam po chwili i wzruszyłam ramionami, taszcząc moją walizkę na górę. Kiedy weszłam do swojego pokoju mimowolnie się uśmiechnęłam. Wreszcie będę mogła się wyspać u siebie. Od razu wzięłam się za rozpakowywanie swoich rzeczy. Tak właściwie to poszło mi nawet szybko, bo po niecałej godzinie wszystko było już na swoim miejscu. Jak widać rozpakowywanie się idzie mi lepiej niż pakowanie. W świetnym humorze zeszłam na dół do salonu. W salonie siedziała już Karolina, Kinga i całe One Direction.
-Jak wam poszło rozpakowywanie się?-zapytałam na wstępie i usiadłam obok Lou na kanapie.
-My się jeszcze nie rozpakowywaliśmy, a im to chyba dobrze.-odparł Louis wskazując na Kingę i Karolinę.
-Dziewczyny jeszcze się rozpakowywują?-spytałam, a Karotka odpowiedziała mi twierdzącym skinieniem głowy.
-Coś długo im to idzie.-stwierdził Niall.
-Wy to lepiej nic nie mówcie, bo nawet nie zaczęliście się rozpakowywać.-rzuciłam oschle i przewróciłam oczami.
-Coś ci humorek chyba nie dopisuje.-stwierdziła Karotka.
-Mi? No chyba coś cię boli... Ja mam świetny humor.-powiedziałam i wyszczerzyłam się wesoło.
-Ona chyba ma tą... Miesięcznicę, bo tak się jej humory zmieniają.-powiedział Harry, a ja spojrzałam na niego i strzeliłam facepalma.
-Zasadził ci ktoś kiedyś kopa w dupę?-zapytałam z sarkazmem.
-Tak.-odpowiedział i uśmiechnął się szeroko, a ja spojrzałam na niego ze zdziwioną miną.
-Nie warto próbować go zrozumieć.-wtrącił Liam, a ja pokiwałam głową.
-Hejo!-wykrzyknęła Aga, która nagle pojawiła się w salonie.
-No witaj, witaj.-powiedziała Kidżi i uśmiechnęła się lekko.
-Co tam porabiacie ciekawego?-zapytała Agata.
-Prowadzimy konserwację na bardzo wysokim poziomie intelektualnym, gdyż jesteśmy bardzo poważnymi ludźmi z bardzo poważnymi problemami i bardzo poważnym urazem mózgu.-odpowiedziałam jej uroczystym tonem, a ona zareagowała śmiechem.
-Zrozumiałem tylko te ostatnie kilka słów.-stwierdził Hazza i zmarszczył czoło.
-Ciebie tyczą się te ostatnie cztery słowa.-stwierdził Lou i uśmiechnął się szeroko.
-Cztery ostatnie...-mruknął loczek i zamyślił się-Ej! Nie mam urazu mózgu!-wykrzyknął oburzony Hazza i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Wszyscy zanieśliśmy się głośnym śmiechem, a on patrzył na nas z udawanym fochem.
-Bez śmiechów, proszę.-powiedziała Alicja i usiadła na fotelu.
-Może włączymy sobie telewizor i pooglądamy coś ciekawego.-zaproponował Liam.
-I tak nie mamy nic lepszego do roboty.-stwierdziłam i wzruszyłam ramionami. Karotka chwyciła pilota i włączyła telewizor. Trafiliśmy na jakiś film przyrodniczy, ale jakoś nikt nie miał ochoty szukać czegoś innego, więc zostało to na co trafiliśmy.
-Ej widzicie... Ta małpa z czerwonym zadkiem jest do kogoś podobna.-powiedziałam i uśmiechnęłam się złośliwie.
-Do kogo?-zapytała zdziwiona Kidżi.
-Do Melanie.-odparłam, a ta spiorunowała mnie spojrzeniem. Ja tylko zaśmiałam się cicho i przewróciłam oczami powracając do oglądania.
-A wiecie, że niedługo będzie nowa edycja X-Factora?-zapytał po chwili Louie.
-Wiemy i co z tego?-zapytała Karolina.
-No w sumie to nic... Lubię to oglądać.-odparł Lou i wzruszył ramionami.
-Z tym programem wiążą się miłe wspomnienia.-stwierdził Zayn i uśmiechnął się lekko.
-Cii... Zaraz pokażą takiego fajnego pająka.-powiedziałam i machnęłam ręką wpatrując się w ekran telewizora.
-Fajnego?-zapytał Lou i uniósł jedną brew ku górze.
-Masz coś do pająków?!-zapytałam i spojrzałam na niego z udawanym oburzeniem.
-A i owszem!-odparł mi pewny siebie i zmarszczył czoło przybierając poważny wyraz twarzy co doprowadziło mnie do śmiechu.
-Nie pasujesz mi na poważnego typka.-skomentowałam i uśmiechnęłam się.
-Masz coś przeciwko memu poważnemu ja?-zapytał dalej marszcząc czoło i starając się zaruszować swoje rozbawienie.
-A i owszem!-rzekłam starając się naśladować jego ton głosu. Louie spojrzał na mnie spod byka, a po chwili roześmiał się głośno.
-Ciszej tam, bo film przyrodniczy nam zakłócacie! Niektórzy ludzie chcą się tu doedukować.-powiedział poważnym tonem Harry i spojrzał na nas z dezaprobatą. Ja i Lou od razu zareagowaliśmy głośnym śmiechem, a Hazza mruknął coś niezrozumiałego pod nosem.
-A idźcie stąd wy pasożyty... Zagłuszacie nam film!-powiedział oburzony loczek i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Pasożyty? Pasożyty?!-zapytałam z rosnącym oburzeniem i cmoknęłam niezadowolona-No to w takim razie my wychodzimy, a w każdym razie ja na pewno was opuszczam.-oznajmiłam i szybko wstałam z kanapy kierując się do mojego pokoju. Po kilku sekundach do pokoju wparował także uśmiechnięty Lou.
-Widzę, że przyszedłeś towarzyszu pasożycie.-stwierdziłam i wyszczerzyłam się szeroko.
-A i owszem.-powiedział poważnie, a po chwili obydwoje roześmialiśmy się.
-Z boku wyglądamy zapewne jak dwójka niezrównoważonych psychicznie osób.-rzuciłam nagle i wzruszyłam ramionami.
-Ale osoby niezrównoważone psychicznie są najfajniejsze. Na całym świecie nie znajdziesz takiej dwójki idiotów jak my.-powiedział szatyn i uśmiechnął się.
-Ale nam prawisz komplementy.-odparłam i przewróciłam oczami.
-No, a jakże by inaczej.-powiedział z dumą w głosie i przybrał pozę superbohatera.
-Ty mi tu nie udawaj superherosa.-rzekłam i pogroziłam mu palcem.
-I can't be no superman, But for you I'll be superhuman.-zaśpiewał i poruszył brwiami, a ja zaśmiałam się.
-Kontynuuj.-powiedziałam i machnęłam ręką.
-I, I wanna save you, save you, save you tonight. Up, up and away, I'll take you with me. Up, up and away, I'll take you with me. I, I wanna save you, wanna save your heart tonight. He'll only break you, leave you torn apart...-zakończył swoje śpiewanie i ukłonił się nisko.
-Zaśpiewaj coś jeszcze... Proszę.-powiedziałam błagalnym tonem i spojrzałam na niego z miną kota ze Shreka.
-Okej... A co byś chciała?-zapytał mnie i uśmiechnął się lekko.
-Cokolwiek.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-So get out, get out, get out of my head and fall into my arms instead. I don't, I don't, don't know, know what it is but I need that one thing. So get out, get out, get out of my mind And come on, come into my life I don't, I don't, don't know what it is But I need that one thing And you've got that one thing. Pasuje?-zapytał i tym samym wyrwał mnie z zamyślenia.
-Nie. Za krótko.-stwierdziłam i zrobiłam skwaszoną minkę.
-You're insecure. Don't know what for. You're turning heads when you walk through the do-o-or. Don't need make-up to cover Up, being the way that you are is eno-o-ough. Everyone else in the room can see it,  Everyone else but you-u... Baby You light up my world like nobody else, the way that you flip your hair gets me overwhelmed, but when you smile at the ground it ain't hard to tell. You don't kno-o-ow, You don't know you're beautiful! If only you saw what I can see, You'll understand why I want you so desperately. Right now I'm looking at you and I can't believe, You don't kno-o-ow. You don't know, you're beautiful! Kno-o-ow That's what makes you beautiful!-zaśpiewał dość cicho Lou i spojrzał na mnie pytająco.
-Pięknie...-skomentowałam tylko z uśmiechem.
-Coś jeszcze panienka życzy?-spytał Louie i przyglądał się mi z udawaną powagą. Chwyciłam jedną z poduszek i rzuciłam w niego.
-Mówiłam ci już, że nie lubię kiedy udajesz poważnego.-stwierdziłam tylko i pokazałam mu język.
-Ładny masz język, ale nie musisz się nim tak wychwalać.-powiedział szatyn i uśmiechnął się triumfalnie.
-Najwyraźniej muszę.-burknęłam tylko i ponownie pokazałam mu język.
-Różni ludzie, różnie robią.-mruknął tylko i wzruszył ramionami.
-Czy mam to traktować jako skomplikowaną obrazę?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-A co w tym zdaniu było takiego skomplikowanego?-zapytał zdziwiony, a ja spojrzałam na niego spod byka.
-Ty jesteś dziwny... Nie mam pojęcia czemu się z tobą przyjaźnię.-stwierdziłam, a na mojej twarzy ukazał się grymas niezadowolenia.
-Jestem idiotą. Wiesz... Ciągnie swój do swego.-powiedział szatyn.
-No tak...-mruknęłam bez zastanowienia kiwając twierdząco głową-Zaraz, zaraz... Ej!-krzyknęłam i ponownie rzuciłam w niego poduszką.
-No co? Sama przyznałaś mi rację.-stwierdził oburzony Louis.
-Ale to było niechcący.-wyjaśniłam i zrobiłam naburmuszoną minę.
-Jak można niechcący coś powiedzieć?-spytał Lou i zaśmiał się pod nosem.
-Da się... Powiesz coś, a dopiero potem twój mózg przetwarza to co powiedziałeś.-oznajmiłam.
-A wygadałaś kiedyś niechcący coś czego nie powinnaś, albo wstydziłaś się powiedzieć?-zapytał zaciekawiony Louie i usiadł obok mnie na łóżku.
-No tak... Powiedziałam ci kiedyś, że mi się podobasz.-odparłam szybko i machnęłam ręką. Louis patrzył na mnie jakby zobaczył ducha.
-Ale... Ty mi tego nigdy nie powiedziałaś... Nie do tej pory.-wykrztusił cicho, a moje oczy natychmiastowo powiększyły się do rozmiarów pięciozłotówki. O kurna! Ty idiotko, przecież to był tylko sen!
-Ja pierdolę...-mruknęłam cicho-Pieprzone sny.-dodałam pod nosem  i wbiłam wzrok w swoje ręce.
-Wow... Teraz to mam przykład.-skomentował Louie jednak nie zaśmiał się tak jak to miał w swoim zwyczaju.
-Taa...-wyszeptałam i pokiwałam głową.
-Ale to fajnie.-powiedział po chwili, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Niby czemu?-zapytałam cicho, a on uśmiechnął się szeroko.
-Bo ty też jesteś ładna, marcheweczko.-odpowiedział i cmoknął mnie w nos.
-To ma być taki przekaz pod tytułem ty też mi się podobasz?-spytałam, a on pokiwał twierdząco głową.
-Ooo... No to fajnie.-powiedziałam, a po chwili obydwoje roześmialiśmy się.
-Z czego się śmiejemy?-zapytał Lou.
-Nie wiem.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami. Popatrzyliśmy sobie w oczy, a po chwili znowu turlaliśmy się ze śmiechu.
-My jesteśmy ostro nienormalni.-stwierdził po chwili Louis uspokajając się.
-Muszę przyznać ci rację, kochanieńki.-odparłam i westchnęłąm cicho.
-Kochanieńki...-mruknął Louie i poruszył brwiami przygryzając przy tym dolną wargę.
-Ostro nienormalny to chyba jednak jesteś tylko ty.-powiedziałam kąśliwie i szturchnęłam go w ramię.
-Oj tam, oj tam... Przesadzasz.-stwierdził chłopak i machnął lekceważąco ręką.
-Uwierz mi, że nie.-rzuciłam i przewróciłam oczami.
-A ja muszę ci coś powiedzieć.-oznajmił nagle Louis.
-No to mów...-rzuciłam i uśmiechnęłam się zachęcająco. Lou miał już zabrać głos, ale pod drzwiami dało się usłyszeć jakieś szepty. Szybko podeszłam do drzwi i otworzyłam je, a do pokoju wpadł Zayn, Karolina i Liam.
-Liam?!-zapytałam mega zdziwiona-I ty przystajesz na tak głupie pomysły? Oj... My cię jeszcze popodsłuchujemy i pośledzimy, i wparujemy do pokoju w nieodpowiednim momencie. Prawda marchewo?-zapytałam szatyna siedzącego na moim łóżku, a on pokiwał twierdząco głową.
-To ich pomysł!-wyjaśnił szybko Liam i zbiegł na dół po schodach.
-Co macie na swoje usprawiedliwienie?-zapytał Louis, który nagle znalazł się obok mnie.
-To, że wy nas śledziliście i podsłuchiwaliście.-odpowiedział szybko Zaynie.
-Ale to nie to samo...-powiedziałam-Bo my was jeszcze obserwowaliśmy z ukrycia, a wy tylko podsłuchiwaliście.-dokończyłam, a oni spojrzeli na mnie z miną w stylu wtf.
-My was podsłuchiwaliśmy, a ty nam mówisz, że źle zrobiliśby, bo was nie widzieliśmy?-zapytała Karotka marszcząc czoło.
-A ty głucha jesteś czy co? Chyba słyszałaś co mówię...-stwierdziłam i przewróciłam oczami. Ominęłam parkę leżącą na podłodze i zeszłam na dół.

* z perspektywy Karoliny *

-Dobra... To było dziwne.-skomentowałam.
-Bardzo dziwne.-potwierdził Zayn.
-Wcale nie dziwne... To po prostu tok myślenia imbecyli, a teraz wybaczcie, ale idę szukać mojej marchewy.-powiedział stojący nad nami Lou, a po chwili już go nie było. Przewróciłam oczami i podniosłam się z podłogi przy okazji pomagając wstać Zaynowi.
-Idziemy na dół?-zapytałam.
-Tak.-mruknął tylko mulat i jako pierwszy ruszył na dół do salonu.
-A wtedy ten smok zrobił tak.-powiedział Lou i przybrał pozę, która miała uchodzić za straszną.
-Bardzo imponujące.-stwierdziłam na wejściu i westchnęłam cicho. Rzuciłam się na kanapę i westchnęłam głośno.
-A gdzie reszta?-spytał po chwili Zayn rozglądając się. No tak... W salonie był tylko Hazza, Lou, Andzia, Zaynie, Li i ja.
-Poszli gdzieś.-mruknął tylko Harry i wzruszył ramionami.
-Fajnie, że nam powiedzieli gdzie.-mruknęłam pod nosem.
-Jest już późno, więc pewnie nieługo wrócą, a nawet jak nie... To trudno.-stwierdził Louis, który najwyraźniej przerwał swoją opowieść o dziwacznym smoczysku.
-Widać u ciebie wielkie przejęcie sprawą.-skomentowała Andzia.
-Marchewki i dzieci głosu nie mają.-odburknął Lou i pokazał jej język.
-Idioci też.-dorzuciłam i uśmiechnęłam się niewnnie. Angelika roześmiała się, a Louis obrzucił mnie zabójczym spojrzeniem. Po chwili jednak uśmiechnął się.
-Skoro tak twierdzisz to czemu masz głos?-zapytał szatyn i uśmiechnął się triumfalnie. Spojrzałam na niego oburzona i udałam obrażoną.
-Phie... Foch.-oznajmiłam tylko i zarzuciłam włosami.
-No i prawidłowo.-stwierdziła Angela i zaśmiała się.
-Nikt mnie w tym domu niedocenia.-powiedziałam i zrobiłam smutną minkę.
-Ja cię doceniam.-wtrącił Zayn.
-Och... Ty się nie liczysz.-odparłam i machnęłam ręką.
-No wiesz!-pisnął brunet i odwrócił się ode mnie.
-Zaynie... Nie chciałam cię urazić.-powiedziałam i poczochrałam jego włosy.
-NIEEEEE!-wydarł się chłopak i natychmiastowo pobiegł do łazienki.
-Zrobiłam coś nie tak?-zapytałam zdziwiona jego zachowaniem, a pozostała trójka śmiała się w najlepsze.
-Rozczochrałaś mu włosy, geniuszu.-mruknęła moja przyjaciółka przez śmiech.
-A no fakt.-stwierdziłam i pokiwałam głową przyznając jej pełną rację.
-Ta jego mina była epicka.-wtrącił Lou i zaczął udawać Zayna i jego oburzoną minę.
-Nie wiedziałam, że on umie wydawać z siebie takie dźwięki...-palnęłam nagle i zaśmiałam się pod nosem.
-Serio? Nie wiedziałaś?-zapytał Lou poruszając brwiami i uśmiechając się tajemniczo.
-Ty baranie!-warknęłam i natychmiastowo wstałam z kanapy rzucając się na niego od tyłu. Louis runął na ziemię, a ja jęknęłam z bólu, ponieważ dość mocno oberwałam w nogę.
-Moje maleństwo!-wykrzyknęła Andzia i ukucnęła przy nas-Nic ci nie jest?-zapytała z troską w głosie.
-Trochę mnie noga boli.-odparłam i syknęłam cicho.
-Ale ja się nie pytam ciebie.-powiedziała i machnęła ręką.
-Nie no... Dzięki.-mruknęłam sarkastycznie.
-No przecież żartowałam.-stwierdziła szatynka i przewróciła oczami.
-Wiedziałam.-oznajmiłam z szerokim uśmiechem i podniosłam się.
-Jesteś ciężka.-mruknął Louie wstając z podłogi.
-No i nie zamierzam tego zmieniać.-stwierdziłam i prychnęłam głośno.
-Może powinnaś... Nie wiem jak Zayn z tobą wytrzymuje.-skomentował i wzruszył ramionami.
-A ja nie wiem jak Andzia z tobą wytrzymuje.-odparłam i usiadłam na kanapie.
-Chyba raczej jak ja z nią wytrzymuję.-burknął Lou i usiadł obok mnie.
-Że niby co?!-zapytała oburzona Andzia i spojrzała na Louisa spod byka.
-To znaczy... No właśnie. Nie mam pojęcia jak ona ze mną wytrzymuje.-powiedział szatyn i uśmiechnął się lekko.
-Tak lepiej.-stwierdziła Angelika i pokiwała zadowolona głową.
-Wy jesteście...-zaczęłam mówić, ale obydwoje przerwali mi gestem dłoni.
-Dziwni... Tak wiemy.-powiedzieli równo, a ja pokiwałam twierdząco głową. Po chwili do salonu władowała się reszta naszych przyjaciół, nie licząc oczywiście Zayna, który układa sobie fryzurę.
-Co tam koleżanki i koledzy?-zapytała na wejściu Agata i usiadła obok nas z wielkim uśmiechem.
-Gdzie byliście?-spytał Hazza.
-Na spacerze.-odparła mu Kinga, po czym razem z Niallem wypruli na górę.
-Nic nam nie powiedzieliście... Nie pomyśleliście, że mogliśmy się martwić?!-zapytał oburzony Lou.
-Nie pomyśleliśmy... A martwiliście się?-zapytała Ala.
-No oczywiście... Że nie.-odpowiedziałam mu i roześmiałam się.
-Fajnie.-burknęła pod nosem Alicja i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
-Oj tam, oj tam... Nie gniewaj się.-mruknęła Agata.
-Będę się gniewała.-stwierdziła Ala i prychnęła głośno.
-No weź.-powiedziała Aga i szturchnęła ją w ramię.
-No dobra... Przeszło mi.-oznajmiła blondynka i uśmiechnęła się szeroko-Tak poza tym to ja idę na górę, bo padam z nóg.-dodała po chwili i poszła do swojego pokoju.
-Nigdy więcej mi tego nie rób.-powiedział do mnie Zayn wchodząc do salonu.
-Oczywiście.-odparłam i uśmiechnęłam się.
-No.-mruknął tylko brunet i usiadł obok mnie na kanapie.
-A co zrobiłaś?-zapytała mnie Agata.
-Rozwaliła mu fryzurę.-odpowiedział za mnie Hazza, a ja pokiwałam głową.
-Uuu... To niedobrze.-skomentowała Andzia.
-Przecież ty to widziałaś.-powiedziałam i zmarszczyłam czoło.
-No wiem.-odparła uradowana, a ja przewróciłam oczami.
-Czy wy umiecie być normalni?-zapytałam i ukryłam twarz w dłoniach.
-O patrzcie! Załamała się naszym zachowaniem. Jej!-wykrzyknęła Angelika i uśmiechnęła się szeroko.
-Boże, widzisz i nie grzmisz.-mruknęłam pod nosem, a po chwili zaśmiałam się cicho.
-Co robimy?-zapytał Hazza.
-Co robimy? Co robiiiimy? Bo nie chcę nudzić się dziś.-zaśpiewała Andzia, a ja popatrzyłam na nią jak na idiotkę.
-Taa... Bardzo nam pomogłaś.-skomentowała Aga, a Angelika pokiwała głową.
-Możemy po prostu iść spać.-zaproponował Liam.
-Nie.-odpowiedzieliśmy równo, a on wzruszył tylko ramionami.
-Ja tam idę do siebie.-stwierdził Li i wstał z kanapy.
-Nie do siebie, tylko do mnie. No już...-powiedziała Agata i pociągnęła go za rękę na górę.
-Zostaliśmy tu sami.-powiedział Hazza i klasnął w dłonie.
-No i z tego się tak cieszysz?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Nie. Po prostu stwierdzam, że zostaliśmy tu sami.-odparł loczek, a ja przewróciłam oczami.
-Bardzo mądre stwierdzenie.-powiedziałam i westchnęłam.
-No bo ja jestem mądry to i moje stwierdzenia też są mądre.-odparł Harry i wyszczerzył się szeroko.
-Nie prawda. Ty jesteś tak samo dziwny jak my.-powiedział Louis.
-Mów za siebie!-warknęła Andzia i szturchnęła go w bok.
-Uważasz, że jesteś normalna?-zapytał jej Lou.
-No... Nie do końca...-odpowiedziała i zrobiła naburmuszoną minkę.
-No więc widzisz.-skomentował Louis i uśmiechnął się.
-Nie ma to jak przyznawać się do własnej głupoty.-wtrąciłam i westchnęłam cicho.
-My się przynajmniej do tego przyznajemy, nie to co wy.-powiedział Louie.
-Taa...-mruknęłam tylko i wzruszyłam ramionami.

---------------

Jest kolejny rozdział. Nie jestem z niego zadowolona, ale może komuś się spodoba.
Ten rozdzialik zadedykuję temu zajebiaszczemu anonimkowi, który wczoraj dodał komentarz. :)
Naprawdę było mi bardzo miło czytając twoją wypowiedź.

czwartek, 24 maja 2012

Rozdział Dwunasty


* z perspektywy Kingi *

Obudziły mnie jakieś dziwaczne szmery i hałasy, które za wszelką cenę starałam się ignorować. Po kilku minutach otworzyłam jednak oczy i ujrzałam przedemną twarz Nialla, który wpatrywał się we mnie z uwagą.
-Dzień dobry ślicznotko.-powiedział uśmiechnięty blondyn.
-No hej.-mruknęłam tylko i także posłałam mu miły uśmiech.
-Masz śniadanko.-powiedział chłopak i wskazał ręką na srebrną tacę z jedzeniem. Jajka, bekon, tosty i herbata. Mniam... To się nazywa prawdziwe śniadanie.
-Ojej... Dziękuję.-powiedziałam i podniosłam się do siadu ustawiając sobie tacę na kolanach. Szybko zjadłam wszystko co przygotował mi Niall... No może prawie wszystko, bo chłopak podbierał mi jedzenie przy każdej możliwej okazji, ale nie gniewam się na niego za specjalnie. Chyba nawet nie umiałabym być na niego zła. Jest dla mnie zbyt ważny i cały czas zastanawiam się dlaczego jest akurat ze mną, a nie z jakąś piękną fotomodelką, czy piosenkarką z anielskim głosem. Ja jestem takim nikim. Jestem zwykłym szarym i nudnym człowiekiem, który ma to szczęście by poznać kogoś takiego jak on. Wreszcie w moim życiu zdarzyło się coś dobrego i chyba Bóg postanowił dodać odrobinę koloru do mojej szarej codzienności. Przyglądałam się blondynowi z uwagą i uśmiechałam się delikatnie gdy tylko się poruszył.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz?-spytał w końcu chłopak uśmiechając się szeroko.
-Przyglądam się temu co moje.-powiedziałam i poruszyłam brwiami.
-Co twoje powiadasz...-mruknął tylko i usiadł na krawędzi łóżka.
-A nie mam może racji?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Nie no skąd. Możesz się przyglądać i robić co tylko chcesz z tym co twoje.-stwierdził Niall.
-Hymph... To zabrzmiało jak wypowiedź z podtekstem.-skomentowałam tylko i wzruszyłam ramionami.
-Bo może to miało tak zabrzmieć.-powiedział chłopak i poruszył brwiami.
-Czy ty coś sugerujesz kochanieńki?-zapytałam uważnie lustrując go wzrokiem. Blondyn nic mi nie odpowiedział tylko usiadł na mnie okrakiem i pocałował mnie prosto w usta. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i szybko go odwzajemniłam. Niall wsadził ręce pod moją bluzkę od piżamy, a ta po chwili zniknęła gdzieś w głębi pokoju. Ten sam los podzieliła reszta naszego odzienia...

* z perspektywy Angeliki *

-Lou, powiedz mi proszę... Gdzie jest Karolina?-zapytałam przechodzącego obok mnie szatyna.
-Przed chwilą wyszła od Zayna z pokoju.-powiedział Louis i uśmiechnął się złowieszczo.
-Okej, dzięki.-powiedziałam i poszłam po schodach na górę.
-O Karola!-krzyknęłam widząc gdy wchodziła do swojego pokoju. Poszłam za nią i usiadłam obok niej na łóżku.
-Co chciałaś?-zapytała mnie Karotka.
-Ja? Nic. Po prostu mi się nudziło, więc postawiłam sobie za zadanie znalezienie cię.-odparłam i uśmiechnęłam się szeroko.
-Aha... Mam taką maleńką sprawę, ale nie możesz nikomu powiedzieć, obiecujesz?-zapytała mnie Karolina, a ja położyłam rękę na sercu i skinęłam głową.
-A chociaż Kindze, albo Louisowi?-spytałam z nadzieją w głosie.
-Kindze może i tak, ale Louisowi ani mi się waż.-powiedziała i pogroziła mi palcem.
-Ech... Okej.-mruknęłam tylko i wzruszyłam ramionami.
-A więc tak... Jakoś tak wyszło, że całowałam się z Zaynem i właśnie w tym momencie do pokoju weszła moja mama. Potem ustaliłam z nim, że będzie tak jakby się to nie wydarzyło i w sumie to żałuję tego co powiedziałam. Mogłam przecież powiedzieć mu, że naprawdę go lubię.-wyrzuciła z siebie Karolina, a ja patrzyłam na nią ze zdziwioną miną.
-W twoim znaczeniu słowa naprawdę go lubię oznaczają to samo co kocham cię po mojemu?-spytałam i uniosłam jedną brew ku górze, a ona nie mówiąc nic pokiwała mi twierdząco głową.
-Wydaje mi się, że powinnaś z nim o tym porozmawiać.-stwierdziłam.
-Ale to nie jest takie łatwe. Tak samo ja mogę powiedzieć żeby Agata porozmawiała z Liamem na ten temat, że się jej podoba.-powiedziała szatynka.
-Dziewczyno wy się całowaliście! Po takiej akcji nie powinnaś już się bać, bo to chyba logiczne, że on cię lubi.-stwierdziłam tylko i zmarszczyłam czoło.
-No niby tak, ale to stresujące. A poza tym bierz pod uwagę to co mu wcześniej powiedziałam.-mruknęła Karola i westchnęła cicho.
-To trzeba było od razu mu powiedzieć, a nie teraz narzekać.-powiedziałam z wyrzutem.
-Dzięki wielkie. Ty zawsze umiesz mi pomóc.-powiedziała z sarkazmem, a ja wyszczerzyłam się szeroko.
-No przecież wiem.-skomentowałam tylko i odgarnęłam sobie włosy ruchem takim jak z tych różnych reklam.
-Może ja poproszę Kingę o radę, a ty już sobie idź.-powiedziała Karola i przewróciła oczami, a ja prychnęłam cicho i tak jak mówiła po prostu wyszłam z jej pokoju.
-Słyszysz?-zapytał mnie cicho Lou, kiedy tylko wyszłam z pokoju.
-No słyszę... Co to za dźwięki?-zapytałam nieco zdziwiona.
-To z pokoju Kingi i Nialla.-odpowiedział Louis i zaśmiał się.
-Mam nadzieję, że nie masz zamiaru tam wchodzić?-spytałam i zmarszczyłam czoło.
-W sumie to miałem taki zamiar, ale pewnie i tak jest zamknięte.-powiedział szatyn i wzruszył ramionami.
-Chodź. Idziemy na dół.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę. Zeszliśmy na dół do salonu, a tam nikogo nie było.
-Zaraz wracam.-powiedziałam do chłopaka i poszłam do kuchni. Na lodówce wisiały trzy kartki. Pierwsza to była szczegółowa informacja od rodziców Karoliny, że razem z Maćkiem i Mateuszem pojechali do sklepu. Druga informowała nas o wyjściu Agaty i Liama, a trzecia była od Harrego, a pisało na niej po prostu wychodzę. Wyrzuciłam wszystkie trzy karteczki i ponownie udałam się do salonu.
-Wychodzi na to, że w domu jesteśmy tylko ja, ty, Zayn, Karolina, Kinga i Niall.-oznajmiłam chłopakowi, który z uwagą oglądał jakiś wazon.
-Aha.-mruknął tylko i odstawił wazon na miejsce.
-Ugh... Muszę ci coś powiedzieć, ale musisz mi przysiąc, że nigdy nikomu nie powiesz, bo twoje życie będzie zagrożone.-rzuciłam do niego i zmierzyłam go mroźnym spojrzeniem.
-Okej. Przysięgam na moje już zagrożone życie.-powiedział Lou.
-A więc tak... Karolina się całowała z Zaynem, ale nie są razem, bo nastąpiły pewne komplikacje w które nie będę się jednak zagłębiać.-powiedziałam podekscytowana i uśmiechnęłam się lekko.
-A więc niebawem pojawi się nam druga słodziutka parka!-wykrzykął uradowany Lou i przytulił mnie mocno.
-A potem być może trzecia.-skomentowałam i odsunęłam się nieco od niego.
-Serio tak myślisz?-zapytał Louis i spojrzał na mnie uważnie.
-No oczywiście. Przecież Agacie podoba się Liam, a jemu ona, więc nic nie stoi na przeszkodzie. Poza tym od jakiegoś czasu często razem wychodzą.-stwierdziłam i uśmiechnęłam się szeroko.
-Miejmy nadzieję, że będą razem. Wtedy będziemy mieli z kogo żartować.-powiedział Louie.
-Założymy sobie taki trzyosobowy klub singli. Ja, ty i Harry, bo coś tak czuję, że Alicja też niezbyt długo pobędzie sama, o ile już nie jest zajęta... A tak właściwie to gdzie ona jest? Kompletnie o niej zapomniałam... Myślisz, że jeszcze śpi?-zapytałam się Louisa, a on wzruszył tylko ramionami.
-Nie mam zielonego pojęcia.-dodał po chwili. Nagle w salonie zjawiła się roześmiana Agata z Liamem i... Trzymali się za ręce!
-Kolejna para!-wykrzyknęłam odruchowo i przybiłam sobie z Louisem piątkę.
-Teraz jeszcze czekamy na Karolinę i Zayna, a potem na Alicję.-oznajmił Lou i uśmiechnął się szeroko.
-Niby dlaczego twierdzicie, że jesteśmy razem?-zapytała Agata i uniosła jedną brew ku górze. Natychmiastowo wraz z Louisem spojrzeliśmy na ich splecione ręce, a potem spowrotem na ich twarze.
-Och...-mruknął tylko Liam i puścił dłoń Agi. Ta jednak ponownie chwyciła go za rękę i wyszczerzyła się wesoło.
-To przyznam wam, że tym razem zgadliście, bo my naprawdę jesteśmy razem.-powiedziała Agata, a mi szczęka opadła dosłownie do ziemi.
-Napewno znowu nas oszukują.-powiedział po chwili Louis i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-A czy gdybyśmy nie byli razem zrobilibyśmy tak.-powiedziała Agata i pocałowała Liama prosto w usta.
-Pff... To nic trudnego. Każdy może pocałować tak przyjaciela. Zobacz.-powiedział i przysunął się do mnie, ale ja zakryłam moje usta rękami.
-Nie demonstruj. Niech uwierzą ci na słowo.-powiedziałam, a on tylko wzruszył ramionami.
-Wierzycie nam, czy jednak nie?-zapytała po chwili Aga.
-Hmm... Nie.-odpowiedzieliśmy równo.
-Trudno.-mruknął Liam i razem z Agą poszli na górę.
-To na stówkę było kłamstwo.-stwierdziłam.
-Na milion procent.-dodał Lou.
-A ty nie waż mi się więcej demonstrować na mnie czegokolwiek, bo ci łepetynkę urwę.-powiedziałam do niego wysilając się na złowrogi ton.
-Nie lubisz moich demonstracji? Przecież to są miłe rzeczy.-powiedział szatyn i zrobił smutną minkę.
-Całowanie osła nie zalicza się do przyjemnych rzeczy.-powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem, jednak starałam się zachować pełną powagę.
-Ale ty nie jesteś osłem.-skomentował Louie.
-A czy ja mówiłam, że chodzi mi o mnie?-spytałam i uniosłam jedną brew ku górze. Lou przez chwilę siedział cicho i nad czymś rozmyślał.
-Ej!-powiedział w końcu oburzony, a ja roześmiałam się głośno-Ja nie jestem osłem i każdy kocha mnie przytulać i całować. Pff...-dodał obrażony i udawał focha.
-Najwyraźniej każdy oprócz mnie.-powiedziałam i machnęłam ręką.
-Obraziłem się.-oznajmił chłopak.
-I tak zaraz mi wybaczysz.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Nie dopóki nie dostanę buzi.-stwierdził Louis.
-To dawaj policzek ty małpiatko.-powiedziałam i wyszczerzyłam się szeroko. Ten spojrzał na mnie, uśmiechnął się i uformował usta w dzióbek.
-Może i nie jestem jakimś specjalistą, ale wydaje mi się, że to nie jest policzek.-powiedziałam i zmarszczyłam czoło.
-No bo nie jest.-mruknął tylko Lou i wzruszył ramionami.
-To ja ci nie dam buzi.-oznajmiłam, a na mojej twarzy pojawił się grymas.
-Musisz, bo ci nie wybaczę.-rzekł chłopak.
-To dawaj polika, a nie...-rzuciłam oburzonym tonem.
-Skoro nalegasz.-powiedział i nadstawił policzek. Już miałam go pocałować, ale on obrócił swój łeb w wyniku czego cmoknęłam go prosto w usta.
-Ty zdebilizowany idioto!-warknęłam oburzona i uderzyłam go z łokcia w bok.
-Widzisz? Wyszło na moje.-oznajmił Lou i uśmiechnął się lekko.
-Ty jesteś nienormalny. Przyjaciół się nie całuje.-ciągnęłam swoje wielkie oburzenie.
-No i co z tego. Ja jestem inny od innych.-powiedział.
-Bardzo inny... Bardzo, bardzo, bardzo inny...-stwierdziłam, a on spiorunował mnie swoim spojrzeniem.
-Nie mów tak, bo znowu się obrażę.-powiedział Lou i pogroził mi palcem.
-O nie! Nie mam zamiaru cię przepraszać, ani przytulać, ani całować, ani robić z tobą cokolwiek innego.-oznajmiłam.
-Zabrzmiało to jak wypowiedź z podtekstem.-rzucił nagle chłopak.
-Ugh... Ty jesteś jednym wielkim idiotą! Chociaż i tak cię lubię.-powiedziałam po polsku, a on zrobił minę myśliciela jakby chciał ocenić co o nim powiedziałam.
-Nie wiem co mówiłaś, ale stwierdźmy, że coś miłego.-powiedział Louieh.
-Taak.-odparłam mu. Nagle usłyszałam dźwięk jego telefonu. Chłopak wyjął telefon z kieszeni i odczytał sms-a. Szybko odpisał na wiadomość i spojrzał na mnie.
-Co jest?-zapytałam widząc jego niezbyt zadowoloną minę.
-Hazziątko moje cudowne, kochane, piękne, mądre, seksowne, zboczone, urocze, słodziutkie i wredne się zgubiło.-powiedział na jednym wdechu Lou.
-A gdzie on jest?!-zapytałam nieco zdziwiona.
-Napisał mi, że nie wie gdzie jest, bo się zgubił.-oznajmił Lou, a ja strzeliłam facepalma.
-Zapytaj się go o nazwę ulicy. Powinno pisać na jakimś płocie, czy coś.-powiedziałam szybko, a chłopak wystukał kolejną wiadomość tekstową. Poczekaliśmy kilka minut aż wreszcie doszła odpowiedź Harrego. Lou pokazał mi telefon z nazwą ulicy.
-Chodźmy! To niedaleko.-powiedziałam i pędem ruszyłam do drzwi, a on za mną. Szybko wyszliśmy z domu i udaliśmy się w miejsce w którym podobno miał przebywać Hazza. Rozejrzałam się po okolicy, ale nie dostrzegłam jego znajomej sylwetki.
-Na pewno się stąd nie ruszał?-zapytałam Louisa.
-Powiedział, że nie ruszy się nawet o krok.-odparł mi chłopak. Ruszyłam nieco dalej i uważnie się rozglądałam. W końcu dostrzegłam loczka siedzącego na jakimś murku.
-Harry!-krzyknęłam głośno, a on odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się szeroko. Natychmiastowo poderwał się do biegu i już po kilku sekundach był przy mnie. Przytuliłam go mocno i od razu walnęłam go z otwartej ręki w tył głowy.
-Ała! Za co?-zapytał oburzony Hazza.
-Za jajco!-odpowiedziałam mu wrednie.
-Moje kochanie!-wykrzyknął Lou i natychmiast zaczął tulić do siebie loczusia. Po kilku minutach czułości całą trójką ruszyliśmy w stronę domu Karoliny. Kiedy weszliśmy do środka wszyscy siedzieli już w salonie. Spojrzałam z uśmiechem na tulących się Kingę i Nialla po czym szturchnęłam Louisa w ramię.
-Pamiętasz ranek?-zapytałam szeptem, a on w odpowiedzi pokiwał twierdząco głową i uśmiechnął się. Weszliśmy razem do salonu i od razu rzuciło mi się w oczy ostatnie siedzące miejsce, czyli fotel. Natychmiast do niego podbiegłam i usiadłam.
-Ej!-krzyknął Lou i zwalił mnie z fotela po czym sam na nim usiadł. Spojrzałam na niego spod byka i wskoczyłam mu na kolana. On tylko obdarował mnie uśmiechem i przytulił do siebie.
-Ej, Louis...-powiedziałam cicho, a on spojrzał na mnie pytająco-Popatrz na Agatę i Liama. Może oni naprawdę są razem?-zapytałam bardziej siebie niż jego.
-Być może.-odparł i wzruszył ramionami.
-Ale mamy piękne trzy parki.-powiedziała nagle Karotka.
-Trzy?!-zapytałam zdziwiona, a ona pokiwała twierdząco głową.
-Liam i Agata, Niall i Kinga, no i jeszcze wy.-stwierdziła Karolina, a ja spojrzałam na nią z oburzeniem.
-Ja nie jestem z tym idiotą.-żachnęłam się i ukazałam grymas niezadowolenia.
-Ale się tak zachowujecie.-dorzucił Zayn.
-A wy to niby nie całuśnicy.-odgryzłam im się, a oni od razu spalili buraka. Uśmiechnęłam się triumfalnie.
-Dajcie im spokój i zajmicie się sobą zakochańce.-powiedziała Kinga.
-Odezwała się świętoszka... Było was słychać w całym domu!-oznajmiłam tylko, a ona spojrzała na mnie ze złością. Od tego momentu w salonie zapanowała cisza.
-No i wreszcie was czymś zagięłam.-powiedziałam triumfalnie. Każdy popatrzył na mnie z wrogością, a potem zostałam obrzucona poduszkami, które leżały obok nich na kanapie.
-Ał!-pisnęłam i okryłam głowę rękami.
-Bez takich.-powiedział Lou i pogroził im palcem.
-Już jesteśmy kwita.-stwierdził Niall, a ja spojrzałam na niego z miną zabójcy.
-Jeszcze kiedyś mi za to zapłacicie.-powiedziałam oburzona, a oni najwyraźniej nic sobie z tego nie zrobili, ponieważ śmiali się w najlepsze.
-Co jest?-zapytałam po kilku minutach, a oni dalej podśmiewali się pod nosem. Nagle poczułam ciepły oddech na moim policzku i odwróciłam się w drugą stronę. Lou coraz bardziej się do mnie zbliżał jakby chciał mnie pocałować, a ja odsunęłam się gwałtownie przez co spadłam z fotela. Reszta zaniosła się jeszcze głośniejszym śmiechem, a ja obrażona poszłam do swojego pokoju.

* z perspektywy Karoliny *

-Ciekawe ile tam posiedzi taka obrażona.-powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem.
-Zakładam, że nie dłużej niż pięć minut.-odparł Zayn, a ja pokiwałam głową.
-Ja tam idę do siebie.-dodałam po chwili i poszłam na górę. Chciałam wejść do mojego pokoju, ale Andzia najwyraźniej zamknęła drzwi, więc po prostu usiadłam pod nimi i westchnęłam głośno. W koncu kiedyś musi je otworzyć. Przymknęłam oczy i w ciszy siedziałam pod drzwiami. Czekałam tak już dobre 20 minut kiedy usłyszałam czyjeś kroki, a po chwili zobaczyłam Zayna, który właśnie idzie w moją stronę.
-Co ty tu robisz?-zapytał zdziwiony brunet.
-Czekam aż Andzia otworzy drzwi, ale chyba nie ma jednak takiego zamiaru.-powiedziałam i prychnęłam pod nosem.
-To wchodź do mnie. I tak siedziałbym w samotności.-oznajmił Zayn, a ja po chwili wahania zgodziłam się i weszłam razem z nim do pokoju naprzeciwko. Rozwaliłam się na łóżku i spojrzałam w sufit.
-Potem pójdziemy połazić gdzieś po mieście, bo jak na razie to jestem kompletnie wypompowana i nie mam ochoty na szwędanie się po polskich ulicach.-stwierdziłam.
-Nie ma sprawy. Ja też póki co nie czuję się na siłach.-odparł chłopak i położył się obok mnie na łóżku.
-Przepraszam, że wtedy byłem taki... niemiły. Po prostu zdenerwowałem się, a potem postanowiłem rozładować atmosferę kiepskim żartem.-wyjaśnił Zayn.
-Ja tam się nie gniewam, a co do tego żartu to udało ci się.-powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem.
-Problem w tym, że ja nie chciałem udawać... Nie chciałem wracać do stadium przyjaciół.-mruknął cicho mulat, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-No proszę, proszę... Czego ja się tu dowiaduję... Nie chcesz się ze mną przyjaźnić?-zapytałam udając oburzoną.
-Nie no skąd!-odpowiedział szybko chłopak-Po prostu liczyłem na coś... więcej.-dodał po chwili i przymknął oczy wzdychając głęboko. Zamilkłam i wbiłam wzrok w sufit. W sumie to idealna sytuacja by przynać się do swoich uczuć, ale panna Karolinka nie umie o nich gadać, no bo po co? To znaczy... Umieć to umie, byleby nie przy obiekcie swoich westchnień. Przytuliłam się delikatnie do chłopaka i przyglądałam mu się uważnie. Po chwili i on spojrzał na mnie. Leżeliśmy tak w ciszy i gapiliśmy się w swoje oczy. Cały czas wydawało mi się, że mogę wyczytać z nich wszystko.
-Kocham cię, wiesz?-zapytał po chwili brunet, a ja pokiwałam twierdząco głową i uśmiechnęłam się lekko.
-Ja ciebie też.-wydukałam cicho dalej spoglądając mu w oczy. Na jego twarzy pojawił się piękny uśmiech, a ja wtuliłam się w niego mocniej.
-Czy już tak oficjalnie będę mógł cię nazwać moją dziewczyną?-spytał.
-Oczywiście.-odpowiedziałam tylko i uśmiechnęłam się szeroko.

* z perspektywy Kingi *

-A tak przy okazji to wiecie jacy ludzie z polski są mili?-zapytał Hazza-Każdy się do mnie miło uśmiechał.-dodał i wyszczerzył się szeroko.
-Wydaje mi się, że oni nie uśmiechali się do ciebie tylko raczej śmieli się z ciebie. Nie wiem czy pamiętasz, ale twoje włosy są w większości różowe.-skomentowałam, a jemu mina zrzedła. Zaśmiałam się pod nosem.
-Angelika, Angelika, Angelika, Angelika!-darł się Lou zbiegając po schodach i wpadając jak burza do salonu.
-Co się stało?-zapytałam go zdziwiona.
-Gdzie ona jest?!-zapytał szybko.
-Chyba u siebie, a co się stało?-zapytałam jeszcze, a on wybiegł z salonu.
-To oficjalne!-darł się wniebogłosy, a ja nadal nie wiedziałam o co mu chodziło.
-Nie zadręczaj się tym. Jego nikt nigdy nie zrozumie.-powiedział do mnie Niall.
-Nikt oprócz Angeliki i Harrego, kochanieńki.-poprawiłam go i cmoknęłam w policzek. Ten tylko wyszczerzył się i wzruszył ramionami.
-A jak mam się pozbyć tego różowego koloru?-spytał nas Hazza.
-Może pofarbuj sobie włosy na brązowo.-powiedziałam i roześmiałam się.
-A mógłbym?-zapytał zdziwiony loczek.
-No oczywiście, a czemu nie... Niall się pofarbował.-powiedziałam i wskazałam na blondyna, który zrobił niezadowoloną minkę.
-A poza tym nie byłoby widać większej różnicy.-skomentowała Agata.
-A gdzie tu można kupić farbę?-zapytał Harry.
-W sklepie na przeciwko.-powiedziałam tylko i uśmiechnęłam się lekko.
-To niech ktoś mi kupi.-powiedział Harreh.
-A może tak sam byś poszedł, bo jak ktoś ci kupi to wątpie czy ci się spodoba.-mruknęłam i zaśmiałam się.
-To ja lecę.-powiedział i wypruł z salonu.
-Tylko się nie zgub!-krzyknął za nim Liam. Po chwili do salonu wbiegli uśmiechnięci Andzia i Lou.
-A wy co tak razem zacieszacie?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-Bo Lou mi powiedział, że Karolina i Zayn to oficjalne.-wytłumaczyła szybko Andzia.
-Nawet mam to nagrane!-krzyknął Lou i wyciągnął z kieszeni telefon po czym puścił nagranie.
-Kocham cię, wiesz? Ja ciebie też. Czy już tak oficjalnie będę mógł cię nazwać moją dziewczyną? Oczywiście.-gdy nagranie się skończyło Louis wyszczerzył się szeroko, a my wszyscy patrzyliśmy na niego ze zdziwieniem.
-Wydaje mi się, że pierwszy raz macie rację.-skomentowała Alicja.
-Jej!-wydarli się równocześnie Lou i Andzia.
-Jeszcze tylko poczekamy kiedy powie nam to nasza nowa parka.-dorzucił Liam, a już po sekundzie w salonie zjawili się Zarolina.
-No jak tam gołąbeczki?-zapytałam uśmiechnięta.
-Pff... A niby czemu gołąbeczki?-zapytała Karolina i zmarszczyła czoło.
-Kocham cię, wiesz? Ja ciebie też.-powiedział Louis starając się naśladować ich głosy. Karotka speszyła się nieco i bez słowa usiadła na kanapie obok Zayna.
-A więc to stuprocentowa prawda?-zapytał po chwili Liam.
-Cóż... Tak.-odpowiedział mulat po chwili milczenia. Wszyscy wyszczerzyliśmy się szeroko.
-No to gratulacje kochaniutcy.-skomentowała Ala, a my przytaknęliśmy grzecznie.
-Czy już wszyscy w tym domu są zajęci?-zapytał po chwili LOuie zwracając się do Angeliki.
-Oprócz nas to jeszcze Harry i Ala.-odpowiedziała mu dziewczyna.
-Tak w zasadzie... To tylko wy i Hazza.-mruknęła niepewnie blondynka, a my wszyscy spojrzeliśmy na nią zdziwieni.
-Ale jak to?-zapytałm po chwili.
-Pamiętacie Nathana, co nie?-spytała, a my pokiwaliśmy głowami.
-No właśnie.-dorzuciła tylko i uśmiechnęła się lekko.
-Już nic mnie w tym domu nie zdziwi.-mruknęłam sama do siebie i przewróciłam oczami.

* z perspektywy Louisa *

-Jesteś jak banan.-powiedziałem do Angeliki i wyszczerzyłem się szeroko.
-A niby dlaczego?-zapytała zdziwiona dziewczyna.
-Bo jesteś do niego podobna.-stwierdziłem.
-A ty jesteś jak kapusta.-odparła mi z oburzeniem.
-A czemu?-zapytałem zaciekawiony i przekrzywiłem głowę na bok.
-Bo kapusta głowa pusta.-odpowiedziała mi i uśmiechnęła się niewinnie.
-A ty jesteś dziwna jak awokado.-dodałem z udawanym fochem.
-A ty jesteś podniecający jak ogórek.-warknęła złośliwie.
-To znaczy jak?-zapytałem dokładnie lustrując ją wzrokiem.
-No właśnie w żaden sposób.-powiedziała i przewróciła oczami.
-A ty jesteś jak pomidor... Czerwony i dziwny.-skomentowałem przyglądając jej się uważnie.
-A ty jesteś burak.-odparła krótko.
-A ty jesteś jak ziemniak.-rzuciłem bez zastanowienia.
-A ty jesteś jak pomelo.-powiedziała.
-A co to jest pomelo?-zdziwiłem się. Nigdy nie słyszałem o takim warzywie. To rośnie pod ziemią, tak?
-To jest taki owoc, który rośnie na drzewie.-odpowiedziała. Kurde... Czyli jednak nie zgadłem, ale i tak byłem blisko, więc się liczy.
-Wystopujcie te owocowo-warzywne obelgi.-powiedziała w końcu Kinga, a tym samym przerwała naszą wielce mądrą i twórczą kłótnię.
-Nie ty gruszko!-wykrzyknęliśmy równocześnie i przybliliśmy piątkę.
-Tylko idioci myślą podobnie.-skomentowała Karolina i zaśmiała się.
-Może i idioci, ale jacy wspaniali i przystojni.-powiedziałem i poruszyłem brwiami.
-Przystojni? Chyba raczej przystojni i ładni.-poprawiła mnie Andzia.
-No tak... Ty jesteś ta przystojna, a ja jestem ten ładny.-powiedziałem z wyszczerzem.
-A więc to ja robię w tej przyjaźni za mężczyznę?-spytała zdziwiona Andzia-Ciekawe w czym jeszcze jesteś podobny do kobiety... Może będziesz jeszcze rodził dzieci?-zapytała sarkastycznie.
-Tak. Jestem już w 14 miesiącu ciąży.-odparłem z uśmiechem.
-A wiesz, że ciąża trwa tylko 9 miesięcy?-zapytała Andzia i uniosła jedną brew ku górze.
-Ale moja ciąża jest pro i trwa dłużej.-stwierdziłem krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Twoje dzieci będą musiały być powalone.-mruknęła Angelika-A z kim tak właściwie jesteś w ciąży?-zapytała po chwili.
-Z robą.-odpowiedziałem szybko.
-Ale 14 miesięcy temu to my się nie znaliśmy.-powiedziała dziewczyna i zrobiła facepalma.
-Długość naszej znajomości nie jest ważna. Ja przecież znam ojca mojego dziecka!-wykrzyknąłem udając oburzonego.
-Najwidoczniej nie do końca.-stwierdziła szatynka.
-Ja wiem lepiej. Ty się po prostu nie znasz.-powiedziałem i wzruszyłem ramionami.
-Dobra ludzie wypad mi stąd, bo zaniżacie poziom inteligencji ludzi w tym pokoju.-stwierdził Liam i wskazał na drzwi. Z oburzeniem uniosłem głowę ku górze i poszedłem do "swojego" pokoju na górę. Zaraz za mną weszła Andzia.
-Przyszedłeś ojcze mojego dziecka?-zapytałem z uśmiechem.
-Ależ oczywiście.-odparła Angela uśmiechając się szeroko.
-Podejdź tu.-powiedziałem stojąc przy oknie. Dziewczyna podeszła do okna i wyjrzała na zewnątrz.
-Ładnie tu...-powiedziałem, a po chwili poczułem, że dostałem czymś w głowę.
-Przepraszam!-wykrzyknęła szybko Angelika i podwinęła roletę do góry. A więc to ta złowroga roleta chciała mnie zabić. Ja się pytam tylko za jakie grzechy!
-Nic nie szkodzi.-odpowiedziałem i uśmiechnąłem się lekko.
-Bardzo boli?-zapytała dziewczyna i dotknęła delikatnie mojej głowy.
-Jak pocałujesz to przestanie.-powiedziałem i ułożyłem usta w dzióbek. O dziwo dostałem co chciałem.
-Pocałowałaś mnie?-zapytałem robiąc dziwaczną minę.
-Noo...-odparła Angelika i wzruszyła ramionami.
-A to nie dziwne?-spytałem i usiadłem na łóżku.
-Nie pojmuję cię... Najpierw chcesz buzi, a potem wyglądasz jakbyś w ogóle się tego nie spodziewał.-stwierdziła Andzia.
-No bo się niespodziewałem.-oznajmiłem jej.
-No to dostałeś niespodziewajkę.-mruknęła tylko i przewróciła oczami.
-Jej!-wykrzyknąłem uradowany.

niedziela, 20 maja 2012

Rozdział Jedenasty


* z perspektywy Angeliki *

-ZA GODZINĘ MAMY LOT!-darł się ktoś z dołu, a ja natychmiast poderwałam się na równe nogi. Spojrzałam jeszcze na zegarek i ujrzałam godzinę 7:50. Szybko zgarnęłam przygotowane wczoraj ubrania i pobiegłam do łazienki, która na całe szczęście była wolna. Szybko się ogarnęłam i przebrałam. Pobiegłam jeszcze do pokoju po moją walizkę, a po chwili stałam w salonie zwarta i gotowa.
-Gdzie reszta?-zapytałam biegającą po salonie Kingę, która najwyraźniej czegoś szukała.
-Agata jeszcze się ogarnia, a Ala i Karotka są już u chłopaków.-odparła mi szybko Kidżi, a ja pokiwałam głową ze zrozumieniem. Wzięłam moją walizkę i udałam się do domu chłopaków, a tak właściwie to przed ich dom gdzie stała cała nasza banda.
-Hej!-krzyknęłam do nich uśmiechnięta.
-Cześć.-odparli mi chórkiem.
-Gdzie mam upchnąć tą walizkę?-zapytałam wskazując na mój bagaż.
-Wrzuć do samochodu Louisa, bo u mnie nie ma już miejsca. A tak poza tym to będziesz jechać samochodem razem z Lou, Zaynem, Karotką i Agą.-oznajmił mi Li, a ja odpowiedziałam mu uśmiechem. Wsadziłam walizkę do bagażnika i razem z innymi czekałam na Kingę i Agatę. Po pięciu minutach dziewczyny zjawiły się na miejscu i wszyscy ruszyliśmy na lotnisko. Dotarliśmy tam w niecałe 15 minut, ale za to cali poobijani, bo Louis niestety nie trzymał się przepisów drogowych.
-Kiedyś ci się odpłacę za tą jazdę.-powiedziałam złowrogim tonem.
-Nie boję się.-odparł mi uśmiechnięty Lou, a ja przewróciłam oczami. Przeszliśmy dość szybko przez odprawę i siedzieliśmy już w samolocie.
-Mam nadzieję, że dość szybko tam dolecimy.-powiedział siedzący obok mnie Lou.
-Ja też mam taką nadzieję, bo nie chcę się męczyć z tobą w tym samolocie.-odburknęłam mu i westchnęłam cicho.
-Jak to? Już mnie nie lubisz?-zapytał szatyn robiąc smutną minkę.
-Wybacz, ale tak bywa... Life is brutal and full of zasadzkas.-powiedziałam i zaśmiałam się.
-And full of what?-zapytał zdziwiony Louieh.
-Nieważne.-mruknęłam tylko i uśmiechnęłam się lekko.
-A powiedz do mnie coś po polsku.-poprosił Lou.
-Hmm... No to niech będzie na przykład marchewka.-powiedziałam w moim ojczystym języku.
-Nie powtórzę tego. Powiedz jak jest po polsku kocham cię.-oznajmił uśmiechnięty chłopak.
-Kocham cię.-odparłam.
-Kotjam tje.-powtórzył nieudolnie Louie, a ja roześmiałam się głośno.
-Kocham cię.-powtórzyłam po polsku.
-Kokam cie.-wydukał, a ja poklepałam go po ramieniu.
-Coraz lepiej.-stwierdziłam z uśmiechem, a Louis wyszczerzył się wesoło i dalej próbował powtarzać wyrażenie kocham cię. Za jakimś 1845338538928 razem udało mu się powtórzyć to dobrze i jarał się tym jak pochodnia.
-Umiem mówić po polsku! Umiem mówić po polsku! Słyszeliście chłopaki?! Umiem mówić po polsku!-darł się Tomlinson.
-Tak Lou, słyszeliśmy. To skoro się tak chwalisz to może powiedz nam czego się nauczyłeś?-zapytał Liam i uniósł jedną brew ku górze.
-Kocham cię!-powiedział Lou z śmiesznym akcentem.
-Brawo Louis. Nauczyłeś się jednego słowa w pół godziny.-skwitowała z sarkazmem Kinga.

* z perspektywy Karoliny *

-Pytam po raz kolejny... Dlaczego musieli mnie posadzić akurat z tobą?-ponownie zaczęłam narzekać na moje miejsce siedzenia. Co jak co, ale dlaczego akurat mnie skazali na tak wielkie i bolesne katusze, oraz śmierć w męczarniach poprzez siedzenie obok Harrego Stylesa? Kiedyś na samą myśl o tym, że mogłabym go poznać byłabym niezmiernie szczęśliwa, a teraz siedzenie z nim przez kilka godzin obok siebie jest dla mnie czymś w rodzaju najgorszej kary. Nie ma nikogo bardziej dziwnego od Hazzy. Wolę nawet kiedy Lou i Andzia bawią się w detektywów, bo przynajmniej nie wyrządza to większych szkód na psychice.
-Musieli cię posadzić akurat ze mną, bo każdy był szybszy od ciebie w zajęciu miejsca z kimś innym.-znowu usłyszałam od loczka tą samą odpowiedź. Już od około 40 minut odpowiada mi tak samo, a do mnie wciąż nie może dotrzeć dlaczego ja...
-Ale dlaczego?-zapytałam zawiedziona i westchnęłam głośno.
-Dlatego, że...-zaczął mówić Harry, ale ja zatkałam mu usta ręką.
-To było pytanie retoryczne na które nie wymagam odpowiedzi, więc z łaski swojej siedź cicho do końca lotu.-powiedziałam i wyjrzałam przez okienko w samolocie. Po chwili poczułam na sobie czyjś oddech, więc szybko spojrzałam w bok. Harry wychylił się w moją stronę by pooglądać sobie widoki za oknem.
-Ekhem...-odchrząknęłam znacząco, a on tylko spojrzał na mnie, uśmiechnął się i ponownie zaczął wpatrywać się w okno. Odepchnęłam go dość mocno tak by usiadł na swoim miejscu.
-To nie fair. Ja też chcę miejsce od okna.-mruknął niezadowolony loczek.
-To się z kimś zamień... Błagaaaaam.-powiedziałam i westchnęłam cicho.
-Kto chce się ze mną zamienić miejscami?-zapytał Harry, ale niestety nikt się nie zgłosił. No, a jakże by inaczej. Najlepiej zwalić najgorsze na mnie i będzie okej, bo w końcu co mi tam, nie? Ja to jestem twarda i wytrzymam z idiotami... Może i tak, ale naprawdę wolałabym posiedzieć sobie na przykład z Angeliką, albo z Kingą, albo z kimkolwiek innym.
-Daleko jeszcze?-zapytałam siedzącego przede mną Zayna.
-Wydaje mi się, że tak, bo niedawno wystartowaliśmy.-odparł mi brunet, a ja z niezadowoleniem oparłam się o siedzenie. Zamknęłam oczy i postanowiłam, że spróbuję zasnąć. Może wtedy czas szybciej mi zleci. Po kilku minutach odpłynęłam...

***

-Jesteśmy na miejscu.-oznajmiłam zaraz po wyjściu z taksówki.
-To jest twój dom?-zapytał nieco zdziwiony Harry.
-Tak. Właśnie to jest mój dom.-odparłam lustrując wzrokiem moje stare miejsce zamieszkania. Nic się nie zmieniło. Piękny, biały, dwupiętrowy domek jednorodzinny z dużym ogródkiem. Nawet moja psina cały czas lata po dworzu! Szybko wbiegłam do ogródka i przywitałam się z psem.
-No hej malutki.-powiedziałam i pogłaskałam go po łebku.
-A ten twój pudelek to nie gryzie?-zapytał ze śmiechem Liam.
-Jak będziesz się z niego naśmiewał to cię dziabnie. On zna komendę bierz go, uwierz mi.-powiedziała Angelika zachowując pełną powagę. Li natychmiastowo pobladł, a ja wybuchnęłam niekontrolowanym napadem śmiechu.
-Karolina!-usłyszałam nagle znajomy głos mojej matki. Ta natychmiastowo podbiegła do mnie i uściskała mnie mocno.
-Hej mamuś. Miło cię widzieć.-powiedziałam i odwzajemniłam uścisk.
-Dzień dobry.-powiedziały chórkiem dziewczyny.
-Witajcie.-powiedziała moja mama wypuszczając mnie z uścisku.
-Dziewczyny już znasz, a to jest Harry, Liam, Niall, Zayn i Lou... Ej... Gdzie jest Louis?-zapytałam nagle rozglądając się po podwórku.
-Nie ma go tu?-zapytała zdziwiona Angelika.
-Widział go ktoś może?-zapytał Hazza i zaczął okrążać podwórko. Wszyscy poszliśmy w jego ślady i okrążyliśmy cały ogródek, ale nigdzie go nie było.
-Mam wam coś do powiedzenia...-zaczęła uśmiechnięta Andzia.
-No to mów!-ponagliłam ją.
-LOUIS ZOSTAŁ NA LOTNISKU!-wydarła się szatynka, a my wszyscy popatrzyliśmy na siebie ze zdziwieniem. Jak mogliśmy go zapomnieć? Czuję się normalnie jak rodzina tego Kevina, którego zostawili samego w domu.
-Mamo musimy jechać na lotnisko.-powiedziałam szybko do swojej rodzicielki kiedy ponownie znaleźliśmy się pod domem.
-Może tata Angeliki was zawiezie.-skomentowała moja mama.
-Andzia mogłabyś zadzwonić do swojego taty?-zapytała Kinga.
-Nie ma takiej potrzeby. Jest u nas.-powiedziała Anna (czyli innymi słowy moja mama) i weszła do domu. Po chwili z domu wyszli rodzice Angeliki wraz z moimi rodzicami i braćmi.
-Tato! Musisz nas szybko zawieźć na lotnisko!-krzyknęła Andzia i potrząsnęła swoim ojcem.
-Spokojnie... Po co chcecie tam jechać?-zapytał pan Dominik (tak właśnie ma na imię jej tata).
-Po prostu nas zawieź! To długa historia.-wyjaśniła po krótce Angela.
-To kto ma jechać niech wsiada.-powiedział jej tata i otworzył samochód. Do środka wsiadłam ja, Andzia, Harry i Aga. Ruszyliśmy z podjazdu z piskiem opon i jechaliśmy w stronę lotniska. Kiedy dotarliśmy na miejsce natychmiastowo wybiegliśmy z auta i rozpoczęliśmy poszukiwania Lou.

* z perspektywy Angeliki *

No pięknie... Louis pierwszy raz poleciał do Polski, a tu taka przygoda go czekała. Cały czas się zastanawiam dlaczego nikt nie zauważył, że go nie ma. Może byliśmy po prostu za bardzo podekscytowani tym całym wyjazdem? Ugh... Nie ważne dlaczego, ale ważne jest to, że będę się tym zadręczać przez dłuuugi czas. A tak poza tym to czemu on do nas nie zadzwonił? Przecież mógłby zadzwonić i powiedzieć nam, że o nim zapomnieliśmy... Moje rozmyślania przerwał znajomy głos.
-Patrzcie! Tam jest!-krzyknęła Karotka i wskazała na miejsce w którym stał dobrze znany mi szatyn.
-Louis!-wykrzyknęłam i pędem rzuciłam się w jego stronę. Kiedy tylko do niego dobiegłam skoczyłam na niego i mocno go przytuliłam, a tym samym doprowadziłam do jego upadku.
-Zaraz mnie zabijesz tą swoją radością.-wydukał roześmiany Louie, a ja jeszcze mocniej go przytuliłam.
-Nawet nie wiesz jak się bałam gdy tylko domyśliłam się, że zostałeś na lotnisku.-oznajmiłam oburzona i pomogłam mu wstać.
-Louie!-usłyszałam nagle głos Harrego. Podbiegł do nas i przytulił mocno szatyna.
-Nasza zguba się znalazła.-skomentowała roześmiana Karolina.
-Ale teraz wracajmy już do samochodu, bo tata Angeliki tam na nas czeka... A tak przy okazji... Jak macie zamiar pomieścić się w pięcioosobowym samochodzie?-zapytała Aga i uniosła jedną brew ku górze. Wszyscy popatrzyliśmy na siebie jak na idiotów. Nie no po prostu zajebiście. Najpierw zostawiliśmy Lou na lotnisku, a teraz zabraknie nam miejsca w samochodzie. Czy może zdarzyć się jeszcze coś gorszego?!
-Ktoś zagrzeje sobie miejsce na kolanach, a teraz już chodźmy.-powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia. Po kilku minutach znaleźliśmy się przy samochodzie.
-Tato to jest Louis.-powiedziałam i wskazałam na stojącego obok mnie chłopaka. Tata przywitał się z nim i podał mu rękę.
-No to teraz Andzia wskakuj Louisowi na kolanka i jedziemy.-powiedziała uśmiechnięta Karotka. Mój tata bez słowa zjechał ją wzrokiem, a ta natychmiastowo wskoczyła do auta i usiadła na kolanach Harremu. Zaśmiałam się głośno po czym usiadłam na przednim siedzeniu. Po kilku sekundach ruszyliśmy i ponownie jechaliśmy do domu Karoliny. Kiedy dotarliśmy na miejsce każdy przywitał nas ciepło i ostatecznie przedstawiliśmy sobie każdego. Potem zasiedliśmy wszyscy w salonie i oglądaliśmy jakiś film.
-Psst... Gdzie tu jest łazienka?-zapytał mnie szeptem Lou, a ja zaśmiałam się cicho.
-Zaraz obok pokoju w którym śpisz.-odparłam mu.
-A gdzie jest pokój w którym śpię?-zapytał, a ja strzeliłam facepalma.
-Musisz wejść na górę iść prosto, potem w lewo i pierwsze drzwi po prawej to twój tymczasowy pokój.-wyjaśniłam szybko i machnęłam ręką nadal wpatrując się w telewizor.
-Eee... Tak.-powiedział chłopak kiwając głową.
-Ech... Wstawaj to cię zaprowadzę.-powiedziałam tylko i bez żadnego więcej słowa wyjaśnienia udałam się na górę. Lou cichutko szedł za mną aż pod samą łazienkę.
-Dziękuję.-powiedział i szybko zamknął się w toalecie.
-Mam tu czekać, czy mogę sobie iść?-spytałam od niechcenia.
-Czekaj.-usłyszałam tylko krótką odpowiedź i usiadłam sobie przy drzwiach od łazienki... Ciekawa jestem jak dalej potoczy się ten wyjazd. Jutro pewnie pojedziemy sobie pozwiedzać, ale musimy jeszcze ustalić co im pokażemy, bo przecież nie pojedziemy sobie od tak na Warszawę i nie będziemy po niej błądzić. Po kilku minutach uśmiechnięty chłopak wyszedł z łazienki i obydwoje zeszliśmy na dół zająć swoje wcześniejsze miejsca. Kiedy film się skończył każdy rozszedł się do swoich pokoi. Ja miałam pomieszkiwać sobie przez jakiś czas z Karoliną co szczerze mówiąc było mi na rękę... Niestety obok nas mają pokój Kinga i Niall, a nigdy nie wiadomo co oni będą tam w nocy wyprawiać. Nie to, że ja coś sugeruję... Po prostu kojarzę fakty i tyle. Usiadłam sobie na łóżku, a Karotka poszła do łazienki się umyć. Po chwili ktoś zapukał do drzwi.
-Właź.-mruknęłam tylko pod nosem jednak na tyle głośno by osoba za drzwiami mogła to usłyszeć.
-Hejo.-powiedział Lou, który zaraz potem usiadł obok mnie na łóżku.
-No witaj, witaj... Co cię tu sprowadza?-zapytałam i uśmiechnęłam się lekko.
-Yyy... No bo Harry mnie wygonił z pokoju tak zupełnie bez powodu.-powiedział Lou i zrobił sumtną minkę.
-A co zrobiłeś?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-Przecież powiedziałem, że tak zupełnie bez powodu.-odparł oburzony szatyn.
-Skoro mówisz, że bez powodu to znaczy, że coś przeskrobałeś, więc gadaj, albo wypad.-powiedziałam i wskazałam palcem na drzwi.
-No dobra... Powiem tylko, że dolałem do jego szamponu różowej farby.-odparł Louie, a ja zaśmiałam się.
-Ty to masz pomysły.-skomentowałam tylko i pokręciłam głową z niedowierzaniem.
-Bo mi się nudziło i to nie jest moja wina. Teraz Hazziątko zamknęło się na cztery spusty i nie chce mnie wpuścić do pokoju. Mówi, że mam spać na podłodze przed drzwiami.-wyjaśnił smutny Louis.
-Tak bywa. Pies utonął kamień pływa.-stwierdziłam i wzruszyłam ramionami.
-Ale ja nie chcę spać na podłodze!-mruknął niezadowolony chłopak.
-No chyba nie myślisz, że będziesz spał ze mną?-spytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Tak właściwie to na to liczyłem.-odpowiedział mi i wygiął usta w podkówkę.
-Są tu dwa łóżka, więc możesz spać na jednym, a ja się jakoś zmieszczę z Karotką.-powiedziałam i westchnęłam cicho.
-Ale ja nie lubię spać sam.-mruknął oburzony chłopak.
-To weź sobie pluszaka.-odparłam i rzuciłam w niego miśkiem, który stał na szafce obok mnie.
-Ale ja nie chcę spać z misiem.-oznajmił i zmarszczył czoło.
-To ja już nie wiem czego ty chcesz!-krzyknęłam i spojrzałam na niego spod byka.
-No bo ja chcę spać z człowiekiem.-odpowiedział mi zachowując pełną powagę.
-To idź i przeproś Harrego.-rzuciłam od niechcenia i przewróciłam oczami.
-Ale on mi nie wybaczy. Śpij ze mną.-powiedział i spojrzał na mnie proszącym wzrokiem.
-No chyba śnisz.-powiedziałam i prychnęłam głośno.
-No właśnie jeszcze nie, bo nie mam z kim spać.-oznajmił mi, a ja strzeliłam facepalma.
-Nie będę z tobą spać, bo wyjdę na idiotę.-mruknęłam pod nosem.
-Nieprawda. Harry zawsze ze mną śpi.-odparł mi pewnie.
-No i już każdy mówi, że jest z nim coś nie teges.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Ale ja jestem fajny.-ciągnął dalej swoje paplaniny Lou.
-Ja w to wierzę i ty w to wierzysz, ale niestety reszty to nie przekonuje.-odpowiedziałam mu. Nagle Karolina weszła do pokoju i uśmiechnęła się do nas.
-A co ty tu robisz Louisku?-zapytała słodkim głosikiem i uśmiechnęła się.
-Nikt nie chce ze mną spać.-mruknął oburzony Lou.
-No to śpij sobie z Andzią.-rzuciła Karolina i poruszyła brwiami.
-No ja właśnie po to tu jestem, ale ona nie chce.-odpowiedział Lou i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Karolina otworzyła buzię ze zdziwienia, a potem wyszczerzyła się szeroko.
-No Andziu ty moja kochana... Śpij z kolegą, bo nie będzie mógł biedaczek zasnąć.-powiedziała i poklepała mnie po ramieniu.
-Nie!-wykrzyknęłam oburzona i zaczęłam wymachiwać rękami.
-No prosimy.-jęknęła Karotka i zrobiła minę zbitego psiaczka.
-A tobie co tak na tym zależy małpo?-zapytałam jej i zmarszczyłam czoło.
-Mi po prostu zależy na dobrym śnie innych ludzi.-odpowiedziała i zrobiła minę a'la super bohater.
-Ta. Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę.-odpowiedziałam jej i prychnęłam głośno.
-Śpij ze mną, bo nie będę mógł zasnąć i ci tego nie wybaczę, a poza tym do końca życia będę ci wypominał to, że zostawiliście mnie na lotnisku. Już zapomniałaś?-spytał Lou i spojrzał na mnie z zawodem.
-Ugh! Nienawidzę was wy dwa idiotyczne poteflony! Idę się umyć i zaraz wracam, a ty masz już leżeć w łóżku i nie odezwać się nawet słowem... Zrozumiano?!-zapytałam podenerwowana, a Louieh pokiwał twierdząco głową i podbiegł do drugiego łóżka. Zgarnęłam z walizki moją piżamę i udałam się do łazienki, która niestety, ale była przez kogoś zajęta.
-Długo jeszcze?-zapytałam waląc w drzwi.
-Nie. Zaraz wychodzę, ale jak chcesz to możesz wejść.-usłuyszałam odpowiedź zza drzwi.
-Uwierz mi Harry, że nie chcę... A tak poza tym to nie mógłbyś przyjąć Lou spowrotem do pokoju?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-W sumie to mógłbym.-powiedział wychodząc z łazienki.
-Dzięki! Kocham cię!-powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję.
-O... Fajnie.-mruknął tylko pod nosem, a ja zaśmiałam się. Weszłam do łazienki i szybko umyłam się, oraz przebrałam w piżamę. Kiedy tylko byłam gotowa do spania wyprułam z łazienki jak z procy i raz dwa znalazłam się w pokoju Karoliny.
-Harry powiedział, że możesz...-zaczęłam mówić, ale po chwili przerwałam widząc, że Louis najprawdopodobniej już śpi.
-Skoro zasnął to położę się z tobą.-powiedziałam do Karoliny, która też leżała już w łóżku.
-Idź do niego.-odparła mi szatynka i uśmiechnęła się.
-Nie.-odpowiedziałam i położyłam się obok niej.
-No cóż... Dobranoc.-powiedziała Karolina i przekręciła się na drugą stronę. Odpowiedziałam jej tym samym, a po chwili zasnęłam.

* z perspektywy Karoliny *

Obudziłam się rano i ziewnęłam przeciągle. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Obok mnie nie było już Angeliki. Czyżby już wstała? Spojrzałam na zegarek i ujrzałam, że jest już godzina 8. Zerknęłam na drugie łóżko gdzie wcześniej spał Louis, ale jego też nie było. Hmm... Nieco to dziwne biorąc pod uwagę to, że zawsze oni wstają najpóźniej. No nic... Przygotowałam sobie ubrania i ruszyłam dobrze znaną mi drogą do łazienki.
-Dzięki za śniadanie.-powiedział nagle Zayn, który znikąd zjawił się obok mnie.
-Oh... Emm... Yyy... Taaak.-powiedziałam nieźle zdziwiona i pokiwałam głową. Brunet odszedł ode mnie z uśmiechem, a pierwsze co mi przyszło w tym momencie na myśl to Andzia i Louis. Szybko weszłam do łazienki i w pełni się ogarnęłam, by potem zejść na dół do kuchni gdzie Niall przygotowywał jedzenie, a Andzia i Lou siedzieli sobie przy stole i rozmawiali.
-Andzia mam do ciebie takie jedno, małe pytanko... Zrobiłaś jakieś śniadanie Zaynowi?-spytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-To Louis!-wykrzyknęła szybko dziewczyna i wskazała na szatyna.
-Tak, to ja.-odparł Louieh i wzruszył ramionami.
-Aha.-skomentowałam tylko i potrząsnęłam głową-A ty co szykujesz Niallerku?-zapytałam blondyna, który układał jedzenie na srebrnej tacy. Tak przy okazji to nawet nie wiedziałam, że w moim domu znajduje się takowa, ale okej.
-Ja szykuję śniadanie dla Kingi. Mam plan na cały poranek.-odpowiedział mi nasz farbowany żarłok i wyszczerzył się szeroko.
-Plan na cały poranek? Tylko bez głośnych jęków, proszę.-powiedział Lou i uśmiechnął się złowieszczo.
-Ha ha ha...-odparł mu z sarkazemem Niall i dalej przygotowywał jedzenie.
-A gdzie reszta?-zapytałam po chwili.
-Zayn jeszcze śpi.-odpowiedział mi Lou.
-Ale ja pytałam o wszystkich, a nie o Zayna.-skomentowałam tylko i przewróciłam oczami.
-Może i powiedziałaś reszta, ale i tak chodziło ci głównie o niego... Idź go obudzić i powiedz, że ja ci kazałem. Wszystkie chwyty dozwolone.-rzucił Louie i mrugnął do mnie. Spojrzałam na niego spod byka i z wielce, wielkim fochem udałam się po schodach na górę. Mimo wszystko postanowiłam jednak obudzić Zayna. Skoro będę mogła zwalić wszystko na Louisa to czemu by nie skorzystać, co nie? Udałam się do łazienki i nalałam do miski zimnej wody. Podniosłam ją i z trudem dotargałam do pokoju w którym spał brunet. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Bez chwili zastanowienia wylałam na niego całą wodę, a ten poderwał się z łóżka jak oparzony.
-Czy ty się z głupim przez szybę macałaś?!-wykrzyknął Zayn patrząc na mnie ze złością.
-Lou kazał mi cię obudzić.-odpowiedziałam szybko i wyszczerzyłam się.
-Skoro już mnie obudziłaś to należy ci się kara.-powiedział brunet.
-Nieee... Po co się będziesz wysilał jakimiś karami.-powiedziałam i machnęłam ręką siadając na łóżku. Chłopak przewrócił mnie na plecy, usiadł na mnie okrakiem i mocno mnie przytulił.
-Ej! Jestem mokra!-warknęłam oburzona.
-I o to chodziło.-odpowiedział mi mulat z wielkim uśmiechem. Po chwili odsunął się nieco ode mnie i zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam mu się wyrywać i krzyczeć, żeby przestał, ale to nie działa. Gdy zaczął mnie łaskotać po szyi myślałam, że dostanę szału. Nienawidzę gdy ktoś dotyka mojej szyi mam straszne łaskotki!
-Nie, przestań! Błagam Zayn!-pisnęłam wykręcając głowę na wszelkie możliwe sposoby.
-A co będę z tego miał?-zapytał chłopak nachylając się nade mną i patrząc mi prosto w oczy.
-N... Nie wiem.-wydukałam zatracając się w jego spojrzeniu. Ach... Mówiłam kiedyś jakie on ma piękne oczy? I w ogóle on jest taki... idealny. Można powiedzieć, że nawet zbyt idealny, ale nic nie szkodzi.
-No to ja nie wiem czy przestanę.-powiedział tylko i wzruszył delikatnie ramionami. Uniosłam nieco swą głowę i pocałowałam go. O mój Boże! Ja to zrobiłam?! Nie, nie, nie, nie, nie! Niech to będzie tylko głupi sen... Przecież ja wyjdę na totalną idiotkę! Teraz jedyne czego bym sobie życzyła to zniknęcie z powierzchni ziemi... O dziwo Zayn nie odepchnął mnie, a co więcej można powiedzieć, że odwzajemnił mój nagły pocałunek. Po dosłownie kilku sekundach postanowiłam odsunąć się od niego, lecz on przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i kontynuował pocałunek. Poczułam jak jego ręce błądzą po moich plecach i... W tymże właśnie momencie jak zwykle ktoś musiał wparować do pokoju. Już przygotowywałam się na serię pytań od któregoś z naszych "cudownych" przyjaciół, kiedy to w drzwiach ujrzałam dobrze znaną sylwetkę mojej mamy. Wraz z Zaynem natychmiast poderwaliśmy się na równe nogi i spoglądaliśmy na siebie z przerażeniem. Moja mama tylko zaśmiała się pod nosem i wyszła z pokoju ponownie zostawiając nas samych. Usiadłam ponownie na łóżku i odetchnęłam głęboko. Teraz już wiem, że wolałabym by do pokoju wszedł ktoś z naszych przyjaciół niż moja matka.
-Może po prostu udawajmy, że nic się nie stało.-mruknęłam niepewnie i spojrzałam się na Zayna, który najwyraźniej nie był zadowolony moim pomysłem.
-Taak, pewnie... Jeszcze chwila i bym cię tu przeleciał, ale okej przyjaciółeczko! Nic się przecież nie stało. Chodźmy na dół, zjedzmy coś, puknijmy się i idźmy spać, bo to całkowiecie normalne.-powiedział brunet uśmiechając się sztucznie.
-A co masz zamiar zrobić?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Po prostu zacznijmy od nowa.-mruknął chłopak.
-Od nowa to znaczy?-zapytałam i zmarszczyłam lekko czoło. On tylko uśmiechnął się i poruszył brwiami zalotnie, a ja pokręciłam głową i zaśmiałam się cicho.
-Idiota.-stwierdziłam i z uśmiechem wyszłam z pokoju.

sobota, 19 maja 2012

Rozdział Dziesiąty


* z perspektywy Agaty *

-No dobra, dobra... Już się nie kłóćcie.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Akurat tak się składa, że aktualnie się nie kłócimy.-odparła pewnie Karotka i uśmiechnęła się lekko.
-Okeeej. W takim razie zakończcie tą wymianę zdań.-rzuciłam i wzruszyłam ramionami.
-My chyba będziemy lecieć do domu... Chcecie wpaść?-zapytał Liam i uśmiechnął się lekko.
-Raz wy przychodzicie do nas i zostajemy na noc, a następnego dnia my idziemy do was i zostajemy na noc. Może w ogóle najlepiej zamieszkamy razem?-zapytała sarkastycznie Kinga i przewróciła oczami.
-To jest wspaniały pomysł!-wykrzyknął Louis i klasnął w dłonie.
-Na głowę ci padło Louieh?-zapytała Andzia i przyłożyła dłoń do jego czoła.
-Jak ci zależy na wspólnym mieszkaniu to możesz przenieść się do pokoju Andzi, chociaż pewnie bym tego żałowała.-powiedziałam z wielkim wyszczerzem i zaśmiałam się.
-Dlaczego?-zapytał nieco zdziwiony Lou.
-Bo mam pokój obok, a wolałabym nie wysłuchiwać waszych jęków.-powiedziałam i głośno się roześmiałam, a razem ze mną cała reszta nie licząc państwa obrażalskich, czyli innymi słowy pana i pani Tomlinson.
-Już nie żyjesz kochanie!-krzyknęła Andzia i zaczęła mnie gonić po całym domu. Ja oczywiście śmiałam się w najlepsze, a ona nie mogła mnie dogonić. Przydają się czasem te umiejętności sportowe. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie to, że w kuchni potknęłam się i wylądowałam na ziemi. Na domiar złego na mnie leżał Liam, bo podczas upadku pociągnęłam go za rękę. Po chwili do kuchni wbiegła także Andzia, która nie zdąrzyła wyhamować i wpadła na nas z impetem.
-Trójkącik!-krzyknął roześmiany Harry.
-Nie! Ja protestuję!-powiedział oburzony Lou i tupnął nogą.
-A co zazdrosny o Angelikę?-zapytałam i poruszyłam brwiami-Ale tak na serio to zejdźcie ze mnie, bo się uduszę.-powiedziałam przez śmiech. Po chwili Andzia i Li zeszli ze mnie, a ja dostałam z łokcia w bok.
-Ała!-krzyknęłam i spojrzałam z wrogością na Angelę. Ta oczywiście udawała, że nic nie wie i na dodatek pogwizdywała pod nosem.
-I tak wiem, że to ty i jeszcze cię dopadnę panienko Tomlinson.-rzuciłam w jej stronę, a ona spojrzała na mnie spod byka i znowu zaczęła swoją pogoń. Tym razem jednak wybiegłyśmy na ulicę i ciul z tym, że byłam w mojej piżamie w chmurki.
-GONI MNIE DZIEWCZYNA TOMLINSONA! RATUNKU!-darłam się biegnąc przed siebie.
-Zabiję cię!-darła się Andzia. Nie wiem nawet kiedy, ale udało jej się mnie dorwać.
-I co zamierzasz teraz zrobić?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Szczerze mówiąc to tego nie przemyślałam.-powiedziała Angelika i wzruszyła ramionami. Pomogła
mi wstać z ziemi na której przez nią wylądowałam i spacerkiem wróciłyśmy sobie do domu.
-O... Widzę, że wreszcie się zjawiłyście, a tak przy okazji to wiesz, że miałaś na sobie piżamę?-zapytał przez śmiech Liam. Spojrzałam na siebie i wyszczerzyłam się szeroko.
-Nie ważne. Ładnemu we wszystkim ładnie.-skomentowałam i zarzuciłam włosami.
-A ja myślałem, że tylko Lou lubi wychodzić na ulicę w piżamie.-powiedział Liam i pokręcił głową z dezaprobatą.
-Ja nie chodzę w piżamie tylko w spodniach od piżamy, a to jest wielka różnica.-powiedział oburzony szatyn.
-Tak. Bardzo wielka.-stwierdziłam i przewróciłam oczami.
-Bardzo.-powiedział Lou i zniknął w salonie. Zaśmiałam się cicho.
-Leć się przebierz, a potem cię porywam.-oznajmił Li, a ja spojrzałam na niego zdziwiona, ale postanowiłam, że zrobię to co chce. Tak wyjątkowo... Poszłam do siebie i przebrałam się. Po kilku minutach zeszłam na dół i spojrzałam na zegarek.
-Już 11?!-zapytałam sama siebie.
-Tak.-odparł mi Liam, który ni stąd, ni z owąd zjawił się tuż obok mnie.
-A mogę wiedzieć gdzie chcesz mnie porwać?-zapytałam, a on pokręcił przecząco głową.
-No niech ci będzie. Idziemy?-zapytałam jeszcze.
-Tak, idziemy.-powiedział i pociągnął mnie za rękę. Po chwili byliśmy już w drodze do... Tak właściwie to nie mam zielonego pojęcia gdzie, ale gdzieś napewno.
-Może teraz powiesz mi gdzie idziemy?-spytałam i uśmiechnęłam się uroczo trzepocząc rzęsami.
-Hmm... Nie. Nie sądze.-odparł mi z uśmiechem.
-Ugh... Nie dobry ludź.-powiedziałam po polsku, a Liam zatrzymał się i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Co powiedziałaś?-zapytał mnie, a ja uśmiechnęłam się.
-Nic takiego.-rzuciłam tylko i ruszyliśmy w dalszą drogę. Po 10 minutach znaleźliśmy się przed kinem.
-A więc to tu chciałeś mnie zabrać.-stwierdziłam kiedy weszliśmy do środka.
-Tak, właśnie tu.-powiedział tylko i wyszczerzył się.

* z perspektywy Angeliki *

-Ja wychodzę do sklepu. Idzie ktoś ze mną?-zapytałam wszystkich obecnych w salonie.
-Ja!-krzyknął Lou i poderwał się z kanapy. Zaczął biec w moją stronę, ale Harry podłożył mu nogę i szatyn wyrżnął pięknego orła. Jeszcze nigdy nie widziałam żeby ktoś z taką gracją zarył głową w podłogę, naprawdę!
-Nic ci nie jest?-zapytałam z troską podchodząc do niego.
-Psyklysłem sowie jechyk.-wyseplenił Louie i syknął cicho.
-Co?-ponowiłam swoje pytanie, bo niestety, ale nie bardzo go zrozumiałam.
-Pszykrysłem sowie jecyk.-powtórzył Louie.
-Nie rozumiem.-mruknęłam tylko i zmarszczyłam czoło.
-Przygryzłem sobie język.-wytłumaczył mi Hazza i wzruszył ramionami.
-Ałć.-syknęłam cicho i wykrzywiłam się. Lou spojrzał na mnie ze smutną minką.
-Jak pocałujesz przestanie boleć.-powiedział Harry i poruszył śmiesznie brwiami.
-Mam go pocałować w język? No chyba śnisz...-powiedziałam i prychnęłam głośno.
-Faśnie.-dorzucił Louieh.
-Dobra to ja idę.-powiedziałam tylko i ruszyłam ku wyjściu.
-Czekaj!-usłyszałam za sobą krzyk. Po chwili obok mnie zjawił się Lou.
-Czekam, czekam...-mruknęłam tylko i uśmiechnęłam się.
-Chcesz pojechać samochodem?-zapytał szatyn, a ja pokiwałam twierdząco głową. W sumie to przyda nam się auto żeby zwierzątka się nie przeziębiły... Ah tak! Nie poinformowałam jeszcze nikogo o moim planie. A mam zamiar kupić sobie dwa góra trzy słodkie gryzonie. Od dawna to planowałam i pomyślałam, że teraz jest dobra okazja. Wsiedliśmy do auta.
-Gdzie chcesz jechać?-zapytał chłopak.
-Do zoologicznego i o nic nie pytaj.-powiedziałam od razu i posłałam mu ciepły uśmiech. Odpalił auto i ruszyliśmy do najbliższego sklepu zoologicznego. Gdy byliśmy na miejscu szybko wyprułam z samochodu i weszłam do środka. Rozejrzałam się i od razu ruszyłam w stronę klatek z gryzoniami. Były tam myszy, chomiki, świnki morskie, króliki, myszy kolczaste, myszoskoczki, szczury... Po prostu cała masa małych żyjątek! Ja jednak od razu postanowione miałam kupić szczury. Przyglądałam im się uważnie, a po chwili obok mnie przykucnął Louis.
-Chcesz mieć szczury?-zapytał nieco zdziwiony.
-Tak, a masz z tym jakiś problem?-zapytałam i zmarszczyłam czoło.
-Nie no skąd!-odparł od razu i uśmiechnął się.
-Zawołaj sprzedawcę. Ja już wiem które chcę.-powiedziałam uśmiechnięta i przyglądałam się szczurkom wybranym przeze mnie. Były to trzy samiczki. Jedna czarno-biała, druga beżowa z ciemniejszym noskiem, a trzecia brązowa z białą łatką na oczach. Po chwili obok mnie zjawił się pracownik sklepu, a ja powiedziałam mu dokładnie które zwierzątka mnie interesują. W czasie gdy on zajął się ich łapaniem ja poszłam wybrać klatkę i inne rzeczy potrzebne do pielęgnacji szczurów. Po jakichś 10 minutach miałam już wszystko, więc poszłam z tym do kasy.
-Dużo tego masz.-stwierdził Louie, a ja wzruszyłam tylko ramionami i uśmiechnęłam się. Szybko zapłaciłam i z pomocą szatyna doniosłam wszystko do samochodu. Oczywiście szczurki miałam na rękach. W końcu nie będę wkładać ich do bagażnika.
-Jak je nazwiesz?-zapytał mnie Louis.
-Jeszcze nie wiem.-odparłam.
-Jednego nazwij Louis.-rzucił z wielkim wyszczerzem.
-Nie chcę ci psuć planów, ale to są samiczki.-rzekłam i zaśmiałam się cicho.
-No i co z tego? Ale skoro jest jak mówisz to nazwij ją Louisa.-dodał wesoło.
-Serio? Louisa? Bardzo pomysłowe imię. Ciekawe jak na nie wpadłeś.-rzuciłam sarkastycznie i przewróciłam oczami.
-Nie chcę się chwalić, ale po prostu dodałem do mojego imienia literkę "a".-powiedział mi cicho i zachichotał, a ja strzeliłam facepalma.

***

-Aaaa! Co to za robactwo?!-darł się przerażony Hazza wskakując na moje łóżko.
-To nie jest robactwo tylko nasze szczury.-powiedział oburzony Louis.
-Nasze?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Tak, nasze.-odparł mi szatyn z wielkim uśmiechem.
-Ale dlaczego to ogoniaste coś biega po podłodze?!-zapytał Harry.
-Bo dlatego.-odparłam złośliwie i pogłaskałam jedną samiczkę po główce.
-A tak przy okazji to te "ogoniaste" mają imiona... To jest Amy, to Amanda, a to jest Louisa.-powiedział Lou i wskazał kolejno na brązowego, beżowego i biało-czarnego szczurka.
-To powiedzcie tej Amy, Amandzie i Louisie żeby mnie nie straszyły.-rzekł Hazza i usiadł na moim łóżku po turecku. Wzięłam brązową samiczkę na ręcę i podeszłam z nią do Harrego. Położyłam mu ją na kolanach, a on siedział i nawet nie drgnął. Po chwili jednak pogłaskał ją i wziął na ręce... Wiedziałam, że polubi moje zwierzaki. No bo w końcu są moje, co nie?!
-Widzisz? Polubiłeś nasze zwierzaki.-powiedział z dumą Lou.
-Nasze? Naprawdę?-zapytałam i spojrzałam na niego z dziwnym grymasem.
-Tak, naprawdę nasze.-odparł mi tylko i wyszczerzył się.
-A niby dlaczego nasze?-powiedziałam wyraźnie akcentując ostatnie słowo.
-Bo jesteście parą, a pary mają wspólne zwierzęta, dzieci, jedzenie i inne takie.-wtrącił Hazza, a ja spojrzałam na niego z wrogością. Gdyby mój wzrok mógł zabijać to na milion procent miałabym go na sumieniu... A tak właściwie to nietylko jego, bo jeszcze Karotkę, Kingę, Agę, Alę, Liama, Louisa, Zayna i Nialla...
-Ile razy mam wam wszystkim powtarzać, że nie jesteśmy razem.-rzuciłam tylko przez zaciśnięte zęby i przewróciłam oczami.
-Jeszcze.-powiedzieli razem Lou i Harry. Spojrzałam na Louisa ze zdziwioną miną.
-Zamknij buzię, bo ci mucha wleci.-skomentował szatyn, a ja zmarszczyłam czoło.
-Nie mądrz się tak.-mruknęłam pod nosem. Zgarnęłam Amandę i Louisę do klatki.
-Hazzuś kotynieńku... Daj mi tu Amy.-powiedziałam do niego uśmiechając się uroczo.
-Proszę.-powiedział chłopak i przyniósł mi szczurka.
-No to teraz wszystkie są w klatce i możemy iść na dół.-oznajmiłam im, a oni pokiwali głowami. Całą trójką zjawiliśmy się w salonie. Byli tam wszyscy plus jeszcze Nathan i... Melanie. Czy oni naprawdę muszą ją tu zapraszać? Stanęłam w drzwiach od salonu jak wryta i spojrzałam na nią z wrogością.
-Udawaj, że wszystko jest okej.-szepnął mi do ucha Lou i pociągnął za rękę.
-Hej.-powiedziałam tylko i zajęłam miejsce na fotelu.
-Ej! Dla mnie nie ma miejsca.-powiedział oburzony Louie i tupnął nogą.
-Wskakuj na kolanka.-oznajmił uradowany Hazza. Lou podbiegł do mnie i usiadł mi na kolanach.
-Louis... Harremu chodziło o jego kolana.-powiedziałam najspokojniej jak mogłam.
-Serio?-spytał i zrobił smutną minę.
-Tak, serio. A teraz leć.-powiedziałam i popchnęłam go tak, że upadł na podłogę.
-Ty chcesz mi zabić chłopaka!-warknął Harry i podbiegł do Lou.
-My taki maraton mamy tu codziennie. Melanie, Nathan przyzwyczajcie się.-powiedziała roześmiana Kidżi, a ja na sam dźwięk imienia tej idiotki dostałam gęsiej skórki.
-No to macie tu wesoło.-skomentowała słodkim głosikiem Mel. Ugh... Każdy jeden jej ruch i słowo sprawiają, że mam ochotę jej przywalić. A po tym jak obraziła Tomlinsona jest jeszcze gorzej.
-Bardzo wesoło.-odpowiedziałam złośliwie i wymusiłam lekki uśmiech.
-Jak będziecie częściej wpadać to się przyzwyczaicie.-rzuciła Ala.
-NIE!-wydarłam się razem z Louisem, a wszyscy spojrzeli na nas ze zdziwieniem.
-Nie lubicie nas?-zapytał nagle Nathan.
-Nie o to chodzi, że ciebie nie lubimy. Ja na przykład do ciebie nic nie mam. My nie lubimy Melanie.-wytłumaczyłam najspokojniej w świecie, a Kinga ciskała we mnie piorunami.
-A niby dlaczego jej nie lubicie? Hmm...? To, że ty jej nie lubisz to nie znaczy, że musisz gadać Lou różne głupoty na jej temat!-warknęła oburzona Kidżi.
-Ja nie powiedziałam mu ani jednego złego słowa na jej temat. Złośliwe komentarze wymawiam przy was wszystkich.-odparłam tylko i odetchnęłam głęboko.
-To niby z jakiego powodu on jej nie lubi?-ciągnęła swoje dochodzenie Kinga.
-Naprawdę nie wiesz? Czy tego nie widać?-zapytał spokojnie szatyn-Wszystko co ta dziewczyna robi, robi po ty by zdenerwować Angelikę. Poza tym słyszałem dokładnie co nagadała, więc...-dokończył Louieh i wzruszył ramionami.
-A co takiego ona nagadała? Rozumiem, że mogła się pokłócić z Andzią, a wtedy zawsze padają złe słowa.-rzekła Kidżi broniąc dziewczyny.
-To może niech sama wam powie co powiedziała!-rzucił podenerwowany chłopak.
-Ja... Ja powiedziałam kilka złych słów, ale to tylko dlatego, że ona też na mnie nagadała. Po prostu się kłóciłyśmy.-tłumaczyła Mel. Dlaczego ona zawsze musi kłamać? Nie no... Ja po prostu nie mogę zrozumieć dlaczego Kinga jej w to wierzy. Przecież widać, że to jedno, wielkie kłamstwo.
-Nie wydaje mi się.-mruknął pod nosem Lou.
-Odwalcie się wreszcie od niej, a ty Angelika mogłabyś odpuścić! Po prostu jej zazdrościsz, bo jest lepsza od ciebie!-powiedziała, albo raczej wykrzyknęła zdenerwowana Kinga. Jej słowa naprawdę mnie zraniły, bo co jak co, ale to moja przyjaciółka. Wstałam z fotela i po prostu wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Nie wzięłam nawet żadnej bluzy, a na dworzu padał deszcz. Szłam przed siebie aż w końcu doszłam do parku. Usiadłam na jednej z ławek i rozmyślałam. Może ona naprawdę tak myśli? Sama nie wiem... Może po prostu powiedziała to w złości, a naprawdę tak nie myśli? Szczerze mówiąc to mam taką nadzieję.
-Angelika! Angelika!-usłyszałam znajomy głos, a po chwili obok mnie usiadł Lou i okrył mnie swoją bluzą.
-Wracajmy do domu.-powiedział szatyn, a ja tylko pokiwałam głową na nie.
-Nie chcę tam wracać.-odparłam mu i pociągnęłam nosem.
-To pójdziemy do mnie. Chodź.-oznajmił chłopak i pociągnął mnie za rękę.

* z perspektywy Karoliny *

-Wiesz co Kinga? Przesadziłaś, naprawdę.-powiedziałam niezadowolona mierząc ją wzrokiem.
-To nie moja wina. Ona cały czas czepia się Melanie, choć nie ma o co!-warknęła blondynka.
-A pytałaś się jej kiedyś o dokładne powody, rozmawiałaś? Nie, więc nie mów mi teraz, że ją bezpodstawnie oskarża i od tak sobie jej nie lubi.-dodałam, a Kinga najwidoczniej nie wiedziała co mi odpowiedzieć.
-Może lepiej będzie jak już pójdziecie, bo my musimy znaleźć Angelikę i teraz jeszcze Louisa.-powiedział Zayn patrząc na Melanie i Nathana.
-Tak właściwie to ja i tak muszę już lecieć. Życzę powodzenia w szukaniu. Na pewno nic im nie jest.-powiedział Nathan i uśmiechnął się lekko.
-Skoro mnie wyganiacie to pójdę.-powiedziała Mel i zaśmiała się.
-Ja was odprowadzę.-powiedziała Ala i zniknęła z nimi w korytarzu.
-Naprawdę chcecie ich szukać?-zapytałam tylko.
-Nie. Lou napewno znajdzie Angelikę i zaprowadzi ją do nas, bo ona nie będzie chciała się z wami widzieć.-wyjaśnił Zayn i wzruszył ramionami.
-Skąd ta pewność?-zapytała nieco zdziwiona Kinga.
-Wiem dużo o ludziach.-skwitował brunet i uśmiechnął się.
-Jakoś tak tu pusto.-mruknęłam pod nosem i westchnęłam cicho.
-Teraz widać jak nudno jest tutaj bez tej dwójki.-skomentowała Alicja.
-Gdyby odeszli w pokojowym nastawieniu to i tutaj nadal panowałaby miła atmosfera, ale niestety tak nie było.-skomentowałam.
-Gadasz jak mistrz Yoda.-powiedział roześmiany Harry, a ja tylko przewróciłam oczami.
-A gdzie dzisiaj byliście?-zapytałam po chwili patrząc na Agę i Liama.
-Byliśmy w kinie.-odparła Agata.
-Uuu... A na jakim filmie?-spytał Hazza poruszając brwiami.
-Na pornolach, wiesz?-powiedział sarkastycznie Li i przewrócił oczami.
-Fajnie.-powiedział Harry i zaczął cieszyć się jak małe dziecko.
-Czy on od zawsze był takim idiotą, czy to nabył w trakcie dorastania?-zapytałam i pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Wydaje mi się, że miał tak od zawsze.-szepnął mi na ucho Zayn, a ja zaśmiałam się.
-Ja jestem mądry.-powiedział oburzony Hazza i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Tak mądry jak kamień.-stwierdziłam z uśmiechem, a loczek jeszcze bardziej się oburzył.
-Już nigdy nie będę z tobą spał.-powiedział i wypiął mi język.
-No i bardzo dobrze, bo masz zboczone sny w co wolę się nie zagłębiać.-odparłam mu i uśmiechnęłam się triumfalnie na co on zareagował głośnym fuknięciem. Nagle w mojej kieszeni zawibrował telefon, więc wyjęłam go i odebrałam połączenie.
-Halo?
-No cześć Karolciu.
-Mama?!
-Tak, mama.
-Jak miło, że dzwonisz.
-Może ty też czasami byś zadzwoniła.
-Ostatnio miałam mało czasu...
-Nawet wiem czym, albo raczej kim byłaś zajęta.
-No spotykałam się z przyjaciółmi.
-W gazetach piszą, że jesteś nową, tajemniczą dziewczyną sławnego Zayna Malika z grupy One Direction.
-CO?!
-To co słyszałaś i nie krzycz mi proszę do słuchawki. Mogłabyś nas powiadomić o swoim nowym chłopaku, a nie się z gazet dowiadujemy...
-Ale to nieprawda.
-Wiem, wiem... Przecież tylko żartuję.
-No to dobrze, bo już myślałam, że w to wierzysz. Zayn to tylko kolega.
-Ale opowiadaj co tam jeszcze u ciebie się dzieje ciekawego? A jak tam u dziewczyn? Co teraz porabiasz?
-U mnie właściwie to nic ciekawego się nie dzieje. Po prostu cieszę się wakacjami i tyle. U dziewczyn chyba też jest w porządku, choć ostatnio trochę się poprztykały z powodu takiej jednej Melanie, opowiadałam ci kiedyś o niej.
-Aha. No ale co teraz porabiacie?
-Teraz siedzę w salonie razem z dziewczynami i chłopakami z tego zespołu.
-Uhu...
-Mamoooo...
-No co? Przecież to tylko "przyjaciele".
-TYLKO.
-No dobrze. Kiedy wpadniesz do Polski?
-Nie wiem.
-Zawsze mogłabyś zabrać przyjaciół.
-Całą dziewiątkę?
-A co? Nie chcesz?
-Nie! Bardzo chcę, ale pomieścilibyśmy się wszyscy?
-Na pewno jakoś by się udało, a poza tym każdy mógłby odwiedzić swoją rodzinę.
-Oprócz chłopaków, bo oni to z Polski nie pochodzą.
-Przynajmniej zwiedziliby nasz piękny kraj.
-Piękny? Pff...
-Nie obrażaj ojczyzny kochanie, bo ci jeszcze każemy wrócić.
-No dobra, dobra.
-Ja już muszę kończyć, bo idę z twoim bratem do dentysty.
-Uuu... Współczuję.
-Cóż... To pa kochanie i koniecznie zastanów się kiedy przyjedziesz. Jakby co dasz mi znać.
-To pa.
Rozłączyłam się i spojrzałam na całe nasze towarzystwo. Chłopcy siedzieli cicho i wpatrywali się we mnie ze zdziwieniem, a dziewczyny śmiały się z mojej wymiany zdań.
-Mama się mnie pytała kiedy przyjadę do Polski. Mówiła, że będę mogła was wszystkich zabrać.-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Mówiłaś też coś o mnie!-wtrącił uśmiechnięty od ucha do ucha Zayn.
-Tak... Mówiła, że jesteś tylko kolegą.-powiedziała roześmiana Agata.
-No i co w tym śmiesznego? Mówiłam prawdę.-rzuciłam i prychnęłam głośno.
-Prawdę? Weź ty mnie nie rozśmieszaj.-mruknęła Aga i dalej się śmiała.
-Ja tam chętnie bym poleciał do Polski. Macie bardzo ciekawy język. Jest dla mnie tak samo niezrozumiały jak chiński...-rzucił Hazza, a ja zaśmiałam się pod nosem. Nagle słychać było dźwięk otwieranych drzwi, a w salonie pojawiła się Andzia wraz z Lou.
-O Andzia! Moja mama proponowała nam wyjazd do Polski, co ty na to?-zapytałam uśmiechnięta.
-Nie wiem.-odparła mi szatynka i wzruszyła ramionami.
-Przepraszam. Nie chciałam cię w żaden sposób urazić... Poza tym ja nawet nie wiem dlaczego jej nie lubisz, więc nie powinnam się na ciebie gniewać.-powiedziała Kidżi patrząc na Andzię z przepraszającą minką.
-Nic nie szkodzi.-odparła uśmiechnięta Angelika i podbiegła do nas siadając na kanapie.
-A tej co się stało, że taka wesoła?-zapytał nieco zdziwiony Liam.
-No wiecie... Była sam na sam z Louisem.-powiedziała Agata i ponownie wybuchnęła głośnym śmiechem.
-Udawajmy, że tego nie słyszałam.-mruknęła pod nosem Angela i uśmiechnęła się lekko.
-Ale teraz tak na serio... Kto chciałby polecieć do Polski i kiedy?-zapytałam i zlustrowałam każdego dokładnym spojrzeniem.
-My mamy teraz wolne od wszelkich wywiadów i tym podobnych, więc chętnie wyrwalibyśmy się na zwiedzanie świata.-powiedział Zayn.
-A wy dziewczyny? Co o tym myślicie?-zapytałam jeszcze i uśmiechnęłam się zachęcająco.
-Ja tam chętnie bym odwiedziła rodzinę. Poza tym mogłybyśmy pokazać wam Warszawę.-odpowiedziała Alicja.
-No to świetnie!-powiedziałam i klasnęłam w dłonie-Ale kiedy chcecie jechać?-spytałam jeszcze.
-Ja zajmę się biletami na najbliższy lot.-powiedział Lou i szybko wybiegł z domu.
-Wariat.-skometnowałam cicho i zaśmiałam się.
-A więc teraz każdy idzie do siebie i się pakuje... Znając życie Louis załatwi nam bilety jak nie na dzisiejszy lot to napewno na jutrzejszy.-powiedział Zayn i zaśmiał się.
-To my z dziewczynami lecimy do siebie do pokoi, a wy lećcie do siebie i to migiem!-powiedziałam i pobiegłam schodami na górę. Weszłam do mojego pokoju i wyciągnęłam spod łóżka walizkę. Otworzyłam szafę i zaczęłam wyjmować z niej wszystkie potrzebne mi rzeczy. Wydaje mi się, że w Polsce zabawimy chociaż z dwa-trzy tygodnie, więc powinnam spakować sporo rzeczy. Nigdy niewiadomo kiedy będzie chłodno, a kiedy ciepło i czy nie będzie padać deszcz... Pakowanie się zajęło mi dokładnie półtorej godziny co w sumie nie jest aż tak źle. Zapięłam walizkę i wyszłam z pokoju.
-Spakowałyście się?!-krzyknęłam z korytarza.
-Ja z Kingą i Agatą tak, ale Angelika jeszcze nie!-usłyszłam odpowiedź Ali, więc od razu wbiłam do pokoju Andzi. W końcu przyda jej się jakaś pomoc.
-Jak tam idzie pakowanie?-zapytałam na wstępie.
-Jako tako.-odpowiedziała mi dziewczyna próbując zapiąć walizkę-Nie mogę zapiąć tego cholerstwa!-wydarła się i kopnęła w bagaż.
-Spokojnie... Usiądź na walizce, a ja ją zapnę.-powiedziałam i posłałam jej uśmiech. Andzia posłusznie wykonała moje polecenie, a ja bez trudu dopięłam walizkę.
-Widzisz?-zapytałam uśmiechnięta.
-Dzięki Karolciu.-odpowiedziała.
-O! Jakie słodkie szczurki!-skomentowałam spoglądając na klatkę z gryzoniami.
-Dziękuję.-odparła Andzia i wyszczerzyła się.
-Jak się nazywają?-zapytałam uważnie przyglądając się jednemu ze szczurków.
-Brązowy to Amy, beżowy to Amanda, a czarno-biały to Louisa.-powiedziała szatynka, a ja zaśmiałam się.
-Louisa?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-Twórczość Louiego się kłania.-odpowiedziała Andzia i wzruszyła ramionami.
-Widać jednak, że ta twórczość ci się podoba... Tak samo jak ten który ją stworzył.-powiedziałam całkowicie poważnie i usiadłam na jej łóżku.
-Tak... Co?! Nie!-odpowiedziała zmieszana Angela i zaczęła gestykulować rękami.
-Nie wolno kłamać.-powiedziałam i pogroziłam jej palcem.
-Ja wcale nie kłamię.-odburknęła i prychnęła głośno.
-Dobra... Skoro oszukujesz swoją najlepszą przyjaciółkę to mam focha.-oznajmiłam jej i odwróciłam się w przeciwną stronę.
-Oj no przestań...-mruknęła Andzia i szturchnęła mnie w ramię.
-Nie mam najmniejszego zamiaru dopóki mnie nie przeprosisz i nie przyznasz, że on ci się podoba.-postawiłam jej dwa warunki i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Ugh! Mówiłam ci kiedyś, że cię nienawidzę ty mendo!-warknęła Andzia, a ja zaśmiałam się pod nosem.
-Przeproś.-odpowiedziałam stanowczo.
-Dobra, przepraszam.-mruknęła cicho dziewczyna.
-Miałaś jeszcze przyznać, że on ci się podoba.-dodałam.
-Ale to nie prawda!-oburzyła się szatynka.
-Trudno...-prychnęłam udając obrażoną.
-Okej, okej... Przepraszam i przyznaję, że on mi się podoba. Pasuje?! Mam nadzieję, że tak, bo to wcale nie jest prawda.-warknęła podenerwowana dziewczyna, a ja odwróciłam się w jej stronę z wielkim uśmiechem.
-Mi tam pasuje. Idę na dół.-powiedziałam uradowana i w podskokach zbiegłam na dół do salonu.
-Cześć wam.-powiedziałam widząc Kingę i Nialla siedzących na kanapie.
-No witaj, witaj. Spakowana?-zapytał mnie Nialler, a ja pokiwałam twierdząco głową. Usiadłam naprzeciwko nich na fotelu i z uwagą obserwowałam każdy ich ruch. Przynajmniej teraz mogłam poprzyglądać się jakiejś zakochanej parce na żywo, a nie tylko w telewizji. Może i nie zależy mi na tym jakoś specjalnie, ale skoro już ktoś jest ze sobą szczęśliwy to chyba mogę sobie popatrzeć. Przy okazji będę miała jakieś ciekawe zajęcie.
-Musisz się tak na nas gapić?-zapytała po chwili Kinga wyrywając mnie z moich cudownych przemyśleń.
-Tak. Chcę się poprzyglądać miłości.-powiedziałam z wyszczerzem i złożyłam ręce w kształt serca.
-Jak potrzebujesz miłości to możesz iść do Zayna... O! O wilku mowa.-powiedziała Kinga i zaśmiała się kiedy do pokoju wszedł brunet.
-Coś nie tak?-zapytał Zaynie i rozejrzał się.
-Nie tylko Karolina potrzebuje...-w tym momencie przerwałam Kindze kontynuowanie wypowiedzi poprzez zatkanie jej ust ręką. Oczywiście najpierw musiałam dobiec, ale zrobiłam to dość szybko. Ma się ten refleks...
-Czego potrzebuje?-zapytał zdezorientowany chłopak.
-Niczego.-odpowiedziałam szybko i podbiegłam do Zayna. Pociągnęłam go za rękę i zaprowadziłam na górę do mojego pokoju. Gdybyśmy zostali w salonie Kidżi z pewnością dokończyłaby swoją myśl.
-Coś się stało?-spytał nieźle zdziwiony chłopak.
-Nie, wszystko wporządku.-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Wszystkie jesteście już spakowane?-spytał brunet, a ja pokiwałam twierdząco głową.
-A wy?-zapytałam zaciekawiona.
-My też jesteśmy spakowani plus spakowaliśmy też Louisa.-odpowiedział wyszczerzony mulat.
-To dobrze.-mruknęłam tylko i uśmiechnęłam się-A wiecie kiedy będzie ten lot?-spytałam jeszcze.
-Dzwonił Lou i mówił, że jutro o 9.-odparł Zayn, a ja skomentowałam to krótkim Aha.

Rozdział Dziewiąty

* z perspektywy Angeliki *

-Ej!-wrzasnęłam i uderzyłam Louisa łokciem w bok. Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
-Co ja ci zrobiłem?!-zapytał oburzony, a ja wzruszyłam ramionami.
-No nie wiem... Może tak po prostu się urodziłeś?-zapytałam i uśmiechnęłam się lekko.
-Ale jakby się nie urodził to nie miałabyś kogo kochać.-odezwał się nagle Niall, a ja spojrzałam na niego z wrogością.
-Wcale, że nie. Miałabym miliardy osób do pokochania i koniec kropka.-powiedziałam i ukazałam grymas niezadowolenia.
-Ha! Nie zaprzeczyłaś!-krzyknął uradowany Lou, a ja strzeliłam facepalma.
-Za jakie grzechy muszę się zadawać z takim idiotą.-westchnęłam głośno i przewróciłam teatralnie oczami. Wszscy wybuchnęli niepohamowanym śmiechem, a jedynie Louie siedział i udawał obrażonego.
-Pseplasiam.-wysepleniłam wprost do jego ucha i uśmiechnęłam się lekko. 
-Myślisz, że zwykłe przepraszam wystarczy? Ja naprawdę jestem obrażony i tutaj należą się piękne i pełne smutku przeprosiny!-oznajmił szatyn gestykulując żywo.
-Oh! Jak ja bardzo żałuję mego okropnego zachowania. Nigdy nie powinnam była nazywać cię idiotą. Wybacz mi moja m... To znaczy... Mój przyjacielu.-powiedziałam udając wielce przejętą i zrobiłam proszącą minkę.
-Hmm...-wymruczał Lou i zaczął udawać zamyślonego-No nie wiem, nie wiem.-powiedział tylko i uśmiechnął się. Przytuliłam go mocno i pocałowałam w policzek.
-Błaaaaagam. Już nigdy więcej cię nie przezwę!-powiedziałam i położyłam rękę na sercu.
-Okej. Wybaczam ci, ale mogłabyś powtórzyć to ostatnie zdanie? Chcę mieć to nagrane.-powiedział chłopak, a ja przewróciłam oczami i westchnęłam. W tym domu chyba nikt nie jest normalny - pomyślałam i zaśmiałam się cicho.
-Cicho tam zakochańce! A teraz proszę mi powiedzieć gdzie tak właściwie jest Alicja?-zapytał Zayn, a każdy wzruszył tylko ramionami.
-Chcecie do niej zadzwonić?-zapytał Hazza.
-Po co? Da sobie radę.-wtrąciłam i uśmiechnęłam się lekko.
-Może i masz rację.-stwierdziła Karolina, a ja wyszczerzyłam się szeroko.
-Co tak zęby suszysz?-zapytała ze śmiechem Agata.
-Bo Karotka stwierdziła, że ona ma racje.-odparł Lou.
-No właśnie.-potwierdziłam z uśmiechem.
-Powiedziałam, że MOŻE masz rację.-poprawiła mnie Karotka, a ja przewróciłam oczami.
-Oj tam, oj tam. Kto by się tam czepiał takich drobnych szczegółów.-powiedziałam i prychnęłam głośno.
-Ja bym się czepiała.-odparła mi Karolina, a ja tylko westchnęłam.
-A przerywając tą nieistotną kłótnię... Louis coś za dobrze zna naszą Andzię.-powiedziała Agata i poruszyła brwiami. Zmierzyłam ją zabójczym wzrokiem. Już miałam coś powiedzieć, ale Liam mnie wyprzedził.
-Dwa psychole się dobrały to i się rozumieją.-wygłosił swoją mądrość, a ja strzeliłam tak zwanego focha.
-Oj no już się nie dąsaj. Twierdzisz, że on nie ma racji?-zapytał Louie i uśmiechnął się lekko.
-No... Właściwie to chyba nie.-powiedziałam i podrapałam się po głowie.
-A więc nie ma się co gniewać!-dodał Li i wyszczerzył się.
-My idziemy na krótki spacer do parku.-wtrącił Niall i razem z Kingą wyszli z domu.

* z perspektywy Kingi *

-Czasami naprawdę dobrze jest się wyrwać z tego domu wariatów.-stwierdziłam i pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Masz całkowitą rację.-poparł mnie blondyn i posłał mi ciepły uśmiech.
-Ale pomyśl co by było gdyby zabrakło tych szaleńców. Wszystkie dni wyglądałyby tak samo i dłużyły się w nieskończoność.-dodałam idąc przez park i kopiąc jakiś kamyczek.
-Nie byłoby zbyt ciekawie... A co cię dziś tak na przemyślenia zebrało?-zapytał chłopak, a ja wzruszyłami ramionami.
-A ile czasu chcesz jeszcze udawać ten nasz cały związek?-zapytałam.
-JAK TO UDAWAĆ?!-usłyszałam za sobą oburzony głos Louisa i Andzi. No tak... Jak zwykle nas śledzili. Czy nie można mieć ani chwili prywatności? Wydaje mi się, że niedługo to do łazienki będą mi wchodzić by zobaczyć co aktualnie robię.
-Normalnie. To wszysto przez to, że nas podsłuchiwaliście!-powiedziałam wściekła i omiotłam ich zabójczym spojrzeniem. Przysięgam, że przy najbliższej możliwej okazji jakoś się na nich zemszczę. Nie wiem jeszcze jak ani kiedy, ale wiem, że to się stanie. Och ja już to sobie wyobrażam. Wtedy to im miny zrzedną... Jeszcze mnie popamiętają!
-Ale... A reszta też jest w to wtajemniczona?-zapytała Andzia, a ja pokiwałam przecząco głową.
-I póki co tak ma pozostać.-wtrącił Niall.
-Okej. W takim razie my już idziemy zająć się czymś innym.-powiedział Louis i razem z Angeliką odeszli w swoją stronę.
-Myślisz, że to wygadają? Teraz jeszcze trudniej będzie to wszystko udawać.-powiedziałam i westchnęłam głośno. W mojej głowie ta dwójka już nie żyje. Zawsze psują moje cudowne plany.
-Łatwiej by było gdyby nie trzeba było udawać.-powiedział nieśmiało blondyn, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Czy ty coś sugerujesz?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-M... Może.-wyjąkał tylko, a ja dosłownie stanęłam jak wryta i wpatrywałam się w niego z bliżej niezidentyfikowanym wyrazem twarzy.
-Niall...-wydukałam tylko nie bardzo wiedząc co mam jeszcze dodać. Opcji było naprawdę wiele, a w mojej głowie po raz pierwszy panowała jedna, wielka pustka.
-Tak, tak... Rozumiem. To miało być udawanie i jesteśmy tylko przyjaciółmi. Przepraszam.-wyszeptał chłopak i spuścił głowę wpatrując się w czubki swoich butów.
-Nie... Nie o to mi chodziło. Ja... Naprawdę bardzo cię lubię.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego lekko.
-Ja ciebie też. Bardzo... Uwierz mi.-powiedział Niall patrząc mi w oczy-Ja... Naprawdę kocham cię.-wykrzutsił cicho i zmarszczył czoło wpatrując się we mnie z niepewnością. Uśmiechnęłam się promiennie i przytuliłam się do niego.
-To znaczy, że ty...-urwał chłopak w połowie zdania jąkając się nieco.
-Tak Niall. Ja też cię kocham.-wyszeptałam.

***

Weszliśmy przytuleni do salonu i zlustrowaliśmy wszystkich naszych przyjaciół uważnym spojrzeniem.
-Macie nam coś do powiedzenia?-zapytała nieco zirytowana Karotka, a ja spojrzałam na nią zdziwiona. O co jej mogło chodzić? Czyżby Lou i Andzia...? Tak. To na pewno o to chodzi. Przysięgam, że kiedyś uduszę tą dwójkę i zakopię ich ciała w ogródku.
-Wydaje mi się, że nie.-odparł pewnie blondyn i uśmiechnął się.
-Dlaczego udawaliście, że jesteście razem przed nami? Mogliście nas wtajemniczyć! Skoro chcieliście się odegrać na tej dwójce to nam można przecież było powiedzieć.-oznajmił Harry, a ja spojrzałam na niego i uniosłam jedną brew ku górze.
-Akurat tobie to lepiej niczego nie mówić, bo wygadałbyś się szybciej niż Angelika i Louis.-oznajmiłam triumfalnym tonem i posłałam mu złośliwy uśmieszek.
-A tak poza tym to my z Kingą naprawdę jesteśmy razem.-wtrącił nagle nasz blond żarłok.
-Już w to wierzę.-powiedziała Andzia i prychnęła głośno.
-To stuprocentowa prawda.-potwierdziłam i położyłam rękę na sercu.
-Ale jak to? My przecież słyszeliśmy.-powiedziała nieco zdezorientowana Andzia. Postanowiłam wykorzystać tę sytuację i nieco z nich sobie zażartować.
-Powiedzieliśmy tak tylko dlatego, że wiedzieliśmy iż nas śledzicie. Byłam bardzo ciekawa jak szybko się wygadacie i niestety, ale nie zdaliście mojego testu zaufania. Powodzenia następnym razem.-powiedziałam z wyższością w głosie, a Angela wpatrywała się we mnie z dziwną miną.
-A więc teraz będziemy śledzić już tylko Zayna i Karotkę. Tej pary jeszcze nie śledziliśmy, prawda?-zapytała Angelika, a Louis skinął jej głową.
-Nie prawda to nie prawda!-wykrzyknęła Karolina.
-Bardzo masz fajną, bardzo złożoną wiesz wymowę.-powiedział Zayn, a ja spojrzałam na nich z dziwną miną.
-Nawzajem kolego.-odparła mu Karotka.
-Zaraz, zaraz! To wy nie jesteście razem?!-zapytał wielce zdziwiony Louie.
-Na jakim zacofanym świecie żyjesz ty zacofańcu jeden!-odpowiedziała mu Andzia.
-Na tak samo zacofanym świecie jak twój zacofańcu!-odparł Lou.
-No to teraz to pojechałeś.-skomentowałam sarkastycznie i przewróciłam oczami.
-Skończcie te kłótnie.-powiedział spokojnie Liam.
-My się nie kłócimy tylko rozmawiamy.-stwierdziła Andzia.
-Nieprawda. To jest kłótnia.-powiedziała Agata.
-To wcale nie jest kłótnia!-warknął oburzony Louie.
-Wcale, że nie, bo to jest kłótnia.-dodał Zayn.
-Wcale, że nie!-mruknęła Angelika.
-Wcale, że tak.-dorzucił Liam.
-Co za idioci się kłócą.-skwitowała Karolina, a każdy spojrzał na nią z wrogością.
-To ty jesteś idiotą!-rzucili chórkiem.
-Nie to wy jesteście idiotami.-powiedział Niall popierając szatynkę.
-Nie! To wy jesteście idiotami!-odparł Louis.
-STOP TYCH WARIACJI!-warknęła nagle Alicja która pojawiła się w salonie-Wyjdę tylko na kilka godzin, a wy już tu rzucacie się sobie do gardeł... Liam, nawet ty?-zapytała Ala i pokiwała głową z zawodem.
-Ale to oni zaczęli!-rzucił Li.
-Nie ważne kto zaczął.-oznajmiłam im, a oni niechętnie mi przytaknęli.
-To co mamy zamiar robić?-zapytała nagle Agata.
-Może nasze zakochańce coś wymyślą?-zaproponował Harry uśmiechając się szeroko.
-Ale które? Zayn i Karola, Kinga i Niall, czy może raczej Lou i Andzia?-spytała Aga uśmiechając się szeroko.
-Ej! Tylko Kinga i Niall są razem!-wykrzyknęła oburzona Karola.
-Ale zaraz... Od kiedy wy jesteście razem?-zapytała mnie Alicja.
-Tak właściwie to od dziś.-powiedziałam z uśmiechem.
-Fajnie, żę dowiaduję się ostatnia.-stwierdziła oburzona blondynka.
-No bo cię nie było w domu!-tłumaczył Niall.
-Ale zawsze można było zadzwonić.-odparła mu Alicja.
-Oj tam, oj tam... Może po prostu obejrzymy film?-zaproponowała Andzia, a każdy poparł jej pomysł.
-Tylko tym razem nie żaden horror, bo chyba wykituję.-wtrąciła Karotka i wzdrygnęła się.
-Popieram Karolinę. Szczerze mówiąc to wolałbym jakąś komedię.-powiedział Zayn.
-No niech wam będzie bez horrorów.-powiedziała Aga i machnęła ręką.

* z perspektywy Karoliny *

Miało być bez horrorów i co?! I jak zwykle włączyli horror... No może i najpierw obejrzeliśmy komedię, ale to i tak nie usprawiedliwa ich okropnego kłamstwa. Właściwie to mogłabym iść do pokoju, ale wiedza, że wszyscy siedzą tam na dole i oglądają straszny film na pewno nie pomogłaby mi zasnąć tak więc postanowiłam zostać razem z nimi tam na dole i w razie czego rzucić ich na pożarcie potworowi... Tak wiem, że mam wybujałą wyobraźnię, ale nic tego nie zmieni. Mam tak już od dawna, a Angelika nazywa to chorobą psychiczną. Ja przynajmniej mam normalne myśli, a nie jakieś niewiadomo jakie zboczone obrazy jak co niektórzy w tym domu... No dobra. Może nie mam do końca normalnych myśli, bo śpiewam dziwaczne piosenki o szyszkach, a skoro już jesteśmy przy piosenkach o szyszkach to doskonale pamiętam jedną z nich. Zielona szyszka tralalalala, zielona szyszka tralalalalala. Boże... Może naprawdę coś jest ze mną nie tak? Przecież nie ma zielonych szyszek, ale nie... W sumie to kiedyś widziałam zieloną szyszkę... A może to był chmiel? Z resztą nie ważne. Potrząsnęłam głową i ocknęłam się z moich szalonych rozmyślań. Spojrzałam się w ekran telewizora i szybko tego pożałowałam, bo właśnie natknęłam się na jedną ze straszniejszych scen w tym filmie. Kilka osób spało na kanapie, a w oknie pojawiła się jakaś czarna postać. Na domiar złego była burza... Nie to, że coś sugeruję, ale ta scena strasznie przypomina mi ostatnią sytuację, która miała miejsce po obejrzeniu horroru. W filmie jednak akcja potoczyła się inaczej, bo ktoś wszedł przez okno do domu i porwał jedną z dziewczyn. 
-Ta scena mi coś przypomina, nie sądzisz?-usłyszałam głos Zayna tuż przy moim uchu. Po całym moim ciele przebiegł dreszcz, a ja spojrzałam na niego i kiwnęłam niepewnie głową. Po chwili ponownie wbiłam swój wzrok w telewizor i uważnie śledziłam akcję w filmie. Przyjaciele szukali uprowadzonej dziewczyny w lesie aż w końcu natknęli się na stary domek. Weszli do środka i znaleźli zamordowaną dziewczynę. Drzwi za nimi zatrzasnęły się z hukiem, a w latarce wysiadły baterie. Nagle słychać było przeraźliwy rechot. Przez okno wpadało światło księżyca i przez chwilę widać było jakąś zakrwawioną postać. Odruchowo złapałam dłoń siedzącego obok mnie Zayna i ze strachem w oczach wpatrywałam się w telewizor. Strasznie byłam ciekawa co zrobią. Wiedziałam, że potem będę się bała, ale trudno się mówi i żyje się dalej... Nagle jeden z chłopaków w filmie padł na ziemię i zmarł. Po chwili pokazali, że ma rozerwaną klatkę piersiową. Mocniej ścisnęłam dłoń bruneta i przygryzłam dolną wargę.
-Jezu! Wyłączcie to! Zaraz tu padnę na zawał, przysięgam!-zarzekał się Niall, który cały czas wtulał się w Kingę i pożerał niezliczone ilości popcornu.
-Cii... Zaraz zobaczymy co będzie dalej.-powiedziałam i machnęłam ręką kontynuując oglądanie filmu.
-To jednak się nie boisz?-zapytał nieco zdziwiony Harry spoglądając w moją stronę.
-Boję, ale i tak chcę wiedzieć co będzie dalej. Najwyżej w nocy nawiedzę kogoś z was.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Mówiąc "kogoś" masz na myśli Zayna.-stwierdziła Agata i zaśmiała się cicho. Spojrzałam tylko na nią złowrogo i nie odpowiedziałam jej. Stwierdziłam, że nie będę się zniżać do jej poziomu i pokażę klasę.
-Patrzcie! Zaraz ten gościu ją dorwie! Niech ona tam nie idzie!-krzyknął Niall i podskoczył na kanapie wysypując na nas całą miskę popcornu.
-Niall!-warknęliśmy chórkiem, a on zrobił przepraszającą minkę.
-Upsik... Nie chciałem. Przepraszam.-powiedział i wygiął usta w podkówkę.
-Dobra, dobra, ale bądzcie już cicho, bo oglądam.-oznajmił nam Liam. Po jego słowach ponownie zaczęłam skupiać się na oglądaniu filmu. Jessica, jedna z głównych bohaterek filmu właśnie weszła do domu tego zabójcy. Oczywiście ona o tym nie wie, bo myśli, że to jest dom jej przyjaciela, a dlaczego tak myśli? Bo ten morderca wysłał jej sms-a w którym podał się za Jamesa (jak się można domyślić to przyjaciel bohaterki).
-Ona to jest głupia. Jakby mi ktoś o 3 w nocy wysłał sms-a z nieznanego numeru to bym nie przyszła.-stwierdziła Agata i zrobiła zniesmaczoną minę.
-Ale ona przecież myślała, że to James.-oznajmił Zayn. Aga westchnęła tylko i wzruszyła ramionami.
-Widzicie? Ten zabójca odciął jej dłoń.-powiedział zadowolony Louie.
-I z czego tu się cieszyć?-zapytała poirytowana Kinga.
-Nie wiem.-odparł uśmiechnięty Louis, a Kinga mruknęła tylko coś pod nosem.
-Ale widzicie?! Już poszła do szpitala. Może jej wszyją dłoń.-oznajmił Hazza, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Skąd niby wzięliby ludzką dłoń?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Na przykład od tego mordercy.-stwierdził Louis.
-Tak, na pewno. Poszliby do niego i powiedzieli: Hej zabójco! Masz może dłoń kobiety na zbyciu?-powiedziałam, a całe towarzystwo wybuchnęło głośnym śmiechem. Jedynie Louis zrobił smutną minkę.
-A skąd wiesz, że tak nie zrobili?-zapytał po chwili milczenia, a ja strzeliłam facepalma.
-Kpisz, czy o drogę pytasz?-zapytałam sarkastycznie.
-Nie ma sensu mu tego tłumaczyć. Jest na tyle nienormalny, że i tak nie zrozumie.-stwierdził Zayn i wzruszył ramionami. Uśmiechnęłam się lekko i postanowiłam, że dokończę oglądać film. Przyznam szczerze, że jest całkiem ciekawy.
-Zaraz się dowiemy kto był tym mordercą! Zdejmuje maskę!-darł się Niall i stanął na równe nogi. Wszyscy z zaciekawieniem wpatrywaliśmy się w ekran i kiedy już ten morderca miał zdjąć maskę nagle pojawiły się napisy końcowe.
-NIE!-wydarliśmy się chórem i podbiegliśmy do telewizora.
-Ej, ej, ej! Spokojnie tam.-powiedziała Alicja, która jako jedyna została na kanapie-Mamy przecież drugą część.-dodała z uśmiechem i pomachała pudełkiem z płytą.
-KOCHAM CIĘ!-krzyknął Harry i wyrwał jej płytę z rąk. Po chwili włączył drugą część filmu. 
-No ej! Nie pokazali już tego gościa tylko jakiś domek na odludziu!-warknął podenerwowany Louis.
-Pewnie pokażą nowych bohaterów drugiej części, bo z tych pierwszych to przeżyła tylko Jasmine, a na dodatek skończyła bez nogi.-stwierdziłam, a szatyn westchnął głośno i powrócił do oglądania filmu. Po obejrzeniu drugiej części większość osób zasnęła, a mówiąc większość mam na myśli każdego oprócz mnie i Harrego. Poszłam do kuchni by się czegoś napić. Nalałam sobie soku do szklanki i szybko wypiłam całą jej zawartość. Nagle poczułam jakby ktoś mnie klepał po tyłku... Nie ma co, ja to mam dopiero dziwne myśli.
-Miałam wrażenie, że ktoś mnie klepie po tyłku.-powiedziałam do Harrego, który stał tuż obok mnie.
-No bo tak.-odpowiedział najspokojniej w świecie i wzruszył ramionami.
-Ej!-warknęłam i spojrzałam na niego z oburzeniem na co on zareagował głośnym śmiechem.
-Idę spać!-powiedziałam udając focha i skierowałam się po schodach do swojego pokoju.
-Masz zamiar spać sama na górze?-zapytał Hazza unosząc jedną brew ku górze. Zatrzymałam się w połowie schodów i mruknęłam pod nosem ciche kurde... Musiał mi przypomnieć o tym, że będę tam sam na sam z moim chorym umysłem?
-Nieee, bo ty idziesz tam ze mną i to już! A jak nie to się obrażę jeszcze bardziej.-oznajmiłam i odwróciłam się w jego stronę.
-Czyli mówisz, że chcesz się ze mną przespać? Okej.-powiedział z dziwnym uśmiechem i roześmiał się głośno.
-Zboczeniec.-warknęłam tylko i poszłam do mojego pokoju. Zgarnęłam moją pidżamę i udałam się do łazienki. Umyłam się i przebrałam. Kiedy weszłam do pokoju na moim łóżku siedział Harry w samych bokserkach.
-A ty co robisz?-zapytałam go i zmarszczyłam czoło.
-Byłem na dole się umyć i przyszedłem do ciebie.-odparł słodkim głosikiem kilkuletniego dziecka i schował się pod kołdrę.
-Masz zamiar spać ze mną? Pff... Na podłogę, ale już!-powiedziałam stanowczym tonem i wskazałam palcem na ziemię.
-Nie.-odparł krótko i wtulił się w poduszkę.
-Ale to moje łóżko, mój pokój i co najważniejsze mój dom. Nie masz tu nic do gadania.-oznajmiłam triumfalnym tonem i uśmiechnęłam się złowrogo.
-Nie.-ponownie uraczył mnie tym krótkim słowem, a ja spojrzałam na niego spod byka.
-Dobra. Możesz ze mną spać o ile nie będziesz się rzucał, gadał, chrapał i robił cokolwiek co mogłoby przeszkodzić mi w spaniu.-oznajmiłam i położyłam się obok niego wcześniej gasząc światło.
-Tak jest!-odparł Harry i zasalutował. Zaśmiałam się tylko i przewróciłam oczami.
-Dobranoc.-powiedział cicho loczek.
-Dobranoc.-odpowiedziałam mu i zamknęłam oczy oddalając się do krainy snów.

***

Obudziłam się i leniwie otworzyłam moje paczydełka. Jedyne co ujrzałam to włosy Harrego. Pokręciłam niezadowolona nosem i próbowałam zrzucić z siebie przyjaciela. On tylko mruczał coś pod nosem.
-Harry wstawaj.-powiedziałam potrząsając nim lekko.
-To twój pierwszy raz. Będę delikatny.-wymruczał chłopak pod nosem i przytulił mnie mocniej. Po chwili zaczął wydawać z siebie jakieś dziwaczne jęki i wzdychania. Szczerze mówiąc to wolę nie wiedzieć co mu się śniło, bo mogłoby to pozostawić uraz mózgu na całe życie.
-Harry.-powiedziałam nieco głośniej i ponownie nim potrząsnęłam.
-Nie przestawaj.-mruknął Harry i dalej nie miał zamiaru wstać. Nie no! Tego to już za wiele. Potrząsnęłam nim na co on zaregaował głośnym westchnięciem.
-Hej Karolina pomy... Co do...?!-zapytał zdziwiony Zayn wparowując do mojego pokoju.
-Zayn, Zayn, Zayn! Pomocy! On nie chce się obudzić i szczerze mówiąć wolę nie znać jego snów.-powiedziałam tylko i spojrzałam na bruneta błagalnym wzrokiem. Chłopak podszedł do mnie i zdjął ze mnie Hazzę kładąc go obok na łóżku.
-Dzięki ci o panie!-powiedziałam i rzuciłam się mu na szyję obcałowywując jego policzki.
-No proszę, proszę... Nasz Zaynie tylko na chwilę wyszedł z salonu, a tu już odbywają się jakieś dzikie orgie.-powiedział Lou stojąc w drzwiach. W odpowiedzi na jego słowa tylko wypięłam mu język i wyszłam z pokoju omijając go. Poszłam do łazienki by się ogarnąć. Kiedy wyszłam spod prysznica skapnęłam się,  że nie zabrałam ze sobą ubrań, więc owinęłam się ręcznikiem i wystawiłam głowę za drzwi łazienki. Rozejrzałam się by sprawdzić czy nikt nie idzie po czym szybko wbiegłam do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i odectchnęłam głośno. Odwróciłam się w stronę szafy i nagle pisnęłam głośno.
-Zaraz ogłuchnę.-oznajmił Zayn zatykając sobie uszy.
-Co tu robisz?!-zapytałam przerażona 
-Jak widać to siedzę.-odparł tylko i wzruszył ramionami.
-Odwróć się!-rozkazałam, a on szybko zrobił to o co go poprosiłam. Szybko przygotowałam sobie ubrania.
-Jak chcesz to możesz się tu przebrać. Nie będę patrzył.-powiedział tylko Zayn i zaśmiał się cicho.
-Raczej w to wątpię.-mruknęłam tylko.
-We mnie wątpisz?! WE MNIE?!-zapytał brunet z niedowierzaniem-No wiesz co! Obrażam się!-oznajmił i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Ej! To nie fair!-powiedziałam tylko i tupnęłam nogą. To ja powinnam była się obrazić, a nie on. Otworzyłam drzwi od mojego pokoju i pobiegłam do łazienki. Otworzyłam drzwi i wbiłam do środka. Szybko jednak pożałowałam mojej decyzji.
-NAGOŚĆ!-wydarłam się na całe gardło i szybko opuściłam łazienkę.
-Powinnaś pukać!-usłyszałam głos zza drzwi.
-A ty Louis powinieneś się zamykać!-odparłam mu i ponownie skierowałam się do swojego pokoju.
-Zayn prosiłabym cię o opuszczenie tego pomieszczenia, ponieważ chce się przebrać.-oznajmiłam poważnym tonem.
-A co z Hazziątkiem?-zapytał chłopak.
-No tak... Jego też możesz, albo raczej MUSISZ zabrać.-powiedziałam wyraźnie akcentując słowo musisz.
-Ech...-westchnął Zayn i postanowił obudzić Harrego. Potrząsnął nim i wydarł mu się do ucha.
-Jeszcze tylko minetka.-powiedział Hazza, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę. Dobra Karotka, spokojnie. Pewnie się po prostu przesłyszałaś, a przez tych idiotów masz już zboczone skojarzenia. Nagle usłyszałam dźwięczny śmiech mulata.
-Z czego się śmiejesz?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-No jak to z czego? Nie słyszałaś co powiedział?-spytał roześmiany chłopak, a ja wzruszyłam ramionami.
-Słyszałam, ale liczyłam na to, że się przesłyszałam.-oznajmiłam tylko i przewróciłam oczami.
-Hazzuś... Kochaaaaany... Wstawaj!-wrzasnął mu do ucha Zayn, a loczek najwyraźniej nie miał zamiaru wstawać. Po chwili mulat z całej siły strzelił Harremu z liścia, a ja aż odskoczyłam przerażona jego zachowaniem.
-ZGŁUPIAŁEŚ?!-wydarł się na całe gardło Hazza pocierając swój policzek.
-Wybacz zboczuszku, ale inaczej nie dało się ciebie obudzić i musiałem to zrobić. Nie dałeś mi wyboru kochanie.-odparł Zaynie i mrugnął do niego wychodząc z pokoju.
-No, a teraz Harry wypad stąd.-powiedziałam i wskazałam na drzwi.
-Dlaczego?-zapytał zdziwiony wstając z łóżka.
-Nie pytaj głupio tylko wyjazd mi stąd natychmiast!-powiedziałam i wypchnęłam go za drzwi. Kiedy wreszcie nikogo nie było w moim pokoju przebrałam się i zeszłam na dół do kuchni.
-Witajcie moi zacni przyjaciele. Co tam u was wszystkich słychać? Mam nadzieję, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i macie tak świetne humory jak ja.-powiedziałam i wskazałam na siebie kciukami szeroko się przy tym uśmiechając. Cała dziewiątka roześmiała się głośno, a ja z wielkim wyszczerzem usiadłam przy stole.
-A co ty dzisiaj taka wesoła?-zapytała nieco zdziwiona Andzia poruszając brwiami.
-Może przez dzisiejszą poranną orgię.-wtrącił od niechcenia Louis, a każdy spojrzał na niego z oczami wywalonymi na wierzch.
-Co?!-zapytał przerażony szatyn i uniósł ręce ku górze w celu poddania się.
-Jaką orgię masz na myśli?-zapytała nagle Agata.
-No między Zaynem i Karoliną dziś rano.-odparł i wzruszył ramionami.
-I d i o t a.-przeliterowałam powoli i przewróciłam oczami.
-Nie było żadnej orgii marcheweczko.-dodał tylko Zayn, a Lou zrobił zeza połączonego ze smutnym wyrazem twarzy.
-Ale ja widziałem... Dlaczego nikt nie wierzy mi w to co widziałem?-zapytał zrozpaczony chłopak i udawał, że ociera łzę.
-Ja ci wierzę kotynieńku.-powiedziała Andzia i przytuliła go.
-Kto by się spodziewał?-powiedziała sarkastycznie Aga i przewróciła oczami. Lou spojrzał na nią spod byka, a potem uśmiechnął się szeroko w stronę Angeliki.
-Przynajmniej jedna normalna osoba mi wierzy w tym domu.-powiedział marchewkowy i wyszczerzył się promiennie.
-Taa... Normalna.-powiedziałam i prychnęłam głośno.
-Czy ty coś sugerujesz?-zapytała podejrzliwym tonem Angela.
-Ja? Nieee... No skąd ci to przyszło do głowy. Taki dobry człowiek jak ja to nawet złego słowa by na muszkę nie powiedział, a co dopiero na ciebie.-oznajmiłam słodkim głosem i uśmiechnęłam się. Po chwili poczułam jak coś mi łazi po ręce. Ujrzałam na niej komara. Szybko strzepnęłam go z ręki i warknęłam głośno.
-Pieprzony krwiopijca.-mruknęłam pod nosem i pokręciłam nosem z niezadowoleniem.
-Tak. Właśnie widać jak byś złego słowa nie powiedziała.-skwitowała Alicja.
-No właśnie!-odparłam jej z szerokim bananem na twarzy.