piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział Dwudziesty Szósty

-O mój Boże. Muszę jak najszybciej go zobaczyć!-wykrzyknęłam nie zwracając uwagi na otaczających mnie ludzi. Louis, mój Louis się obudził!
-Czekaj! Muszę ci jeszcze coś powiedzieć.-powiedziała Amy, gdy ja już biegłam w stronę schodów. W końcu nie mam czasu czekać na windę.
-Później.-powiedziałam do niej i pędem pobiegłam schodami wprost do sali w której leżał Louis. Weszłam do środka, a on spojrzał na mnie marszcząc czoło i mrugając kilkukrotnie powiekami.
-Lou!-pisnęłam i nie zastanawiając się dwa razy podbiegłam do niego i mocno przytuliłam. Po chwili odsunęłam się i spojrzałam na jego nieco wystraszoną minę.
-No nie mów, że mój entuzjazm cię przeraził Boo. Przecież nie było cię z nami cały tydzień!-powiedziałam z lekkim wyrzutem, cały czas zachowując na mej twarzy szeroki uśmiech. Po chwili drzwi do sali ponownie się otworzyły, a do środka weszła Melanie.
-Och... Cześć Angelika.-powiedziała wesoło uśmiechając się do mnie.
-Czemu nie powiedziałaś mi, że się obudził?-spytałam jej.
-Nie chciałam wyciągać cię ze szkoły, bo wiem, że nie zważając na nic od razu byś tu przyleciała.-odparła rozbawiona.
-Fakt.-stwierdziłam i roześmiałam się. Dopiero teraz zauważyłam, że chłopak nie odezwał się ani słowem.
-Czemu nic nie mówisz? Nie cieszysz się na mój widok?-spytałam udając oburzenie i marszcząc swe czoło.
-Ja... Po prostu cię nie pamiętam.-stwierdził spokojnie, a ja myślałam, że w tej chwili moje serce przestało bić.
-Jak to mnie nie pamiętasz? O co tu chodzi?-spytałam przerażona przenosząc mój wzrok na Mel.
-Opowiedziałam mu wszystko co potrzebne.-powiedziała tylko.
-Dowiedziałem się dużo o przyjaciołach i mojej dziewczynie.-wtrącił szatyn uśmiechając się lekko-Nasz związek musiał być wspaniały.-dodał po chwili.
-Bo był. Był praktycznie idealny.-stwierdziłam także się uśmiechając, mimo tego, że byłam kompletnie zszokowana. W końcu jak to jest możliwe, że on mnie nie pamięta? To znaczy, że on w ogóle nic nie pamięta? Kompletna pustka? Myślałam, że takie historie to są tylko w filmach, albo przynajmniej, że nigdy coś takiego nie przydarzy się mi, ani bliski mi osobom. Po prostu to jest takie dziwne... Jak to jest mieć taką pustkę w głowie, co? Ja bym była kompletnie przerażona. To aż dziwne, że on zachowuje się tak... spokojnie.
-Cieszę się, że mam Melanie.-powiedział, a jego uśmiech jeszcze bardziej się powiększył. Zaraz, zaraz... Jak to Melanie? O co tutaj chodzi? Przecież on nie jest w związku z Melanie, tylko ze mną. Czy ja coś pominęłam? Może po prostu coś mu się pomyliło, tak? W końcu mógł nie zapamiętać wszystkiego tak jak mu opowiadała.
-Słucham?
-Cieszę się, że mam Melanie.-powtórzył jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Wcale tak nie było...
-Mogę cię prosić na chwilkę.-powiedziałam do dziewczyny, a ona pokiwała głową i wyszła z sali. Po chwili ja także wyszłam i odetchnęłam głęboko.
-Czy gdy opowiadałaś mu o tym co było wcześniej nie pomyliło ci się coś przypadkiem? Wydaje mi się, że Angelika i Melanie to nie są aż tak bardzo podobne imiona.-stwierdziłam krzyżując ręce na piersi i piorunując ją spojrzeniem.
-Opowiedziałam mu tak piękną i wymyślną historię, że choćby cała wasza dziewiątka była za twoją wersją wydarzeń to on i tak uwierzyłby mi.-odparła pewna siebie.
-Ach tak. A to niby dlaczego?
-Cóż... Jakbyś nie wiedziała to byłaś w związku z nim tylko i wyłącznie dla gazet. Tak naprawdę cały czas był ze mną, ale wy nigdy za mną nie przepadaliście. Dodatkowo dodać można iż jesteś w nim ogromnie zakochana. Och! No i wzięłam też pod uwagę to, że Harry będzie starał się o to byście byli razem, więc przedstawiłam go jako zakochanego w tobie chłopaka, który po prostu chce byś była szczęśliwa. Dziewczyny są twoimi najlepszymi przyjaciółkami, więc zawsze trzymają twoją stronę, a skoro reszta zespołu jest z nimi w związku to też będą popierać twoją wersję wydarzeń.-powiedziała i uśmiechnęła się złośliwie. Jak ona mogła zrobić coś takiego? Wydawało mi się, że ona może być naprawdę fajną dziewczyną, a tu..
-Ty szmato...-powiedziałam i rzuciłam się na nią przypierając ją do ściany. Nikt tego nie zauważył, ponieważ korytarz o tej porze dnia był zadziwiająco pusty. I dobrze. Będę mogła ją zabić. Rozszarpię ją na małe kawałeczki i rzucę na pożarcie ptakom. Tak. Zdecydowanie tak. Albo jeszcze lepiej. Uprowadzę ją i zamknę w piwnicy gdzie będzie powoli umierać. Bez jedzenia i bez picia.
-Puść mnie!-warknęła próbując wyrwać się z mojego uścisku.
-Jesteś największą suką jaką kiedykolwiek spotkałam. Będziesz smażyć się w piekle razem z resztą takich dziwek jak ty.-wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
-Angelika!-usłyszałam krzyk Harry'ego, a on sam po chwili odciągnął mnie od dziewczyny.
-Odpierdol się! Muszę zabić tą szmatę!-wykrzyknęłam. Loczek jednak nie miał zamiaru mnie puszczać. Obrócił mnie w swoją stroną i spojrzał mi w oczy.
-Uspokój się.-powiedział. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami. Oczy strasznie piekły i byłam naprawdę blisko rozpłakania się. Po chwili wyrwałam się z jego uścisku. Harry od razu chciał mnie złapać w obawie iż ponownie rzucę się na Mel, ale nie miałam takiego zamiaru. Po prostu ponownie przysunęłam się do niego i mocno go przytuliłam. Czułam się tak okropnie źle. Nie będę przesadzać jeśli powiem, że ten dzień został oficjalnie uznany za najgorszy dzień w całym moim życiu.
-Zabierz mnie stąd. Chcę już wrócić do domu.-wyszeptałam. Harry posłał mi lekki uśmiech i pokiwał głową. Szliśmy tak powoli przez korytarz. Niezbyt wygodnie było mi iść kiedy tak wtulałam się w jego ramię, ale teraz to był dla mnie najmniejszy problem. Nawet nie zauważyłam kiedy łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Kiedy wyszliśmy poza budynek usłyszałam padające zewsząd pytania i błysk fleszy. Zgaduję, że jutro znajdziemy się na pierwszej stronie gazet. Zapłakana dziewczyna Louisa Tomlinsona (czy nadal powinnam tak siebie nazywać?) i jego najlepszy przyjaciel wychodzą razem ze szpitala. Co to może oznaczać? Zapewne napiszą, że stan zdrowia Lou się pogorszył, albo coś w tym stylu. Nie wiem co wymyślą. Nie obchodzi mnie to. Nie obchodzi mnie już kompletnie nic.
Do domu szliśmy na piechotę. Całą drogę przebyliśmy w kompletnej ciszy. Kilka fanek chciało do nas podejść, ale widząc mój stan były na tyle miłe, że po prostu zrobiły zdjęcie z daleka i poszły dalej. Kiedy wreszcie doszliśmy na naszą ulicę postanowiłam, że lepszym wyjściem będzie pójście do domu mojego i dziewczyn, niż do tego chłopaków. Przez ostatni tydzień w ogóle nie przychodziłyśmy do naszego domu. Cały czas spędzałyśmy u nich, tak więc mam pewność, że będę mogła tam być sama. Albo raczej sama z Harrym, ale jego obecność mi nie przeszkadza. On nie próbuje pytać co się stało. On po prostu wie, że powinien razem ze mną pomilczeć.
Nie wiem jak to się stało, ale właśnie odkryłam, że jesteśmy już w pokoju siedząc razem na moim łóżku. Styles służył mi jako taki miś do przytulania. Przeleżeliśmy tak w ciszy dobre dwie godziny. To aż dziwne, że jeszcze nikt do nas nie zadzwonił, ani nie przyszedł tu by nas poszukać. Ani trochę mi to nie przeszkadza. Nie potrzebuję teraz towarzystwa.
-Angelika...-odezwał się w końcu Harry. Ja po prostu westchnęłam i spojrzałam na niego-Możesz powiedzieć mi co się stało?-spytał niepewnie.
-Melanie się stała, ot co.-burknęłam. On zmarszczył czoło i spojrzał na mnie prosząco. Westchnęłam głośno.
-Po prostu opowiedziała Louisowi taką historię, że głowa mała, wiesz? Teraz on myśli, że nasz związek był jednym wielkim oszustwem, że tak naprawdę jest z Melanie, a ty jesteś we mnie zakochany, no i nie mogłabym pominąć tego faktu, że niby cała nasza dziewiątka nigdy nie lubiła Mel i za wszelką cenę staramy się doprowadzić do rozpadu ich związku, a w chwili obecnej zapewne będziemy starać się mu wmówić, że to mnie kocha, a nie ją.-powiedziałam szybko, a on zrobił minę jakby zobaczył ducha.
-Że jestem w tobie zakochany?-zapytał zdziwiony.
-Serio? Tylko tyle wyłapałeś?-spytałam zirytowana.
-Nie. Zrozumiałem wszystko, tylko... Nie rozumiem dlaczego ona to zrobiła.
-Bo mnie nienawidzi. Zawsze mnie nienawidziła i już zawsze będzie mnie nienawidzić.-oznajmiłam.
-Ale on w końcu odzyska pamięć, a wtedy wszystko będzie już inaczej, tak?
-Skąd mamy pewność, że ją odzyska?
-Na pewno tak będzie.
-Skąd wiesz?
-Po prostu to wiem.-powiedział pewnie, a ja tylko pokiwałam głową.
-Ale jest jeszcze jedna rzecz, która mnie dziwi... Dlaczego niby wasz związek miał być oszustwem? Po co by to wszystko było? Dlaczego po prostu nie mógłby przedstawić światu Mel jako swojej dziewczyny?
-Myślisz, że ja to wiem? To wszystko jest kompletnie pozbawione sensu.-stwierdziłam. Wtuliłam się mocniej w Harry'ego i zamknęłam oczy. Po jakimś czasie po prostu zasnęłam...

* z perspektywy Karoliny * 

-Nie ma ich już trzy godziny.-stwierdziłam krążąc po salonie.
-Na pewno nic im nie jest.-powiedziała Aga i przewróciła oczami.
-To dlaczego nie odbierają telefonów?-spytałam zirytowana.
-Harry zostawił telefon tutaj, a Angelika ma zapewne wyciszony.-wtrącił Liam.
-Gdzie oni mogą być?-zapytałam patrząc na wszystkich ze zmartwioną miną.
-Wszędzie i nigdzie.-powiedział Li.
-A może w domu.-palnął Niall, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Gdyby byli w domu to chyba byśmy zauważyli, nie uważasz?
-Ale w waszym domu.-odparł wracając do konsumowania swojej kanapki. Nie mówiąc nic więcej wyleciałam na korytarz i ubrałam pierwszą kurtkę z brzegu, szybko założyłam buty, po czym pobiegłam do naszego domu. Znalazłam się tam w niecałą minutę i nie przejmując się zdejmowaniem butów szybko weszłam do salonu. Pusto. Kolejną myślą był pokój Angeliki. Wchodzimy po schodach. Otwieramy drzwi i... BINGO! Widząc ich tutaj śpiących odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się sama do siebie. Po chwili poczułam czyjś dotyk na ramieniu i podskoczyłam jak poparzona. Odwróciłam się i ujrzałam pozostałą szóstkę.
-Mówiłam, że nic im nie jest.-powiedziała dumna Aga.
-A ja za to mówiłem, że są w domu.-stwierdził uśmiechnięty Niall.
-Dziwi mnie jednak dlaczego tak szybko wrócili ze szpitala.-powiedziała nagle Ala.
-Dlaczego?-spytałam zdezorientowana.
-No bo przecież Louis się obudził, tak? Angelika jest jego dziewczyną, a Harry od zawsze był z nim najbardziej związany, nie? Tak więc wydaje mi się, że powinni zostać tam dłużej.-blondynka wyjaśniła spokojnie. No fakt... To oni byli tą dwójką osób, która zawsze zostawała najdłużej przy Louisie. Kiedy my wracaliśmy do domu, oni siedzieli tam przynajmniej godzinę dłużej. Gdyby mogli to w ogóle nie opuszczaliby szpitala. Dlaczego więc tym razem wyszli stamtąd tak szybko? Rozumiem, że mogła ich nieco przerazić perspektywa nie pamiętającego nic Lou, ale nie wydaje mi się, by to było powodem ich szybkiego powrotu.
-Obudzimy ich?-zapytał Zayn.
-Nie. Po co? W ostatnim tygodniu nie spali za dobrze. Zostawmy ich.-powiedziałam. Reszta tylko skinęła głowami i wszyscy pokierowaliśmy się na dół.

***

-Ty chyba żartujesz!-powiedziałam wytrzeszczając oczy.
-Melanie naprawdę mu tak powiedziała?!-zapytał Liam, który też był nieźle zdziwiony.
-Najwyraźniej.-odburknęła Andzia. Właśnie przed chwilą opowiedziała nam całą historię, którą wymyśliła Melanie. To jest po prostu chore. Nie wiem jak bardzo ona musi mieć zryty umysł, by móc wymyślić coś tak okropnie podłego. Przecież... Nie no. Po prostu nie.
-No to dojebała.-stwierdził Niall.
-Nie przeklinaj.-mruknęła Ala marszcząc czoło. Wszyscy byliśmy zdziwieni. Może Melanie nie wyglądała na najmilszą osobę we wszechświecie, ale wydaje mi się, że nikt z nas nie spodziewał się, że mogłaby zrobić coś takiego. Szczególnie po tym jak pogodziła się z Angeliką. Myślałam, że to już będzie koniec problemów między Andzią, a Mel, ale jak widać pomyliłam się.
-Tego nie można tak zostawić. Przecież to totalna bzdura!-oburzył się Liam. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak bardzo zdenerwowanego. Właściwie to myślałam, że niemożliwym jest wyprowadzenie go z równowagi. Jak widać jego pokłady cierpliwości się wyczerpały.
-A co my możemy zrobić? Jej opowieść jest dopracowana w każdym szczególe.-stwierdziła brunetka wzdychając głośno.
-Nieprawda.-wtrącił po chwili Harry-Przecież powiedziała, że wasz związek jest jedną wielką ściemą, tak? Niby dlaczego nie mógłby przyznać, że jest w związku z Melanie?
-No właśnie!-powiedział Liam.
-A skąd ja mam wiedzieć? Pewnie coś wymyśliła.-powiedziała Andzia pocierając dłońmi swoje skronie.
-Mam ochotę iść tam do niej i przywalić jej łopatą w łeb. Idzie ktoś ze mną?
-Ja!-wszyscy powiedzieli w tym samym czasie. No prawie wszyscy... Tylko Angelika siedziała cicho.
-To teraz potrzebujemy tylko łopaty.-stwierdziłam.
-Co to by miało za sens?-spytała dziewczyna.
-No... Po prostu by umarła.-odparł Harry wzruszając przy tym ramionami.
-Dzięki za to, że chcecie pomóc, ale wydaje mi się, że po prostu powinniśmy zostawić tę dwójkę w spokoju.-powiedziała Andzia.
-Że co?!-spytałam oburzona.
-No to. W końcu zobaczy jaka ona jest i ją zostawi. Poza tym... Kiedyś musi wrócić mu pamięć, tak?-spytała z nadzieją.
-Oczywiście, że tak. Jestem tego stuprocentowo pewny. Ale mimo wszystko uważam, że nie powinniśmy tego tak zostawiać.-Liam ponownie zabrał głos.
-A ja uważam, że właśnie powinniśmy, a mało tego... Właśnie tak zrobimy. Zrozumiano?-zapytała Angelika mierząc nas surowym spojrzeniem, a my po prostu pokiwaliśmy głowami...

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział Dwudziesty Piąty

-Znajdź Liama.-wycedziłam przez zaciśnięte zęby, mrugając kilkakrotnie by odpędzić łzy.
-Ale co się stało?-zapytał po raz kolejny.
-Znajdź Liama.-powtórzyłam starając się zachować spokój.
-Ale...-zaczął.
-Znajdź tego cholernego Liama, rozumiesz?!-wykrzyknęłam, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy-Będę czekać przed domem.-burknęłam jeszcze po czym przeciskając się między ludźmi dotarłam do wyjścia. Kiedy znalazłam się na dworze otuliło mnie zimne wieczorne powietrze. Padał deszcz. To wszystko to jakiś pieprzony żart, tak? Po kilku minutach drzwi ponownie się otworzyły, a obok mnie stanął Liam i Harry.
-Co się stało Angelika?-spytał zatroskany Li.
-Jedziemy do szpitala.-powiedziałam tylko, a oni wyglądali jakby zobaczyli ducha. Bez ani jednego słowa cała nasza trójka wsiadła do samochodu, a Liam zaczął jechać w stronę szpitala. Droga nie zajęła nam dużo czasu. Przebyliśmy ją w całkowitej ciszy. Kiedy tylko Liam zatrzymał swój samochód ja natychmiast z niego wyskoczyłam i pobiegłam w stronę drzwi. Kiedy już znalazłam się w środku podbiegłam do kobiety siedzącej za biurkiem.
-Gdzie leży Louis Tomlinson?-spytałam.


* z perspektywy Karoliny *


Impreza była naprawdę wspaniała. Wszyscy goście świetnie się bawili. Zayn cały czas robił za Dj'a, a Niall z Kingą i Agatą wygłupiali się w najlepsze aktualnie tańcząc na stole. Taaaak... Nie byli całkowicie trzeźwi jeśli o to pytacie. Ja oczywiście jako wielce cudowna i idealna osoba nie piłam nic. W końcu mam dopiero siedemnaście lat i w ogóle, nie? No dobra... Może trochę. Ale na pewno nie tyle by tańczyć na stole, czy też robić coś o wiele gorszego. Po chwili poczułam jakieś wibracje w kieszeni. Dzwoni Liam?
-Halo.-powiedziałam, albo raczej wykrzyczałam do telefonu biorąc pod uwagę, że w środku było dość głośno.
-Jesteśmy w szpitalu.-usłyszałam.
-Że co?!-spytałam przerażona po czym szybko pobiegłam schodami na górę gdzie było nieco ciszej-Jak to? Co się stało?
-Louis miał wypadek.-odparł spokojnie Li.
-Ale... To on gdzieś wychodził?-zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona.
-Jak widać tak. Razem z Harry'm i Angeliką jesteśmy w szpitalu. Póki co Louis... śpi.-mruknął.
-Ja... Nie wiem czy damy radę tam dotrzeć.-powiedziałam zmartwiona.
-Spokojnie. Nie przesiedzimy tu całej nocy. Niedługo będziemy wracać. Pozbądźcie się wszystkich gości, okej?
-Jasne. Da się zrobić.-powiedziałam i rozłączyłam się. Ponownie zeszłam na dół dopychając się do Zayna.
-Zayn...-zaczęłam zwracając na siebie jego uwagę-Wyłącz muzykę i każ wszystkim wyjść. Louis miał wypadek.-powiedziałam, a on wytrzeszczył oczy. Po chwili pokiwał głową, a muzyka ucichła.
-Dobra ludzie! Pojawiły się pewne nieprzewidziane okoliczności, więc chciałem wam bardzo podziękować za zabawę i niestety, ale to koniec imprezy.-powiedział Zayn. Dało się usłyszeć przechodzący przez pokój jęk zawodu, ale każdy posłusznie zaczął opuszczać dom. Po kilku minutach zostaliśmy całkowicie sami.
-Czemu przerwaliście imprezę?-spytał Niall.
-Louis leży w szpitalu. Miał wypadek.-odparłam.
-Ale jak to?!-zapytała zszokowana Alicja.
-Tak do końca to nie wiem. Liam, Harry i Angelika mają niedługo wrócić ze szpitala i wtedy wszystko nam opowiedzą.-wyjaśniłam spokojnie.


***


 -On powiedział, że pojedzie do sklepu i zaraz wróci, ale nie wrócił...-powiedziała Angelika.
-Nie martw się. Niedługo się obudzi i wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Przecież nie stało mu się nic poważnego, tak?-zapytałam i posłałam jej lekki uśmiech.
-No niby nie.-mruknęła.
-No właśnie. A więc nie ma się czym martwić.-dodałam.
-Nie wiem. Ja już pójdę spać. O ile w ogóle zasnę.-powiedziała po czym wstała z kanapy i ruszyła w stronę wyjścia.
-Zostajesz u nas.-powiedział Harry i podszedł do niej. Złapał ją za rękę, posłał lekki uśmiech i razem udali się na górę.
-Jak myślisz Liam?-spytałam po chwili.
-Mówią, że będzie dobrze.-odparł krótko, a ja westchnęłam. Skoro tylko tyle mieli w tym temacie do powiedzenia. Dzisiejszy dzień miał być idealny. W końcu to urodziny Nialla i nikomu przez myśl nawet nie przeszło, że tego dnia mogłyby pojawić się jakieś większe problemy niż to, że zabrakło słonych paluszków, czy też jakiegoś napoju. Niestety, ale nie wszystko jest idealne. Nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć. Spodziewajcie się niespodziewanego, tak?
-Jest już naprawdę późno. Wydaje mi się, że wszystkie powinnyście zostać u nas. Rano jakoś to wszystko się ogarnie.-stwierdził Liam, a my tylko pokiwałyśmy głowami. Następnie wstałam z kanapy i powoli udałam się schodami do łazienki. Po prostu się umyłam, a potem ponownie założyłam swoje ubrania. Wychodząc z łazienki szybko przebiegłam do pokoju Zayna, otworzyłam szafę i wyjęłam jakąś pierwszą z brzegu koszulkę na krótki rękaw. Zdjęłam bluzkę i spodnie, po czym narzuciłam ją na siebie. Właśnie w tym momencie do pokoju wszedł Zayn.
-Pozwoliłam sobie to zabrać.-stwierdziłam chwytając w dłonie aktualnie noszoną koszulkę, a on tylko pokiwał głową i wymusił uśmiech. Można by było w tym momencie po raz kolejny powtórzyć będzie dobrze, ale uważam, że to i tak by nie pomogło. Słowa są tylko słowami...


***


Otworzyć jedno oko. Otworzyć drugie oko. Dzień... Tak, właśnie się obudziłam. Która to będzie godzina? Szybko przeniosłam wzrok na szafkę obok łóżka i podniosłam z niej telefon Zayna. Dziewiąta dziesięć. Obudziłam się stosunkowo wcześnie biorąc pod uwagę godzinę o której wczoraj zasnęłam. Zayn oczywiście jeszcze śpi, a ja nie mam zamiaru go budzić. Powoli podniosłam się z łóżka i wyszłam z pokoju od razu kierując się na dół. Kątem oka dostrzegłam iż w salonie zasiadają sobie Ala, Kinga i Agata. Już miałam do nich iść kiedy usłyszałam jakiś hałas dobiegający z kuchni.
-Co wy tu robicie?-zapytałam wchodząc do pomieszczenia, które wyglądało jak po przejściu tornada.
-Próbowaliśmy zrobić śniadanie.-odparł Niall wzruszając ramionami.
-Coś wam się nie udało.-stwierdziłam.
-To nie nasza wina, że nie zostaliśmy obdarzeni umiejętnościami gotowania.-mruknął Liam.
-Idźcie doprowadzić się do porządku, a ja zajmę się kuchnią.-powiedziałam, a oni pokiwali głowami i wciągu sekundy znaleźli się poza kuchnią. Od czego by tu zacząć. Może od sprzątnięcia. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Doprowadzenie tego pomieszczenia do porządku zajęło mi około dwudziestu minut, a zrobienie śniadania (ja także nie jestem dobrą kucharką, więc zdecydowałam się na zwykłe kanapki) około dziesięciu. Biorąc talerz z kanapkami udałam się do salonu i postawiłam go na stole.
-Smacznego.-powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Od razu każdy wziął się za jedzenie. Byli tu prawie wszyscy. Brakowało tylko Louisa, który teraz biedny leży w szpitalu, oraz Angeliki i Harry'ego. Och! Prawie zapomniałam o Zaynie, który jeszcze smacznie śpi.
-Gdzie oni są?-zapytałam.
-Śpią.-odparła spokojnie Alicja.
-Uhm.-mruknęłam i także zabrałam się za jedzenie. Nie byłam głodna, ale wiem, że muszę coś zjeść. Nie ważne jak bardzo jestem nie w humorze.


* z perspektywy Angeliki *
(tydzień później)


Przez cały ten tydzień niewiele się zmieniło. Louis nadal śpi. Lekarze mówią, że niedługo powinien się wybudzić, bo jego stan jest naprawdę dobry, ale co z tego? Mówili już tak pierwszego dnia jego pobytu w szpitalu, a póki co on nadal śpi. Chłopcy wzięli udział w jednym wywiadzie i dokładnie opowiedzieli o wypadku Lou. Nie mogli ukrywać informacji, bo pojawiało się coraz więcej plotek na temat domniemanej śmierci Tomlinsona. Przez pierwsze cztery dni od wypadku cały możliwy czas spędzałam w szpitalu. Harry też był tam cały czas ze mną. Reszta wpadała i siedziała tam kilka godzin, przez ten czas namawiając nas na powrót do domu. Nie chciałam wracać, a Harry cały czas powtarzał, że wróci do domu razem ze mną i tak było. Jednak nie mogłam cały czas opuszczać szkoły, więc piątego dnia ponownie poszłam na zajęcia. Praktycznie każdy mówił mi jak to im przykro z powodu tego wypadku... Melanie też wpadała do szpitala. Była tam dość często. Ona naprawdę nie jest taka zła jak mi się na początku wydawała. Może uda mi się nawet z nią zaprzyjaźnić?
-Musimy już iść.-powiedział Harry kładąc mi dłoń na ramieniu. Pokiwałam głową i wstałam z krzesła po czym razem z loczkiem wyszłam z sali, a kilka minut później opuściłam szpital. Na parkingu czekał już Liam.
-Wsiadajcie.-powiedział uśmiechając się ciepło. To on najbardziej się o nas martwił. Przez cały ten tydzień latał przy wszystkich pocieszał, rozbawiał, rozmawiał... Starał się wiedzieć o wszystkim i nie dopuścić do tego by ktoś wpadł w jakąś depresję. Przejmując się innymi chyba starał się zapomnieć o tym, że z nim samym też nie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Póki co jednak wszyscy jakoś się trzymamy. Patrząc tak za okno nawet nie zauważyłam kiedy dotarliśmy pod budynek szkoły.
-Dzięki Li. Do zobaczenia później.-powiedziałam i wysiliłam się na uśmiech. Wcale nie tak trudno jest udawać szczęście, wiecie? Szczególnie jeśli nikt nie stara się spojrzeć ci w oczy i powiedzieć, że widzi twój smutek.
Razem z Harrym wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do szkoły. Ludzie przestali już na okrągło wypytywać o stan Louisa i nikt już nie szalał na widok Harry'ego. Można uznać, że jako tako wtopiliśmy się w ten szkolny tłum. To dobrze, bo powiem wam szczerze, że z biegiem czasu takie ciągłe bycie w centrum zainteresowania wcale nie wydaje się być takie zabawne jak na początku.
-Jaka pierwsza lekcja?-spytałam.
-Matma.-odparł krótko krzywiąc się nieco. Nie znosił matematyki. Ja ją uwielbiałam. Wcześniej wiele razy naśmiewałam się z jego kiepskich umiejętności matematycznych. Teraz to już nie wydaje się być ciekawym tematem do żartów. Nic nie wydaje się być ciekawym tematem do żartów.
-A ty co masz pierwsze?
-Fizyka.-mruknęłam i nie czekając ani chwili dłużej udałam się pod odpowiednią salę, gdzie stała już reszta klasy.
-Hej mała. Jak się trzymasz?-jak zwykle Max powitał mnie tymi samymi słowami. Robił tak codziennie odkąd po tym wypadku wróciłam do szkoły. Ja natomiast zawsze odpowiadałam mu tak samo.
-Żyję.-odparłam wzruszając ramionami. Bo to chyba jest najważniejsze, tak? Nadal oddycham i poruszam się, czyli nie jest ze mną tak źle. Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcje, a nauczycielka otworzyła salę i wpuściła nas do środka.
Niecałe dziesięć minut od rozpoczęcia lekcji babka wydzierała się twierdząc iż jesteśmy najgorszą klasą w szkolę, a następnie wzięła kilka osób do odpowiedzi. Zrobiła też krótką kartkówkę, ale ja nawet nie wyjęłam kartki. To nie ma sensu. I tak bym dostała jedynkę, więc co to za różnica. W czasie lekcji zadzownił mi też telefon. Dość szybko odrzuciłam połączenie, ale pani Shallow i tak się na mnie wydarła i kazała pójść do dyrektora. Westchnęłam głośno po czym spakowałam się i zabrawszy ze sobą plecak poszłam do gabinetu dyrektora. Okazało się, że nie byłam jedyną osobą, która do niego dziś zawitała.
-Harry?-spytałam zdzwiona.
-No ja.-mruknął tylko wzruszając ramionami.
-Usiądź.-wtrącił dyrektor wskazując na krzesło obok Harry'ego. Posłuchałam się go od razu.
-Od początku roku szkolnego wasza dwójka pojawia się tu dość często i to zazwyczaj razem. Powiecie mi dlaczego tak jest?-zapytał pan Campbell.
-Nauczyciele za bardzo się czepiają.-powiedział spokojnie Harry. Dyrektor zmarszczył czoło.
-Wydaje mi się, że walka na jedzenie na stołówce, ucieczka ze szkoły w przebraniach z kółka teatralnego i podkładanie nauczycielom pinezek na krzesła to nie jest błachostka panie Styles.
-To akurat nie, ale powód mojej dzisiejszej wizyty wcale nie jest poważny.-burknął.
-Och... No właśnie... A z jakiego powodu pojawiliście się tu dzisiaj?-spytał mierząc nas surowym spojrzeniem.
-Zadzwonił mi telefon.-powiedzieliśmy równocześnie.
-Doprawdy? A z kim macie teraz lekcje?
-Z panią Shallow i Moore.-odparł Harry.
-Ech... W takim razie posiedzicie tu do dzwonka, a potem normalnie pójdziecie na lekcje, dobrze?
-Oczywiście.-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Zadziwię was... SZCZERZE! Nasz dyrektor jest naprawdę w porządku. Te dziesięć minut, które pozostały do dzwonka spędziliśmy w ciszy. Wcale mi to nie przeszkadzało. Zaś kiedy tylko zadzwonił dzwonek na przerwę poderwaliśmy się z krzeseł i wyszliśmy na korytarz.
-Kto do ciebie dzwonił?-zapytał Hazz.
-Mama. Wypadałoby oddzwonić.-stwierdziłam po czym wyjęłam telefon i wybrałam jej numer. Kiedy tylko usłyszałam pierwszy sygnał szybko udałam się w stronę damskiej toalety. Tam jest dużo ciszej.
-Halo?-usłyszałam głos matki w słuchawce.
-Hello mom.What's up?-powiedziałam, po chwili jednak strzeliłam facepalma przypominając sobie, że moja matka raczej niewiele zrozumiała-I mean... Hej mamo. Co tam?
-Jeszcze nie zapomniałaś języka. To dobrze.
-Jak mogłabym zapomnieć? Przecież mieszkałam w Polsce siedemnaście lat.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-No tak, tak... Jak tam się dzisiaj czujesz kochanie?
-Całkiem dobrze. Dopiero co wyszłam z gabinetu dyrektora.
-Och... Dlaczego znowu tam byłaś?
-Ktoś zadzwonił do mnie na lekcji.-powiedziałam rozbawiona akcentując słowo "ktoś".
-No przepraszam bardzo, ale powinnaś mieć wyciszony telefon.
-Wiem, wiem...
-Jak tam ten cały Louis? Co? Obudził się już, czy jeszcze nie?
-Ech... Nie, jeszcze nie.
-Nie martw się złotko. Niedługo powinien się obudzić, a potem wszystko już będzie dobrze.
-Mam taką nadzieję.
-Chciałam zapytać, czy możliwe by było abym razem z tatą i Adamem wpadła tam do was na jakiś tydzień? Co? Chciałabym zobaczyć jak tam się trzymacie z dziewczynami. Przy okazji mogłabym wreszcie z ojcem porozmawiać z twoimi nauczycielami.
-Jasne, wpadajcie! Chociaż nie jestem przekonana co do tego drugiego pomysłu...
-A to dlaczego?
-Uwierz mi, że nie chcesz znać moich ocen z fizyki. Ale mogę się za to pochwalić świetnymi wynikami w matematyce!
-Jeszcze zobaczymy.-powiedziała mama. W tym właśnie momencie rozległ się dzwonek oznaczający początek drugiej lekcji.
-Wybacz mamo, ale muszę już kończyć. Zaraz mam właśnie matematykę, a nauczycielka nienawidzi spóźnialskich.-wyjaśniłam spokojnie.
-No to pa kochanie. Powodzenia.
-Pa mamo. Kocham cię bardzo, bardzo mocno. Pozdrów tam wszystkich!-powiedziałam jeszcze i rozłączyłam się. Schowałam telefon do kieszeni wcześniej upewniając się czy aby na pewno jest wyciszony, a potem wyszłam z łazienki i udałam się pod salę od matematyki.
-I jak tam wizyta u dyrektora?-zapytał od razu Max.
-Nie było tak źle. Okazało się, że Harry też tam był.-odparłam.
-Wy macie to szczęście.-powiedział przewracając oczami i zaśmiał się.
-Głupi ma zawsze szczęście.-wtrąciła stojąca obok Candice.
-Szczęście to szczęście.-skomentowałam. Po chwili pod salą zjawiła się już pani Moore, więc wszyscy weszliśmy do sali. Na matematyce siedziałam razem z Maxem. Trudno w to uwierzyć, ale on z matematyki miał jeszcze gorsze oceny niż Styles. Niewiarygodne, a jednak. W każdym razie dzięki temu iż z nim siedziałam to zawsze w jakiś sposób mogłam mu pomóc. Nauczycielka jest głucha i ślepa (nie dosłownie, ale co tam), więc nigdy nie zauważa gdy podpowiadam mu na kartkówkach czy sprawdzianach. Ona chyba nigdy nie przyłapała nikogo na podpowiadaniu i ściąganiu. To dziwne, bo praktycznie każdy zawsze ściąga. Cóż zrobić...
Lekcja matematyki minęła nam spokojnie. Dziś Moore musiała mieć jakiś dobry humor, ponieważ nie zadała nam żadnej pracy domowej. Do tej pory nigdy jej się to nie zdarzało. Może ten dzień nie będzie aż taki zły?

***

 -Cześć.-powiedziałam do Amy, która pracowała w tutejszym szpitalu jako pielęgniarka. Miała 22 lata i naprawdę świetnie można było się z nią dogadać. Poznałam ją już drugiego dnia, kiedy razem z resztą przyszliśmy odwiedzić Lou.
-Angelika!-wykrzyknęła dziewczyna i podbiegła do mnie mocno mnie ściskając. Jej... Zazwyczaj nie reagowała tak entuzjastycznie-Louis!-wykrzyknęła po chwili. Odsunęłam ją na odległość ramion i zmarszczyłam czoło.
-Co z nim?-zapytałam nieco zdziwiona, a zarazem zaniepokojona.
-Obudził się!-pisnęła radośnie, a ja otworzyłam szeroko oczy. Czy to sen? Błagam, oby nie...

piątek, 30 listopada 2012

Liebster Award

Cóż... Zacznę od tego iż dziękuję za nominację od jednej z osóbek (http://opowiadanie-o-1-direction.blogspot.com/). Słyszałam coś o tym Liebster Award, ale nie sądziłam, że będę do tego nominowana.

''Nominacja ta jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Po odebraniu nagrody należy należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.''
 Odpowiedzi:
1. Dlaczego lubisz One Direction ?
Ponieważ podoba mi się ich muzyka i to jak zachowują się podczas pobytu na scenie. Wydają się być naprawdę bardzo fajnymi osobami, z którymi na pewno chciałabym się zaprzyjaźnić. Uważam, że każdy z nich ma talent. Poza tym (co jest mniej ważne) mają ładne buźki. ;D

2. Kto z 1D jest twoim ulubieńcem ? 
Ciężko mi wybrać pomiędzy Louisem i Harrym.

3. Co spowodowało że prowadzisz Bloga ? 
Cóż... Po prostu zawsze wyobrażałam sobie, że poznam One Direction i zostanę dziewczyną jednego z nich, a w moich wyobrażeniach brały też udział moje przyjaciółki. Pewnego dnia na lekcji wychowania fizycznego po prostu powiedziałam, że zacznę pisać bloga o nas i 1D, no i zaczęłam.

4. Ulubiona piosenka One Direction ? 
Oj... Ciężko tutaj wybrać, bo uważam, że większa część ich piosenek jest naprawdę bardzo dobra, ale mimo wszystko stawiam na They Don't Know About Us.

5. Twoje największe marzenie ? 
Zamieszkać w przyszłości w Londynie.

6. Jak widzisz Siebie za 10 lat ? 
 Szczerze mówiąc to nie mogę sobie wyobrazić siebie w wieku 24 lat. Oo
 Nie mam zielonego pojęcia...

7. Od kiedy lubisz One Direction ? 
Od kwietnia tego roku.

8. Co myślisz o Larrym ? 
Przy tym pytaniu to ja bym mogła się cholernie rozpisać, ale wątpię by komukolwiek chciało się czytać 182385728578479 linijek tekstu, więc powiem krótko. Jeśli to nie problem to zacznę od początku, czyli od kwietnia tego roku, kiedy dopiero dowiedziałam się, że istnieje taki zespół jak One Direction. Larry był dla mnie zwykłym bromancem i nie lubiłam kiedy ludzie mówili, że Harry i Louis to geje. Z biegiem czasu zakładając twittera i tumblra coraz więcej dowiadywałam się o chłopakach i teraz uważam, że Larry to jest wielka miłość, którą niestety muszą ukrywać. No... Nie wyszło długo. (:

9. Wierzysz w przyjaźń damsko-męską?
 Uważam, że jest to możliwe.

10. Eleanor czy Perrie ? Dlaczego ? 
 Perrie. Zdecydowanie Perrie. Nie przepadam za Eleanor. Po prostu ona mi trochę zawadza jeśli chodzi o  Larry'ego. Poza tym to jej nie znam, więc nie mogę nic więcej powiedzieć.

11. Opisz siebie w 3 zdaniach.
 Jest bardzo wesołą i optymistyczną osobą, która jest nieco roztrzepana i zdarzy jej się czasem o czymś zapomnieć. Dość łatwo ją zranić, ale ona bardzo szybko przebacza ludziom. Jest osobą wybuchową i niecierpliwą, ale mimo to jest dobrą przyjaciółką.
Opis tej postaci był wzorowany na mnie. Mogłabym dodać coś jeszcze, ale miały być trzy zdania. :)
Pytania ode mnie:
  1. Jesteś optymistą czy pesymistą?
  2. Twoja mocna strona?
  3. Jaka jest twoja ulubiona książka?
  4. Gdybyś mogła wybrać, w jakim kraju chciałabyś zamieszkać?
  5. Czego w sobie nie lubisz?
  6. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
  7. Masz jakieś hobby?
  8. Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
  9. Jaki był/jest twój ulubiony przedmiot w szkole?
  10. Ulubiony kolor?
  11. Jakiego języka obcego chciałabyś się nauczyć?
Blogi nominowane:
  1.  http://livelove1d.blogspot.com/
  2.  http://wanna-hold-you.blogspot.com/
  3.  http://tsaob-tlumaczenie.blogspot.com/
  4. http://trying-to-find-somebody-to-love.blogspot.com/
  5. http://you-are-my-shelter.blogspot.com/
  6. http://shouldletyougo.blogspot.com/
  7. http://imaginy-one-direction-fans.blogspot.com/
  8. http://onedream-onelove-onelife-onedirection.blogspot.com/
  9. http://blogoonedirectionbloganki.blogspot.com/
Ja wybrałam tylko dziewięć, ale chyba nikt mnie za to nie rozszarpie. c:

czwartek, 22 listopada 2012

Rozdział Dwudziesty Czwarty

13 września 2012 rok

-Wyglądasz jakby kredka zgwałciła ci twarz.-stwierdził Harry spoglądając na Candice, która nawet nie uraczyła go odpowiedzią. Od samego początku zaczął coś do niej nawijać, ale ona udawała, że go nie słyszy, więc zaczął robić wszystko byleby tylko zwróciła na niego swoją uwagę.
-Cicho bądźcie idioci... Zaraz Niall tu przyjdzie.-warknęłam chowając się za kanapą i uderzając Harry'ego w ramię. Szykowanie imprezy niespodzianki dla blondyna zajęło nam cały tydzień i wszystko powinno wyjść idealnie. Jak oczywiście wiadomo nic nigdy nie wychodzi nam zgodnie z planem, więc najprawdopodobniej i tym razem coś pominęliśmy mimo tego iż razem z dziewczynami milion razy sprawdzałyśmy czy aby na pewno wszystko jest na swoim miejscu i o niczym nie zapomniałyśmy. Dzisiaj musiałyśmy dwa razy latać do sklepu, ponieważ gdy wszystko było już ładnie rozstawione do salonu wpadł Lou i Hazz, którzy akurat bawili się w berka i całkowicie niechcący strącili ze stołu większość rzeczy. Po wielkim opieprzu, który dostali od Liama (on sam wszystko ustawiał, bo stwierdził, że my robimy to źle) obydwoje starali się schodzić mu z drogi na resztę dnia... Moje przemyślenia zostały przerwane przez nagły szczęk zamka w drzwiach. Ala i Niall.
-Jesteście?!-wykrzyknął Ni z korytarza. Po chwili zjawił się w salonie...
-NIESPODZIANKA!-wykrzyknęliśmy wszyscy wyskakując ze swoich kryjówek. Na imprezę urodzinową Nialla ściągnęliśmy też kilku naszych znajomych ze szkoły, a także przyjaciół chłopaków. W każdym razie na pewno było tutaj ponad dwadzieścia osób. Och! Dodać też muszę, że impreza odbywa się oczywiście w domu chłopaków, bo jakby w naszym coś się zniszczyło to bym zabiła, a tutaj? To już nie mój problem.
-O mój Boże.-mruknął blondyn-Pamiętaliście!-wykrzyknął po chwili wielce uradowany.
-No pewnie, że pamiętaliśmy! Od tygodnia planowaliśmy ten dzień.-odparła Karolina i uśmiechnęła się.
-Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki!-powiedział podskakując wesoło. Po chwili wszyscy ludzie zlecieli się do niego z prezentami i zaczęli składać mu życzenia. Ta czynność zajęła nam dość dużo czasu, bo ponad pół godziny, ale co tam. Jest jeszcze wcześnie. Dopiero dwudziesta.
-DJ Payne rozkręca imprezę!-wykrzyknął Liam włączając muzykę.
-Spadaj! DJ Malik wymiata!-oznajmił Zayn uśmiechając się szeroko.
-Chyba podłogę.-skwitował Li, a Zayn zrobił naburmuszoną minę. Między nimi oczywiście rozpętała się wielka kłótnia, ale szczerze mówiąc to praktycznie nikt nie zwrócił na to uwagi.
-Angelika!-wydarł się Harry skacząc i wymachując rękami na wszystkie strony.
-Ty tańczysz, coś ci wpadło do spodni, czy raczej próbujesz zwrócić na siebie moją uwagę?-spytałam unosząc jedną brew ku górze.
-To trzecie.-odparł uśmiechając się szeroko.
-W takim razie udało ci się. Więc co chciałeś?-zapytałam.
-Nic. Po prostu stwierdziłem, że zwrócę na siebie twoją uwagę, a jak zapytasz po to to odpowiem, że po nic.-wyjaśnił mi, a ja mimowolnie wybuchnęłam śmiechem.
-Jesteś głupi Hazz.-mruknęłam kręcąc przy tym głową.
-Ale mnie lubisz. Wszyscy mnie lubią!-wykrzyknął wesoło.

***

-Jadę do sklepu.-usłyszałam głos Lou tuż obok mojego ucha.
-Po co? Wydawało mi się, że mamy dość spory zapas żarcia i picia w kuchni.-mruknęłam marszcząc czoło.
-Mieliśmy, Angelika. Mieliśmy...-mruknął przewracając oczami-Niall dobrał się do zapasów i zostało tego raczej niewiele.-dodał po chwili.
-Może pojadę z tobą? Hmm?-zapytałam uśmiechając się lekko.
-Nie ma takiej potrzeby. To blisko. Szybko wrócę.-stwierdził i cmoknął mnie w usta po czym wyszedł z domu. Teraz mogę spokojnie kontynuować poszukiwania Harry'ego. Jakieś dziesięć minut temu zabrał mi z ręki moją komórkę i zniknął w tłumie, który od czasu rozpoczęcia imprezy naprawdę bardzo się powiększył. Właściwie to przez poprzednią godzinę, z naszej paczki  widziałam tylko Kingę, Harry'ego, Louisa i Liama. Reszta tak jakby wyparowała. Przeciskałam się między ludźmi poszukując tej lokowanej czupryny i na jego nieszczęście właśnie ją dostrzegłam. Harry najwyraźniej bajerował jakąś dziewczynę. Już ja mu pokażę...
-Co ty wyprawiasz?!-wydarłam się będąc tuż obok niego i tupiąc nogą. Harry spojrzał na mnie przerażony, a tamta dziewczyna wyglądała na zdezorientowaną.
-Ale o co ci chodzi Angie?-zapytał Hazz udając niewiniątko.
-No jak to o co? Zamiast przebywać ze mną, swoją dziewczyną to ty zarywasz do jakichś lasek, tak?!-zapytałam oburzona, chociaż tak naprawdę miałam ochotę wybuchnąć tu i teraz głośnym śmiechem. Tamta dziewczyna to aż otworzyła usta ze zdziwienia.
-Dupek z ciebie.-warknęła po czym wylała na niego zawartość swojej szklanki i odeszła. W tym momencie już nie mogłam wytrzymać i wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-Wielkie dzięki Angelika.-burknął zły Hazza.
-Nie ma za co. A teraz oddawaj telefon.-powiedziałam i wyciągnęłam w jego kierunku rękę. On wyjął mój telefon z kieszeni po czym... Zaczął uciekać! Tak nie będzie! O nie, nie, nie, kochanieńki... Nie myśląc zbyt długo rzuciłam się za nim w pogoń. Nagle po prostu wskoczyłam mu na plecy zasłaniając oczy, a on próbował mnie zrzucić. Po chwili mój telefon zaczął dzwonić. Zerknęłam kątem oka na wyświetlacz i zobaczyłam, że to Louis.
-Dawaj!-warknęłam.
-Jak mnie puścisz!-krzyknął, a ja zeskoczyłam na ziemię. Tym razem oddał mi mój telefon, a ja odebrałam. Po kilku sekundach połączenia cała zbladłam i oparłam się o ścianę.
-D... Dobrze. Zaraz tam będziemy.-powiedziałam po czym rozłączyłam się i spojrzałam przerażona na Harry'ego, który spoglądał na mnie zmartwiony.
-Co się stało?-spytał marszcząc brwi.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Historyjka Karoliny

Do Karoli: Zapewne zabijesz mnie za to, że to publikuję,  bo sama mi tego zabroniłaś na dzisiejszej lekcji języka polskiego, ale co mnie to. xd Wiem, że i tak mi nic nie zrobisz. Najwyżej się na chwilkę obrazisz, więc... Pff... <33
Do innych: Cała ta historia jest pisana przez moją przyjaciółkę Karolinę i jest... no cóż... o mnie. xd

************

A więc... Le Andzia chodziła do szkoły, ale źle się uczyła, więc nie było w Polsce pracy dla ludzi z jej wykształceniem. Co jest też oczywiste, że nie ma gdzie mieszkać, no bo nie ma kasy. Niestety w Polsce nie było już wolnych żadnych śmietników, więc musiała polecieć do Anglii (nie stać jej było na bilet, ale jej ulubiona koleżanka dała jej go na urodziny [nie, nie mogła jej do siebie zabrać. xd]). W Anglii znalazła swój wymarzony śmietnik. Pewnego dnia, podczas gdy brudna i zaniedbana umierała na ławce, zakochał się w niej Harry. Długo rozmawiali i on zaprosił ją do swojej willi, gdzie potem się ykhym... Następnie kazał jej się wynosić, ale po trzech latach wreszcie poszedł do Andzi (cały czas jej szukał, ale w Anglii jest wiele śmietników, a poza tym faceci mają spowolnione myślenie xd) wręczając jej pierścionek zaręczynowy. Przeprosił ją i powiedział, że to prawdziwa miłość. Andzia się ucieszyła. Po jakimś czasie wzięli ślub, potem pojawiło się dziecko, później drugie. I tak nędzne życie Andzi zmieniło się w o wiele lepsze. KONIEC :*

niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział Dwudziesty Trzeci

* z perspektywy Louisa *

-Nadal nie mam pojęcia jak udało ci się mnie na to namówić, wiesz?-powiedział Liam idąc tuż za mną po szkolnym korytarzu.
-Ma się ten dar przekonywania.-odparłem uśmiechając się szeroko.

-Liaaaaam... Nudzę się Dlaczego oni nas zostawili?-zapytałem opadając obok niego na kanapę.
-Zawsze możemy porozmawiać.-stwierdził chłopak i odwrócił się w moim kierunku z uśmiechem wymalowanym na twarzy.
-No błagam cię... Ja chcę pozbyć się nudy, a nie zanudzić się na śmierć.
-Dzięki za szczerość Lou.-mruknął z sarkazmem odwracając się ode mnie i prychając cicho. No co? Byłem przynajmniej szczery, nie?
-Chodźmy po dziewczyny i Harry'ego. Z nimi nigdy nie jest nudno.-powiedziałem z entuzjazmem spoglądając na Liama.
-Ale oni kończą lekcje dopiero za kilka godzin.
-No i co w związku z tym?
-Masz zamiar po prostu wparować tam i zabrać ich ze szkoły?-zapytał chłopak unosząc jedną brew ku górze.
-Nie... My mamy taki zamiar.-odparłem uśmiechając się i poruszając brwiami.
-O nie. Nie, nie, nie, nie, nie... Nie dam się w to wrobić.-powiedział Li wymachując rękami.
-Po co ja w ogóle ci to mówiłem? Przecież to logiczne, że ty jesteś zbyt drętwy by tam ze mną iść. Ba! Ty się po prostu boisz tam iść.
-Pff... Ja się nie boję.
-To udowodnij. Pójdziesz?-zapytałem unosząc jedną brew ku górze. Wiem, że teraz się zgodzi. Takim sposobem przekonywałem Liama do zrobienia wielu dziwnych rzeczy. To nigdy nie kończyło się dobrze, ale cały czas warto próbować.
-Ale...
-Ha! Wiedziałem.
-No dobra! Idziemy!-wykrzyknął chłopak i podniósł się z kanapy z determinacją wymalowaną na twarzy.

 Dalej szliśmy przez szkolny korytarz zaglądając do wszystkich sal po kolei i sprawdzając czy nie ma tam przypadkiem dziewczyn, bądź też Harry'ego.
-Lou...-powiedział cicho Liam-Tutaj!
Podszedłem do niego i zajrzałem do środka sali. W trzeciej ławce od okna siedział Harry w towarzystwie jakiegoś dziwnego gostka w okularkach. Sądząc po rozłożonej mapie świata i rzeczach powypisywanych na tablicy loczek miał właśnie geografię. Jego nauczycielka nie wyglądała na zbyt miłą i gdy tylko spojrzała w stronę drzwi zamknęliśmy je szybko i niewiele myśląc odbiegliśmy od nich udając się w stronę szafek. Słysząc dźwięk otwierających się drzwi od razu pociągnąłem Liama za rękę i wpadliśmy do szkolnej łazienki. Rozglądając się wokoło można było stwierdzić iż jest to ta damska toaleta. Świetnie.
-Jeśli ona tu wejdzie to cię zabiję. Jeśli ktokolwiek tu wejdzie to cię zabiję.-wycedził Li przez zaciśnięte zęby. Ja tylko kiwnąłem głową. Przesiedzieliśmy tak w ciszy około dwie minuty po czym domyślając się, że ów straszna nauczycielka nas nie szuka wyszliśmy z pomieszczenia ponownie znajdując się na korytarzu.
-A nie moglibyśmy po prostu poczekać do przerwy i wtedy ich złapać?-spytał szatyn, a ja pokiwałem przecząco głową.
-Wydaje mi się, że w tej szkole są przynajmniej cztery nasze fanki, a to już spowolniłoby nasze działania. Nie możemy czekać.
-To co masz zamiar zrobić?
-Musimy jakoś wywabić ją z sali, a wtedy wkroczę ja i zabiorę Harry'ego.-powiedziałem, a Liam spojrzał na mnie z niezbyt zadowoloną miną.
-I że niby ja mam wywabić ją z tej sali?-spytał unosząc jedną brew ku górze, a ja uśmiechnąłem się i pokiwałem twierdząco głową.
-Jak? Powiedz mi, jak?
-Możemy przebrać cię za woźnego. Albo po prostu wejdziesz i powiesz, że wzywa ją dyrektor, czy coś.
-Jesteś idiotą. Ona chyba wie, że ja nie uczęszczam do tej szkoły, ani nie jestem żadnym jej pracownikiem.
-No to wymyśl coś lepszego geniuszu.-burknąłem, skutecznie uciszając go. Ponownie udaliśmy się pod salę w której Hazz miał geografię i po prostu staliśmy przed drzwiami zastanawiając się co można by zrobić. Mi jednak do głowy nie przychodził już żaden pomysł nie licząc tego poprzedniego. Albo...
-Mam plan!-pisnąłem zwracając na siebie uwagę Liama. Ten spojrzał na mnie pytająco, a ja po prostu otworzyłem szeroko drzwi i wepchnąłem go do środka. Pewnie mnie zabije, ale ten plan wydał mi się najbardziej odpowiedni. Ja natomiast oddaliłem się od drzwi ponownie chowając się w toalecie (tym razem tej męskiej, żeby nie było). Po chwili Liam wyszedł z sali w towarzystwie nauczycielki loczka. Obydwoje udali się do pokoju dyrektora, a ja niewiele myśląc opuściłem miejsce mojej kryjówki i wbiegłem do sali geograficznej. Kiedy znalazłem się w środku wszyscy umilkli wbijając we mnie swoje zdziwione spojrzenia, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
-No cześć wam wszystkim. Ja tu tylko na chwilę, bo nudziło mi się w domu.-powiedziałem i wzruszyłem ramionami.
-Musiałeś wciągać Liama w kolejny swój "cudowny" plan?-zapytał Harry robiąc palcami cudzysłów w powietrzu.
-Oczywiście, że tak. Nie moja wina, że Niall i Zayn zostawili go ze mną. A teraz wybaczcie mi wszyscy tu zebrani, ale będę musiał pozbawić was towarzystwa tego oto chłopaka, ponieważ właśnie mam zamiar go porwać.-oznajmiłem głośno i podszedłem do ławki loczka zgarniając go za ramię i ciągnąc w stronę wyjścia z sali. Harry zaczął się szarpać i mówić coś o tym, żebym go puścił, bo jestem głupi, ale ja nie zwracałem na to większej uwagi. Kiedy wreszcie wyszliśmy z sali puściłem Harry'ego, a ten warknął głośno.
-Jesteś głupi, Lou. Głupi, głupi, głupi... Ta nauczycielka i tak mnie nienawidzi, a ty musiałeś mnie jeszcze siłą wyciągać z jej lekcji. Genialnie. No i przez ciebie jeszcze Liam zrobił z siebie głupka, wiesz?-spytał Hazz, a ja pokiwałem przecząco głową.
-Na pewno nie poszło mu źle. Biorąc pod uwagę, że ta cała akcja z nim w roli głównej nie była zaplanowana.
-Jak to nie była zaplanowana?
-No tak to. Ja po prostu wepchnąłem go do sali. Stwierdziłem, że jak już tam będzie to coś wymyśli.-odparłem, a Styles spojrzał na mnie jak na jakieś dziecko specjalnej troski. Mój pomysł wypalił, więc nikt nie powinien się mnie czepiać. No chyba, że Liam, bo wydaje mi się, że mimo wszystko ma do tego prawo. W końcu wystawiłem go na pożarcie. Oczywiście w przenośni, ale chyba każdy załapał o co mi chodzi.
Nagle drzwi od pokoju dyrektora się otworzyły. Spanikowałem i ciągnąc Harry'ego za rękę wpadłem do sali naprzeciwko w której jak się okazało lekcje miały dziewczyny. Oczy wszystkich ludzi zgromadzonych w sali skierowały się na naszą dwójkę
-Umm... My tak tylko na chwilę. Nie musicie zwracać na nas uwagi. Już wychodzimy.-stwierdziłem po czym otworzyłem drzwi i wystawiłem przez nie głowę. Na korytarzu stał teraz już tylko Liam i rozglądał się najprawdopodobniej szukając naszej dwójki.
-Przepraszamy za najście.-mruknąłem jeszcze po czym wyszedłem z sali i podbiegłem do Liama.
-Jesteś skończonym idiotą!-warknął Li i uderzył mnie pięścią w ramię.
-Ouch... Okej, okej. Przepraszam za tą akcję, ale musiałem coś wymyślić.-stwierdziłem zakrywając się na wszelki wypadek rękami.
-Co macie zamiar zrobić teraz?-spytał Hazza.
-No jak to co? Zabieramy dziewczyny!-powiedziałem zadowolony.
-To nie będzie łatwe.-stwierdził Li.
-Dlaczego nie? Wiem w jakiej sali mają lekcje, a to już połowa sukcesu.
-Tylko trzeba jeszcze mieć jakiś dobry plan, by je stamtąd wyciągnąć. I tym razem proszę, Lou... Nie wpychaj mnie do sali licząc na to, że nagle wymyślę coś sensownego.
-Dobra. A więc macie jakieś pomysły?
-Hmm... Można by włączyć alarm pożarowy. Wtedy wszyscy uczniowie wyszliby ze swoich sal, a my moglibyśmy zniknąć. Z początku nikt by nie zauważył.-wtrącił Harry.
-Ale potem mielibyśmy duże problemy. To znaczy... Nie tyle my, co raczej wy. Bo w końcu my nie chodzimy do tej szkoły.-stwierdził Liam.
-Fakt.-mruknął Harry marszcząc czoło i zamyślając się.
-Może wyślemy jednej z nich sms-a? Powie, że chce iść do łazienki i wyjdzie.
-Ale to zadziała tylko na jedną, no góra dwie z nich. Co z resztą?-spytał Harry.
-No razem z nią wymyślimy coś sensownego.-powiedziałem. Chłopcy zamyślili się, ale po chwili pokiwali głowami. Wyjąłem telefon i napisałem sms do Angeliki. Po niecałej minucie drzwi od sali otworzyły się.
-Co wy tu robicie?-zapytała Angelika krzyżując ręce na piersi.
-Próbujemy zabrać was do domu.-odparłem uśmiechając się szeroko.
-Wyście chyba poszaleli. Nie możecie od tak wyciągać nas z lekcji.

* z perspektywy Angeliki *

 -Jak widać możemy.-powiedział Lou, a jego uśmiech jeszcze bardziej się powiększył.
-No to w takim razie... Jaki macie plan?-zapytałam.
-Cóż... Jakby się tak zastanowić to jeszcze żaden.-stwierdził Liam.
-Och... No tak. I liczycie na to, że ja...?-zapytałam wiedząc już, że nie bez powodu wyciągnęli mnie z sali.
-Że nam pomożesz. Wyciągnij je jakoś z sali.
-Niby jak? Poza tym... Nawet gdyby mi się to w jakiś sposób udało to mamy tam nasze plecaki. Nie możemy wyjść z sali z plecakami, bo to wydałoby się dla nauczycielki nieco dziwnie, nie sądzisz?-spytałam.
-Nie możecie poczekać do przerwy?-wtrącił loczek.
-Ech... Już tłumaczyłem to Liamowi. Nie, nie możemy.-odparł Louie.
-Poczekajmy do przerwy. Zabunkrujemy się gdzieś i kiedy każdy już wejdzie do klasy my wyjdziemy ze szkoły.-stwierdziłam pewnie.
-Okej.-odparł Lou, a Liam spojrzał na niego z niedowierzaniem.
-No, a jak ja proponowałem ci ten pomysł to nieee... Jak Harry to zasugerował to też nieee... Ale jak Angelika ci to mówi to okej, tak?-spytał oburzony unosząc jedną brew ku górze. Louis zmierzył go spojrzeniem po czym pokiwał głową.
-Masz z tym jakiś problem?-zapytał zdziwiony, a Payne warknął głośno i podszedł do ściany opierając się o nią rękami. Zaczął delikatnie uderzać w nią głową mówiąc coś o tym, że Louis to skończony debil i żeby ktoś go trzymał, bo niedługo go zabije.
-No to w takim razie wy idźcie się gdzieś schować, czy tam spróbujcie wtopić się w otoczenie. Mniejsza o to. Ja wracam do sali.-stwierdziłam i weszłam do środka ponownie zajmując swoje miejsce obok Karoliny.
-Czego oni chcieli?-zapytała zaciekawiona.
-Chcą nas zabrać do domu.-odparłam szeptem, a ona wytrzeszczyła oczy.
-Niby jak?-spytała po chwili.
-Teraz idą się gdzieś schować, albo jak to ujęłam, wtopić się w otoczenie, a potem po prostu się gdzieś zabunkrujemy i wyjdziemy ze szkoły.
-Pominęłaś taki jeden drobny szczególik...
-Niby jaki?
-Kamery.-odparła spokojnie, a ja przeklęłam w duchu. No fakt... Przecież na kamerach dokładnie będzie widać to, że wychodzimy ze szkoły. Łatwo będzie rozgryźć naszą tożsamość. Chyba, że...
-Kółko teatralne.-palnęłam nagle.
-Co kółko teatralne?-zapytała dziewczyna.
-Gdzie odbywają się zajęcia kółka teatralnego?
-Nie wiem. Zapytaj Ali.-odparła, a ja skinęłam głową. Spojrzałam na nauczycielkę, która aktualnie stała do nas tyłem i zapisywała coś na tablicy po czym odwróciłam się do Alicji.
-W jakiej sali są zajęcia z kółka teatralnego?-spytałam szybko.
-Dwadzieścia osiem, a co?
-Wyjaśnię ci później.

***

Kiedy po skończonej lekcji z panną Price wyszłyśmy na korytarz czekało nas kolejne zaskoczenie. Louis, Liam i Harry stali na środku korytarza w przebraniach. Louis był przebrany za smoka, Harry za ufoludka, a Liam za... Cóż... Liam był najwyraźniej syrenką. Widząc ich w takich przebraniach wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-Śmiej się, śmiej... Sama kazałaś nam wtopić się w otoczenie.-stwierdził mój chłopak prychając głośno.
-Tak. Kazałam wam wtopić się w otoczenie, a nie wyróżniać się na tle innych.-powiedziałam i ponownie parsknęłam śmiechem.
-Jak mogłeś przebrać się za syrenkę?-zapytała Agata podchodząc do naburmuszonego Liama.
-Ja jestem syrenem.-burknął Liam.
-Tak? To co robią te bujne loki na twojej głowie?-spytała Aga unosząc jedną brew ku górze i wskazując na jego perukę.
-Nie czepiaj się szczegółów!
-Pytanie brzmi, jak on się w to wcisnął.-skomentował Niall. Zaraz, zaraz... Niall!
-Co ty tu do cholery robisz?!-zapytałam zdziwiona. Kiedy się odwróciłam dostrzegłam, że obok niego stoi też Zayn.
-Kiedy przyszliśmy do domu i zobaczyliśmy, że nie ma tam Louisa i Liama, stwierdziliśmy, że musieli wpaść na jakiś głupi pomysł i pójść po was. Jak widać słusznie sądziliśmy.
-No wiesz co? To wcale nie jest głupi pomysł.-mruknął oburzony Lou.
-Serio, smoczku?-spytał pieszczotliwie Niall i wyszczerzył się.
-Nie będę rozmawiać z kimś kto nie jest na takim samym poziomie inteligencji jak ja.
-Jeśli miałbyś rozmawiać tylko z takimi osobami to musiałbyś zadowolić się konwersacją z kamieniem, ewentualnie jakimś robaczkiem.
-Angelika!-wykrzyknął oburzony "smok"-On mnie ewidentnie obraża!
-I co w związku z tym?-spytałam, a on oburzył się jeszcze bardziej.
-Nawet i ty przeciwko mnie? No wiesz co?! Wielkie dzięki.
-Ależ nie ma za co.-odparłam i uśmiechnęłam się szeroko.

***

 -Jak się w tym chodzi.-zapytałam wciskając się w dwuczęściowe przebranie konia.
-Myślałam, że takie coś jest tylko w bajkach.-stwierdziła Agata patrząc na mnie i Karolinę wciskające się w kostium.
-Ja też.-mruknęła Karolina, która miała już na sobie przednią część konia. Po kilku minutach zmagań jakoś udało nam się dobrze założyć to przebranie. Teraz czas na krok drugi: nauka chodzenia.
-Ty zaczynasz. Najpierw prawa strona.-oznajmiłam. Spróbowałyśmy postawić jeden krok. Udało się. Teraz druga strona. Jest. No to teraz idziemy... Na początku to chodzenie wychodziło nam strasznie koślawo, ale po kilku próbach mogłyśmy poruszać się już w miarę normalnie.
-Nie rozumiem dlaczego nie wzięłyście jakichś normalnych kostiumów.-powiedziała Kinga przebrana za białego kota. Wracając do przebrań... Zayn i Niall stwierdzili, że to fajna sprawa, więc też włączyli się w akcję. Niall przebrał się za skrzata, Zayn był drzewem, Agata założyła kostium wielkiego jabłka, a Ala została bałwanem. Kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje wszyscy siedzieliśmy cicho w sali i czekaliśmy aż wszyscy opuszczą szkolny korytarz. Kiedy już cały gwar ucichł, po kolei wychodziliśmy z sali i czym prędzej kierowaliśmy się do wyjścia ze szkoły. Po drodze zaliczyłyśmy z Karoliną jedną glebę, ale szybko pozbierałyśmy się i ruszyłyśmy w dalszą drogę. Kiedy wyszliśmy już ze szkoły rozłączyłyśmy z Karoliną nasze przebranie dzięki czemu ja byłam tylko zadem konia, a ona miała na sobie jego łeb i przednie nogi.
-Udało nam się!-wykrzyknął Lou odstawiając jakiś dziki taniec szczęścia.
-Tak, ale radziłabym szybko się stąd zabierać, bo uczniowie zaczynają już wyglądać przez okna.-stwierdziła Ala.
-Co racja, to racja.-rzekł Lou i cała nasza grupa w kostiumach szybko odeszła spod szkoły i ruszyła w kierunku domu. Przez całą drogę ludzie patrzyli na nas jak na jakichś uciekinierów z wariatkowa. Cóż... Nie dziwię się im. W końcu nie ma nic normalnego w grupie dziesięciu osób poprzebieranych jak na halloween. Jeśli chodzi o tą naszą ucieczkę... I tak będziemy mieli przesrane. W końcu trzeba będzie jakoś zwrócić te kostiumy, a poza tym na pewno skapną się, że to my je zwinęliśmy i na dodatek, że zwialiśmy z lekcji. Coś tak wyczuwam kolejną pogawędkę u dyrektora...

poniedziałek, 29 października 2012

Rozdział Dwudziesty Drugi

* z perspektywy Karoliny *

-Dlaczego mi nie powiedziałaś?-zapytał oburzony Louis stając przede mną.
-O czym ci nie powiedziałam?-spytałam zdziwiona marszcząc brwi.
-No o tym, że ten Max tam jest.-wyjaśnił.
-Wydaje mi się, że to nie ma większego znaczenia. Przecież wiesz kto to.-powiedziałam i przewróciłam oczami. Wymijając szatyna ruszyłam w stronę kuchni.
-Dopiero dziś dowiedziałem się o jego istnieniu.-mruknął Lou, sprawiając, że zatrzymałam się w pół kroku.
-Że co?-spytałam zdziwiona.
-No dopiero dziś dowiedziałem się jego istnieniu.-powtórzył Tomlinson, a ja pokręciłam głową nie dowierzając.
-Przecież Andzia przez większość czasu o nim paplała. Że on wyjechał do Francji, że nie może doczekać się aż wróci i tak dalej, i tak dalej...-stwierdziłam, a on wzruszył ramionami po raz kolejny powtarzając, że ona nic mu o nim nie wspomniała.
-Odkąd się z wami zapoznała to już rzadko o nim wspominała, ale jednak myślałam, że wiesz.-powiedziałam, a on tylko westchnął i udał się do salonu.
-Jesteś głodny?!-zapytałam z kuchni, a w odpowiedzi otrzymałam tylko krótkie nie. Ja za to przygotowałam sobie płatki i zaniosłam je do salonu usadawiając się na kanapie obok Louisa.
-A możesz mi coś o nim powiedzieć?-zapytał po chwili spoglądając na mnie.
-Nie martw się. On jest gejem.-oznajmiłam spokojnie i wróciłam do jedzenia.
-No to żeś mnie pocieszyła, wiesz?-spytał oburzony krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-No co? Byłeś zazdrosny to powiedziałam prosto z mostu człowieku.-wyjaśniłam i przewróciłam oczami.
-Ale co będzie jak zacznie podrywać na przykład... Harrego? Toż to takie małe, biedne dziecko.-powiedział i zmarszczył brwi.
-Harry jest od niego starszy, a poza tym... Małe, biedne dziecko? Chyba raczej duży, zboczony, idiota.-poprawiłam go, a on tylko przewrócił oczami i trzepnął mnie w ramię.
-Okłamałaś mnie.-stwierdził po chwili spoglądając na mnie z wyrzutem.
-Jak się domyśliłeś?-zapytałam marszcząc czoło.
-Stwierdziłem, że to może być nieprawda i przyjąłem taktykę pewności siebie przez co byłem prawie pewny, że jeśli moje przypuszczenia są słuszne to się wydasz. To zawsze działa. Czasem trzeba to ciągnąć trochę dłużej, ale w końcu prawda wychodzi na jaw.-odparł i wzruszył ramionami, a ja przyglądałam się mu zdziwiona.
-To było mądre.-palnęłam inteligentnie, a on spojrzał na mnie z miną pod tytułem: nie! no co ty?!
-Z tego co widzę raczej nie byłaś świadoma tego, że ja też jestem inteligentny.-stwierdził, a ja pokiwałam głową potwierdzając jego słowa-No to wielkie dzięki Karolina. Ja też zawsze w ciebie wierzyłem.-powiedział, a ja uśmiechnęłam się niewinnie i dokończyłam jedzenie płatków, po czym odniosłam miskę do kuchni. Nagle ponownie rozległo się pukanie do drzwi.
-Otwarte!-krzyknęłam i wyszłam na korytarz dostrzegając Liama i Zayna uśmiechniętych od ucha do ucha. Po chwili zobaczyłam także oburzonego Harrego, który stał pod ścianą z kapturem na głowie.
-Powie mi ktoś co się stało?-zapytałam krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Może niech nasz kochany loczek ci powie.-odparł Zayn akcentując słowo loczek na co Hazz głośno warknął.
-Ta para dwóch chłopaków o nadzwyczaj niskim ilorazie inteligencji podprowadziła komuś prostownicę po czym zakradając się do mojego pokoju bezczelnie wyprostowali mi włosy kiedy spałem.-wyjaśnił Harry, a pozostała dwójka zaniosła się śmiechem. Już miałam to jakoś skomentować kiedy znowu ktoś zaczął pukać do drzwi.
-Otwórzcie.-powiedziałam, a Li otworzył drzwi wpuszczając do środka Nialla.
-Cześć robaczki.-powiedział blondyn i uśmiechnął się szeroko.
-Jakby co to mówię, że Kinga jeszcze śpi, ale zawsze możesz ją obudzić.-powiedziałam, a Niś pokiwał głową po czym pobiegł na górę. Już miałam wchodzić do salonu, kiedy znowu rozległo się pukanie do drzwi.
-No kogo do jasnej cholery tu niesie!-warknęłam i otworzyłam drzwi.
-No cześć. Agata na górze, nie?-zapytała różowowłosa, a ja skinęłam głową i wpuściłam ją do domu. Ta nie witając się z nikim innym udała się prosto na górę.
-Kto to był?-spytał Liam marszcząc brwi.
-Candice. Kumpela Agaty ze szkoły. Teraz będzie przybywał tu cały zbiór tych typków ze szkoły. U nas zawsze jest wesoło.-stwierdziłam po czym bez żadnych więcej przygód udałam się do salonu i ponownie zajęłam miejsce na kanapie.
-Ja nie czuję języka.-mruknął Niall stając w drzwiach od salonu i marszcząc czoło.
-A ty już nie u Kingi?-zapytałam, ale on najwyraźniej nie przejmował się moimi słowami i dalej stał jak słup soli najpewniej rozmyślając o swoim języku. Jak dziwnie to brzmi?
-Nigdy więcej nie wysyłajcie Nialla żeby mnie obudził.-powiedziała Kinga siadając obok mnie na kanapie.
-Dlaczego?-spytał Harry, który nadal paradował z kapturem na głowie.
-Tak się biedaczyna spieszył, że zawadził nogą o dywan i runął jak długi przygryzając sobie przy tym język i wydając odgłos jak zdychająca świnia.-stwierdziła Kinga, a ja roześmiałam się.
-Przynajmniej jest skuteczny.-wyrzuciłam przez śmiech, a Kidż spiorunowała mnie spojrzeniem. Gdyby spojrzenie mogło zabijać to już od bardzo dawna nie byłoby mnie na tej planecie. Po chwili z góry słychać było krzyk Angeliki: Nie mów tak! Ile razy mam ci powtarzać?! Wynocha!
 -I znowu poszło o to samo.-mruknęłam i strzeliłam facepalma, po czym podniosłam się z kanapy i wymijając stojącego w przejściu blondyna, podeszłam do drzwi wyjściowych po czym otworzyłam je i uśmiechnęłam się szeroko czekając na zejście szatyna. To jest już normalka. Jestem przyzwyczajona.
-To do zobaczenia jutro.-powiedziałam do chłopaka, a on pokiwał głową, uśmiechnął się i zniknął za drzwiami. Gdy weszłam ponownie do salonu oczy chłopaków były zwrócone prosto na mnie. Najwyraźniej chcieli wiedzieć o co chodzi.
-Z tego co już mogliście wywnioskować to Andzia wykopała Maxa z domu. Zawsze tak jest. Można się do tego przyzwyczaić. On po prostu doskonale wie jak ją zdenerwować, a ona go wyrzuca. Następnego dnia wszystko jest normalnie i nawet słowem nikt nie wspomina o tym co się stało dopóki Max znowu nie wyjedzie ze swoim "uroczym" tekstem, a ona ponownie nie wykopie go za drzwi. I to zawsze tymi samymi słowami. Nie mów tak! Ile razy mam ci powtarzać?! Wynocha!-wykrzyknęłam udając głos przyjaciółki, a chłopcy nadal spoglądali prosto na mnie, z ich min można było wyczytać, że są zdziwieni.
-To nie jest całkowicie normalne.-stwierdził Lou, a ja wzruszyłam ramionami i ponownie opadłam na kanapę.
-Angelika powinna zejść na dół za dokładnie dwie minuty. Kiedy wejdzie do salonu obrzuci nas wszystkich nienawistnym spojrzeniem i powie, że Max to skończony idiota, bądź, że ma dość tego zidiociałego patafiana. Potem weźmie pilota wyłączy telewizor i odłoży go na miejsce, ale po sekundzie ponownie go włączy i rozejrzy się pytając co się tak gapicie.-powiedziałam bez emocji, a reszta wyglądała na jeszcze bardziej zdziwionych. Cóż... Nigdy nie mówiłam, że to co się u nas dzieje jest czymś zupełnie normalnym i zrozumiałym. Po dwóch minutach stało się dokładnie to co zapowiedziałam. Przez chwilę trwaliśmy w całkowitej ciszy, którą zagłuszały tylko dźwięki telewizora, kiedy nagle Niall upadł na podłogę i zaniósł się śmiechem.
-A temu co?-zapytała Angelika marszcząc brwi i wskazując na rzucającego się po podłodze blondyna.
-Bo... Hahahahahaha... Ja już... Hahaha... Czuję... Haha... Język...-wydukał cały czerwony na twarzy dalej śmiejąc się w najlepsze. Wszyscy patrzyliśmy na niego jak na chorego psychicznie co najwyraźniej sprawiało mu jeszcze większą radość, ponieważ zaczął śmiać się jeszcze głośniej i walić pięścią w podłogę.
-To jest... Hahahahahahah... Takie śmieszne.-dodał po chwili i wierzchem dłoni otarł łzę spływającą po jego policzku.
-Jesteś debilem.-stwierdził Harry, a Niall zamilkł, spojrzał na niego, po czym ponownie zaniósł się głośnym śmiechem bełkocząc przy tym coś niezrozumiałego o jednorożcach.
-Ma ktoś numer do dobrego psychologa?-zapytał Liam wyciągając telefon przez co Niall roześmiał się jeszcze głośniej.
-Jesteś czerwony jak burak, zapłakany i zasmarkany.-rzucił nagle Zayn stając nad blondynem, który nadal się śmiał i nie zamierzał przestać. Nagle Andzia wstała z kanapy i podeszła do tarzającego się po podłodze chłopaka i strzeliła mu z liścia co natychmiastowo przywróciło go do porządku.
-Były przypadki, że ktoś umarł ze śmiechu, a Kinga woli mieć chyba swojego chłopaka w całości.-stwierdziła po czym wróciła na swoje wcześniejsze miejsce. Niall patrzył na nas pokrzywdzony i rozmasowywał swój czerwony policzek.
-Nawet śmiać się człowiek nie może.-mruknął pod nosem i prychnął.
-Może, ale w granicach rozsądku.-zabrał głos Liam, a reszta poparła go. Znudzona zaczęłam bawić się swoimi włosami kiedy nagle do głowy wpadły mi wcześniejsze słowa Harrego. Zaraz, zaraz... Gdy dziś rano szukałam mojej prostownicy to nie mogłam jej znaleźć. Czyli, że...
-Zabraliście mi prostownicę!-wykrzyknęłam nagle oskarżycielskim tonem, mierząc wzrokiem Liama i Zayna.
-Nie no... Ta to ma zapłon.-mruknął Zayn przewracając oczami na co ja otworzyłam szeroko usta w geście oburzenia.
-Zamknij buzię, bo ci mucha wleci.-skomentował Horan i zachichotał pod nosem, za co oberwał od Angeliki w łeb.
-Za co ty mnie bijesz?!-zapytał oburzony spoglądając na nią z rządzą mordu w oczach. To się dopiero nazywa wściekły chomik...
-Za ten komentarz dotyczący Karoliny. Ona ma daleko, więc ja ją wyręczam.-wyjaśniła spokojnie i uśmiechnęła się, a on odwrócił się do niej plecami i głośno prychnął.
-Jestem geniuszem!-wykrzyknął nagle Louis zrywając się ze swojego miejsca i stając na środku salonu-Co wy na to, aby na jeden dzień stać się kimś innym?!-zapytał podekscytowany, a ja zmierzyłam go znudzonym spojrzeniem.
-Wiesz, Lou...To byłby świetny pomysł, ale to jest raczej niewykonalne.-stwierdził Liam.
-Ale udawalibyśmy kogoś innego. Wy dziewczyny nas, a my was. To by było fajne! Oczywiście każdy by losował osobę, którą będzie. Moglibyśmy tak udając wyjść na miasto!-powiedział zafascynowany własnym pomysłem i uśmiechnął się szeroko.
-To dziwny i kompletnie głupi pomysł na który mógłby wpaść tylko kompletny idiota.-stwierdziła Angelika-A więc mi się podoba!-dodała po chwili i uśmiechnęła się.
-Ale Agata jest tak jakby nieobecna, bo siedzi z tą swoją przyjaciółką, czyli nie będzie wystarczającej liczby osób, by zrealizować ten twój pomysł.-powiedział Liam próbując jakkolwiek zniechęcić Lou do tego pomysłu, ale jak wiadomo gdy ktoś próbuje Louisa zniechęcić to on jeszcze bardziej się nakręca!
-To da się załatwić.-powiedział, a potem ruszył na górę i już po kilku minutach zszedł na dół z Agą, a Candice właśnie opuszczała nasz dom.
-I tak uważam, że to głupie.-powiedział Li.
-Nie dramatyzuj. Twojej ukochanej pomysł się podoba, prawda?-zapytał Tomlinson, a Aga pokiwała głową z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy.
-Niech wam będzie...-mruknął w końcu Liam przewracając oczami.
-No więc każdy losuje karteczkę. Dziewczyny z tych niebieskich, a my z tych czerwonych. Zdążyłem je przygotować gdy byłem na górze.-pochwalił się Louis po czym rozsypał na stole dziesięć małych karteczek. Sam jako pierwszy zaczął losowanie, a chwilę po nim reszta ludu także sięgnęła po karteczkę. Gdy rozwinęłam moją na chwilę zamknęłam oczy chcąc odwlec chwilę w której ujrzę imię. W końcu jednak otworzyłam oko i zerknęłam na karteczkę. Harry. Widząc imię napisane na mojej karteczce wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-No to będzie ciekawie.-stwierdziłam i rozejrzałam się po pokoju. Harry wyglądał na zadowolonego, Zayn był zamyślony, a Liam cały czas powtarzał, że ten pomysł jest głupi. Louis szczerzył się jak głupi do sera po czym spojrzał na mnie i poruszał brwiami. Czyli, że wylosował mnie...
-A ty kogo masz?-zapytałam szeptem Andzię, która ruchem głowy wskazała mi na nadal szczerzącego się do mnie Tomlinsona.
-No, a ty?-spytała po chwili, a ja podałam jej moją karteczkę.
-Będziesz musiała robić z siebie idiotę.-powiedziała już głośno i zaśmiała się, a ja przewróciłam oczami.

***

-Ej Harry!-wykrzyknął... cóż... Harry biegnąc w moją stronę. On za to udawał teraz Angelikę. Z resztą dobrze by było jakbym przybliżyła wam wszystkim kto jest kim, bo zaraz sama się pogubię. A więc... Liam to Agata, Louis to ja, Harry jak już mówiłam to Andzia, Zayn udaje Alicję, a Niall jest Kingą. Jeśli zaś chodzi o dziewczyny to ja jak wiadomo jestem Stylesem, Angelika jest swoim chłopakiem, Agata to Niall, Kinga jest Liamem, a Ala jest Zaynem. Nikogo nie pominęłam? Chyba nie. W każdym razie to wszystko jest strasznie pogmatwane.
-Co jest?-zapytałam spoglądając na Stylesową wersję mojej przyjaciółki. Harry wziął to całe udawanie bardzo poważnie, ponieważ nawet się umalował! Oczywiście zajęło mu to sporo czasu i krzyków, bo wsadził sobie szczoteczkę z tuszu do oka, ale jakoś mu się udało. Teraz za każdym razem gdy na niego spoglądałam miałam ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem co już zdarzało się kilkakrotnie.
-No nic. Tak sobie ciebie wołam.-odpowiedział... odpowiedziała... odpowiedziało? Nieważne...
-Patrzcie... Narysowałem piękny samochód.-powiedziała Louiso-Andzia i wskazała mi na kartkę na której nabazgrane były trzy kółka podpisane jako piękny samochód.
-Wybitne dzieło A... To znaczy, Lou.-powiedziałam i pokiwałam głową, a ona uśmiechnęła się.

***

Jak potoczyła się reszta wczorajszego dnia? Wszyscy poszliśmy na miasto łażąc bez celu po Londynie i robiąc z siebie idiotów. Kilku (-nastu? -dziesięciu?) fotografów porobiło nam zdjęcia, które zapewne jutro znajdą się na pierwszej stronie gazet (biorąc pod uwagę Harrego w makijażu i sukience. Jak on się nie wstydzi tak chodzić po ulicach?). Do ciekawszych rzeczy, które się jeszcze wczoraj wydarzyły można zaliczyć przygrzmocenie sobie Nialla w latarnię. Jak to się stało? Otóż nasz blondyn szedł sobie przodem do nas i zawzięcie opowiadał o.. Szczerze mówiąc to go nie słuchałam... W każdym razie Horan nie wiedział, że za nim znajduje się latarnia, a my jako - jak to on nas później określił - bezduszni ludzie, nie wspomnieliśmy mu o niej ani słowem. Bolesne, ale śmieszne. Nic nie można poradzić na to, że mamy dość specyficzne poczucie humoru. Tak właściwie to my cali jesteśmy specyficzni, ale koniec tych przemyśleń, bo moja nauczycielka od fizyki zaczęła się na mnie jakoś tak dziwnie patrzeć. Chyba powinnam zacząć wreszcie coś notować.
Chwyciłam długopis w dłoń i przykładając go do kartki zaczęłam przepisywać z tablicy jakieś zadanie, które według mnie nie miało żadnego sensu. Przynajmniej Andzia to ogarnia i zawsze można od niej spisać. Na całe szczęście już po chwili zadzwonił dzwonek. To była nasza ostatnia lekcja i mogłyśmy już wracać do domu. Dopiero co skończyły się wakacje, a my już mamy zadaną pracę domową. Z jakiego przedmiotu? No oczywiście, że z fizyki, bo nasza nauczycielka uważa, że od samego początku trzeba ostro brać się do roboty. Ja sądzę, że powinni dać nam teraz czas na oswojenie się ze szkołą, a nie zadawać nam 2376348756347675678 zadań, których połowa klasy i tak nigdy nie rozwiąże.
-Widzę, że na fizyce nieco się zamyśliłaś. Aż tak zawzięcie rozmyślałaś o tych zadaniach?-spytała Andzia i szturchnęła mnie w ramię.
-No oczywiście, że rozmyślałam o zadaniach. O czym innym mogłabym rozmyślać na moim ulubionym przedmiocie z najlepszą nauczycielką pod słońcem?-zapytałam udając oburzoną.
-Bardzo miło jest mi słyszeć, że tak uważasz.-usłyszałam za sobą głos naszej nauczycielki, a moje oczy natychmiastowo otworzyły się szeroko. Andzia z trudem powstrzymywała się od wybuchnięcia śmiechem, kiedy pani Shallow uśmiechnęła się do mnie, po czym ruszyła w stronę dwóch bijących się chłopaków. Kiedy tylko znalazła się poza zasięgiem naszego wzroku moja przyjaciółka roześmiała się głośno.
-No, no... Pani Shallow chyba cię polubi.-stwierdziła brunetka, a ja tylko przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę wyjścia. Przed szkołą czekały już na nas Agata, Kinga i Ala.
-Co tak długo?-zapytała Kidżi.
-Karolina była tak zaabsorbowana zajęciami, że siłą musiałam wyciągać ją z sali.-powiedziała Angelika i zachichotała przez co oberwała ode mnie w ramię.
-Jakoś sobie tego nie wyobrażam.-stwierdziła tylko Alicja po czym cała nasza piątka ruszyła do domu.

sobota, 13 października 2012

Rozdział Dwudziesty pierwszy

* z perspektywy Karoliny *

-I co wam powiedział nasz jakże uroczy dyrektor?-zapytałam i uśmiechnęłam się złośliwie.
-Okazało się, że ma córkę, która jest wielką fanką zespołu, więc obeszło się bez większych nieprzyjemności.-odparł Harry i wyszczerzył się.
-No to szkoda.-mruknęłam i przewróciłam oczami. Angelika i Harry spojrzeli na mnie oburzeni, a ja tylko wzruszyłam ramionami i zaśmiałam się.
-No przecież żartuję.-wyjaśniłam po chwili. Cała nasza szóstka razem ruszyła w stronę domu. Droga do domu nie była przesadnie fascynująca. Ja chciałam jak najszybciej znaleźć się na miejscu, by wreszcie zdjąć te niewygodne ciuchy. Kto wymyślił, że na rozpoczęcie roku szkolnego trzeba mieć strój galowy? Mogłam ubrać się normalnie tak jak Angelika i Harry... Choć może nie do końca, bo ich stroi to nie można jest nazwać normalnymi. Kiedy tylko dotarliśmy do domu i weszliśmy do środka naprzeciw nam wyszedł wściekły Lou, który miał na sobie tylko białą bluzkę w paski i bokserki.
-Harry... Zabrałeś mi spodnie, które chciałem dziś założyć.-powiedział oburzony wskazując palcem na loczka.
-To nie mogłeś założyć innych?-zapytał Harry unosząc jedną brew ku górze.
-Nie, nie mogłem, ponieważ jak już mówiłem chciałem założyć akurat te.-wyjaśnił krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-No to zaraz ci je oddam. Tylko może pójdziemy do nas, bo nie będę w samych gaciach latał po spodnie do domu.-odparł Hazz.
-Dla mnie to możesz latać nawet i nago. Masz mi oddać te spodnie w tej chwili.-zażądał szatyn wyciągając rękę w kierunku Stylesa. Harry przewrócił oczami i zdjął spodnie po czym podał je Louisowi. Ten tylko uśmiechnął się i grzecznie podziękował, po czym założył swoje ukochane spodnie.
-A gdzie reszta?-zapytałam po chwili.
-U nas.-odparł Lou i uśmiechnął się.
-A może teraz jak już oddałem ci twoje spodnie to ty pójdziesz i przyniesiesz mi jakieś moje?-zapytał Harry i uśmiechnął się niewinnie.
-Oh, Hazz...-zaczął Lou z uśmiechem-Oczywiście, że po nie nie pójdę.-dokończył i wzruszył ramionami wchodząc do salonu.
-A któraś z was?-zwrócił się do nas z nadzieją, ale my wszystkie pokiwałyśmy głowami na nie.
-No to zajebiście. Już widzę jutrzejsze gazety. Harry Styles w różowej bluzce z Justinem i bokserkach wychodzi z domu swoich sąsiadek.-burknął Hazz po czym wyszedł z domu by zdobyć jakieś spodnie. Gdy tylko wyszedł ja pobiegłam na górę by jak najszybciej przebrać się w coś normalnego. Kiedy już przebrałam się z tego niewygodnego stroju zeszłam na dół gdzie siedziała już cała reszta z Harrym włącznie.
-I co Hazz? Spotkałeś kogoś po drodze?-zapytałam ze śmiechem.
-A żebyś wiedziała! Gdy biegłem do domu wpadłem na pewną staruszkę. Oczywiście obydwoje upadliśmy na chodnik. Kiedy zobaczyła mój strój zaczęła okładać mnie torebką i krzyczeć zboczeniec, gwałciciel!-powiedział loczek parodiując zachowanie staruszki. Wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na idiotę, po czym roześmialiśmy się głośno.
-Nie no... To jest genialne Hazz... Będziesz miał co opowiadać swoim dzieciom.-stwierdziłam przez śmiech, a on uderzył mnie lekko w ramię.

***

-Ej, Zayn... Powiedz mi coś słodkiego.-mruknęłam znudzona wpatrując się w swojego chłopaka.
-No więc... Yyy... Czekolada.-powiedział, a ja spojrzałam na niego z miną w stylu are you fucking kidding me?
-Serio? Czekolada?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze,  a on uśmiechnął się i pokiwał głową na tak.
-Jesteś urocza jak się złościsz.-stwierdził po chwili, a ja przewróciłam oczami i pocałowałam go w policzek.
-A ty jesteś idiotą, Zayn.-powiedziałam.
-Ale mnie kochasz.-dodał i przyciągnął mnie do siebie zamykając w uścisku.
-Kocham.-powiedziałam cicho i przymknęłam swe oczy.
-To jest takie słodkie, że aż się zęby psują.-stwierdził Harry, który nagle zjawił się w pokoju.
-Wypad.-warknął Zayn i rzucił w niego poduszką. Hazz natychmiast odskoczył od drzwi wpadając na Angelikę, która właśnie niosła kubek herbaty w wyniku czego i ona, i on zostali oblani.

* z perspektywy Angeliki *

-Czy ty jesteś nienormalny?!-wydarłam się po chwili patrząc na Harrego z wrogością.
-Ale to nie moja wina! To Zayn rzucił we mnie tą poduszką!-bronił się Harry.
-Mam gdzieś to kto rzucił w ciebie jakąś jebaną poduszką! Wylałeś moją herbatę i ubrudziłeś moją ulubioną bluzkę!-wykrzyknęłam wkurzona.
-Ta bluzka jest twoją ulubioną? Keep calm and love Harry Styles?-zapytał unosząc jedną brew ku górze.
-Ugh...-warknęłam. Kubek, który jeszcze przed sekundą znajdował się w mojej ręce teraz został rzucony o ścianę, a ja zamknęłam się w moim pokoju i zaczęłam grzebać w szafie szukając czegoś do przebrania się. Wybrałam zwykłą szarą koszulkę z napisem I love british boys i krótkie różowe spodenki. Gdy już się przebrałam otworzyłam drzwi i wyszłam z pokoju. Po stłuczonym kubku nie było już ani śladu, a Hazz siedział obok moich drzwi.
-Skaleczyłem się.-mruknął i pokazał mi swą dłoń.
-Przepraszam.-powiedziałam po czym usiadłam obok niego i go przytuliłam.
-Powiedziałbym, że wyglądacie razem mega uroczo, ale jesteś moją dziewczyną, więc tego nie powiem.-stwierdził Louis stając przed nami i uśmiechając się.
-Misia?-zapytał Harry wyciągając ręce w stronę Louisa. Ten uśmiechnął się i przewrócił oczami po czym usiadł obok nas i objął nas ramionami.
-Wstaniecie z tej podłogi, czy macie zamiar tak tu siedzieć?-zapytała Alicja unosząc jedną brew ku górze.
-No wstajemy, wstajemy...-burknęłam i podniosłam się.
-Chodźcie na dół. Oglądamy wasz koncert w telewizji.-powiedziała po chwili Ala i jako pierwsza zeszła na dół.
-O nie, nie, nie... Nie będę tam szedł.-stwierdził Harry najwyraźniej nie zamierzając nawet wstać z podłogi. Louis przewrócił oczami po czym podszedł do niego i po prostu wziął go na ręce.
-Puść mnie!-wykrzyknął Hazz starając się zgrywać poważnego, ale nie wyszło mu to ponieważ wybuchnął śmiechem.
-I ty go zniesiesz po tych schodach?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze, a Lou tylko prychnął po czym z loczkiem na rękach zaczął schodzić na dół. W każdym razie ja ruszyłam zaraz za nimi. Gdy znaleźliśmy się w salonie okazało się, że towarzyszy nam także Nathan.
-O! Cześć. Ale dawno cię nie widziałam... Właściwie to widziałam cię tylko... ze trzy razy? Nie. Chyba cztery... W każdym razie miło cię znowu widzieć.-powiedziałam uśmiechając się.
-No tak... Ciebie też miło widzieć.-odpowiedział chłopak i uśmiechnął się.

***

-Angelika... Wstawaj. Przyszedł ktoś do ciebie.-powiedziała Karolina potrząsając mną delikatnie.
-Kto mógł przyjść do mnie o tej porze człowieku?-zapytałam oburzona.
-A wiesz w ogóle która jest godzina?-spytała unosząc jedną brew ku górze.
-Nie, ale skoro spałam to znaczy, że jest wcześnie.-stwierdziłam i wzruszyłam ramionami.
-Jest trzynasta.-powiedziała Karotka pokazując mi zegarek.
-Ech... Powiedz, że już idę. A tak w ogóle to kto przyszedł?-zapytałam z czystej ciekawości.
-Zobaczysz.-odparła i uśmiechnęła się wychodząc z mojego pokoju. Niechętnie wstałam z łóżka i zwlokłam się na dół. Kiedy zobaczyłam kto stoi w korytarzu to uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam piszczeć jak jakaś wariatka rzucając się chłopakowi na szyję.
-Max! Wróciłeś!-wykrzyknęłam spoglądając na niego z uśmiechem.
-Jak widać.-odparł tylko i zaśmiał się.
-O mój Boże... Nawet nie wiesz jak się cieszę. Tęskniłam za tobą!-oznajmiłam po czym pociągnęłam go za rękę i razem udaliśmy się do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a chłopak naprzeciwko mnie.
-Opowiadaj jak tam było we Francji.-poprosiłam wpatrując się w niego i oczekując odpowiedzi.
-Było wspaniale. Francja to naprawdę cudowny kraj. Musisz tam kiedyś pojechać.-powiedział i poczochrał moje włosy.
-Na pewno tam kiedyś pojadę.-stwierdziłam z uśmiechem.
-A u ciebie co się zmieniło?-spytał po chwili poruszając brwiami.
-Dużo.-odpowiedziałam wymijająco.
-No to opowiadaj. Z resztą wydaje mi się, że kilka razy widziałem twoje zdjęcie w gazetach. Nie uwierzysz w czyim towarzystwie. One Direction!-powiedział i zaśmiał się.
-A no bo oni wprowadzili się tu obok i...-zanim zdążyłam powiedzieć coś więcej, drzwi do mojego pokoju otworzyły się, a do środka wszedł Louis uśmiechając się. Kiedy zobaczył Maxa był nieco zdziwiony.
-Louie, poznaj mojego przyjaciela Maxa... Max, poznaj mojego chłopaka Louisa.-powiedziałam najpierw wskazując na Maxa, a później na Lou.
-Miło mi cię poznać. Chciałbym powiedzieć, że dużo o tobie słyszałem, ale Angelika nie zdążyła mi jeszcze o tobie opowiedzieć.-stwierdził mój przyjaciel wyciągając rękę w stronę Lou.
-Ja też nic o tobie nie słyszałem.-mruknął Tomlinson marszcząc brwi-W każdym razie ja już znikam, bo... muszę już iść.-dodał po chwili po czym wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi.

Nowi ludkowie :3

Przybywam z kolejną dostawą super ludków, którzy razem z głównymi bohaterkami będą uczęszczali do szkoły. Nie będę ich jakoś specjalnie opisywać. Charakter każdej osoby i jej powiązania z bohaterkami poznacie w najbliższych rozdziałach.

***************

Max Pierce (17 lat)

Chace Whitlock (18 lat)

Candice Jefferson (17 lat)

piątek, 5 października 2012

Rozdział Dwudziesty

* z perspektywy Karoliny *

-Wstawaj leniu, bo wywiad się już zaczyna!-wykrzyknęła Andzia szarpiąc mnie za ramię.
-Mówili, że wywiad będzie o siedemnastej trzydzieści.-stwierdziłam leniwie podnosząc się do siadu.
-No właśnie. Jak mogłaś tak długo spać. Położyłaś się o piętnastej!-powiedziała oburzona, a ja spojrzałam na nią z miną w stylu are you fucking kidding me?
-I to jest dla ciebie długo?-zapytałam, a ona pokiwała głową.
-No chodź!-po raz kolejny krzyknęła i pociągnęła mnie za rękę. Wstałam z łóżka i razem z nią udałam się na dół do salonu gdzie siedziała już reszta dziewczyn.
-Działo się coś ciekawego?-zapytałam kiedy znalazłyśmy się już na dole.
-Póki co nie. Zdążyli tylko się przywitać i odpowiedzieć na kilka mało ważnych pytań... Teraz mówią o płycie i o piosenkach, które będą się na niej znajdować.-wyjaśniła spokojnie Ala, a ja pokiwałam głową i zajęłam miejsce na kanapie. Przez następne kilka minut chłopcy odpowiadali na pytanie i śmiali się z niezbyt zabawnych tekstów prowadzącej. Cóż... Po chwili jednak padło pytanie o to który z chłopaków jest singlem. Harry podniósł rękę, a reszta tylko uśmiechnęła się porozumiewawczo.
-O... A więc teraz tylko Harry jest singlem? No proszę, proszę... A wy chłopcy? Zdradzicie nam coś na temat swoich dziewczyn?
-Z wielką chęcią.-odparł Liam-Wszystkie cztery są przyjaciółkami z Polski, które poznaliśmy na początku wakacji...
-A jak mają na imię?
-Agata, Kinga, Karolina i Angelika.-odpowiedział Liam po kolei wskazując na siebie, Nialla, Zayna i Louisa.
-Wasze fanki na pewno będą zawiedzione, ale na pocieszenie można wziąć fakt, że Harry nadal jest do wzięcia.-oznajmiła kobieta uśmiechając się promiennie.
-Zapewne jutro będzie to na pierwszych stronach gazet, a poza tym teraz paparazzi będą śledzić ich przez większość czasu by tylko zrobić im zdjęcia razem z ich dziewczynami.-stwierdziła słusznie Agata.
-Jak odnajdą naszego twittera to zaczną się hejty.-dodałam, a reszta przytaknęła.
-A więc koniec z twitterem.-stwierdziła Andzia udając poważną.
-No chyba cię pojebało.-powiedziała Kinga.
-No przecież żartuję.-odparła Angelika i przewróciła oczami-Ale przez te wszystkie wiadomości od fanek nie będzie można niczego ogarnąć.-dodała po chwili.
-Oj tam, oj tam... Dla chcącego nic trudnego.-powiedziała Agata i uśmiechnęła się.

* z perspektywy Angeliki *

 -Dziewczyny, Harry...-zaczęłam chcąc zwrócić na siebie ich uwagę. Kiedy wszyscy spojrzeli na mnie ja odchrząknęłam i uśmiechnęłam się szeroko. Zaraz ich humorki zostaną oficjalnie popsute...
-Co chciałaś?-zapytała Karotka także lekko się uśmiechając.
-Wiecie, że to już ostatni tydzień wakacji?-zapytałam i uśmiechnęłam się złośliwie. Z ich twarzy natychmiast zniknął uśmiech i wydawało mi się, że Karolina nawet nieco pobladła.
-Ale jak to? To wakacje już minęły? Tak szybko?-dopytywała zdziwiona Karolcia.
-Niestety tak.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-Ale fajnie!-wypalił nagle Hazz co zdziwiło także i mnie.
-Cieszysz się z tego?-zapytała wielce zadziwiona Alicja.
-No ba! Przecież będę chodził z wami do szkoły!-wykrzyknął uradowany i klasnął w dłonie.
-Tsa... Z nami i ze swoimi psychofankami.-burknęła Karolina i przewróciła oczami.

(tydzień później)

-Agata ruszaj dupę, bo pójdziemy same!-krzyknęłam w kierunku łazienki i walnęłam pięścią w drzwi.
-Nie pali się przecież!-odparła, a ja prychnęłam cicho i zeszłam na dół do dziewczyn.*

-Ją pospieszasz, a sama nawet nie jesteś ubrana.-stwierdziła Karotka obrzucając mnie swoim srogim spojrzeniem.
-No bo ja nie mam zamiaru tam iść!-wykrzyknęłam-Ja po prostu chciałam skorzystać z łazienki.-wyjaśniłam już dużo spokojniej po czym jednak udałam się do salonu i walnęłam na kanapę chowając twarz w poduszce. Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi i najprawdopodobniej jedna z dziewczyn je otworzyła wpuszczając do środka naszego gościa.
-Angelika! A co ty taka nieubrana?-zapytał zdziwiony Hazz stając w przejściu.
-Nie będę szła do szkoły.-burknęłam. Harry tylko przewrócił oczami po czym podszedł do mnie i wziął mnie na ręce kierując się ze mną na górę, do mojego pokoju. Moje krzyki i wierzganie na nic tu się zdały.
-No i po co żeś mnie tu przyprowadził?-zapytałam oburzona-I tak nie mam zamiaru ubierać się w to galowe ubranie.-dodałam i usiadłam na łóżku.
-No to założysz to.-powiedział po czym rzucił we mnie białą bluzką z napisem Keep calm and love Harry Styles oraz moimi pomarańczowymi rurkami.
-Ta, jasne... Uważaj, bo już to zakładam.-mruknęłam i przewróciłam oczami.
-No pewnie! Nawet dam ci super autograf, żeby ci reszta zazdrościła. Powiedział po czym wziął marker z mojego biurka i podpisał mi się na bluzce.
-Załóżmy, że założyłabym ten strój... Jeśli bym to zrobiła to bym miała przesrane, a poza tym byłabym jedynym odmieńcem.-wyjaśniłam.
-Nie. Ja też mogę się przebrać. Mam taką fajną różową bluzkę z Justinem Bieberem, a kolorowe spodnie mogę zabrać Louisowi.-powiedział i uśmiechnął się szeroko.
-No to w takim razie na co czekamy?-zapytałam roześmiana. Wstałam z łóżka i wypchnęłam Harrego z pokoju, by móc spokojnie się przebrać, a gdy tylko byłam już ubrana razem z nim przemknęłam się na dół, a następnie do domu chłopaków, by i Hazz mógł się przebrać. Kiedy obydwoje wyglądaliśmy już "idealnie" jak na rozpoczęcie roku szkolnego, nie czekając na nikogo ruszyliśmy w stronę szkoły. Gdy znaleźliśmy się przed budynkiem większość osób patrzyła na nas jak na idiotów, a pozostała część zachwycała się widokiem Stylesa. Jak się okazało dziewczyny nie miały zamiaru na nas czekać i także były już pod szkołą. Kiedy nas zobaczyły Karolina, Kinga i Agata roześmiały się głośno, a Ala tylko się skrzywiła. Jak się domyślam czeka nas piękne kazanie...