piątek, 27 kwietnia 2012

Rozdział Ósmy

* z perspektywy Alicji *

Obudziłam się i niechętnie otworzyłam oczy. Ale zaraz... Czy ja leżę na podłodze? No pięknie... Nie ma to jak spadnięcie z kanapy podczas snu. Podniosłam się z ziemi i syknęłam cicho. Wszyscy jeszcze spali.
-Ciekawe która godzina...-mruknęłam pod nosem i poszłam do kuchni. Spojrzałam na zegarek i odczytałam godzinę. Jest 7:34. Teraz już się nie dziwie czemu reszta jeszcze śpi... Wyjęłam płatki, mleko, miskę i łyżkę, po czym przygotowałam sobie bardzo pożywny posiłek. Szybko zjadłam płatki i po cichu udałam się do swojego pokoju. Wyjęłam z szafy zwykłe spodnie od dresu i białą koszulkę na krótki rękaw. Udałam się do łazienki by wreszcie ogarnąć się i ponownie móc pokazać się światu. Weszłam pod prysznic i spędziłam tam około 20 minut. Potem wiadomo... Umyć zęby, poczesać włosy, przebrać się i wyjść z łazienki... Postanowiłam, że pójdę sobie pospacerować po parku, bo nie ma to przecież jak poranne przechadzki. Wyszłam z domu i wolnym krokiem udałam się na miejsce. Szłam sobie alejką i spoglądałam na moje nogi. Jeden krok, drugi krok, trzeci krok, czwarty krok, piąty krok... Nagle wpadłam na kogoś i przewróciłam się na tyłek.
-Ał!-warknęłam cicho i wstałam z ziemi.
-Przepraszam. Nie zauważyłem cię. Nie chciałem.-tłumaczył się chłopak. Spojrzałam na niego i przyglądałam mu się uważnie. Skądś kojarzyłam tę twarz, ale nie miałam zielonego pojęcia skąd.
-Nic takiego się nie stało.-odparłam i uśmiechnęłam się lekko.
-Ale to tak trochę głupio wpadać na kogoś... Wychodzę na straszną ciapę...-powiedział speszony chłopak, a ja zaśmiałam się cicho.
-Nieprawda... A tak w ogóle to jestem Alicja.-powiedziałam spokojnie i wyciągnęłam rękę w kierunku chłopaka. Może i on powinien przedstawić się pierwszy, ale co tam...
-Nathan. Miło mi cię poznać, choć milej by było w innych okolicznościach.-powiedział chłopak i uśmiechnął się lekko. Zaraz, zaraz... Znajoma twarz, znajome imię i ten głos... Na sto procent go znam! Tylko problem jest taki, że nie wiem skąd...
-Wiesz... Strasznie mi kogoś przypominasz, ale problem w tym, że nie bardzo wiem kogo.-powiedziałam tylko i zmarszczyłam czoło, próbując przypomnieć sobie skąd mogłabym go znać.
-A kojarzysz może ten zespół The Wanted?-zapytał chłopak i uniósł jedną brew ku górze.
-Kojarzę.-odpowiedziałam krótko i ponownie zamyśliłam się. A no tak! The Wanted! To jest ten Nathan Sykes!
-Ty jesteś w tym zespole.-palnęłam nagle i wyszczerzyłam się szeroko.
-Jestem, jestem...-odparł chłopak z uśmiechem.
-No to teraz osobiście znam już sześć sławnych chłopaków. Trzeba to zapisać w pamiętniku.-palnęłam i zaśmiałam się cicho.
-Sześciu? A kogo jeszcze znasz?-zapytał Nathan spoglądając na mnie zdziwiony.
-Nie to, że coś, ale aktualnie w moim domu, na kanapie śpi całe One Direction.-powiedziałam z uśmiechem, a szatyn patrzył na mnie z jeszcze większym zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
-Jesteś z którymś z nich? To znaczy... Przepraszam za pytanie. Po prostu jestem ciekaw...-powiedział chłopak tłumacząc się, a ja zaśmiałam się cicho.
-Ja miałabym być z którymś z nich? Nie w tym życiu... To są psychole jakich mało, ale i tak są fajnymi przyjaciółmi.-wyjaśniłam, a chłopak pokiwał głową.
-Chcesz się przejść?-zapytał nagle.
-Ja?-zapytałam zdziwiona, a on zaśmiał się tylko.
-Nie... Tak sobie mówiłem do drzewa.-odparł ze śmiechem, a ja do niego dołączyłam.
-W takim razie chętnie się przejdę.-odparłam jedynie i oboje ruszyliśmy przed siebie rozmawiając...

* z perspektywy Angeliki *

-Ał, ale tu niewygodnie.-jęknęłam i otworzyłam oczy. Połowa mojego ciała leżała na kanapie, a druga połowa poza nią. Na dodatek Louis leżał na mojej prawej nodze! Podniosłam się do siadu i próbowałam wyjąć nogę spod chłopaka, jednak mój wysiłek nic nie dawał. Postanowiłam po prostu go obudzić.
-Louie wstawaj.-powiedziałam i potrząsnęłam nim. W odpowiedzi dostałam tylko jakiś cichy pomruk. Ponownie potrząsnęłam chłopakiem, tym razem nieco mocniej.
-Louis wstawaj natychmiast!-warknęłam tuż na jego uchem.
-Nie chce mi się...-mruknął tylko pod nosem i przekręcił głowę na drugi bok. Nie no... Tak być nie będzie!
-Niall zjadł twoje marchewki!-powiedziałam nad uchem Lou, a ten natychmiastowo poderwał się na równe nogi.
-Jak? Gdzie? Kiedy? Zabiję go!-warknął rozglądając się. Roześmiałam się głośno i spadłam z kanapy na podłogę.
-A więc to tak? Obrażam się.-powiedział chłopak i poszedł do kuchni tupiąc nogą. To rozbawiło mnie jeszcze, więc przez kolejne 5 minut tarzałam się po podłodze ze śmiechu. Kiedy wreszcie się ogarnęłam postanowiłam iść do niego i go przeprosić. Wstałam z podłogi i poszłam do kuchni.
-Och! Wybacz mi proszę Lou. Ja tak bardzo żałuję swojego zachowania.-powiedziałam i udawałam, że wycieram łzy.
-Wybaczę ci, ale to ma być ostatni raz, kiedy sobie tak ze mnie żartujesz.-powiedział Louis i pogroził mi palcem.
-A teraz tulimy.-oznajmił i przytulił mnie mocno.
-Aww...-dało się usłyszeć czyjś głos. Odsunęłam się od Lou i zobaczyłam, że w kuchni stoją Aga, Liam, Niall, Karotka i Hazza.
-Od kiedy jesteście razem?-zapytał Liam, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
-My? My nie jesteśmy razem.-powiedziałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-No, a to przed chwilą to co to miało być?-zapytał zdziwiony Niall.
-Teletubisiowe tulimy!-powiedział uradowany Louis. Podbiegł do blondyna i przytulił go mocno.
-Okej... Stwierdźmy, że przyjmujemy tą wersję i nie ma w niej nic dziwnego.-powiedziała Aga i uśmiechnęła się szeroko.
-Bo nie ma.-odparłam oburzona, a ona odpowiedziała mi śmiechem.
-Wiecie co?! No ja się obrażam!-oznajmiłam oburzona i poszłam do salonu.

***

 -Ta ciota nie odbiera!-wykrzyknęła Kinga, która po raz kolejny próbowała połączyć się z Alą.
-Jak tylko zawita w tym domu żywa to jej łeb oberwę.-powiedziała Karotka, a ja zaśmiałam się cicho.
-Tutaj nie ma nic śmiesznego Andzia... Alicja nasza kochana nam się zgubiła...-powiedziała Agata.
-Przecież wiem, że nie ma w tym nic śmiesznego...-powiedziałam i wzruszyłam ramionami. Nagle słychać było otwieranie drzwi wejściowych i czyjeś kroki w korytarzu.
-Ala! Ty pieprzony nygusie! Wydzwaniamy do ciebie, a ty co?!-zapytałam oburzona wchodząc o korytarza. nagle zamurowało mnie i wydałam z siebie tylko pomruk zdziwienia.
-Eee... Cześć.-powiedziałam niepewnie do chłopaka, który stał obok Alicji.
-Hej. Jestem Nathan.-powiedział chłopak i wyciągnął rękę w moim kierunku. Uścisnęłam jego dłoń i uśmiechnęłam się lekko.
-Jestem Angelika.-powiedziałam tylko i cofnęłam się do salonu.
-Ala przyprowadziła chłopaka, więc nie drzyjcie się na nią póki co.-powiedziałam dość cicho i usiadłam na kanapie. Wszyscy spojrzeli na mnie ze zdziwieniem.
-Ala przyszła z chłopakiem? Ale takim w pełni żywym, hetero chłopakiem? Jej... Co ten świat robi z ludźmi...-skomentował Lou kręcąc głową z niedowierzaniem. Po chwili do salonu weszła Alicja wraz ze swoim towarzyszem.
-To jest Nathan.-powiedziała blondynka i uśmiechnęła się lekko.
-No właśnie widzimy, że to jest Nathan... Jak tam reszta zespołu?-zapytał od niechcenia Zayn.
-W sumie to dobrze. Niedługo mamy koncert.-odparł szatyn i uśmiechnął się lekko.
-Ale czekajcie... To wy się znacie? A tak przy okazji jaki koncert?-zapytałam lekko zdziwiona.
-Tak, znamy się. A koncert to oczywiście mojego zespołu, The Wanted.-odpowiedział Nathan z wesołym uśmiechem.
-Okej... W każdym bądź razie ja jestem Agata. To jest Karolina, a to Kinga.-powiedziała Aga i wskazała na dziewczyny.
-Emm... To my już pójdziemy.-powiedziała niepewnie Ala i wyszła z salonu razem z Nathanem.
-Dobra... To było nieco dziwne.-skomentowałam.
-To było nieco dziwne?! To było bardzo dziwne! Po pierwsze Ala przyprowadziła do domu gościa. Po drugie to był chłopak. Po trzecie to był chłopak z The Wanted.-wymienił Lou, a ja wzruszyłam tylko ramionami.
-Dobra już nie rozmawiajmy o Ali.-powiedział Liam.
-Okej... Porozmawiajmy o kucykach!-krzyknął Harry, a każdy wybuchnął głośnym śmiechem.

* z perspektywy Kingi *

Siedziałam teraz w swoim pokoju i słuchałam muzyki na słuchawkach. Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka. Szczerze mówiąc byłam przekonana, że to jedna z dziewczyn, bo one zawsze wchodzą do mnie bez pukania.
-Czego chcesz kochana?-zapytałam z zamkniętymi oczami wsłuchując się w słowa piosenki.
-Kochana? No wiesz co?! Wydaje mi się, że jeszcze nie zmieniłem płci.-usłyszałam głos Nialla i natychmiast otworzyłam oczy wpatrując się w niego ze zdziwieniem. Wyjęłam słuchawki z uszu i wyłączyłam muzykę.
-Zazwyczaj to dziewczyny wchodzą do mnie bez pukania... A właśnie! Nie nauczyli cię pukać?-zapytałam z udawanym oburzeniem-A gdybym tak się przebierała?!-ciągnęłam dalej moje wywody i fuknęłam głośno.
-Ale się nie przebierałaś.-oznajmił chłopak z wyszczerzem, a ja przewróciłam tylko oczami.
-Może i nie, ale mogłam, więc następnym razem pukaj.-powiedziałam i pogroziłam mu palcem.
-Dobrze proszę pani.-odpowiedział i zachichotał. Wzruszyłam tylko ramionami i westchnęłam cicho.
-Czemu siedzisz tu tak sama?-zapytał nagle blondyn.
-Teraz jakbyś zauważył to nie siedzę już sama.-powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.
-A no tak... To w takim razie dlaczego siedziałaś tu sama?-spytał wpatrując się we mnie z nieukrywanym zaciekawieniem.
-Czasami lubię posiedzieć sobie w samotności i trochę się sobie wyżalić... Ten typ tak ma...-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Wyżalić? Na co ty byś się niby miała żalić?-zapytał nieco zdziwiony Nialler.
-Zawsze znajdą się jakieś powody... Chociażby wady wyglądu, czy też charakteru, albo nawet własne uczucia.-powiedziałam i opadłam na łóżko gapiąc się w sufit bez większego celu.
-Wygląd? Charakter? Uczucia? A co ty masz temu do zarzucenia? Wyglądasz praktycznie idealnie, a twojemu charakterowi też nie mam nic do zarzucenia... Uczucia... Cóż... W tym kierunku raczej niewiele powiem, bo ich nie znam, ale na pewno nie jest źle.-powiedział blondyn i uśmiechnął się wesoło siadając obok mnie na łóżku.
-Poczekaj chwilę aż cię wyśmieję... Ha! Ja idealna? Ładny komplement, ale zupełnie do mnie nie pasujący.-powiedziałam z całkowitą powagą.
-Dlaczego nie? Każdy uważa inaczej i może akurat ja mam takie zdanie.-powiedział Niall i spojrzał na mnie marszcząc czoło. Podniosłam się do siadu i spojrzałam na niego zdziwiona. Dlaczego akurat on miałby twierdzić, że jestem idealna? To na pewno tylko jedna z tych prób podwyższenia mojej samooceny...
-To raczej niemożliwe...-powiedziałam cicho i wzruszyłam ramionami.
-Dlaczego? Sądzisz, że nie mogę mieć swojego zdania?-zapytał nieco oburzony chłopak.
-Nie o to mi chodzi. Możesz mieć swoje zdanie, ale nie wierzę w to, że ja mogłabym się zaliczać pod ideały.-wytłumaczyłam tylko i uśmiechnęłam się lekko.
-To uwierz... Jesteś niższą ode mnie wesołą blondynką z niebieskimi oczami, a na dodatek nie jesteś jakimś egoistycznym snobem. Biorąc pod uwagę całą resztę twej osobowości... Idealnie!-powiedział Niall i klasnął w dłonie z uśmiechem. Uśmiechnęłam się lekko i można powiedzieć, że zawstydziłam. Niby moje przyjaciółki często mi mówiły, że jestem idealna, ale to jednak nie to samo...
-I ty naprawdę tak sądzisz?-zapytałam jeszcze unosząc jedną brew ku górze.
-Oczywiście, że tak.-powiedział i ponownie wyszczerzył swe ząbki w uśmiechu, lecz po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy i pojawił się na niej jakiś nieokreślony grymas.
-Co jest?-zapytałam nieco zdziwiona nagłą zmianą jego nastroju.
-Bo ja mam brzydki uśmiech.-powiedział, a na jego twarzy nadal widniał grymas niezadowolenia.
-No chyba żartujesz?! Uwielbiam twój uśmiech!-powiedziałam i szturchnęłam go w ramię.
-Stwierdźmy, że uwierzę ci na słowo.-odparł Niall, a jego twarz znów przyozdobił uśmiech.
-No widzisz! O wiele lepiej ci w uśmiechu... Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi...-powiedziałam i zaśmiałam się, a chłopak wraz ze mną.
-Gołąbeczki. Cip, cip, cip...-powiedział Lou, który wraz z Andzią wparował nagle do mojego pokoju.
-Sami sobie jesteście gołąbeczki.-powiedział Niall i pokazał im język.
-No i dobrze, bo my lubimy gołębie, prawda?-zapytał spoglądając na Andzię, a ta tylko pokiwała głową z uśmiechem.
-Jesteście idiotami, ale czego chcieliście?-zapytałam i przewróciłam oczami.
-Chcieliśmy poprzeszkadzać wam w romansowaniu, ale najwyraźniej przyszliśmy za późno, lub za wcześnie.-powiedziała Angelika i z uśmiechem wyszła z pokoju ciągnąc ze sobą Lou. Patrzyłam jeszcze przez chwilę na drzwi z miną w stylu WTF, ale po krótkim czasie wróciłam do teraźniejszości.
-Powiedzmy, że to było całkiem normalne zachowanie jak na nich.-stwierdziłam, a Niall zaśmiał się cicho.
-Jak na nich to to było bardzo, ale to bardzo normalne zachowanie...-powiedział chłopak i przysunął się do mnie.
-Znając życie to teraz stoją pod drzwiami, więc możemy albo je otworzyć, albo poudawać i poczekać aż wejdą.-szepnął mi do ucha, a ja zaśmiałam się cicho. Nagle zza drzwi słychać było zduszone śmiechy i jakieś szepty, więc mieliśmy stuprocentową pewność, że stoją tam nasze dwa przygłupy.
-Kinga... Chciałbym ci coś powiedzieć.-oznajmił Niall najpoważniejszym tonem na jaki mógł się zdobyć. Z trudem powstrzymywałam śmiech, ale postanowiłam, że jeszcze trochę wytrzymam i poczekam aż nasze brązowowłose pawiany wbiją nam do pokoju.
-A więc słucham? O co chodzi?-zapytałam głośno i wyraźnie, a chłopak zaśmiał się cicho.
-Chciałbym ci powiedzieć, że cię kocham i nie widzę świata poza tobą.-oznajmił blondyn spoglądając na mnie z uśmiechem.
-Ja... Ja też cię kocham!-powiedziałam głośno udając wielce wzruszoną i jąkając się nieco. Niall przybliżył się do mnie tak, że stykaliśmy się czołami i zaczął po cichu odliczać.
-Trzy... Dwa... Jeden...-powiedział i nagle do pokoju wparowali Lou i Andzia drąc się wniebogłosy.
-Wiedziałem! Mówiłem ci to!-krzyczał Louis skacząc po całym pokoju.
-Nie to ja ci to mówiłam!-wykłócała się Angelika. Razem z Niallem roześmialiśmy się głośno, a oni patrzyli na nas zdziwieni.
-Powiedzmy reszcie!-krzyknął nagle Louis i razem z Angeliką wybiegli z pokoju.
-I co teraz?-zapytałam powstrzymując się od śmiechu.
-Jak to co? Idziemy udawać super parkę, a na koniec powiemy im o tym całym żarcie! Będzie jeszcze śmieszniej jeśli każdy w to uwierzy!-oznajmił blondyn, a ja poparłam go. Zeszliśmy na dół trzymając się za ręce i co chwila śmiejąc się pod nosem. Przed samym salonem odetchnęliśmy głęboko i powstrzymując śmiech weszliśmy do środka. Każdy patrzył na nas ze zdziwieniem, a Lou i Andzia siedzieli na fotelu z wyszczerzami.
-To oni tym razem mówili prawdę?!-zapytała zdziwiona Agata.
-My zawsze mówimy prawdę!-powiedział oburzony Louie.
-Tym razem tak.-odpowiedział Niall powstrzymując się od wybuchnięcia głośnym śmiechem. Karolina spoglądała na nas z niedowierzaniem i zamyśliła się na chwilę.
-To na pewno musi być jakiś głupi żart, który oni uknuli razem z nimi.-powiedziała Karotka wskazując najpierw na Lou i Andzię, a potem na mnie i blondaska. Kurde! Miał wyjść idealny żart, ale ona musi się czegoś domyślać. Dobrze tylko, że Louis i Angelika naprawdę nie byli wtajemniczeni w nasz plan, bo inaczej nic by nam się nie udało.
-Nieprawda!-powiedziała oburzona Angelika i tupnęła nogą.
-To nie jest żaden uknuty z nimi żart.-powiedział blondyn z całkowicie poważną miną.
-Czyżby? Udowodnij!-powiedziała Karotka z zadowoloną miną.
-Niby jak?-zapytał Nialler, a dziewczyna wzruszyła tylko ramionami.
-Zrób coś, żebym uwierzyła.-powiedziała Karotka i uśmiechnęła się niewinnie. Dlaczego zawsze jak próbuję kogoś nabrać to mi nie wychodzi?
-No dobra... W takim razie powiem wam, że to...-powiedziałam, ale nie dokończyłam mojej myśli, ponieważ Niall przyciągnął mnie do siebie i złożył pocałunek na moich ustach. Na początku kompletnie nie ogarniałam co się stało, ale po chwili odwzajemniłam pocałunek. Kiedy wreszcie oderwaliśmy się od siebie spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem, ale po chwili przeniosłam wzrok na naszych przyjaciół. Każdy wpatrywał się w nas ze zdziwieniem.
-Wow... No to ten... Emm... Gratulujemy i ten... No wiecie o co chodzi...-powiedział Zayn, który jako pierwszy zabrał głos. Reszta tylko przytaknęła i z nieco mniejszym już zdziwieniem przyglądała się nam.
-No to teraz jeszcze musimy przyłapać Zarolinę i nasza misja będzie wypełniona!-powiedział uradowany Lou i uśmiechnął się szeroko.
-Nie tylko oni wam zostali.-powiedział Niall i zaśmiał się cicho.
-Ale jak to?! Kto jeszcze?! Gadać mi tu natychmiast!-powiedziała Andzia i zmierzyła każdego surowym spojrzeniem.
-No jak to?! To ty nie wiesz?! No nie ładnie, nie ładnie...-powiedziałam i pokręciłam głową z niezadowoleniem.
-Jeszcze Louis ci został kochana.-powiedział Nialler, a Angelika zdziwiona spojrzała na Louisa.
-Czemu ja nic o tym nie wiem?! Z kim on będzie?!-zapytała dziewczyna, a ja zaśmiałam się głośno.
-No jak to z kim?! Wysoka dziewczyna z brązowymi oczami i włosami. Na imię ma Angelika.-powiedział Liam, który właśnie wtrącił się do naszej wielce ciekawej pogawędki.
-A no tak!-powiedziała Andzia kiwając głową-Ej! Czekajcie... Tu chodzi o mnie! Nieprawda!-wrzasnęła, a my wszyscy zanieśliśmy się głośnym śmiechem. Nawet sam Tomlinson się śmiał co można było uznać za nieco dziwne.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział Siódmy

* z perspektywy Angeliki *
(tydzień później)

-Jakieś plany na dziś?-zapytałam spoglądając na Karotkę i Kingę.
-Jak już Aga i Ala się obudzą to możemy przejść się do Mel.-odparła Kidżi, a na mojej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Nigdy nie przepadałam za Melanie, a ona za mną. Coś tak czuję, że to spotkanie nie należałoby do najbardziej udanych, ale w końcu to znajoma Kingi, więc nie mogę zabronić jej się z nią spotykać.
-Może lepiej zaprosić ją tutaj?-zapytała Karolina, a ja spojrzałam na nią zabójczym wzrokiem. Jeszcze tego brakowało żeby diabła w czystej postaci do naszego domu przyprowadzać.
-Och! To wspaniały pomysł! Mogłaby poznać chłopaków.-powiedziała podekscytowana blondynka.
-Naprawdę chcecie ją poznawać z chłopakami? No błagam was...-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Oj tam, oj tam... Wiem, że za nią nie przepadasz, ale to nie znaczy, że nie możemy jej od czasu do czasu zaprosić. A poza tym sądzę, że mogłaby polubić chłopców.-wyjaśniła Kinga, a ja prychnęłam głośno.
-Właśnie tego się obawiam... Obawiam się, że mogłaby ich polubić.-odparłam kładąc nacisk na słowo polubić. Mel na pewno próbowałaby zrobić mi na złość, bo ja jako jedyna z całej naszej piątki za nią nie przepadam. Wiem, że ona jest jedną, wielką i chodzącą porażką.
-Nie mów mi, że będziesz zazdrosna?-zapytała Kinga unosząc jedną brew ku górze.
-Pff... Nie będę. O ile to ścierwo mnie nie zmusi.-ostatnie zdanie dodałam szeptem, jednak dziewczyny i tak je usłyszały.
-To znaczy, że jednak możesz być zazdrosna.... No, no... A o kogo?-zapytała Karotka poruszając brwiami.
-O nikogo.-odpowiedziałam oburzona i przewróciłam oczami.
-O Harrego?-zapytała Kinga, a ja spojrzałam na nią jak na chorą psychicznie.
-Nie, nie o Harrego.-odparłam całkowicie szczerze i uśmiechnęłam się lekko.
-To zapewne o Louisa!-wykrzyknęła Karolina, a ja wytrzeszczyłam oczy.
-Co?! O Louisa?! Pogrzało cię, czy co?! Ja nigdy nie byłabym zazdrosna o tego psychola.-warknęłam oburzona, a na mojej twarzy pojawił się niezidentyfikowany grymas.
-Czyli na pewno chodzi o niego.-skomentowała Karotka.
-Na sto procent.-dorzuciła Kidżi. Jakby wzrok mógł zabijać to miałabym dwie dziewczyny na sumieniu.
-O czym gadacie?-zapytała Ala, która właśnie przed chwilą razem z Agatą zjawiła się w salonie.
-O Melanie. Zaproponowałam, żeby do nas przyszła i poznała chłopaków, ale Andzia będzie zazdrosna o Lou.-powiedziała Kinga.
-Nieprawda! Ona kłamie! Ja po prostu jej nie lubię i nie chcę żaby zadawała się z moimi przyjaciółmi!-wykrzyczałam zdenerwowana.
-Wcale, że nie. Tobie chodzi o Louisa.-powiedziała Karotka, a ja przeklęłam ją pod nosem.
-Komu o mnie chodzi?!-dało się usłyszeć wrzask, a po chwili w salonie zjawili się chłopcy.
-Nikomu.-odparłam szybko i spojrzałam na Agę, która właśnie miała zabrać głos. Widząc moją złość uśmiechnęła się tylko i nic nie powiedziała.
-Ale słyszałem, że ktoś mówił, że chodzi o mnie.-wyjaśnił Lou i zmarszczył czoło.
-Przesłyszałeś się.-skomentowała Ala, a on wzruszył ramionami.
-Macie jakieś ciekawe plany na dziś?-zapytał Zayn i usiadł obok nas na kanapie.
-Cóż... Mamy zamiar zaprosić naszą przyjaciółkę Melanie. Moglibyście ją poznać. Jest bardzo miła.-powiedziała Kidżi, a ja prychnęłam głośno. Melanie nie jest moją przyjaciółką i z całą pewnością nie jest bardzo miła.
-A ładna jest?-zapytał Harry.
-Bardzo.-odparła Ala i wyszczerzyła się.
-Zupełnie jak skrzyżowanie szczura i karalucha.-powiedziałam przesłodzonym tonem i uśmiechnęłam się uroczo.
-O... A więc coś w typie Hazzy.-powiedział Lou, a wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem.

***

 -Cześć Mel!-wydarła się Kinga i poleciała uściskać tą małpę. Prychnęłam tylko cicho i przewróciłam oczami.
-No cześć.-odparła tym swoim piskliwym głosikiem i uśmiechnęła się niewinnie.
-Tak, tak... Może lepiej poznaj już ją z chłopakami, niech posiedzi pięć minut i spada.-powiedziałam najmilszym tonem na jaki było mnie stać i posłałam jej wymuszony uśmiech.
-Angelika weź ty się uspokój.-skomentowała Alicja.
-Spoko foko.-powiedział Lou i przytulił mnie od tyłu.
-No więc chciałabym ci przedstawić naszych zwariowanych przyjaciół... To jest Harry, Liam, Zayn, Niall i Louis.-powiedziała Kidżi i wskazała na chłopaków.
-Miło mi was poznać.-powiedziała Melanie i posłała im promienny uśmiech.
-Nam również jest bardzo miło.-odparł Liam i odwzajemnił uśmiech.
-Chodźmy do salonu i pogadamy.-powiedziała Karotka, a my wszyscy poszliśmy za nią do salonu. Lou usiadł na kanapie i poklepał miejsce obok siebie patrząc na mnie z uśmiechem. Miałam zamiar usiąść obok niego, ale niestety ktoś mnie wyprzedził i chyba każdy doskonale wie kto... Spojrzałam na dziewczynę piorunującym spojrzeniem i oparłam się o ścianę lustrując całe towarzystwo moim spojrzeniem. Nie bardzo miałam ochotę angażować się w ich rozmowy. Usiadłam sobie pod ścianą i wyciągnęłam telefon. Po jakichś 30 minutach ktoś raczył szturchnąć mnie w ramię.
-Chodź Andzia. Gramy w prawdę i wyzwanie.-powiedziała Aga i uśmiechnęła się. Niechętnie wstałam z pod ściany i usiadłam ze wszystkimi w kółeczku. Pierwsza kręciła Agata. Wypadło na Mel.
-Biorę pytanie.-powiedziała i zachichotała. Jej zachowanie doprowadza mnie do szału... Trzymajcie mnie ludzie, żebym nie wstała i jej nie przywaliła.
-Który z chłopaków podoba ci się najbardziej?-zapytała Agata, a dziewczyna udawała zamyśloną.
-Louis.-powiedziała z uśmiechem i spojrzała na mnie z wyższością. Zmrużyłam oczy i zacisnęłam usta w prostą linię. Teraz to już naprawdę mam ochotę obić jej tą krzywą mordę. Ona za wszelką cenę próbuje mnie zdenerwować! Po chwili chwyciła butelkę i zakręciła nią. Tym razem wypadło na mnie. No zajebiście...
-Biorę pytanie, bo twoje wyzwanie mogłoby mnie zabić.-powiedziałam, a ona spojrzała na mnie ze złością.
-No to pozwolisz, że zapytam o to samo co Agata.-oznajmiła i uśmiechnęła się.
-Pytasz o to samo, bo nie masz mózgu i trudno ci myśleć? Okej, rozumiem.-powiedziałam i uśmiechnęłam się złośliwie.
-Ha ha ha... Odpowiadaj. Tylko pamiętaj... Nie można kłamać.-powiedziała z sarkazmem i posłała mi pełne pogardy spojrzenie. Uważajcie, bo już się jej boję...
-Nie mam zamiaru kłamać... A odpowiedź brzmi Lou.-rzekłam ze spokojem.
-Skoro mi się podoba to tobie też?-zapytała złośliwie, a ja już nie wytrzymałam. Rzuciłam się na nią i zaczęłam szarpać za te jej kłaki. Ona piszczała jak mała dziewczynka i zaczęła dziwacznie machać rękami. Szarpałyśmy się tak jeszcze przez jakiś czas, dopóki chłopcy nas nie rozdzielili.
-Co ja ci zrobiłam, że mnie tak nie lubisz?-zapytała Melanie ze łzami w oczach.
-Trzymajcie mnie, bo jej tak przypierdolę, że się szmata nigdy nie pozbiera!-warknęłam i zaczęłam wyrywać się w jej stronę.
-USPOKÓJ SIĘ!-krzyknęła Kinga i spojrzała na mnie ze złością.
-Aha! Czyli to jest moja wina?!-zapytałam, a ona nic mi nie odpowiedziała tylko spojrzała gdzieś w bok...
-No jasne, że to moja wina, bo przecież twoja kochana Melcia nigdy nic złego nie zrobiła.-powiedziałam ze smutkiem w głosie i poszłam do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i osunęłam się po drzwiach. Podciągnęłam kolana pod brodę i oparłam na nich głowę. Byłam zła i smutna zarazem. Moja przyjaciółka twierdzi, że cała to złość to jest moja wina, a to wcale nie jest prawda. Po prostu Melanie za wszelką cenę chce mi zrobić na złość.

***

 Obudziłam się na podłodze i przetarłam oczy. Podczas mojego zamyślenia musiałam zasnąć... Spojrzałam na zegarek. Jest godzina 15:20. Zeszłam na dół o salonu i co tam zobaczyłam? Całe towarzystwo śmiało i wygłupiało się w najlepsze, a ta flądra Melanie siedziała na kolanach Louisa. Stanęłam w drzwiach i nawet nie drgnęłam. Zupełnie tak jakby ktoś przytwierdził moje kończyny do podłogi. W końcu Mel zauważyła mnie i posłała mi złośliwy uśmiech. Zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała go w policzek. Rozmawiali jeszcze przez jakiś czas i w końcu zostałam zauważona.
-Angelika!-powiedział Lou i uśmiechnął się. Posadził Melanie obok siebie i poklepał swoje kolana.
-Nie będę wam przeszkadzać.-powiedziałam tylko i odwróciłam się na pięcie. Poszłam do kuchni i nalałam sobie soku. Usiadłam przy stole i zamyśliłam się. Upiłam łyk soku jabłkowego i usłyszałam, że ktoś wchodzi do kuchni.
-Co? Zazdrosna?-zapytała Melanie i poruszyła brwiami-Mam zamiar zabawić się trochę z tym twoim lalusiowatym kolegą. A wiesz dlaczego? Bo cię nie lubię... Inaczej nawet bym na niego nie spojrzała.-powiedziała i zaśmiała się.
-Fajnie wiedzieć, że traktujesz moich przyjaciół jak przedmioty.-odparłam jej ze spokojem.
-Dla mnie to jest przyjemność. Jakbyś się jeszcze rozpłakała to byłabym całkowicie dumna z siebie.-powiedziała z szyderczym uśmiechem.
-Wiesz co? Mi możesz ubliżać i możesz mnie dręczyć, ale nie mieszaj w to tych na których mi zależy.-powiedziałam i spojrzałam na nią zaszklonymi oczami. Ta tylko prychnęła z pogardą.
-A co? Zakochałaś się biedaczku, ale on ma cię gdzieś? Och to takie smutne... Jak widzisz ten laluś woli mnie. Nic dziwnego...-powiedziała i zaśmiała się. Już miałam zabrać głos, ale ktoś mi przerwał.
-Fajnie wiedzieć, że jestem lalusiowaty.-powiedział Lou, który nagle wszedł do kuchni. Mel spojrzała na niego przerażona.
-Ale ty... Ale ja... Ja tylko żartowałam.-powiedziała zdziwiona dziewczyna.
-Tak z całą pewnością żartowałaś, a teraz powinnaś już się ulotnić jeśli nie chcesz by ktoś jeszcze dowiedział się o tym wszystkim.-powiedział chłopak i posłał jej wymuszony uśmiech. Ta tylko pokiwała głową i wyszła z kuchni.
-Wszystko słyszałeś?-zapytałam go zdziwiona, a on pokiwał głową na tak i wzruszył ramionami.
-Fajnie wiedzieć, że ci na mnie... To znaczy na nas wszystkich zależy.-powiedział i uśmiechnął się.
-Teraz przynajmniej ty wiesz jaka ona naprawdę jest.-odparłam i także uśmiechnęłam się lekko.
-Dobrze, że jej wtedy przywaliłaś.-powiedział Louie i wyszczerzył swe ząbki w uśmiechu.
-Kiedy?-zapytałam zdziwiona. Dopiero po chwili przypomniałam sobie sytuację podczas grania w butelkę.
-No wtedy po tym pytaniu, pamiętasz?-spytał i zmarszczył czoło, a ja pokiwałam głową.
-Chodźmy do salonu... Mam nadzieję, że Melanie już sobie poszła.-powiedziałam i obydwoje wyszliśmy z kuchni.

* z perspektywy Karoliny *

-Ciekawe dlaczego sobie poszła. Myślałam, że zostanie na noc.-powiedziała zawiedziona Kinga i westchnęła głośno.
-A Andzia jej nic nie nagadała?-zapytałam, a Kidżi wzruszyła tylko ramionami. Po chwili w salonie zjawiła się uśmiechnięta Andzia wraz z Louisem.
-A co ty taka szczęśliwa?-zapytał Niall.
-Bo Mel sobie poszła.-powiedziała z wielkim uśmiechem.
-Czyli to twoja wina, że sobie poszła?-zapytała Kinga i uniosła jedną brew ku górze.
-Nie. To moja wina. Ja jej powiedziałem, żeby lepiej się stąd ulotniła.-powiedział Louis, a każdy spojrzał na niego zdziwiony.
-Dlaczego tak powiedziałeś?-zapytała Ala.
-Bo usłyszałem co powiedziała ta wredna małpa.-odparł ze spokojem i usiadł na kanapie.
-A co powiedziała?-zapytałam wpatrując się w niego z zaciekawieniem.
-Nie będę teraz przytaczał. Co powiedziała to powiedziała i tyle.-stwierdził i wzruszył ramionami.
-To może obejrzymy teraz jakiś film?-zapytał Zayn.
-Możemy obejrzeć... Może państwo Tomlinson coś wymyślą?-zapytałam i poruszyłam brwiami.
-Ja tam stawiam na horror, ale jaki to już niech wybierze panienka Malik.-powiedział Lou i uśmiechnął się serdecznie. Spojrzałam na niego ze złością i udałam obrażoną.
-Dobra, dobra... Koniec tych waszych kłótni kochasie. Możemy obejrzeć Rec.-zaproponował Hazza i uśmiechnął się.
-Ale to jest podobno bardzo straszne.-powiedziałam i wzdrygnęłam się.
-No i o to w tym chodzi.-powiedziała Agata i po chwili włączyła film.
-Zgaście światło.-powiedziała Andzia. Podniosłam się z ziemi i szybko wyłączyłam światło po czym usiadłam z powrotem na miejsce. Film nie zaczynał się zbyt ciekawie, ale potem było coraz straszniej. To wszystko wygląda tak realistycznie.
-O Boże!-krzyknęłam po chwili i wbiłam paznokcie w rękę Zayna.
-Ał! Proszę cię nie atakuj mnie więcej.-powiedział chłopak, a ja uśmiechnęłam się przepraszająco.
-Nie chciałam. Po prostu się wystraszyłam.-wyjaśniłam i puściłam jego rękę.
-To następnym razem nie wbijaj mi paznokci w skórę tylko zasłoń oczy, albo się przytul, albo cokolwiek innego. Bylebyś tylko nie używała przemocy.-powiedział, a ja zaśmiałam się cicho.
-Niech oni tam nie idą!-wydarł się Niall i aż podskoczył ze strachu. Wszyscy roześmialiśmy się głośno, a on oburzył się.
-Obiecuję wam, że dzisiaj sam nie zasnę!-powiedział blondyn i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-To weźmiesz sobie Kingę i będziesz miał z głowy.-skomentował Lou i wyszczerzył się.
-No i dobrze!-powiedział Nialler dalej udając wielce obrażonego.
-A ja nie mam tu nic do gadania?-zapytała Kinga i uniosła brew ku górze.
-Nie!-odpowiedzieliśmy chórkiem, a ona spojrzała na nas jak na idiotów. Nagle za oknem było widać błysk i usłyszeliśmy grzmot.
-O nie! Burza idzie!-wrzasnął przerażony Niall i szybko pobiegł zapalić światło.
-Spokojnie Nii. To tylko burza.-powiedziała Alicja i uśmiechnęła się lekko. Nagle jednak światło zgasło, a telewizor wyłączył się.
-Ja nie chcę umierać! Jestem za młody! Jeszcze tyle rzeczy w życiu nie zrobiłem!-darł się spanikowany blondyn i biegał po całym salonie machając rękami.
-SPOKOJNIE! TO TYLKO BURZA!-wydarła się Andzia, a chłopak natychmiastowo zamknął się i usiadł obok nas na kanapie.
-Ale i tak przyznasz, że jest nieco strasznie. Jest noc, nie mamy prądu i na dodatek jest burza.-powiedziałam i wzdrygnęłam się.
-Trzeba to przeżyć. Niech każdy znajdzie sobie miejsce, zgarnie poduszkę i spróbuje zasnąć.-powiedział Liam, a każdy zrobił to o co prosił. Wzięłam jedną z poduszek i podłożyłam ją sobie pod głowę. Rozejrzałam się i westchnęłam cicho. Kompletnie nic nie było widać... Poszturchałam osobę leżącą obok mnie chcąc sprawdzić kto to, ponieważ przez te całe zamieszanie z burzą i poduszkami każdy zmienił swoje miejsce siedzenia.
-Co się dzieje?-usłyszałam obok siebie głos Zayna.
-Nic, nic... Chciałam sprawdzić kto to, bo nie wiem czy mogę się przytulić i spać bezpiecznie.-powiedziałam z uśmiechem.
-A do kogo nie chciałabyś się przytulić?-zapytał zdziwiony chłopak.
-Na przykład do Harrego, czy Nialla. Podobno strasznie się kręcą, więc bym dostała.-wyjaśniłam o Zayn zaśmiał się.
-Jakbyś dostała to byś zrozumiała jak to jest nagle zostać uderzonym.-powiedział ze śmiechem, a ja wzruszyłam tylko ramionami. Wtuliłam się w jego ramię i westchnęłam cicho. Próbowałam zasnąć, ale nie mogłam. Co chwila jakiś głośniejszy grzmot sprawiał, że cała aż podskakiwałam ze strachu.
-Karolina wyluzuj się. Przecież jesteśmy w domu i nic się nie stanie.-powiedział Zayn, a ja pokiwałam tylko głową. Po chwili zauważyłam w oknie jakąś postać i przełknęłam głośno ślinę. Poszturchałam bruneta w ramię, a on spojrzał na mnie zdziwiony.
-Co jest?-zapytał dokładnie lustrując mnie swoimi czekoladowymi oczami.
-Patrz tam.-wyszeptałam i wskazałam na okno.
-O cholera!-warknął i natychmiastowo poderwał się na nogi. Niepewnie podszedł do okna i wyjrzał przez nie.
-Nic tam już nie ma.-powiedział wracając na miejsce.
-Ale było.-stwierdziłam i przytuliłam się do niego przerażona.
-Wiem, że było... Chcesz obudzić resztę?-zapytał, a ja pokiwałam przecząco głową. Jeszcze tego brakowało, żeby oni wzięli nas za wariatów, którzy w oknie widzą straszną postać. Na pewno by nam uwierzyli... Nie ma co...
-Nie będę mogła zasnąć.-powiedziałam najspokojniej jak umiałam.
-Ja też.-powiedział i uśmiechnął się lekko. Nagle okno zaskrzypiało i otworzyło się wpuszczając do środka powiew wiatru i zimne krople deszczu.
-Z... Zayn? Idziemy zamknąć okno?-zapytałam przestraszona, a on pokiwał głową. Obydwoje wstaliśmy z kanapy i wolnym krokiem podeszliśmy do okna. Zamknęliśmy je szybko i wróciliśmy na miejsce.
-Nie zasnę na pewno.-oznajmiłam i po raz kolejny po moim ciele przeszedł dreszcz.
-Co masz zamiar robić przez ten czas?-zapytał brunet spoglądając na mnie.
-Sama nie wiem.-odpowiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Cicho tam, bo ja chcę spać!-jęknął Louis i rzucił w nas poduszką.
-Okej, okej...-powiedział Zayn i westchnął cicho.
-Może jednak spróbujemy zasnąć.-zaproponowałam, a brunet przytaknął. Wtuliłam się w poduszkę i podkuliłam nogi. Zamknęłam oczy i starałam się zasnąć, nie myśląc o wcześniejszych wydarzeniach. Po około godzinie wreszcie mi się udało...

niedziela, 22 kwietnia 2012

Rozdział Szósty

-ZABIJĘ WAS WY MENDY JEDNE-wrzasnął głośno Harry, a my z Lou natychmiast pobiegliśmy na dół i w pośpiechu staraliśmy się znaleźć jakąś kryjówkę.
-Może pod łóżkiem?-zapytał Lou.
-Łóżka są na górze!-odparłam w pośpiechu.
-Szafa!-powiedział nagle i pociągnął mnie za rękę. Harry zbiegł po schodach i najwyraźniej wbiegł do salonu, ale nas tam już nie było, ponieważ schowaliśmy się w szafie. W tej samej szafie w której zamknęliśmy niedawno Zayna i Karolinę. Siedzieliśmy cicho jak myszy pod miotłą, a Harry błąkał się po całym domu i szukał nas.
-A co jak nas znajdzie?-zapytałam szeptem.
-Nie znajdzie. On chyba nigdy nie zagląda do tej szafy. Oby nikt mu nie podsunął tego pomysłu.-odparł również szeptem Louie. Nagle dało się usłyszeć kroki tuż przy szafie. Po całym ciele przeszedł mi dreszcz i zamarłam wręcz wstrzymując oddech na krótką chwilę.
-Gdzie oni do cholery są?!-dało się słyszeć warknięcie Harrego, a odgłosy jego kroków były coraz mniej słyszalne.
-Chyba sobie poszedł.-powiedziałam i uchyliłam nieco drzwi szafy wyglądając z niej. Zaśmiałam się cicho, a chłopak wraz ze mną.
-Uważasz, że jestem dziecinny?-wypalił nagle Lou, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Cóż... Można tak powiedzieć.-stwierdziłam i wzruszyłam ramionami.
-Chłopcy, albo raczej Liam i Zayn często mówią mi, że powinienem znaleźć sobie dziewczynę, bo wtedy stanę się mądrzejszy i bardziej odpowiedzialny.-powiedział chłopak poważnym tonem jak jakiś profesor na uniwersytecie, a ja roześmiałam się.
-No nie wiem... Jakbyś znalazł sobie kogoś z charakterem podobnym do siebie to byś zdziecinniał jeszcze bardziej.-wydukałam przez śmiech.
-Masz na myśli kogo takiego jak na przykład ty? No albo Agata?-zapytał Lou, a ja prychnęłam głośno.
-Sądzisz, że ja jestem dziecinna? Ja?!-zapytałam z wyższością w głosie.
-Kamuflujesz się i udajesz agenta śledząc przyjaciół na ich niby randkach, wygłupiasz się ze mną w najlepsze, a na dowód mam to, że od jakichś 10 minut siedzisz ze mną w tej szafie.-wyliczał Louis, a ja zamilkłam naburmuszona.
-Nie jestem dziecinna.-odparłam po kilku minutach. To był najlepszy tekst na jaki mnie było w tej chwili stać.
-Tak, tak... Mów co chcesz ja wiem swoje.-odparł tylko i zaśmiał się cicho.
-Wychodzę.-powiedziałam z pewnością w głosie i wyszłam z szafy.
-Czekaaaaj!-krzyknął Lou i po chwili też wygramolił się z szafy. Poszłam do salonu i usiadłam na fotelu obrażona.
-Gdzie wy byliście?-zapytał Niall siedząc na kanapie i zajadając się popcornem.
-W szafie.-odparł spokojnie Lou i wzruszył ramionami, a całe towarzystwo spojrzało na niego jak na idiotę.
-No kurde, trzeba się gdzieś było schować przed Harrym!-oznajmił nieco podenerwowany. Praktycznie przez cały czas każdy patrzy na niego jak na takie duże dziecko i widać, że czasem go to irytuje. Nie dzieje się to jednak zbyt często z tego co widzę...
-Nie złość się już tylko próbuj mnie przeprosić, a ja wracam do obrażania się.-powiedziałam do szatyna i ponownie udawałam sfochaną. Chłopak uśmiechnął się i podszedł do mnie czochrając mi włosy.
-Ej! Teraz jestem jeszcze bardziej obrażona!-warknęłam i zaczęłam układać moje włosy.
-Oj przepraszam.-powiedział do mnie i uśmiechnął się ponownie.
-Myślisz, że zwykłe przepraszam załatwi sprawę! Żądam rozwodu!-wykrzyknęłam wymachując rękami.
-Zaraz, zaraz! Że co?! Jaki rozwód! Przez cały nasz związek ty miałeś żonę?!-zapytał oburzony Hazza, który właśnie wparował do salonu.
-Nie możesz zażądać rozwodu! A co do ciebie... To nie tak jak myślisz Harry!-powiedział Lou udając zasmuconego. Cała pozostała czwórka miała łzy w oczach i śmiała się w najlepsze.

***

 -Dlaczego nas tu zamknęli?-zapytałam po raz kolejny usiłując wydostać się z pokoju Louisa.
-Bo podpaliliśmy blat w kuchni. Pamiętasz?-zapytał szatyn, a ja pokiwałam tylko głową i zaśmiałam się cicho.
-Ale to było śmieszne.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-Oni nie mają jak widać poczucia humoru. Tylko w kółko to samo. Mogliście spalić kuchnię, mogliście się poparzyć, mogliście to, mogliście tamto...-powiedział Lou naśladując głos naszych przyjaciół. Wybuchnęłam głośnym śmiechem, a na jego twarzy pojawił się duży uśmiech.
-O cukierek!-wykrzyknęłam zauważając paczkę cukierków z ostatnią, żółtą landrynką w środku.
-Mój!-krzyknął Lou i obydwoje ruszyliśmy pędem po cukierka. Wyrywaliśmy sobie go z rąk i przekrzykiwaliśmy się. W końcu dorwałam cukierka i szybko wsadziłam go do buzi.
-Moooooje!-powiedziałam przechwalając się. Wyjęłam cukierka z buzi i pomachałam nim przed twarzą chłopaka.
-Chcesz?-zapytałam z triumfem w głosie, a on zabrał mi cukierka i wepchnął go sobie do ust. Otworzyłam szeroko oczy i usta ze zdziwienia.
-Ale jak to?! Przecież to obśliniłam!-powiedziałam zdezorientowana, a on zaśmiał się tylko.
-Po tobie akurat się nie brzydzę.-odparł z triumfem w głosie, a ja zrobiłam zniesmaczoną minę.
-Już nie mam ochoty na słodycze.-powiedziałam i usiadłam na jego łóżku wyjmując telefon z kieszeni i bawiąc się nim.
-Co masz na tapecie?-zapytał Louis i chciał zajrzeć mi w telefon, ale ja szybko wyłączyłam go.
-Nie twoja sprawa.-powiedziałam i pokazałam mu język. Zrobił smutną, a zarazem proszącą minkę, ale i tak nie miałam zamiaru pokazywać mu mojej tapety.
-Ech... Dobra, odpuszczam sobie. I tak mi nie pokażesz.-powiedział z wyrzutem, a ja uśmiechnęłam się tylko.
-Masz rację. Nie pokażę.-powiedziałam jeszcze raz, a on wygiął usta w podkówkę.
-To co będziemy robić?-zapytał po chwili ciszy, a ja westchnęłam głośno.
-A co tu można robić? Masz komputer? Nie... Masz żarcie? Nie... Od razu mówię, że marchewki się nie liczą...-uprzedziłam go zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. On tylko mlasnął głośno i najwyraźniej się zmyślił.
-Zawsze można pogadać.-stwierdził, a ja patrzyłam na niego udając zdziwienie.
-No nie! Sam na to wpadłeś, czy ci marchewka podpowiedziała?!-zapytałam i przewróciłam oczami.
-Szczerze mówiąc to marchewka.-szepnął mi do ucha Lou, a ja zrobiłam facepalma.
-Nie ważne... Jakieś tematy do rozmów?-zapytałam spoglądając na niego ze znudzeniem.
-Marchewki!-odpowiedział z uśmiechem, a ja westchnęłam głośno.
-Możesz choć na chwilę być poważny?-zapytałam, a on pokiwał tylko głową i nie odezwał się. Naprawdę wyglądał teraz na zamyślonego.
-Wszystko okej?-zapytałam kładąc rękę na jego ramieniu i patrząc mu w oczy.
-Tak, po prostu się zamyśliłem.-powiedział i wzruszył ramionami posyłając mi smutny uśmiech. Ewidentnie coś było nie tak, a ja i tak się dowiem co. Jak nie od niego to od kogoś innego, jak nie po dobroci to na siłę.
-Na pewno? Nie brzmiało to zbyt przekonująco.-powiedziałam tylko i patrzyłam na niego z powagą.
-Nic mi nie jest.-odpowiedział jedynie i wzruszył ramionami.
-Wiesz co? Ja chyba wolę jak jesteś szajbnięty.-powiedziałam z uśmiechem, a Lou zaśmiał się.
-Poważna wersja mnie jest dziwna, ale czasami się przydaje.-powiedział i poruszył brwiami.
-Z całą pewnością... No o ile się nie smucisz...-stwierdziłam, a on tylko wzruszył ramionami.
-A pokażesz mi tą tapetę?-zapytał cicho, a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Naprawdę tak ci zależy żeby ją ujrzeć?-zapytałam przez śmiech, a on pokiwał głową.
-Skoro nalegasz...-powiedziałam i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Włączyłam go i podałam Louisowi. Uśmiechnął się szeroko i oddał mi telefon.
-To ja.-odparł wesoło.
-To ty i reszta zespołu.-poprawiłam go i przewróciłam oczami.
-Serio? Nie zauważyłem.-powiedział i wzruszył ramionami uśmiechając się niewinnie.
-Wy naprawdę widzicie tylko to co chcecie widzieć.-skomentowałam i szturchnęłam go lekko w ramię.
-Ał! Jak mogłaś! Umieram! Co za agonia!-wykrzyczał i zaczął wić się na łóżku tak, że aż w końcu z niego spadł. Roześmiałam się głośno, a on szybko podniósł się i usiadł mi na kolanach przewracając mnie na plecy i trzymając moje nadgarstki.
-Jak możesz się ze mnie śmiać?!-zapytał oburzony, a ja dalej się śmiałam.
-Chcesz mieć powody do śmiechu?! Proszę bardzo.-powiedział i zaczął mnie łaskotać.
-Nie! Stop! Nie możesz... Zostaw! Louie!-darłam się przez śmiech i starałam się odepchnąć go, ale nie mogłam miałam za mało siły.
-Przeproś!-powiedział dalej mnie łaskocząc.
-Prze... Przepraszam!-wykrzyczałam, a on przestał mnie łaskotać.
-No dobra... To teraz możesz ze mnie zejść.-powiedziałam i próbowałam się podnieść, ale nie wychodziło mi to za dobrze.
-Nie.-odpowiedział krótko, a ja wbiłam w niego moje zdziwione spojrzenie.
-Jak to nie?! Masz zejść i to już!-powiedziałam z oburzeniem i patrzyłam na niego wściekłym wzrokiem.
-Nie.-powtórzył i nie miał nawet najmniejszego zamiaru się ruszyć.
-Złaź i to już! Małpiszonie ty jeden...-mruknęłam pod nosem i odwróciłam głowę na bok. Tomlinson zaśmiał się, a ja nadal byłam obrażona i nawet na niego nie spojrzałam.

* z perspektywy Kingi *

-Myślicie, że zamknięcie ich razem w jednym pokoju było dobrym pomysłem? Nie wiadomo co mogą zrobić.-powiedział Harry i zmarszczył czoło.
-Boisz się o zniszczenia pokoju, całego domu, czy raczej o Louisa?-zapytała Agata i zaśmiała się.
-Wydaje mi się, że o wszystko.-skomentowałam, a Harry wzruszył tylko ramionami. Po chwili dało się słyszeć z góry jakieś krzyki, piski i śmiechy.
-Widzicie? Widzicie?! I co oni niby tam robią?! Zaraz nam dom na głowę spadnie!-powiedział Harry i odgarnął włosy opadające mu na oczy.
-Ciesz się, że nie niebo.-odpowiedziałam jedynie i zaśmiałam się. Harry uśmiechnął się lekko i ruszył na górę.
-Czekaj. Idę z tobą.-powiedziałam i razem ruszyliśmy na górę. Przyłożyłam ucho do drzwi i starałam się usłyszeć kawałek ich rozmowy. Najwyraźniej się o coś kłócili, ale nie mogłam zrozumieć o co. Po jakichś 10 minutach zrezygnowałam i zeszłam na dół, a Harry zaraz za mną.
-Nic ciekawego nie da się usłyszeć.-stwierdziłam wchodząc do salonu i siadając na kanapie obok Nialla. Potargałam mu ręką włosy, a on odpłacił mi się pięknym i szczerym uśmiechem.
-Mam nadzieję, że już więcej nie będą się dotykać kuchni. Pojedynczo są niegroźni, ale razem potrafiliby zniszczyć cały wszechświat.-powiedział Liam i wzdrygnął się na samą myśl o zagładzie wszechświata. Całe nasze towarzystwo roześmiało się.
-Dobra, dobra... Lepiej ich już wypuścić i będzie z głowy.
-Liam... Daj mi klucz do pokoju.-powiedziałam i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Niechętnie oddał mi kluczyk, a ja ciągnąc Niallera za rękę udałam się do pokoju Lou. Otworzyłam drzwi i wparowałam do środka.
-Nareszcie!-wydarła się Andzia i próbowała wstać, ale Louis trzymał ją cały czas-No puść mnie już!-powiedziała Angelika i uderzyła go w brzuch.
-Nie, bo jesteś niemiła!-odparł i zrobił naburmuszoną minę.
-Andzia nie bij go, a ty Louis zejdź z niej i zachowuj się w miarę normalnie... O ile to w ogóle możliwe.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Nie to jest niemożliwe i nie mam najmniejszego zamiaru jej puszczać.-powiedział oburzony szatyn.
-Jak nie puścisz mnie po dobroci to użyjemy siły!-powiedziała moja przyjaciółka, a Louie zaśmiał się tylko i nawet nie odpowiedział.
-Jeśli nie macie zamiaru wyjść to znowu was zamkniemy.-stwierdził Niall.
-Nieee!-krzyknęła Andzia-Zostawcie otwarte. Może wreszcie ten debil mnie puści!-warknęła i spojrzała na niego z wrogością. Zaśmiałam się i zamknęłam drzwi tym razem nie na klucz... Złapałam blondyna za rękę i pociągnęłam w stronę salonu.
-I co robią?-zapytał Zayn.
-Właściwie to nic. Jak zwykle się wydurniają w najlepsze.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-Nie zejdą na dół?-zapytał zdziwiony Harry.
-Jak widać zabawa za bardzo ich pochłonęła, a przynajmniej Louisa, bo Andzia nie jest do tego zbyt pozytywnie nastawiona. On po prostu nie ma zamiaru jej wypuścić z pokoju.-stwierdziłam jakby było to coś najnormalniejszego w świecie.
-A ja pójdę im poprzeszkadzać w zabawie!-powiedziała uradowana Karolina i ruszyła schodami na górę...

* z perspektywy Karoliny *

Stanęłam przed drzwiami do pokoju Louisa i przyłożyłam do nich ucho. Nie było nic słychać, więc czyżby ich kłótnie się zakończyły? Stałam tak jeszcze kilka minut i słyszałam jak o czymś rozmawiają jednak nadal nie wiedziałam o czym.Wystawiłam język i jeszcze mocniej przycisnęłam się do drzwi. Po chwili poczułam czyjeś ręce na moich ramionach. Odwróciłam się gwałtownie i uderzyłam kogoś z łokcia w brzuch.
-Znowu stosujesz przemoc?-zapytał Zayn zginając się w pół.
-Przepraszam. Nie chciałam cię uderzyć.-powiedziałam zmartwiona. Chłopak po chwili wyprostował się i uśmiechnął wesoło.
-Jak dasz buzi to nie będzie boleć.-powiedział i nadstawił policzek. Stanęłam na palcach i próbowałam pocałować go w policzek, ale on odwrócił się i tym samym cmoknęłam go w usta. Tak się złożyło, że akurat w tym momencie drzwi do pokoju Louisa otworzyły się. W drzwiach stali zdziwieni Lou i Andzia. Po chwili z głośnymi śmiechami i okrzykami pobiegli na dół, a my z Zaynem spojrzeliśmy na siebie przerażeni i po chwili ruszyliśmy za nimi. Wbiegliśmy do salonu aby zapobiec rozprzestrzenianiu się plotki, ale jak widać było już za późno...
-Zarolina się całowała! Zarolina się całowała! Zarolina się całowała!-darł się Lou i skakał po całym salonie jak jakaś małpa. Andzia skakała razem z nim i też się wydzierała. W końcu obydwoje zamilkli i podbiegli do nas. Popchnęli nas w swoją stronę z wielkimi wyszczerzami.
-Tulimy!-wydarli się patrząc na nas. Byłam zbyt zdziwiona żeby cokolwiek powiedzieć. Patrzyłam tylko zdezorientowana na naszych "kochanych" wariatów.
-Zaraz, zaraz... Powoli... To prawda, czy oni mają taki odpał?-zapytał Niall wpatrując się w nas ze spokojem.
-My nie kłamiemy!-wydarli się razem Louis i Angelika. Rozglądałam się po pokoju zdezorientowana, ale wiedziałam, że w końcu muszę zabrać głos.
-To było niechcący.-powiedziałam tylko, a wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni.
-Jak można pocałować kogoś niechcący?-zapytała Angelika.
-Na przykład można na kogoś wpaść, albo ktoś cię popchnie i trafisz w usta.-powiedziałam starając się brzmieć wiarygodnie.
-Jakby to niby wyglądało?-zapytał Louis i stanął przed Andzią-Ojoj wywracam się!-powiedział nagle i udawał, że się potknął. Wywrócił moją przyjaciółkę z hukiem i cmoknął ją w usta.
-Widzicie? Głupota!-stwierdził wzruszając ramionami. Teraz wszyscy patrzyli na niego jak na idiotę.
-Złaź ze mnie! Jesteś głupszy od kamienia!-warknęła Angelika i zepchnęła z siebie szatyna. Ten tylko wzruszył ramionami.
-W każdym bądź razie całowaliście się. Mamy Zarolinkę!-powiedział ucieszony chłopak.
-A ty całowałeś Andzię!-stwierdził Zayn.
-To była tylko demonstracja waszej głupawej wymówki.-powiedział ze spokojem Lou.
-Dobra, dobra... Nie kłóćcie się. Co ma być to będzie.-powiedziała Kinga i uśmiechnęła się lekko. Byłam jej wdzięczna, choć wiedziałam, że będzie chciała się dowiedzieć o co dokładnie chodziło.
-Ej... A może poszłybyście po Alę? Cały dzień siedzi sama w domu. Pewnie jest jej przykro, że o niej zapomniałyście.-stwierdził Liam, a ja przytaknęłam mu.
-To ja po nią pójdę.-powiedziałam i wyszłam z salonu.
-Idę z tobą!-usłyszałam za sobą głos Zayna. Uśmiechnęłam się lekko i obydwoje wyszliśmy z domu. Po niecałej minucie byliśmy już w moim domu.
-Ala?! Ala gdzie jesteś?!-zapytałam głośno.
-Idę!-dało się słyszeć jej krzyk, a po chwili stała już na dole.
-Chodź z nami do chłopaków. Cały dzień siedzisz sama... Jak nie pójdziesz to oni przyjdą tutaj.-zagroziłam jej palcem, a ona roześmiała się.
-Okej, okej... Już idę... A wy... Jesteście razem?-zapytała się zdziwiona Ala.
-Nie. No skąd.-zaprzeczyłam i prychnęłam głośno.
-To chodźcie.-powiedział jeszcze Zayn i cała nasza trójka ruszyła z powrotem w stronę domu One Direction... Kto by pomyślał, że kiedykolwiek się z nimi zaprzyjaźnimy...

sobota, 21 kwietnia 2012

Rozdział Piąty

Rano obudziłam się dość późno, bo na zegarku widniała godzina 11:38. W każdym bądź razie Zayn jeszcze spał. Leżał z otwartą buzią na pościeli i mruczał coś pod nosem. Zaśmiałam się cicho i wyszłam z pokoju. Udałam się do pokoju w którym wczoraj miałam spać i wzięłam mój telefon. Powróciłam z powrotem do Zayna i cyknęłam mu jedną fotkę.
-Proszę jak ładnie.-powiedziałam uśmiechając się sama do siebie oglądając uważnie jego zdjęcie. Zajęło mi to ładnych parę minut.
-Wiesz, że to nie ładnie robić zdjęcia śpiącemu.-powiedział głos tuż przy moim uchu, a ja obróciłam się gwałtownie i uderzyłam bruneta w oko.
-Ał! Dobra już się nie czepiam, ale nie bij.-powiedział chłopak i zaśmiał się cicho zasłaniając dłonią uderzone miejsce.
-Przepraszam. To niechcący.-powiedziałam niepewnie i uśmiechnęłam się lekko.
-Spokojnie. Nie gniewam się.-odparł Zayn, a ja uśmiechnęłam się nieco szerzej.
-Reszta już wstała?-zapytał chłopak, a ja wzruszyłam ramionami.
-Idę się ubrać.-oznajmiłam tylko i wyprułam z pokoju w podskokach. Wzięłam swoje wczorajsze ciuszki i udałam się razem z nimi do łazienki. Ogarnęłam się i ubrałam po czym zeszłam na dół do kuchni.
-O witamy śpioszka.-powiedziała Andzia i posłała mi uśmiech.
-Jak się spało w pokoju gościnnym?-zapytał Lou gryząc kawałek marchewki.
-Emm... W pokoju gościnnym... Ten... Dobrze?-bardziej zapytałam niż stwierdziłam, a wszyscy popatrzyli na mnie jak na idiotkę.
-Karolina przez ciebie mam siniaki na plecach. Nie musiałaś aż... Ou...-powiedział chłopak wparowując do kuchni. Gdy tylko zobaczył całe towarzystwo zamilkł i nie dokończył swojej wypowiedzi. Wszyscy patrzyli na nas z minami w stylu WTF.
-Nie musiała czego?-zapytała w końca Aga i mierzyła nas ciekawskim spojrzeniem.
-Ojeju... Bo ja się bałam w nocy i poszłam spać do Zayna. Jego drzwi były najbliżej.-powiedziałam i zrobiłam wielce naburmuszoną minę. Cała reszta spokojnie pokiwała głowami, a po chwili wrócili do swoich poprzednich czynności. Tylko Agata śmiała się w najlepsze, ale nigdy nie twierdziłam, że ona jest do końca normalna, więc nie bardzo mnie to ruszało. Kiedy wszyscy zjedliśmy śniadanie Louis wpadł na genialny pomysł.
-Pojedziemy dziś do wesołego miasteczka!-oznajmił klaszcząc w dłonie.
-Taaak!-wydarła się Andzia i po chwili razem z szatynem skakali po całym domu ciesząc się jakby właśnie wygrali w totka.
-Dwaj wariaci się dobrali. Jakby dorzucić im jeszcze Agatę to stworzyliby świetne trio.-usłyszałam czyjś szept i odwróciłam się. Przede mną stał uśmiechnięty Zayn. Także się uśmiechnęłam, a po chwili poszłam do salonu żeby ogarnąć naszą dwójkę wariatów.
-Uspokójcie się!-krzyknęłam, a oni posłusznie usiedli na kanapie ze smutnymi minami.
-Możemy pojechać do wesołego miasteczka, o ile będziecie zachowywać się jak ludzie... Musicie skończyć... Z tym.-powiedziałam wskazując na nich ręką.
-Mam rozumieć, że chodzi o nas.-stwierdził Lou, a ja spojrzałam na niego nieco zdziwiona.
-W pewnym sensie taaak...-odparłam i wyszłam z salonu.

* z perspektywy Angeliki *

 Karolina zostawiła nas samych w salonie. Przez jakiś czas panowała tu dziwaczna cisza. Po chwili jednak oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Po jakichś 5 minutach opanowaliśmy się i rozsiedliśmy się na kanapie włączając telewizor.
-Chodź. Przytul się.-powiedział Lou i wyciągnął w moją stronę ręce.
-Pff... Jak potrzebujesz czułości to leć do Harrego.-odparłam oschle, lecz tak naprawdę byłam rozbawiona.
-No przytul... Nie można mi odmówić.-powiedział robiąc smutną minkę i dalej wyciągając ręce w moją stronę.
-Niech ci będzie...-odparłam i wyciągnęłam w jego stronę także swoje łapki. Chłopak mocno mnie przytulił i postanowił, że mnie nie puści.
-A teraz buzi...-powiedział i zaśmiał się cicho.
-No chyba nie.-odpowiedziałam mu tylko przyjmując poważny wyraz twarzy.
-Tak.-odpowiedział stanowczo i patrzył na mnie z powagą co wyglądało w jego wykonaniu dosyć dziwnie.
-Nie.-stawałam przy swoim i udawałam wielce obrażoną.
-Bo ja też się obrażę.-powiedział Louie, a ja spojrzałam na niego.
-Ojeju... Jak się obrazisz to mi się chyba świat zawali.-powiedziałam sarkastycznym tonem, a Louis pocałował mnie w policzek i przy okazji obślinił. Mocniej mnie ścisnął w swoim objęciu, a ja wytarłam tylko mój mokry policzek.
-Przeszkadzam?-zapytała uśmiechnięta od ucha do ucha Agata, która stała w wejściu do salonu.
-Nie, no skąd.-powiedziałam tylko i próbowałam wyrwać się z uścisku Lou. Ten jednak nie chciał mnie puścić.
-Widzę, że mamy nową parkę.-powiedziała Aga poruszając brwiami i siadając obok nas na jednym z foteli. Już miałam kategorycznie zaprzeczyć, kiedy to szatyn zasłonił mi usta ręką i sam zabrał głos.
-Tak, a co? Zazdrosna?-powiedział poruszając brwiami, a Adze dosłownie opadła szczęka. Natychmiast wybiegła z salonu. Chłopak wreszcie mnie puścił, a ja mocno uderzyłam go w ramię.
-Pojebało cię?!-spytałam wprost, a Lou tylko roześmiał się głośno. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam rozmyślać nad jego wszechobecną głupotą, kiedy do salonu zleciała się cała hołota aktualnie przesiadująca w tym domu.
-Jak? Gdzie? Kiedy? I czemu powiedziała nam o tym Agata?!-zapytała oburzona Karotka.
-No właśnie!-poparł ją Zayn i cała reszta. Louis nadal zwijał się ze śmiechu, a ja ponownie przywaliłam mu w ramię. Ogarnął się nieco i przestał się chichrać.
-Nie jesteśmy razem. To ten... Ugh! To był jeden z jego żartów.-powiedziałam najspokojniej jak umiałam, choć najchętniej po prostu bym mu przywaliła w ten głupi łeb. Czasami zastanawiam się czy z głupotą można się urodzić i na przykładzie Louisa wydaje mi się, że jednak można.
-Ale chciałabyś, co nie?-zapytał i poruszył brwiami.
-Nie żyjesz!-wydarłam się i zaczęłam go gonić. Biegałam za nim po całym domu aż w końcu zapędziłam go w ślepy zaułek, czyli innymi słowy balkon w jego pokoju.
-Teraz mi się nie wywiniesz.-powiedziałam podchodząc do niego powoli. Przerażony i roześmiany chłopak oparł się o balkonową barierkę. Podbiegłam do niego i wypchnęłam go, a on szybko wleciał do basenu, który znajdował się centralnie pod jego balkonem. Uśmiechnęłam się pod nosem i zbiegłam na dół wychodząc z domu i stając przy basenie.
-Miła kąpiel?-zapytałam ucieszona, a Lou pokiwał głową na tak. Tupnęłam nogą i wlazłam z oburzeniem do domu. Rozsiadłam się w salonie na fotelu i dopiero teraz skapnęłam się, że wszyscy nadal tam siedzą.
-No co?! Nie macie nic do roboty?!-zapytałam wkurzona. Gdy tylko zabrałam głos wszyscy się rozeszli, a ja zostałam w salonie całkiem sama. Miałam zamiar do końca dnia udawać obrażoną na Louisa. Nie wiem czy mi się to uda, ale próbować warto.

* z perspektywy Kingi *

-Czasami wydaje mi się, że Louis jest najdziwniejszą osobą jaka stąpa po tym świecie.-powiedział do mnie spokojnym głosem Niall wpychając sobie do buzi kolejnego żelka.
-Serio? Mi się wydaje, że to Aga, Andzia i Karotka są najbardziej szurnięte pod słońcem.-odparłam i wzruszyłam ramionami. Blondyn roześmiał się głośno i podsunął mi pod nos paczkę żelków.
-Normalnie niezbyt chętnie dzielę się z kimś jedzeniem, ale... Chcesz?-zapytał i posłał mi niepewny uśmiech.
-O... Czuję się wyróżniona.-odparłam i z uśmiechem wzięłam do ręki kilka żelków.
-Myślisz, że przy naszym następnym spotkaniu warto będzie sprawdzać okoliczne krzaki?-zapytał chłopak z uśmiechem, a ja roześmiałam się głośno.
-Wydaje mi się, że tym razem już nie. Być może zaczną śledzić kogoś innego. Oni są nienormalni.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Może i tak, ale lubię ich.-stwierdził Horan, a ja przyznałam mu rację. Siedzieliśmy tak jeszcze przez jakiś czas w ciszy i zajadaliśmy się żelkami. Kiedy jednak się skończyły zapanowała cisza.
-A co z tym wesołym miasteczkiem?-zapytałam wreszcie, a chłopak wzruszył ramionami.
-Chodź, idziemy się zapytać.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę schodząc na dół.
-Co z tym wesołym miasteczkiem?!-zapytałam głośno wbijając do salonu. Siedziała tam obrażona Andzia, a obok niej przepraszający ją Lou.
-Raczej nie pojedziemy tam dzisiaj... Ale zawsze możecie iść sami.-stwierdził Louie.
-Chcesz iść?-zapytał Niall i uśmiechnął się lekko.
-No pewnie.-odparłam i wybiegłam z salonu na korytarz.
-Bawcie się grzecznie dzieci!-usłyszałam jeszcze krzyk Lou i przewróciłam oczami. Po chwili razem z Niallem ruszyłam do wesołego miasteczka. Okazało się, że to wcale nie jest tak daleko jak się wydaje. Droga zajęła nam około 25 minut.
-To gdzie najpierw chcesz iść?-zapytał blondyn oglądając wszystko z wielką uwagą.
-Do domu strachów!-powiedziałam i poruszyłam brwiami, a chłopak nieco pobladł i wymamrotał coś pod nosem. Pociągnęłam go we właściwym kierunku i po chwili byliśmy już w środku. Szliśmy ciemnym korytarzem, a co chwile ze ścian wyskakiwała jakaś straszna kukła. Dało się słyszeć nasze piski, albo raczej piski Nialla, bo to on najbardziej się bał. Kiedy wreszcie wyszliśmy z domu strachów chłopak padł na ziemię i odetchnął głęboko.
-Nigdy więcej!-powiedział do mnie z przerażeniem w oczach, a ja roześmiałam się.
-Teraz idziemy tam.-powiedziałam i wskazałam na kolejkę górską. Niall nie był zbytnio zadowolony, ale powlókł się za mną we wskazaną wcześniej stronę...

* z perspektywy Angeliki *

Stałam razem z Louisem pod drzwiami pokoju Zayna. Postanowiłam, że jednak się pogodzimy, ponieważ zaczęło mi się nudzić. Kinga wyszła gdzieś z Niallem, Alicja wróciła do domu, a Agata wałęsała się po mieście razem z Liamem. Karolina już od dłuższego czasu siedziała w pokoju bruneta, a ja koniecznie chciałam się dowiedzieć o czym gadają.
-Ciszej Louis, bo cię zadźgam łyżką.-powiedziałam i szturchnęłam go łokciem w bok.
-Staram się być cicho.-odpowiedział szeptem, a ja tylko przewróciłam oczami i powróciłam do podsłuchiwania. Głosy w pokoju ucichły, a po chwili drzwi się otworzyły i razem z szatynem wleciałam do środka.
-O patrz! Znalazłem!-powiedział triumfalnym tonem Lou.
-Idioto to mój guzik!-warknęłam i spojrzałam na niego jak na idiotę. On mi wyrwał guzik!
-No właśnie... Przecież jego tu szukaliśmy.-powiedział patrząc na mnie z rozbawieniem.
-Tak... Z całą pewnością szukaliście tu guzika.-powiedział Zayn patrząc na nas z politowaniem.
-To był jego pomysł!-powiedziałam wskazując palcem na Louisa.
-Co?! Obrażam się!-powiedział oburzony, a ja spojrzałam na niego przepraszająco i dałam mu buziaka w policzek.
-No może jednak ci wybaczę.-odpowiedział i zaśmiał się.
-Idioci.-skomentowała Karotka i razem z Zaynem ominęli nas i zeszli na dół po schodach.
-Gdzie idziecie?-zapytałam zaciekawiona zbiegając za nimi.
-Na spacer po mieście.-odpowiedział Zayn, a po chwili razem z Karoliną wyszli z domu.
-Louis! Bierz okulary i dwa kapelusze! Idziemy śledzić Zarolinę.-powiedziałam i uśmiechnęłam się sama do siebie wymyślając połączenie ich imion. W sumie to nie było trudne, ale ci... Muszę się przecież pocieszyć. Kiedy byliśmy gotowi do akcji Lou miał przyklejone sztuczne wąsy, na głowie miał kapelusz, a na nosie ciemne okulary przeciwsłoneczne. Ja miałam to samo... No nie licząc sztucznych wąsów. Szybko wybiegliśmy z domu i ruszyliśmy przed siebie próbując wyszukać Karotkę i pana Malika.
-Tam są.-powiedział Lou przyklejając się do szyby przed Milkshake City. Szybko odciągnęłam od niej i popukałam go w głowę.
-Zaraz cię zauważą. Tym razem mają nas nie nakryć. Czaisz?-zapytałam i zrobiłam poważną minę.
-Okej, okej.-powiedział uspokajając mnie gestem rąk-Uwaga! Wychodzą!-wydarł się Lou i pociągnął mnie za rękę odciągając nieco dalej. Okazało się jednak, że parka idzie w naszą stronę. Szybko odwróciłam chłopaka tyłem do nich i przytuliłam się do niego starając się schować twarz. Przeszli obok nas śmiejąc się i ruszyli w stronę dobrze znanego nam już parku.
-Idziemy za nimi, ale dopiero jak będą daleko.-powiedziałam do Tomlinsona, a on pokiwał głową.
-Powinniśmy założyć jakąś spółkę. A nazwa... Hmm... Agenci nie najlepsi.-powiedział wymachując mi ręką przed oczami.
-Bardzo twórcza nazwa Boo, ale musimy już iść, bo stracimy ich z pola widzenia.-powiedziałam spokojnie i złapałam go za rękę ciągnąc w stronę parku. Szliśmy za Karotką i Zaynem w bezpiecznej odległości.
-Kiedy oni wreszcie się gdzieś zatrzymają... Może tam w głębi parku nad małym stawem?-zapytał Lou, a ja wzruszyłam ramionami. Szliśmy za nimi w ciszy i przyglądaliśmy im się z uwagą. Boo Bear miał rację. Zatrzymali się przy stawiku nieopodal kilku drzew i wysokich krzaków. Tak... To idealna kryjówka! Po cichu podeszliśmy do nich i schowaliśmy się tak, że nie było nas widać.
-Teraz masz być cicho... Ani słowa, zrozumiałeś?-zapytałam szatyna z powagą, a on kiwnął głową na znak zrozumienia moich słów. W ciszy przysłuchiwaliśmy się ich rozmowie. Powiem szczerze, że mieli nieco ciekawsze tematy do rozmów niż Niall z Kingą. Gadali głównie o zespole, sławie, przyjaciołach, związkach i takie tam podobne.
-Nudzi mi się...-szepnął mi do ucha Tomlinson, a ja spojrzałam na niego i westchnęłam cicho.
-Możemy teraz zostawić tu nasze przedmioty maskujące i udawać, że niechcący ich spotkaliśmy.-zaproponowałam, a chłopak z chęcią zgodził się na moją propozycję. Wyszliśmy z krzaków i obeszliśmy dookoła staw.
-O! Zayn, Karolina! Hej! Co wy tu robicie?-zapytałam udając zdziwienie, a Lou zaśmiał się pod nosem.
-My? Siedzimy sobie i gadamy, a co wy tu robicie?-zapytała Karotka unosząc jedną brew ku górze.
-Spacerujemy sobie na świeżym powietrzu.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-Czyli tym razem nikogo nie śledzicie i nie podsłuchujecie?-zapytał Zayn.
-Nieeee, no skąd... My? Tacy porządni ludzie? Nigdy...-powiedziałam gestykulując rękami. Louis wybuchł głośnym śmiechem, a ja zmierzyłam go zabójczym spojrzeniem. Chłopak uśmiechnął się niewinnie i przytulił mnie mocno.
-Zachowujecie się jak stare, dobre małżeństwo.-stwierdził brunet, a moja przyjaciółka potwierdziła jego słowa.
-A wy macie ciekawe tematy do rozmów.-wypalił Lou, a ja walnęłam go w tył głowy otwartą dłonią.
-TY...JESTEŚ...IDIOTĄ!-wydarłam mu się do ucha i zaczęłam gonić go dookoła stawu. Tomlinson poślizgnął się jednak i wleciał z hukiem do wody. Roześmiałam się głośno i patrzyłam na jego zdziwioną minę.
-Chodź... Pomogę ci...-wyrzuciłam z siebie przez śmiech i wyciągnęłam w jego kierunku rękę. Złapał ją i zaczął wychodzić, ale po chwili mocno pociągnął mnie i razem wylądowaliśmy w wodzie. Spojrzałam na niego oburzona, a po chwili obydwoje zaczęliśmy się głośno śmiać.
-Dzwonię do psychiatryka!-oznajmiła głośno Karolina, a my z Lou jeszcze bardziej się cieszyliśmy. Ach... Nie ma to jak inteligencja... Po jakichś 20 minutach śmiechów i narzekania wyszliśmy z wody i usiedliśmy obok Zaroliny. Teraz oficjalnie będę ich tak nazywać, choć nie są razem... Chyba...
-Wy macie mózg, czy jakąś plastikową podróbę?-zapytała Karolina, a ja wzruszyłam tylko ramionami.
-Wracajmy do domu. Muszę się przebrać.-powiedział Louie i pociągnął mnie za rękę. Szliśmy w stronę domu, ale nagle mi się o czymś przypomniało.
-Zarolina! W krzakach są nasze kapelusze, okulary i sztuczne wąsy! Przynieście je potem!-krzyknęłam w ich stronę i posłałam im całusa. W podskokach wróciłam do domciu i przebrałam się w coś czystego i suchego, a potem ponownie zawitałam u One Direction.
-Louis! Louis! Gdzie jesteś?!-zapytałam wchodząc do domu i niepewnie kierując się w stronę schodów. Nagle z salonu wyskoczył Lou z dzikim okrzykiem. Pisnęłam głośno i przyłożyłam mu w ramię.
-Ała! To naprawdę bolało!-powiedział, a w jego oczach pojawiły się łzy. Usiadł na kanapie i zaczął płakać. Przez chwilę myślałam, że żartuje, ale widziałam jak łzy skapują mu na ziemię.
-O Boże Lou... Kochany ja nie chciałam cię skrzywdzić... Marchewko?-zapytałam niepewnie siadając obok niego i kładąc mu dłoń na ramieniu. Chłopak podniósł na mnie wzrok i uśmiechnął się szeroko. Byłam nieco zdezorientowana.
-Mam talent do płakania na zawołanie.-powiedział i poruszył brwiami, a ja zaśmiałam się głośno.
-To nie fair! Ja tu się martwię, a ty sobie żartujesz!-powiedziałam przez śmiech. Po chwili przybrałam jednak poważną minę i odwróciłam się do niego plecami. Nagle usłyszałam, że otwierają się drzwi. Do salonu wparowała Kinga i Niall śmiejąc się w najlepsze.
-Dzisiaj nas nie śledziliście!-odparł uradowany Niall-Gratuluję!-dodał głaszcząc nas po głowach.
-Was nie, ale Zarolinę tak.-powiedziałam z wyszczerzem.
-Zarolinę?-zapytali oboje ze zdziwioną miną. Zaśmiałam się cicho.
-No Zayna i Karolinę, czyli Zarolinę. A wy będziecie... Ninga, lub Kiall. Co lepiej brzmi marcheweczko?-zapytałam Lou, a on uśmiechnął się szeroko.
-Hmm... Kiall!-wydarł się i zaczął skakać wokoło blond parki. Oni patrzyli na niego jak na wariata, a on był maksymalnie szczęśliwy.
-Zachciało wam się łączyć imiona?-zapytała Kinga marszcząc czoło.
-Tak.-odpowiedzieliśmy równo i teraz obydwoje skakaliśmy wokół nich jak wariaci. Nagle w salonie pojawili się też Liam i Aga. Zaczęliśmy skakać wokoło nich.
-Aiam, Aiam, Aiam, Aiam!-wykrzykiwaliśmy skacząc wokoło nich. W końcu znudziła nam się ta zabawa i rzuciliśmy się z wrzaskiem na kanapę.
-Nie pytajcie... Oni są nienormalni i trzeba ich zamknąć w izolatce.-wytłumaczył Niall, a my roześmialiśmy się głośno. Nie ma to jak nienormalność!
-To da się zauważyć. A tak przy okazji to wie ktoś może gdzie jest Karolina, Alicja, Zayn i Harry?-zapytał Liam.
-Ala jest w domu, Zarolina w parku, a Harry... Nie wiem. Może poszedł spać?-zapytałam sama siebie i nagle spojrzałam na Louisa ze złowrogim uśmiechem.
-Myślisz o tym samym co ja?-zapytał chłopak, a ja pokiwałam głową. Obydwoje wypruliśmy na górę do łazienki i napełniliśmy wiadro zimną wodą. Weszliśmy po cichu do pokoju Hazzy i ujrzeliśmy go rozwalonego na łóżku. Spał... Podeszliśmy do niego po cichu i wylaliśmy na niego wiadro wody.
-ZABIJĘ WAS WY MENDY JEDNE!

piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział Czwarty

Obudziłam się i leniwie otworzyłam moje oczy. Czułam, że strasznie bolą mnie plecy. Ciekawe od czego? Ach tak... Przecież wczoraj zasnęłam na kanapie. Próbowałam wstać, ale "coś" mnie trzymało. Okazało się, że tym czymś były ręce Louisa, który zakleszczył mnie w swoim uścisku. Przez jakiś czas siłowałam się i próbowałam wstać, ale moje próby szły na marne. Westchnęłam głośno i szturchnęłam Lou w ramię.
-Louie... Louie... Wstawaj... Musisz mnie puścić.-powiedziałam mu cicho do ucha i cały czas szturchałam go w ramię.
-Nieee... Leż jeszcze. Wygodnie mi.-powiedział i uśmiechnął się nie otwierając nawet oczu. Westchnęłam głośno i oparłam się o niego z naburmuszoną miną. Przejechałam wzrokiem po całym pomieszczeniu. Nie było tu nikogo prócz nas. Zapewne po filmie każdy poszedł w swoją stronę... Zaczynało mi się nudzić, więc zaczęłam uważnie oglądać moje paznokcie. Potem nuciłam sobie coś pod nosem, a następnie bawiłam się włosami Louisa. Przyglądałam się mu z uwagą i zrobiłam minę filozofa. Rozczochrałam mu włosy i zaczęłam jeździć palcami po całej twarzy. Kreśliłam tam jakieś dziwne wzorki... Chłopak uśmiechnął się nagle, a ja zabrałam moje ręce.
-Ej... Ty nie śpisz.-powiedziałam z wyrzutem, a on tylko zaśmiał się i otworzył oczy.
-No nie śpię, nie śpię...-stwierdził i wzruszył ramionami. Udałam obrażoną i po raz kolejny próbowałam wstać, ale ten brązowowłosy patafian cały czas mnie trzymał.
-Możesz mnie już puścić.-powiedziałam z wyższością w głosie.
-Ale nie puszczę.-powiedział i wyszczerzył się perfidnie.
-Musisz mnie puścić!-powiedziałam oburzona i wydęłam policzki. Wyglądałam jak czteroletnie, naburmuszone dziecko, któremu matka nie chciała kupić zabawki.
-A co będę z tego miał?-zapytał poruszając brwiami. Uśmiech nie schodził z jego twarzy. Po części zaczął mnie irytować, ale był też w pewien sposób zabawny.
-Wiesz... Tak sobie myślę, że... Nic, a nic!-warknęłam mu do ucha na co on odpowiedział tylko gromkim śmiechem.
-W takim razie ja idę spać.-oznajmił i zamknął oczy cały czas uśmiechając się.
-Nieee... Louie... Puść mnie, proszę.-powiedziałam i zrobiłam proszącą minę kota ze Shreka.
-Ponawiam wcześniejsze pytanie, czyli co będę z tego miał?-spytał wpatrując się we mnie z zupełną powagą. Prychnęłam głośno i udawałam obrażoną.
-Ewentualnie mogłabym zrobić ci śniadanie.-powiedziałam nadal udając wielce urażoną.
-No... Skoro nalegasz...-powiedział i puścił mnie. Uśmiechnęłam się szeroko i szybko wstałam z kanapy. Tak na wszelki wypadek jakby się rozmyślił.
-A co chcesz na śniadanie?-zapytałam spoglądając na niego z powagą.
-Zaskocz mnie.-rzucił tylko z wyzywającym uśmiechem.

* z perspektywy Karoliny *

Zbiegłam w podskokach na dół i wlazłam do kuchni. Pamiętam, że wczoraj zasnęłam u chłopaków podczas oglądania filmów, a rano obudziłam się w czyjejś sypialni. Ogarnęłam się i jak już wspomniałam, zeszłam do kuchni.
-O... Hej Andzia.-powiedziałam i uśmiechnęłam się wesoło.
-Ta... Cześć.-powiedziała i przygotowywała naleśniki.
-Mmm... A dla kogo te naleśniki?-zapytałam i oblizałam się. Miałam ochotę na naleśniki. Takie z nutellą, albo z dżemorem. Mniam...
-Dla Louisa... No i może zostanie też coś dla reszty.-rzuciła Angelika i uśmiechnęła się lekko.
-Dla Lou? Myślałam, że lubisz Harrego...-powiedziałam zdziwiona.
-Ten brązowowłosy poteflon mnie szantażował.-powiedziała naburmuszona dziewczyna, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
-Poteflon?-zapytał robiąc minę w stylu WTF.
-Tak, poteflon. Nie pytaj...-powiedziała i zaśmiała się cicho. Ta... Bardzo ciekawe. Wyszłam z kuchni i udałam się do salonu. W salonie siedział Louis i oglądał telewizję.
-Heeeeej.-powiedziałam uśmiechnięta od ucha do ucha i usiadłam obok niego na kanapie.
-Heeeeeeeeeej!-odparł wesoło i posłał mi uśmiech.
-Andzia robi dla ciebie naleśniki. Co ty jej zrobiłeś, że ona robi śniadanie?!-zapytałam zdziwiona i spojrzałam na niego zupełnie poważnie. Zazwyczaj połączenie Andzia + kuchnia kończy się jedną, wielką tragedią, ale nie tym razem.
-Wystarczy odrobina rozumu i można zdziałać wszystko.-skomentował szatyn, a ja tylko pokiwałam twierdząco głową. W salonie zaczęło mi się już nudzić, więc poszłam na górę i weszłam do pokoju w którym się obudziłam. Na łóżku siedział Zayn i czytał jakąś gazetę.
-Cześć.-powiedziałam i posłałam mu uśmiech-To twój pokój? Kto mnie tu zaniósł? Jeśli to twój pokój to gdzie ty spałeś?-zadałam wszystkie pytania na które chciałam poznać odpowiedź i usiadłam na przeciwko niego.
-Hej... Tak to mój pokój i ja cię tu zaniosłem, bo zasnęłaś. Ja? Ja spałem w pokoju u Louisa. I tak spał w salonie.-stwierdził chłopak i wzruszył ramionami. Wyszłam z jego pokoju i weszłam do pokoju naprzeciwko. Zajrzałam do środka, a widok zmroził mi krew w żyłach.
-PRZYODZIEJ SIĘ CZŁOWIEKU, BO TO BOLI!-wrzasnęłam i rzuciłam się na podłogę zakrywając oczy.
-Dobra, dobra... Nie spodziewałem się, że zechcesz wparować do mojego pokoju. Do każdego dziś tak przychodzisz?-zapytał Harry.
-Mam taki zamiar. Mogę już patrzeć?-zapytałam i dostałam odpowiedź twierdzącą. Wstałam z podłogi i spojrzałam na niego. Zdążył już założyć spodnie.
-Następnym razem chodź ubrany.-powiedziałam i posłałam mu krzywy uśmiech.
-Następnym razem pukaj.-odparł sarkastycznie i pokazał mi język. Odpłaciłam mu się tym samym i wparowałam do kolejnego pokoju. Na łóżku leżał śpiący Niall... Awww.... Tak słodko wyglądał. Podeszłam do niego i wskoczyłam na łóżko.
-WSTAWAJ!-wydarłam mu się do ucha, a on natychmiast wypruł z łóżka i stanął obok.
-Karolina!-wydarł się, a ja wybuchnęłam salwą śmiechu i uciekłam szybko z pokoju. Zbiegłam na dół i ponownie wlazłam do salonu. Siedziała już tam Kinga, Agata i Liam, a Lou z Andzią siedzieli zapewne w kuchni.
-Cześć wam wszystkim.-rzuciłam z uśmiechem, a po chwili upadłam na podłogę. Zaczęłam piszczeć, bo nie bardzo wiedziałam co się stało. Przekręciłam się na plecy i ujrzałam nad sobą roześmianą twarz Nialla. Po chwili chłopak zaczął mnie łaskotać, a ja zwijałam się ze śmiechu.
-Pomocy!-wydarłam się. Kinga leniwie wstała z kanapy, a ja coraz głośniej się śmiałam.
-No Kinga kurna! Zabierz swojego chłopaka!-wrzasnęłam przez śmiech, a Kinga obraziła się i ponownie usiadła na kanapie. Po chwili blondyn przestał mnie łaskotać i z triumfem wymalowanym na twarzy odszedł.
-Obudziłaś go, prawda?-zapytał Liam i uniósł jedną brew ku górze. Pokiwałam twierdząco głową, a on przewrócił tylko oczami i westchnął cicho. Postanowiłam, że sprawdzę co u Andzi. Wbiłam do kuchni z szerokim uśmiechem. Andzia dalej smażyła naleśniki, a Lou siedział na blacie i podśpiewywał coś pod nosem.
-Już zjadłeś?-zapytałam Lou, a on pokiwał głową z szerokim uśmiechem.
-A dla mnie?!-spytałam oburzona i tupnęłam nogą. Jak można o mnie zapomnieć, no jak?!
-Tam są.-powiedział szatyn i wskazał na talerz z naleśnikami. Podbiegłam do niego i zabrałam się za jedzenie. Chłopak śmiał się głośno, a ja nie zwracałam na to uwagi. Po kilku minutach na talerzu nic nie zostało. Czyli jednak o mnie nie zapomnieli... No i całe szczęście, bo długo by nie pożyli...
-Dziękuję.-powiedziałam tylko i wybiegłam z kuchni. Po chwili znalazłam się w salonie i latałam wokół kanapy udając helikopter. Miałam dziś nadzwyczaj dobry humor i raczej nikt mi go nie popsuje...

***
* z perspektywy Kingi *

-Banan to nie jest taki zmutowany rodzaj pomidora wydziedziczony z powodu inności!-powiedziałam do Karotki i strzeliłam facepalma.
-Ale ty nie masz racji!-wykrzyknęła Karola gestykulując rękami. Zaśmiałam się pod nosem i poszłam do mojego pokoju. Nagle dostałam sms-a. O! Od Nialla...
,,Wpadnę za jakąś minutę i porwę cię! ]:->''
Za minutę? O kurna... Pobiegłam szybko do lusterka i przejrzałam się w nim. Poprawiłam nieco makijaż i ułożenie moich włosów. Nagle usłyszałam jak ktoś puka do drzwi.
-JA OTWORZĘ!-wydarłam się na cały regulator i zbiegłam na dół. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam w nich uśmiechniętego blondaska.
-Gdzie masz zamiar mnie porwać?-zapytałam na wstępie i uśmiechnęłam się wesoło.
-Zobaczysz.-powiedział uradowany chłopak, a ja odpowiedziałam mu szerszym uśmiechem.
-A więc chodźmy!-zarządziłam i obydwoje ruszyliśmy w odpowiednią stroną gadając i śmiejąc się z niczego. Po jakimś czasie jak zwykle spacerowaliśmy po parku i opowiadaliśmy sobie masę różnych śmiesznych rzeczy.
-Jestem głodny... Chodźmy tam!-powiedział uradowany blondyn i pociągnął mnie w kierunku McDonalda. Przewróciłam tylko oczami i poszłam razem z nim we wskazane miejsce. Chłopak kazał mi usiąść przy wolnym stoliku, a sam poszedł zamówić jedzenie. Po kilku minutach wrócił z tacą pełną hamburgerów, dwiema dużymi colami i dużymi frytkami.
-Masz zamiar to wszystko zjeść?!-zapytałam zdziwiona spoglądając na gigantyczną ilość jedzenia.
-No raczej...-odparł tylko i promiennie się uśmiechnął biorąc się za jedzenie. Westchnęłam cicho i zaśmiałam się po czym przyciągnęłam do siebie frytki. Zaczęłam powoli zjadać je patrząc w tym czasie na blondyna. Opychał się w najlepsze i całą twarz miał ubrudzoną w sosie.
-Coś się ubrudziłeś.-stwierdziłam podśmiewając się.
-Serio?-zapytał zdziwiony chłopak i zaczął wycierać się serwetką.
-Jeszcze tam.-powiedziałam i wskazałam palcem miejsce na jego twarzy.
-Tu?-zapytał wycierając się.
-Nie, nie... Tam niżej.-powiedziałam i ponownie zaczęłam pokazywać palcem.
-Tutaj?-zapytał i ponownie wycierał swoją twarz.
-Nie... Tam przy ustach!-powiedziałam dalej wskazując na ubrudzone miejsce.
-Ja już nie wiem gdzie!-powiedział naburmuszony chłopak i zmarszczył czoło.
-Daj to!-powiedziałam i zabrałam mu serwetkę. Usiadłam obok niego po czym wytarłam mu twarz.
-Już?-zapytał Niall i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Już.-odpowiedziałam i także uśmiechnęłam się. Po chwili obydwoje wyszliśmy z Mc'a i udaliśmy się do parku.
-A może pójdziemy do fontanny?-zapytałam spoglądając na chłopaka. Najwyraźniej mój pomysł mu się spodobał, ponieważ złapał mnie za rękę i przyśpieszył kroku idąc w stronę fontanny. Kiedy dotarliśmy wreszcie na miejsce usiedliśmy na murku przy fontannie.
-Ciekawe czemu nie ma tam rybek.-wypalił blondyn, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Wiesz... Wątpię żeby fontanna była odpowiednim miejscem dla ryb.-stwierdziłam spokojnie i uśmiechnęłam się.

* z perspektywy Karoliny *

Siedziałam w naszym domu w salonie i powiem szczerze, że zaczęło mi się nudzić. Nagle zauważyłam, że Andzia gdzieś wychodzi.
-Czekaj! Gdzie idziesz?-zapytałam podbiegając do niej.
-Do chłopaków. Idziesz ze mną?-zapytała, a ja posłałam jej szeroki uśmiech i szykowałam się do wyjścia. Po kilku minutach byłam gotowa i obydwie wyszłyśmy z domu. Kiedy byłyśmy na miejscu zapukałam głośno do drzwi. Słyszałam jakieś krzyki, a po chwili w drzwiach stał Lou.
-No witam, witam... Przyszłyście zabrać te wariatki Agatę i Alę?-zapytał niepewnie, a my zaśmiałyśmy się głośno.
-Nie... Przyszłyśmy dorzucić wam do kompletu jeszcze dwie wariatki.-powiedziała Andzia i uśmiechnęła się. Louis wpuścił nas do środka i wszyscy poszliśmy do salonu. Angelika i Lou usiedli na kanapie, a ja stałam na środku salonu.
-A gdzie Aga i Ala?-zapytałam po chwili milczenia.
-Na górze w pokoju Harrego.-powiedział Lou i posłał mi lekki uśmiech. Wyszczerzyłam się i w podskokach pobiegłam na górę.
-Heeeej!-powiedziałam na wstępie i spojrzałam na czwórkę bawiących się wariatów.
-Co tam?-zapytał rozbawiony Zayn i poklepał obok siebie miejsce na łóżku.
-A nic. Wpadłam żeby wam potowarzyszyć.-powiedziałam z wyszczerzem.
-Nam czy Zaynowi?-zapytała Aga unosząc jedną brew do góry. Cała poczerwieniałam ze złości i prychnęłam z oburzeniem. Szybkim krokiem wyszłam z pokoju, a gdy zamknęłam drzwi usłyszałam śmiechy naszych przyjaciół. Tupnęłam nogą i stałam przed drzwiami naburmuszona.
-Co się stało?-zapytała Angelika, która właśnie zjawiła się obok mnie.
-Aga mnie uraziła.-odparłam z grobową miną i zeszłam na dół nie patrząc więcej na nią. Udałam się w kierunku salonu. Lou siedział na fotelu i oglądał coś w telewizji. Już miałam coś powiedzieć, kiedy nagle potknęłam się i wylądowałam na szatynie.
-Nie wiedziałem, że na mnie lecisz.-skomentował rozbawiony Lou.
-Ja nie! Andzia!-powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Po chwili do salonu wpadła Angie.
-Ci ludzie są skończonymi idiotami. I wiecie co?-zapytała, ale nie dokończyła swojej myśli, ponieważ podzieliła mój los i wpadła na Louisa.
-Miałaś rację.-powiedział chłopak w moją stronę, a ja zachichotałam.
-Ale o co chodzi?-zapytała moja przyjaciółka ze zdziwioną miną.
-O nic.-odparłam szybko.
-Nieprawda... Karolina powiedziała, że na mnie lecisz.-oznajmił Louie, a ja zmierzyłam go zabójczym wzrokiem.
-ŻE CO?!-zapytała oburzona dziewczyna, a ja poderwałam się z miejsca i zaczęłam przed nią uciekać. Ganiałyśmy się z dobre pięć minut kiedy przede mną pojawił się Harry. Złapałam go za koszulkę i zaczęłam używać jako tarczy chroniącej mnie przed Andzią.

* z perspektywy Angeliki *

-To nie fair!-krzyknęłam widząc jak Karotka wykorzystuje Hazzę. Uśmiechnęłam się złowrogo i wskoczyłam mu na plecy próbując dosięgnąć rękami Karoliny. Ta natychmiast uciekła, a ja uderzyłam Harrego w ramię.
-WIO KONIKU!-wydarłam mu się do ucha na co on zareagował śmiechem. Ruszył z miejsca i pobiegł za Karoliną. Po chwili ponownie zjawiliśmy się w salonie. Loczek niestety także wyrżnął orła i oboje wylądowaliśmy na Louisie.
-Ja to mam powodzenie.-skomentował szatyn, a ja wybuchnęłam głośnym śmiechem. Po chwili wstałam na nogi i usiadłam na kanapie zmęczona tą całą gonitwą.
-Nie gniewasz się już?-zapytała niepewnie Karotka siadając obok mnie. Posłałam jej lekki uśmiech.
-Nie. Wiem, że żartowałaś.-powiedziała najspokojniej w świecie i zerknęłam na Lou.
-Ej! A ja już myślałem, że wszyscy na mnie lecą!-stwierdził robiąc smutną minkę. Podeszłam do niego i wpakowałam mu się na kolanka czochrając mu włosy.
-Jeśli to ma ci poprawić humor to możemy iść na miasto i spróbować znaleźć Kingę i Nialla. Tajni agenci misja druga.-powiedziałam i poruszyłam brwiami.
-No pewnie!-wykrzyknął chłopak i po chwili razem ze mną na rękach wybiegł z domu.
-Idioto! Nie mam butów!-warknęłam i roześmiałam się, a on posłusznie zaniósł mnie z powrotem do środka. Założyłam buty i tym razem na własnych nogach wyszłam z domu.
-Gdzie mogli iść?-zapytałam chłopaka, a on wzruszył tylko ramionami.
-Możliwe, że poszli do parku. Ostatnio często tam przesiadują. Ale... Mogli iść też coś zjeść.-stwierdziłam i zaczęłam zastanawiać się odkąd zacząć poszukiwania.
-To może ja pójdę sprawdzić miejsca w których da się coś przegryźć, a ty pójdziesz do parku? Jak któreś z nas ich znajdzie to się zdzwonimy.-zaproponował chłopak, a ja z uśmiechem przystałam na jego propozycję. Zaczął już odchodzić kiedy nagle sobie o czymś przypomniałam.
-Czekaj! Nie mam twojego numeru!-powiedziałam i podbiegłam do niego. Podyktował mi numer, a ja zapisałam go. Szybkim krokiem ruszyłam do parku i zaczęłam swoje poszukiwania. Na początku byłam skupiona i zachowywałam powagę, lecz potem zaczęłam szukać ich w krzakach i pod wszelkiego rodzaju kamykami. Śmiałam się sama z siebie, kiedy nagle dostrzegłam znajome sylwetki. Tak to oni! Szybko wybrałam numer Lou.
-Agencie 007... Znalazłam nasz cel! Są w parku przy fontannie. Czekam!-wydarłam się do słuchawki gdy odebrał telefon po czym rozłączyłam się i czekałam aż przyjdzie. Po kilku minutach zjawił się cały zdyszany trzymając w ręce paczkę czipsów.
-Nie mogłeś się powstrzymać, prawda?-zapytałam lekko poirytowana i przewróciłam oczami. Louie wzruszył tylko ramionami i poczęstował mnie przekąską. Wzięłam kilka czipsów i razem z nim udałam się bliżej parki. Zatrzymaliśmy się w jakichś krzakach i postanowiliśmy poobserwować ich i przy okazji podsłuchać o czym mówią. Gadali o głupich rzeczach... Wypytywali się o swój ulubiony kolor, danie, muzykę, książki... Nie mogli chociaż raz pogadać o czymś ciekawym?!
-Oni są nudni jak flaki w oleju.-powiedziałam i westchnęłam cicho.
-Przyznaję ci rację.-poparł mnie Lou. Obydwoje wygramoliliśmy się z krzaków, a przed nami znikąd pojawili się Niall i Kinga.
-Emm... My tylko...-powiedziałam zamieszana widząc ich złe miny.
-Pieprzyliśmy się w krzakach!-oznajmił szybko Lou, a my wszyscy popatrzyliśmy na niego z miną w stylu wtf. Popukałam go mocno w głowę.
-Halo? Jest tam kto?-zapytałam nadal uderzając go w głowę-Niestety, ale muszę ci oznajmić, że nie posiadasz mózgu!-wydarłam się mu do ucha, a on zrobił tylko przepraszającą minkę.
-To pierwsze co mi przyszło na myśl.-wyjaśnił, a ja uderzyłam się otwartą dłonią w czoło.
-To o czym ty w ogóle myślisz zboczeńcu?!-zapytałam oburzona i zaśmiałam się cicho. On tylko wzruszył ramionami.
-Naprawdę macie zamiar za każdym razem nas śledzić?-zapytała Kinga z całkowitą powagą. Spojrzeliśmy na siebie z Louisem i pokiwaliśmy głowami na tak.
-Moglibyście chociaż raz być bardziej dyskretni.-stwierdził blondyn, a po chwili razem z Kingą odeszli w inną stronę.
-To co teraz robimy?-zapytałam nie mając żadnych ciekawych pomysłów w zanadrzu.
-Idziemy do domu poprzeszkadzać naszym przyjaciołom.-powiedział szatyn i pociągnął mnie za rękę w kierunku domu.

***
* z perspektywy Karoliny *

Teraz byłam już stuprocentowo pewna, że ten pomysł z nocowaniem u chłopaków i oglądaniem horrorów nie był naszym najwspanialszym pomysłem. Chwyciłam mojego jaśka i udałam się do pokoju obok mnie. Nie wiedziałam kto w nim śpi, ale teraz to się nie liczy. Potrzebowałam kogoś przy kim nie będę się tak bać. Wślizgnęłam się po cichu pod kołdrę i próbowałam zasnąć, lecz nie mogłam. Za bardzo się bałam. Popukałam osobę śpiącą obok mnie w ramię.
-Co jest?-usłyszałam zaspany głos Zayna... A więc to u niego siedzę... Cóż... Mi to nie przeszkadza. Najważniejsze jest to by udało mi się zasnąć.
-Boję się spać. Mogę tu zostać?-zapytałam cichym głosikiem.
-Yhym.-mruknął chłopak i zamknął oczy.
-Ale nie śpij!-powiedziałam głośniej i poszturchałam go.
-Dlaczego?-zapytał otwierając jedno oko i spoglądając na mnie ze zdziwieniem.
-Bo... Zagramy w to kto dłużej nie zaśnie!-wymyśliłam na poczekaniu i uśmiechnęłam się lekko.
-Okej... To przegrałem.-odparł brunet i ponownie zamknął oczy.
-Nie! Nie śpij!-powiedziałam i ponownie szturchnęłam go w ramię.
-Jest noc. W nocy się śpi. Ja jestem śpiący. Powinnaś już iść spać... Jak się boisz to się przytul i dobranoc.-oznajmił chłopak i zamknął swoje senne oczy. Byłam nieco zła, ale skorzystałam z jego propozycji. Objęłam go mocno rękami i nogami, a z tyłu przykryłam się kołdrą po szyję. Wtuliłam się w niego mocno i próbowałam zasnąć, ale nie mogłam.
-Śpisz?-zapytałam cicho spoglądając na jego twarz.
-Jeszcze nie.-odparł-Nie jest mi zbyt wygodnie.-stwierdził i uraczył mnie swoim spojrzeniem.
-Nie moja wina. Sam kazałeś mi się przytulić i iść spać, choć co do tego spania to i tak nie mogę zasnąć.-powiedziałam zupełnie poważnie.
-Co mam zrobić żebyś poszła spać?-zapytał Zayn.
-Musisz poczekać aż zasnę, a potem możesz iść spać.-odparłam i wymusiłam uśmiech.
-Niech ci będzie.-odparł chłopak, a ja tylko uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy. Poluźniłam nieco uścisk i próbowałam zasnąć. Już prawie zasypiałam jednak postanowiłam jeszcze raz sprawdzić czy Zayn przypadkiem nie śpi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jednak zasnął!
-Zayn!-krzyknęłam mu do ucha, a on natychmiast otworzył oczy.
-Jeszcze nie śpisz!-wyjęczał i westchnął głośno. Usiadł na łóżku i przykrył mnie kołdrą.
-Śpij.-rzekł stanowczym tonem, a ja zamknęłam oczy i ułożyłam się wygodnie. Co chwilę sprawdzałam czy aby przypadkiem nie zasypia, ale nic nie wskazywało na to by miał zasnąć, więc już całkowicie spokojna udałam się do krainy snów.

czwartek, 19 kwietnia 2012

Rozdział Czeci ;3

* z perspektywy Kingi *

Obudziłam się i od razu spojrzałam na zegarek. Było kilka minut po dziewiątej. Westchnęłam cicho i przeciągnęłam się po czym wstałam z łóżka. Przyszykowałam sobie ubrania i powolnym krokiem udałam się do łazienki. Położyłam ubrania na pralkę i wzięłam długi prysznic. W między czasie ktoś dobijał się do drzwi, ale nie bardzo mnie to obchodziło. Kiedy jestem w łazience to nikt się do mnie nie dopcha i koniec kropka! Kiedy wreszcie wyszłam z kabiny prysznicowej owinęłam się dokładnie ręcznikiem i wysuszyłam włosy. Przebrałam się, a potem zajęłam się włosami. Rozczesałam je i upięłam w ładnego koczka. Na początku trochę mi nie wychodziło, ale za którymś tam podejściem udało się... Wyszłam z łazienki z szerokim uśmiechem na twarzy.
-No nareszcie! Co ty tam robiłaś tyle czasu?!-zapytała zdenerwowana Andzia, a po chwili sama zamknęła się w łazience. Zaśmiałam się cicho i weszłam do mojego pokoju. Oho... Dostałam sms-a!
,,Co powiesz na to abyśmy wybrali się dziś na spacer?
Niall. ;)''
Ojaciępierdolęmatulukochana! On chce iść ze mną na spacer! Zaraz, zaraz... Skąd on ma mój numer... Pewnie Agata mu dała, ale to nie ważne. Szybko zabrałam się za odpisywanie. Oczywiście zgodziłam się na ten spacer, bo czemu nie? Na pewno będzie zabawnie. Po chwili kolejny sygnał sms...
,,To tak około 13 przyjdę po ciebie.''
Uśmiechnęłam się sama do siebie i utrzymując ten uśmiech na mojej twarzyczce zeszłam na dół do kuchni.
-Cześć.-powiedziała Ala i uśmiechnęła się do mnie.
-A choś ty taka dzichaj wechoła?-zapytała Karotka z pełną buzią. Spojrzałam na nią i przewróciłam oczami.
-A tak sobie...-odparłam i wzruszyłam tylko ramionami.
-Musiało przecież coś się stać. Zazwyczaj rano nie dajesz nam żyć.-stwierdziła Aga i zaśmiała się.
-Bo będę dziś iść na spacer...-powiedziałam tylko z uśmiechem.
-O... A z kim?-zapytała Karotka odrywając się na chwilę od jedzenia płatków na mleku.
-A z Niallem.-powiedziałam wesoło i otworzyłam lodówkę. Wyjęłam z niej jakiegoś mlecznego batona i zabrałam się za jedzenie.
-Uuu...-powiedziała Agata i szturchnęła mnie palcem w ramię.
-No co? To już nie można iść na spacer?-zapytałam wlepiając w nią swoje poważne spojrzenie. Aga wzruszyła tylko ramionami, a ja zaśmiałam się pod nosem. Po chwili do kuchni wparowała uśmiechnięta Angelika.
-A ty coś taka wesoła?-zapytała Ala i uśmiechnęła się lekko.
-A tak jakoś...-odparła Andzia i wzruszyła ramionami. Dokończyłam jedzenie mojego batona i udałam się do salonu. Postanowiłam, że coś sobie obejrzę, a potem zacznę szykować się na ten spacer. Włączyłam telewizor i co chwila zmieniałam kanały, by wreszcie znaleźć coś ciekawego. Trafiłam wreszcie na jakąś komedię i zaczęłam ją oglądać.
-Żadna z nas przez tydzień ma się nie odezwać ani słowem po polsku.-powiedziała Agata wchodząc do salonu i stając obok mnie.
-Dlaczego?-zapytałam.
-Bo musimy ćwiczyć nasz angielski.-odparła z wielkim wyszczerzem, a ja westchnęłam głośno. Skoro chcą to niech tak będzie, ale nie uda im się wytrzymać. Nie to co mi... Ja tam lubię mówić po angielsku. Obejrzałam cały film do końca i zerknęłam na zegarek. Jest godzina 11:49. To ja może pójdę się już pomału ogarniać... Wstałam leniwie z kanapy i poszłam do mojego pokoju. Otworzyłam szafę i zaczęłam wszystko z niej wywalać szukając jakichś odpowiednich ciuchów. Wreszcie udało mi się dobrać idealny zestaw, więc postanowiłam wszystko to ogarnąć. Zajęło mi to około 20 minut. Przebrałam się w przygotowane ciuchy i poprawiłam delikatny makijaż. Rozczesałam włosy i ponownie związałam je w koka. No nie wyglądałam aż tak źle... Ponownie postanowiłam spojrzeć na zegarek. Jest dokładnie 12:50. Powiem, że na tych całych przygotowaniach zeszło mi się całkiem długo. Poszłam na dół do salonu.
-A ty na ten spacer idziesz, tak?-zapytała Aga mierząc mnie swym wzrokiem.
-Yhym.-mruknęłam tylko pod nosem i uśmiechnęłam się.
-To fajnie.-skomentowała Andzia i wróciła do bardzo ciekawej rozmowy z Karotką na temat tego, który banan jest bardziej żółty... Ta... Nie ma w tym nic, a nic dziwnego. Usiadłam obok nich na kanapie i oglądałam to co aktualnie leciało w telewizji. Po kilku minutach rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Wystrzeliłam z kanapy by je otworzyć.
-Cześć Kinga.-powiedział blondyn stojący w drzwiach.
-Hej Niall.-powiedziałam i wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi.
-Najpierw pójdziemy do parku, a potem coś zjemy.-powiedział chłopak z uśmiechem, a ja zaśmiałam się cicho.

* z perspektywy Angeliki *

-Ciekawe kiedy wróci...-powiedziałam sama do siebie, kiedy Kinga wyszła z domu.
-Zapewne jutro rano po bardzo ciekawej nocy.-powiedziała Aga i roześmiała się, a ja strzeliłam tylko facepalma.
-Masz bardzo wybujałą wyobraźnię.-skomentowała Karotka, a ja zaśmiałam się ponownie. Po chwili poszłam do mojego pokoju i klapnęłam na łóżko. Szczerze mówiąc to mi się nudziło. Nie bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić... Postanowiłam, że pójdę sobie do parku i pochodzę to tu, to tam... W sumie to liczę na to, że spotkam tam Kingę i Nialla... Poobserwowałabym ich troszeczkę z ukrycia. To nie byłoby podglądanie.... Ja przeprowadzałabym badania naukowe skryta za krzaczkiem. Nic wielkiego naprawdę... W każdym bądź razie jak postanowiłam tak zrobiłam i już po kilku minutach byłam w drodze do parku.
-Czekaj!-usłyszałam za sobą czyjś głos i odwróciłam się. To Louis biegł w moją stronę. Uśmiechnęłam się wesoło.
-Hej.-powiedziałam gdy znalazł się przy mnie.
-No cześć. Gdzie idziesz?-zapytał Lou i próbował uspokoić oddech. Nie ma to jak odrobina biegu...
-Ja? Ja idę do parku.-powiedziałam i nie wspomniałam o tym, że chciałabym poobserwować Kingę wraz z Niallem... To taka niepotrzebna nikomu informacja.
-Pójdę z tobą... Jeśli chcesz.-powiedział chłopak i wyszczerzył się wesoło.
-No pewnie, że chcę. Idziemy! A i jakbyś po drodze zauważył Kingę z Niallem to daj znać... Nie to, że chcę ich obserwować czy coś... Po prostu tak mówię...-powiedziałam tłumacząc się, a szatyn wybuchnął śmiechem. Udawałam focha i odwróciłam się od niego.
-Oj przestań...-powiedział i położył głowę na moim ramieniu robiąc minę zbitego psiaka.
-Nie.-odparłam stanowczym tonem i nawet na niego nie zerknęłam.
-Przepraszam...-powiedział, a ja uśmiechnęłam się.
-Wybaczam.-odparłam spokojnie i obydwoje ruszyliśmy w stronę parku. Gadaliśmy o pierdołach i co chwilę wybuchaliśmy śmiechem. Nagle zatrzymałam się i pokazałam coś Louisowi palcem.
-To Kidżi i Nii...-powiedziałam spoglądając w ich stronę.
-A no faktycznie!-powiedział Lou i uśmiechnął się szeroko. Pociągnęłam go za rękę i poszliśmy powoli w stronę parki. Kidżi wraz z blondynkiem usiedli na ławce, a my z Louisem poszliśmy i schowaliśmy się za krzaczkiem nieopodal ławeczki na której siedzieli.
-A Lou to taki dziwak. Czasami się zastanawiam czy on w ogóle posiada mózg.-usłyszeliśmy Nialla, a Lou cały poczerwieniał ze złości. Zaśmiałam się pod nosem, a on obrzucił mnie zabójczym spojrzeniem. Wzruszyłam tylko ramionami i dalej przysłuchiwałam się rozmowie blond parki. Nie gadali już o niczym aż tak fascynującym. Cały czas coś o żarciu i zespole. Nie mają innych tematów? Pff... Nawet moje bardzo "inteligentne" rozmowy z Louisem są ciekawsze.
-A wiesz, że papryka może być pomarańczowa.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do szatyna.
-To pewnie dziecko papryki żółtej i czerwonej.-stwierdził chłopak, a ja roześmiałam się.
-Zapewne... Lubisz nutellę?-zapytałam i spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
-No oczywiście. Jest taka czekoladowa i taka... No czekoladowa.-powiedział chłopak, a ja ponownie roześmiałam się.
-Emm... Co wy tu robicie?-usłyszałam nad sobą znajomy głos i razem z Lou spojrzeliśmy na stojącego przed nami Nialla.
-My... My tylko siedzimy sobie i rozmawiamy.-powiedziałam bez zastanowienia, a szatyn potwierdził moje słowa.
-W krzakach? Bardzo dobra wymówka.-powiedziała Kinga z sarkazmem, a ja wzruszyłam tylko ramionami.

***

-Zagrajmy w butelkę przydupasy!-wykrzyknął Lou wskakując na stół.
-Ale mieliśmy oglądać film.-stwierdził spokojnie Liam.
-Liam! Nie dziaduj nam tutaj tylko baw się!-powiedziała Agata.
-To co? Gracie?-zapytał ponownie Lou, a każdy mu przytaknął. Usiedliśmy na ziemi w kółeczku, a Louis zgarnął jakąś pustą butelkę. Zakręcił jako pierwszy i wypadło na Karotkę!
-A zapomniałem dodać, że to tylko na zadania.-powiedział Lou, a Karolina przełknęła głośno ślinę. Ciekawe co jej drogi pan Louis wymyśli...
-A więc dla Karoliny... 10 minut w szafie z... Zaynem!-wykrzyknął uradowany i pociągnął wymienioną przez siebie dwójkę za ręce. Wepchnął ich do szafy stojącej na korytarzu i zamknął ją na klucz. Słychać było jakieś stłumione jęki. Lou wrócił uradowany do pokoju i usiadł na miejscu.
-Poczekamy aż minie 10 minut i Karolina zakręci butelką.-powiedział uśmiechnięty chłopak, a my przytaknęliśmy i zaczęliśmy jedną z naszych bardzo inteligentnych rozmów o skarpetkach.
-No dobra... Minęło 10 minut, więc idę wypuścić naszych kochanych przyjaciół.-oznajmił Lou i poszedł wypuścić Zayna i Karolinę. Po jakiejś minucie wszyscy byli już w salonie, a Karotka kręciła butelką. Wypadło na mnie... Oj... Biorąc pod uwagę jej nienormalny i zryty umysł mogę oczekiwać jakiegoś bardzo idiotycznego zadania.
-Będzie zemsta...-powiedziała Karolina klaszcząc w dłonie.
-Ale to Lou wymyślił!-broniłam się i zrobiłam naburmuszoną minę. Nie ma to jak zbierać karę chociaż nic się nie zrobiło.
-No właśnie o tym mówię! Będzie zemsta...-powtórzyła Karotka i poruszyła brwiami. Wydęłam policzki i czekałam na to co powie.
-Musisz pocałować Louisa. Ale... Musi to trwać równo pięć minut!-wykrzyknęła Karolina i wyszczerzyła się wesoło.
-Chyba coś cię boli!-warknęłam na nią i zrobiłam naburmuszoną minę.
-Nie lubisz mnie?-zapytał Lou ze łzami w oczach.
-Louis! Ty jesteś przecież moim chłopakiem!-krzyknął Harry i udawał obrażonego. Agata odpowiadała na wszystko śmiechem, a ja zrobiłam facepalma i rozmyślałam tylko nad tym jaka z nas banda idiotów. Teraz każdy się przekrzykiwał i trwało to z dobre 10 minut.
-CICHO IDIOCI!-wydarłam się wreszcie, a całe towarzystwo zwróciło na mnie swoje spojrzenia.
-No to już. Dawaj Andzia... Chyba, że wymiękasz.-powiedziała prowokująco, a ja tylko prychnęłam z wyższością. Przyciągnęłam do siebie Louisa i pocałowałam go.
-Która godzina, która godzina?!-darła się Karotka.
-Jest 18:45.-powiedział szybko Zayn.
-A więc pięć minut...-powiedziała Karotka zacierając ręce.
-Ja bym dała radę dłużej.-powiedziała pewna siebie Agata i prychnęła tylko.
-Zobaczymy.-wymamrotałam cicho. Po pięciu minutach oderwałam się od chłopaka i wytarłam usta w rękaw. Bez słowa wzięłam do ręki butelkę i zakręciłam nią. Wypadło na Liama. W mojej głowie roił się już niecny plan dotyczący jej osoby. Zaśmiałam się złowieszczo i zatarłam ręce.
-Powiedziałaś, że dasz radę dłużej, a więc sprawdzimy to.-powiedziałam patrząc się na Agatę.
-Musisz całować się z Liamem przez 10 minut chwalipięto.-powiedziałam z wyszczerzem, a ona zgodziła się wzruszając ramionami.
-Ale ja składam protest. Wykorzystujecie niewinnych ludzi do zemsty na sobie.-powiedział Liam. Miał znów zabrać głos, ale Aga przymknęła go rozpoczynając swoje zadanie. Zerknęłam śpiesznie na zegarek. Jest 18:55.
-Czekajcie! Nagram to!-krzyknął Hazza i pobiegł po swój telefon. Włączył nagrywanie i zaczął nagrywać Agę całującą się z Liamem. Po 10 minutach oderwali się od siebie, a Harry skończył nagrywać.
-Gramy dalej? Bo szczerze mówiąc znudziła mi się ta gra.-powiedziała Ala i wzruszyła ramionami. Każdy potwierdził jej słowa i wszyscy zasiedli na kanapie.
-Włączmy jakiś horror.-powiedział Niall, a my spojrzeliśmy na niego zdziwieni. Zazwyczaj to on najbardziej protestował przy oglądaniu horrorów, a teraz? Może po prostu chciał się bezkarnie tulić do Kingi? Ech... Nadzieja matką głupich, ale to może być prawda! Liam podniósł się i zaczął szukać jakiegoś odpowiedniego filmu. Wreszcie wybrał Piątek 13-ego. Włączył film i usiadł obok nas na kanapie. Po jakichś 30 minutach oglądania robiło się strasznie. Niall co chwile piszczał, a my śmieliśmy się z niego.
-Spać mi się chce...-szepnęłam do siebie cicho.
-To śpij...-powiedział do mnie Lou i uśmiechnął się. Wzruszyłam ramionami i oparłam o niego swą głowę po czym odleciałam....