poniedziałek, 29 października 2012

Rozdział Dwudziesty Drugi

* z perspektywy Karoliny *

-Dlaczego mi nie powiedziałaś?-zapytał oburzony Louis stając przede mną.
-O czym ci nie powiedziałam?-spytałam zdziwiona marszcząc brwi.
-No o tym, że ten Max tam jest.-wyjaśnił.
-Wydaje mi się, że to nie ma większego znaczenia. Przecież wiesz kto to.-powiedziałam i przewróciłam oczami. Wymijając szatyna ruszyłam w stronę kuchni.
-Dopiero dziś dowiedziałem się o jego istnieniu.-mruknął Lou, sprawiając, że zatrzymałam się w pół kroku.
-Że co?-spytałam zdziwiona.
-No dopiero dziś dowiedziałem się jego istnieniu.-powtórzył Tomlinson, a ja pokręciłam głową nie dowierzając.
-Przecież Andzia przez większość czasu o nim paplała. Że on wyjechał do Francji, że nie może doczekać się aż wróci i tak dalej, i tak dalej...-stwierdziłam, a on wzruszył ramionami po raz kolejny powtarzając, że ona nic mu o nim nie wspomniała.
-Odkąd się z wami zapoznała to już rzadko o nim wspominała, ale jednak myślałam, że wiesz.-powiedziałam, a on tylko westchnął i udał się do salonu.
-Jesteś głodny?!-zapytałam z kuchni, a w odpowiedzi otrzymałam tylko krótkie nie. Ja za to przygotowałam sobie płatki i zaniosłam je do salonu usadawiając się na kanapie obok Louisa.
-A możesz mi coś o nim powiedzieć?-zapytał po chwili spoglądając na mnie.
-Nie martw się. On jest gejem.-oznajmiłam spokojnie i wróciłam do jedzenia.
-No to żeś mnie pocieszyła, wiesz?-spytał oburzony krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-No co? Byłeś zazdrosny to powiedziałam prosto z mostu człowieku.-wyjaśniłam i przewróciłam oczami.
-Ale co będzie jak zacznie podrywać na przykład... Harrego? Toż to takie małe, biedne dziecko.-powiedział i zmarszczył brwi.
-Harry jest od niego starszy, a poza tym... Małe, biedne dziecko? Chyba raczej duży, zboczony, idiota.-poprawiłam go, a on tylko przewrócił oczami i trzepnął mnie w ramię.
-Okłamałaś mnie.-stwierdził po chwili spoglądając na mnie z wyrzutem.
-Jak się domyśliłeś?-zapytałam marszcząc czoło.
-Stwierdziłem, że to może być nieprawda i przyjąłem taktykę pewności siebie przez co byłem prawie pewny, że jeśli moje przypuszczenia są słuszne to się wydasz. To zawsze działa. Czasem trzeba to ciągnąć trochę dłużej, ale w końcu prawda wychodzi na jaw.-odparł i wzruszył ramionami, a ja przyglądałam się mu zdziwiona.
-To było mądre.-palnęłam inteligentnie, a on spojrzał na mnie z miną pod tytułem: nie! no co ty?!
-Z tego co widzę raczej nie byłaś świadoma tego, że ja też jestem inteligentny.-stwierdził, a ja pokiwałam głową potwierdzając jego słowa-No to wielkie dzięki Karolina. Ja też zawsze w ciebie wierzyłem.-powiedział, a ja uśmiechnęłam się niewinnie i dokończyłam jedzenie płatków, po czym odniosłam miskę do kuchni. Nagle ponownie rozległo się pukanie do drzwi.
-Otwarte!-krzyknęłam i wyszłam na korytarz dostrzegając Liama i Zayna uśmiechniętych od ucha do ucha. Po chwili zobaczyłam także oburzonego Harrego, który stał pod ścianą z kapturem na głowie.
-Powie mi ktoś co się stało?-zapytałam krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Może niech nasz kochany loczek ci powie.-odparł Zayn akcentując słowo loczek na co Hazz głośno warknął.
-Ta para dwóch chłopaków o nadzwyczaj niskim ilorazie inteligencji podprowadziła komuś prostownicę po czym zakradając się do mojego pokoju bezczelnie wyprostowali mi włosy kiedy spałem.-wyjaśnił Harry, a pozostała dwójka zaniosła się śmiechem. Już miałam to jakoś skomentować kiedy znowu ktoś zaczął pukać do drzwi.
-Otwórzcie.-powiedziałam, a Li otworzył drzwi wpuszczając do środka Nialla.
-Cześć robaczki.-powiedział blondyn i uśmiechnął się szeroko.
-Jakby co to mówię, że Kinga jeszcze śpi, ale zawsze możesz ją obudzić.-powiedziałam, a Niś pokiwał głową po czym pobiegł na górę. Już miałam wchodzić do salonu, kiedy znowu rozległo się pukanie do drzwi.
-No kogo do jasnej cholery tu niesie!-warknęłam i otworzyłam drzwi.
-No cześć. Agata na górze, nie?-zapytała różowowłosa, a ja skinęłam głową i wpuściłam ją do domu. Ta nie witając się z nikim innym udała się prosto na górę.
-Kto to był?-spytał Liam marszcząc brwi.
-Candice. Kumpela Agaty ze szkoły. Teraz będzie przybywał tu cały zbiór tych typków ze szkoły. U nas zawsze jest wesoło.-stwierdziłam po czym bez żadnych więcej przygód udałam się do salonu i ponownie zajęłam miejsce na kanapie.
-Ja nie czuję języka.-mruknął Niall stając w drzwiach od salonu i marszcząc czoło.
-A ty już nie u Kingi?-zapytałam, ale on najwyraźniej nie przejmował się moimi słowami i dalej stał jak słup soli najpewniej rozmyślając o swoim języku. Jak dziwnie to brzmi?
-Nigdy więcej nie wysyłajcie Nialla żeby mnie obudził.-powiedziała Kinga siadając obok mnie na kanapie.
-Dlaczego?-spytał Harry, który nadal paradował z kapturem na głowie.
-Tak się biedaczyna spieszył, że zawadził nogą o dywan i runął jak długi przygryzając sobie przy tym język i wydając odgłos jak zdychająca świnia.-stwierdziła Kinga, a ja roześmiałam się.
-Przynajmniej jest skuteczny.-wyrzuciłam przez śmiech, a Kidż spiorunowała mnie spojrzeniem. Gdyby spojrzenie mogło zabijać to już od bardzo dawna nie byłoby mnie na tej planecie. Po chwili z góry słychać było krzyk Angeliki: Nie mów tak! Ile razy mam ci powtarzać?! Wynocha!
 -I znowu poszło o to samo.-mruknęłam i strzeliłam facepalma, po czym podniosłam się z kanapy i wymijając stojącego w przejściu blondyna, podeszłam do drzwi wyjściowych po czym otworzyłam je i uśmiechnęłam się szeroko czekając na zejście szatyna. To jest już normalka. Jestem przyzwyczajona.
-To do zobaczenia jutro.-powiedziałam do chłopaka, a on pokiwał głową, uśmiechnął się i zniknął za drzwiami. Gdy weszłam ponownie do salonu oczy chłopaków były zwrócone prosto na mnie. Najwyraźniej chcieli wiedzieć o co chodzi.
-Z tego co już mogliście wywnioskować to Andzia wykopała Maxa z domu. Zawsze tak jest. Można się do tego przyzwyczaić. On po prostu doskonale wie jak ją zdenerwować, a ona go wyrzuca. Następnego dnia wszystko jest normalnie i nawet słowem nikt nie wspomina o tym co się stało dopóki Max znowu nie wyjedzie ze swoim "uroczym" tekstem, a ona ponownie nie wykopie go za drzwi. I to zawsze tymi samymi słowami. Nie mów tak! Ile razy mam ci powtarzać?! Wynocha!-wykrzyknęłam udając głos przyjaciółki, a chłopcy nadal spoglądali prosto na mnie, z ich min można było wyczytać, że są zdziwieni.
-To nie jest całkowicie normalne.-stwierdził Lou, a ja wzruszyłam ramionami i ponownie opadłam na kanapę.
-Angelika powinna zejść na dół za dokładnie dwie minuty. Kiedy wejdzie do salonu obrzuci nas wszystkich nienawistnym spojrzeniem i powie, że Max to skończony idiota, bądź, że ma dość tego zidiociałego patafiana. Potem weźmie pilota wyłączy telewizor i odłoży go na miejsce, ale po sekundzie ponownie go włączy i rozejrzy się pytając co się tak gapicie.-powiedziałam bez emocji, a reszta wyglądała na jeszcze bardziej zdziwionych. Cóż... Nigdy nie mówiłam, że to co się u nas dzieje jest czymś zupełnie normalnym i zrozumiałym. Po dwóch minutach stało się dokładnie to co zapowiedziałam. Przez chwilę trwaliśmy w całkowitej ciszy, którą zagłuszały tylko dźwięki telewizora, kiedy nagle Niall upadł na podłogę i zaniósł się śmiechem.
-A temu co?-zapytała Angelika marszcząc brwi i wskazując na rzucającego się po podłodze blondyna.
-Bo... Hahahahahaha... Ja już... Hahaha... Czuję... Haha... Język...-wydukał cały czerwony na twarzy dalej śmiejąc się w najlepsze. Wszyscy patrzyliśmy na niego jak na chorego psychicznie co najwyraźniej sprawiało mu jeszcze większą radość, ponieważ zaczął śmiać się jeszcze głośniej i walić pięścią w podłogę.
-To jest... Hahahahahahah... Takie śmieszne.-dodał po chwili i wierzchem dłoni otarł łzę spływającą po jego policzku.
-Jesteś debilem.-stwierdził Harry, a Niall zamilkł, spojrzał na niego, po czym ponownie zaniósł się głośnym śmiechem bełkocząc przy tym coś niezrozumiałego o jednorożcach.
-Ma ktoś numer do dobrego psychologa?-zapytał Liam wyciągając telefon przez co Niall roześmiał się jeszcze głośniej.
-Jesteś czerwony jak burak, zapłakany i zasmarkany.-rzucił nagle Zayn stając nad blondynem, który nadal się śmiał i nie zamierzał przestać. Nagle Andzia wstała z kanapy i podeszła do tarzającego się po podłodze chłopaka i strzeliła mu z liścia co natychmiastowo przywróciło go do porządku.
-Były przypadki, że ktoś umarł ze śmiechu, a Kinga woli mieć chyba swojego chłopaka w całości.-stwierdziła po czym wróciła na swoje wcześniejsze miejsce. Niall patrzył na nas pokrzywdzony i rozmasowywał swój czerwony policzek.
-Nawet śmiać się człowiek nie może.-mruknął pod nosem i prychnął.
-Może, ale w granicach rozsądku.-zabrał głos Liam, a reszta poparła go. Znudzona zaczęłam bawić się swoimi włosami kiedy nagle do głowy wpadły mi wcześniejsze słowa Harrego. Zaraz, zaraz... Gdy dziś rano szukałam mojej prostownicy to nie mogłam jej znaleźć. Czyli, że...
-Zabraliście mi prostownicę!-wykrzyknęłam nagle oskarżycielskim tonem, mierząc wzrokiem Liama i Zayna.
-Nie no... Ta to ma zapłon.-mruknął Zayn przewracając oczami na co ja otworzyłam szeroko usta w geście oburzenia.
-Zamknij buzię, bo ci mucha wleci.-skomentował Horan i zachichotał pod nosem, za co oberwał od Angeliki w łeb.
-Za co ty mnie bijesz?!-zapytał oburzony spoglądając na nią z rządzą mordu w oczach. To się dopiero nazywa wściekły chomik...
-Za ten komentarz dotyczący Karoliny. Ona ma daleko, więc ja ją wyręczam.-wyjaśniła spokojnie i uśmiechnęła się, a on odwrócił się do niej plecami i głośno prychnął.
-Jestem geniuszem!-wykrzyknął nagle Louis zrywając się ze swojego miejsca i stając na środku salonu-Co wy na to, aby na jeden dzień stać się kimś innym?!-zapytał podekscytowany, a ja zmierzyłam go znudzonym spojrzeniem.
-Wiesz, Lou...To byłby świetny pomysł, ale to jest raczej niewykonalne.-stwierdził Liam.
-Ale udawalibyśmy kogoś innego. Wy dziewczyny nas, a my was. To by było fajne! Oczywiście każdy by losował osobę, którą będzie. Moglibyśmy tak udając wyjść na miasto!-powiedział zafascynowany własnym pomysłem i uśmiechnął się szeroko.
-To dziwny i kompletnie głupi pomysł na który mógłby wpaść tylko kompletny idiota.-stwierdziła Angelika-A więc mi się podoba!-dodała po chwili i uśmiechnęła się.
-Ale Agata jest tak jakby nieobecna, bo siedzi z tą swoją przyjaciółką, czyli nie będzie wystarczającej liczby osób, by zrealizować ten twój pomysł.-powiedział Liam próbując jakkolwiek zniechęcić Lou do tego pomysłu, ale jak wiadomo gdy ktoś próbuje Louisa zniechęcić to on jeszcze bardziej się nakręca!
-To da się załatwić.-powiedział, a potem ruszył na górę i już po kilku minutach zszedł na dół z Agą, a Candice właśnie opuszczała nasz dom.
-I tak uważam, że to głupie.-powiedział Li.
-Nie dramatyzuj. Twojej ukochanej pomysł się podoba, prawda?-zapytał Tomlinson, a Aga pokiwała głową z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy.
-Niech wam będzie...-mruknął w końcu Liam przewracając oczami.
-No więc każdy losuje karteczkę. Dziewczyny z tych niebieskich, a my z tych czerwonych. Zdążyłem je przygotować gdy byłem na górze.-pochwalił się Louis po czym rozsypał na stole dziesięć małych karteczek. Sam jako pierwszy zaczął losowanie, a chwilę po nim reszta ludu także sięgnęła po karteczkę. Gdy rozwinęłam moją na chwilę zamknęłam oczy chcąc odwlec chwilę w której ujrzę imię. W końcu jednak otworzyłam oko i zerknęłam na karteczkę. Harry. Widząc imię napisane na mojej karteczce wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-No to będzie ciekawie.-stwierdziłam i rozejrzałam się po pokoju. Harry wyglądał na zadowolonego, Zayn był zamyślony, a Liam cały czas powtarzał, że ten pomysł jest głupi. Louis szczerzył się jak głupi do sera po czym spojrzał na mnie i poruszał brwiami. Czyli, że wylosował mnie...
-A ty kogo masz?-zapytałam szeptem Andzię, która ruchem głowy wskazała mi na nadal szczerzącego się do mnie Tomlinsona.
-No, a ty?-spytała po chwili, a ja podałam jej moją karteczkę.
-Będziesz musiała robić z siebie idiotę.-powiedziała już głośno i zaśmiała się, a ja przewróciłam oczami.

***

-Ej Harry!-wykrzyknął... cóż... Harry biegnąc w moją stronę. On za to udawał teraz Angelikę. Z resztą dobrze by było jakbym przybliżyła wam wszystkim kto jest kim, bo zaraz sama się pogubię. A więc... Liam to Agata, Louis to ja, Harry jak już mówiłam to Andzia, Zayn udaje Alicję, a Niall jest Kingą. Jeśli zaś chodzi o dziewczyny to ja jak wiadomo jestem Stylesem, Angelika jest swoim chłopakiem, Agata to Niall, Kinga jest Liamem, a Ala jest Zaynem. Nikogo nie pominęłam? Chyba nie. W każdym razie to wszystko jest strasznie pogmatwane.
-Co jest?-zapytałam spoglądając na Stylesową wersję mojej przyjaciółki. Harry wziął to całe udawanie bardzo poważnie, ponieważ nawet się umalował! Oczywiście zajęło mu to sporo czasu i krzyków, bo wsadził sobie szczoteczkę z tuszu do oka, ale jakoś mu się udało. Teraz za każdym razem gdy na niego spoglądałam miałam ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem co już zdarzało się kilkakrotnie.
-No nic. Tak sobie ciebie wołam.-odpowiedział... odpowiedziała... odpowiedziało? Nieważne...
-Patrzcie... Narysowałem piękny samochód.-powiedziała Louiso-Andzia i wskazała mi na kartkę na której nabazgrane były trzy kółka podpisane jako piękny samochód.
-Wybitne dzieło A... To znaczy, Lou.-powiedziałam i pokiwałam głową, a ona uśmiechnęła się.

***

Jak potoczyła się reszta wczorajszego dnia? Wszyscy poszliśmy na miasto łażąc bez celu po Londynie i robiąc z siebie idiotów. Kilku (-nastu? -dziesięciu?) fotografów porobiło nam zdjęcia, które zapewne jutro znajdą się na pierwszej stronie gazet (biorąc pod uwagę Harrego w makijażu i sukience. Jak on się nie wstydzi tak chodzić po ulicach?). Do ciekawszych rzeczy, które się jeszcze wczoraj wydarzyły można zaliczyć przygrzmocenie sobie Nialla w latarnię. Jak to się stało? Otóż nasz blondyn szedł sobie przodem do nas i zawzięcie opowiadał o.. Szczerze mówiąc to go nie słuchałam... W każdym razie Horan nie wiedział, że za nim znajduje się latarnia, a my jako - jak to on nas później określił - bezduszni ludzie, nie wspomnieliśmy mu o niej ani słowem. Bolesne, ale śmieszne. Nic nie można poradzić na to, że mamy dość specyficzne poczucie humoru. Tak właściwie to my cali jesteśmy specyficzni, ale koniec tych przemyśleń, bo moja nauczycielka od fizyki zaczęła się na mnie jakoś tak dziwnie patrzeć. Chyba powinnam zacząć wreszcie coś notować.
Chwyciłam długopis w dłoń i przykładając go do kartki zaczęłam przepisywać z tablicy jakieś zadanie, które według mnie nie miało żadnego sensu. Przynajmniej Andzia to ogarnia i zawsze można od niej spisać. Na całe szczęście już po chwili zadzwonił dzwonek. To była nasza ostatnia lekcja i mogłyśmy już wracać do domu. Dopiero co skończyły się wakacje, a my już mamy zadaną pracę domową. Z jakiego przedmiotu? No oczywiście, że z fizyki, bo nasza nauczycielka uważa, że od samego początku trzeba ostro brać się do roboty. Ja sądzę, że powinni dać nam teraz czas na oswojenie się ze szkołą, a nie zadawać nam 2376348756347675678 zadań, których połowa klasy i tak nigdy nie rozwiąże.
-Widzę, że na fizyce nieco się zamyśliłaś. Aż tak zawzięcie rozmyślałaś o tych zadaniach?-spytała Andzia i szturchnęła mnie w ramię.
-No oczywiście, że rozmyślałam o zadaniach. O czym innym mogłabym rozmyślać na moim ulubionym przedmiocie z najlepszą nauczycielką pod słońcem?-zapytałam udając oburzoną.
-Bardzo miło jest mi słyszeć, że tak uważasz.-usłyszałam za sobą głos naszej nauczycielki, a moje oczy natychmiastowo otworzyły się szeroko. Andzia z trudem powstrzymywała się od wybuchnięcia śmiechem, kiedy pani Shallow uśmiechnęła się do mnie, po czym ruszyła w stronę dwóch bijących się chłopaków. Kiedy tylko znalazła się poza zasięgiem naszego wzroku moja przyjaciółka roześmiała się głośno.
-No, no... Pani Shallow chyba cię polubi.-stwierdziła brunetka, a ja tylko przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę wyjścia. Przed szkołą czekały już na nas Agata, Kinga i Ala.
-Co tak długo?-zapytała Kidżi.
-Karolina była tak zaabsorbowana zajęciami, że siłą musiałam wyciągać ją z sali.-powiedziała Angelika i zachichotała przez co oberwała ode mnie w ramię.
-Jakoś sobie tego nie wyobrażam.-stwierdziła tylko Alicja po czym cała nasza piątka ruszyła do domu.

sobota, 13 października 2012

Rozdział Dwudziesty pierwszy

* z perspektywy Karoliny *

-I co wam powiedział nasz jakże uroczy dyrektor?-zapytałam i uśmiechnęłam się złośliwie.
-Okazało się, że ma córkę, która jest wielką fanką zespołu, więc obeszło się bez większych nieprzyjemności.-odparł Harry i wyszczerzył się.
-No to szkoda.-mruknęłam i przewróciłam oczami. Angelika i Harry spojrzeli na mnie oburzeni, a ja tylko wzruszyłam ramionami i zaśmiałam się.
-No przecież żartuję.-wyjaśniłam po chwili. Cała nasza szóstka razem ruszyła w stronę domu. Droga do domu nie była przesadnie fascynująca. Ja chciałam jak najszybciej znaleźć się na miejscu, by wreszcie zdjąć te niewygodne ciuchy. Kto wymyślił, że na rozpoczęcie roku szkolnego trzeba mieć strój galowy? Mogłam ubrać się normalnie tak jak Angelika i Harry... Choć może nie do końca, bo ich stroi to nie można jest nazwać normalnymi. Kiedy tylko dotarliśmy do domu i weszliśmy do środka naprzeciw nam wyszedł wściekły Lou, który miał na sobie tylko białą bluzkę w paski i bokserki.
-Harry... Zabrałeś mi spodnie, które chciałem dziś założyć.-powiedział oburzony wskazując palcem na loczka.
-To nie mogłeś założyć innych?-zapytał Harry unosząc jedną brew ku górze.
-Nie, nie mogłem, ponieważ jak już mówiłem chciałem założyć akurat te.-wyjaśnił krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-No to zaraz ci je oddam. Tylko może pójdziemy do nas, bo nie będę w samych gaciach latał po spodnie do domu.-odparł Hazz.
-Dla mnie to możesz latać nawet i nago. Masz mi oddać te spodnie w tej chwili.-zażądał szatyn wyciągając rękę w kierunku Stylesa. Harry przewrócił oczami i zdjął spodnie po czym podał je Louisowi. Ten tylko uśmiechnął się i grzecznie podziękował, po czym założył swoje ukochane spodnie.
-A gdzie reszta?-zapytałam po chwili.
-U nas.-odparł Lou i uśmiechnął się.
-A może teraz jak już oddałem ci twoje spodnie to ty pójdziesz i przyniesiesz mi jakieś moje?-zapytał Harry i uśmiechnął się niewinnie.
-Oh, Hazz...-zaczął Lou z uśmiechem-Oczywiście, że po nie nie pójdę.-dokończył i wzruszył ramionami wchodząc do salonu.
-A któraś z was?-zwrócił się do nas z nadzieją, ale my wszystkie pokiwałyśmy głowami na nie.
-No to zajebiście. Już widzę jutrzejsze gazety. Harry Styles w różowej bluzce z Justinem i bokserkach wychodzi z domu swoich sąsiadek.-burknął Hazz po czym wyszedł z domu by zdobyć jakieś spodnie. Gdy tylko wyszedł ja pobiegłam na górę by jak najszybciej przebrać się w coś normalnego. Kiedy już przebrałam się z tego niewygodnego stroju zeszłam na dół gdzie siedziała już cała reszta z Harrym włącznie.
-I co Hazz? Spotkałeś kogoś po drodze?-zapytałam ze śmiechem.
-A żebyś wiedziała! Gdy biegłem do domu wpadłem na pewną staruszkę. Oczywiście obydwoje upadliśmy na chodnik. Kiedy zobaczyła mój strój zaczęła okładać mnie torebką i krzyczeć zboczeniec, gwałciciel!-powiedział loczek parodiując zachowanie staruszki. Wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na idiotę, po czym roześmialiśmy się głośno.
-Nie no... To jest genialne Hazz... Będziesz miał co opowiadać swoim dzieciom.-stwierdziłam przez śmiech, a on uderzył mnie lekko w ramię.

***

-Ej, Zayn... Powiedz mi coś słodkiego.-mruknęłam znudzona wpatrując się w swojego chłopaka.
-No więc... Yyy... Czekolada.-powiedział, a ja spojrzałam na niego z miną w stylu are you fucking kidding me?
-Serio? Czekolada?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze,  a on uśmiechnął się i pokiwał głową na tak.
-Jesteś urocza jak się złościsz.-stwierdził po chwili, a ja przewróciłam oczami i pocałowałam go w policzek.
-A ty jesteś idiotą, Zayn.-powiedziałam.
-Ale mnie kochasz.-dodał i przyciągnął mnie do siebie zamykając w uścisku.
-Kocham.-powiedziałam cicho i przymknęłam swe oczy.
-To jest takie słodkie, że aż się zęby psują.-stwierdził Harry, który nagle zjawił się w pokoju.
-Wypad.-warknął Zayn i rzucił w niego poduszką. Hazz natychmiast odskoczył od drzwi wpadając na Angelikę, która właśnie niosła kubek herbaty w wyniku czego i ona, i on zostali oblani.

* z perspektywy Angeliki *

-Czy ty jesteś nienormalny?!-wydarłam się po chwili patrząc na Harrego z wrogością.
-Ale to nie moja wina! To Zayn rzucił we mnie tą poduszką!-bronił się Harry.
-Mam gdzieś to kto rzucił w ciebie jakąś jebaną poduszką! Wylałeś moją herbatę i ubrudziłeś moją ulubioną bluzkę!-wykrzyknęłam wkurzona.
-Ta bluzka jest twoją ulubioną? Keep calm and love Harry Styles?-zapytał unosząc jedną brew ku górze.
-Ugh...-warknęłam. Kubek, który jeszcze przed sekundą znajdował się w mojej ręce teraz został rzucony o ścianę, a ja zamknęłam się w moim pokoju i zaczęłam grzebać w szafie szukając czegoś do przebrania się. Wybrałam zwykłą szarą koszulkę z napisem I love british boys i krótkie różowe spodenki. Gdy już się przebrałam otworzyłam drzwi i wyszłam z pokoju. Po stłuczonym kubku nie było już ani śladu, a Hazz siedział obok moich drzwi.
-Skaleczyłem się.-mruknął i pokazał mi swą dłoń.
-Przepraszam.-powiedziałam po czym usiadłam obok niego i go przytuliłam.
-Powiedziałbym, że wyglądacie razem mega uroczo, ale jesteś moją dziewczyną, więc tego nie powiem.-stwierdził Louis stając przed nami i uśmiechając się.
-Misia?-zapytał Harry wyciągając ręce w stronę Louisa. Ten uśmiechnął się i przewrócił oczami po czym usiadł obok nas i objął nas ramionami.
-Wstaniecie z tej podłogi, czy macie zamiar tak tu siedzieć?-zapytała Alicja unosząc jedną brew ku górze.
-No wstajemy, wstajemy...-burknęłam i podniosłam się.
-Chodźcie na dół. Oglądamy wasz koncert w telewizji.-powiedziała po chwili Ala i jako pierwsza zeszła na dół.
-O nie, nie, nie... Nie będę tam szedł.-stwierdził Harry najwyraźniej nie zamierzając nawet wstać z podłogi. Louis przewrócił oczami po czym podszedł do niego i po prostu wziął go na ręce.
-Puść mnie!-wykrzyknął Hazz starając się zgrywać poważnego, ale nie wyszło mu to ponieważ wybuchnął śmiechem.
-I ty go zniesiesz po tych schodach?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze, a Lou tylko prychnął po czym z loczkiem na rękach zaczął schodzić na dół. W każdym razie ja ruszyłam zaraz za nimi. Gdy znaleźliśmy się w salonie okazało się, że towarzyszy nam także Nathan.
-O! Cześć. Ale dawno cię nie widziałam... Właściwie to widziałam cię tylko... ze trzy razy? Nie. Chyba cztery... W każdym razie miło cię znowu widzieć.-powiedziałam uśmiechając się.
-No tak... Ciebie też miło widzieć.-odpowiedział chłopak i uśmiechnął się.

***

-Angelika... Wstawaj. Przyszedł ktoś do ciebie.-powiedziała Karolina potrząsając mną delikatnie.
-Kto mógł przyjść do mnie o tej porze człowieku?-zapytałam oburzona.
-A wiesz w ogóle która jest godzina?-spytała unosząc jedną brew ku górze.
-Nie, ale skoro spałam to znaczy, że jest wcześnie.-stwierdziłam i wzruszyłam ramionami.
-Jest trzynasta.-powiedziała Karotka pokazując mi zegarek.
-Ech... Powiedz, że już idę. A tak w ogóle to kto przyszedł?-zapytałam z czystej ciekawości.
-Zobaczysz.-odparła i uśmiechnęła się wychodząc z mojego pokoju. Niechętnie wstałam z łóżka i zwlokłam się na dół. Kiedy zobaczyłam kto stoi w korytarzu to uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam piszczeć jak jakaś wariatka rzucając się chłopakowi na szyję.
-Max! Wróciłeś!-wykrzyknęłam spoglądając na niego z uśmiechem.
-Jak widać.-odparł tylko i zaśmiał się.
-O mój Boże... Nawet nie wiesz jak się cieszę. Tęskniłam za tobą!-oznajmiłam po czym pociągnęłam go za rękę i razem udaliśmy się do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a chłopak naprzeciwko mnie.
-Opowiadaj jak tam było we Francji.-poprosiłam wpatrując się w niego i oczekując odpowiedzi.
-Było wspaniale. Francja to naprawdę cudowny kraj. Musisz tam kiedyś pojechać.-powiedział i poczochrał moje włosy.
-Na pewno tam kiedyś pojadę.-stwierdziłam z uśmiechem.
-A u ciebie co się zmieniło?-spytał po chwili poruszając brwiami.
-Dużo.-odpowiedziałam wymijająco.
-No to opowiadaj. Z resztą wydaje mi się, że kilka razy widziałem twoje zdjęcie w gazetach. Nie uwierzysz w czyim towarzystwie. One Direction!-powiedział i zaśmiał się.
-A no bo oni wprowadzili się tu obok i...-zanim zdążyłam powiedzieć coś więcej, drzwi do mojego pokoju otworzyły się, a do środka wszedł Louis uśmiechając się. Kiedy zobaczył Maxa był nieco zdziwiony.
-Louie, poznaj mojego przyjaciela Maxa... Max, poznaj mojego chłopaka Louisa.-powiedziałam najpierw wskazując na Maxa, a później na Lou.
-Miło mi cię poznać. Chciałbym powiedzieć, że dużo o tobie słyszałem, ale Angelika nie zdążyła mi jeszcze o tobie opowiedzieć.-stwierdził mój przyjaciel wyciągając rękę w stronę Lou.
-Ja też nic o tobie nie słyszałem.-mruknął Tomlinson marszcząc brwi-W każdym razie ja już znikam, bo... muszę już iść.-dodał po chwili po czym wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi.

Nowi ludkowie :3

Przybywam z kolejną dostawą super ludków, którzy razem z głównymi bohaterkami będą uczęszczali do szkoły. Nie będę ich jakoś specjalnie opisywać. Charakter każdej osoby i jej powiązania z bohaterkami poznacie w najbliższych rozdziałach.

***************

Max Pierce (17 lat)

Chace Whitlock (18 lat)

Candice Jefferson (17 lat)

piątek, 5 października 2012

Rozdział Dwudziesty

* z perspektywy Karoliny *

-Wstawaj leniu, bo wywiad się już zaczyna!-wykrzyknęła Andzia szarpiąc mnie za ramię.
-Mówili, że wywiad będzie o siedemnastej trzydzieści.-stwierdziłam leniwie podnosząc się do siadu.
-No właśnie. Jak mogłaś tak długo spać. Położyłaś się o piętnastej!-powiedziała oburzona, a ja spojrzałam na nią z miną w stylu are you fucking kidding me?
-I to jest dla ciebie długo?-zapytałam, a ona pokiwała głową.
-No chodź!-po raz kolejny krzyknęła i pociągnęła mnie za rękę. Wstałam z łóżka i razem z nią udałam się na dół do salonu gdzie siedziała już reszta dziewczyn.
-Działo się coś ciekawego?-zapytałam kiedy znalazłyśmy się już na dole.
-Póki co nie. Zdążyli tylko się przywitać i odpowiedzieć na kilka mało ważnych pytań... Teraz mówią o płycie i o piosenkach, które będą się na niej znajdować.-wyjaśniła spokojnie Ala, a ja pokiwałam głową i zajęłam miejsce na kanapie. Przez następne kilka minut chłopcy odpowiadali na pytanie i śmiali się z niezbyt zabawnych tekstów prowadzącej. Cóż... Po chwili jednak padło pytanie o to który z chłopaków jest singlem. Harry podniósł rękę, a reszta tylko uśmiechnęła się porozumiewawczo.
-O... A więc teraz tylko Harry jest singlem? No proszę, proszę... A wy chłopcy? Zdradzicie nam coś na temat swoich dziewczyn?
-Z wielką chęcią.-odparł Liam-Wszystkie cztery są przyjaciółkami z Polski, które poznaliśmy na początku wakacji...
-A jak mają na imię?
-Agata, Kinga, Karolina i Angelika.-odpowiedział Liam po kolei wskazując na siebie, Nialla, Zayna i Louisa.
-Wasze fanki na pewno będą zawiedzione, ale na pocieszenie można wziąć fakt, że Harry nadal jest do wzięcia.-oznajmiła kobieta uśmiechając się promiennie.
-Zapewne jutro będzie to na pierwszych stronach gazet, a poza tym teraz paparazzi będą śledzić ich przez większość czasu by tylko zrobić im zdjęcia razem z ich dziewczynami.-stwierdziła słusznie Agata.
-Jak odnajdą naszego twittera to zaczną się hejty.-dodałam, a reszta przytaknęła.
-A więc koniec z twitterem.-stwierdziła Andzia udając poważną.
-No chyba cię pojebało.-powiedziała Kinga.
-No przecież żartuję.-odparła Angelika i przewróciła oczami-Ale przez te wszystkie wiadomości od fanek nie będzie można niczego ogarnąć.-dodała po chwili.
-Oj tam, oj tam... Dla chcącego nic trudnego.-powiedziała Agata i uśmiechnęła się.

* z perspektywy Angeliki *

 -Dziewczyny, Harry...-zaczęłam chcąc zwrócić na siebie ich uwagę. Kiedy wszyscy spojrzeli na mnie ja odchrząknęłam i uśmiechnęłam się szeroko. Zaraz ich humorki zostaną oficjalnie popsute...
-Co chciałaś?-zapytała Karotka także lekko się uśmiechając.
-Wiecie, że to już ostatni tydzień wakacji?-zapytałam i uśmiechnęłam się złośliwie. Z ich twarzy natychmiast zniknął uśmiech i wydawało mi się, że Karolina nawet nieco pobladła.
-Ale jak to? To wakacje już minęły? Tak szybko?-dopytywała zdziwiona Karolcia.
-Niestety tak.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-Ale fajnie!-wypalił nagle Hazz co zdziwiło także i mnie.
-Cieszysz się z tego?-zapytała wielce zadziwiona Alicja.
-No ba! Przecież będę chodził z wami do szkoły!-wykrzyknął uradowany i klasnął w dłonie.
-Tsa... Z nami i ze swoimi psychofankami.-burknęła Karolina i przewróciła oczami.

(tydzień później)

-Agata ruszaj dupę, bo pójdziemy same!-krzyknęłam w kierunku łazienki i walnęłam pięścią w drzwi.
-Nie pali się przecież!-odparła, a ja prychnęłam cicho i zeszłam na dół do dziewczyn.*

-Ją pospieszasz, a sama nawet nie jesteś ubrana.-stwierdziła Karotka obrzucając mnie swoim srogim spojrzeniem.
-No bo ja nie mam zamiaru tam iść!-wykrzyknęłam-Ja po prostu chciałam skorzystać z łazienki.-wyjaśniłam już dużo spokojniej po czym jednak udałam się do salonu i walnęłam na kanapę chowając twarz w poduszce. Po chwili rozległ się dzwonek do drzwi i najprawdopodobniej jedna z dziewczyn je otworzyła wpuszczając do środka naszego gościa.
-Angelika! A co ty taka nieubrana?-zapytał zdziwiony Hazz stając w przejściu.
-Nie będę szła do szkoły.-burknęłam. Harry tylko przewrócił oczami po czym podszedł do mnie i wziął mnie na ręce kierując się ze mną na górę, do mojego pokoju. Moje krzyki i wierzganie na nic tu się zdały.
-No i po co żeś mnie tu przyprowadził?-zapytałam oburzona-I tak nie mam zamiaru ubierać się w to galowe ubranie.-dodałam i usiadłam na łóżku.
-No to założysz to.-powiedział po czym rzucił we mnie białą bluzką z napisem Keep calm and love Harry Styles oraz moimi pomarańczowymi rurkami.
-Ta, jasne... Uważaj, bo już to zakładam.-mruknęłam i przewróciłam oczami.
-No pewnie! Nawet dam ci super autograf, żeby ci reszta zazdrościła. Powiedział po czym wziął marker z mojego biurka i podpisał mi się na bluzce.
-Załóżmy, że założyłabym ten strój... Jeśli bym to zrobiła to bym miała przesrane, a poza tym byłabym jedynym odmieńcem.-wyjaśniłam.
-Nie. Ja też mogę się przebrać. Mam taką fajną różową bluzkę z Justinem Bieberem, a kolorowe spodnie mogę zabrać Louisowi.-powiedział i uśmiechnął się szeroko.
-No to w takim razie na co czekamy?-zapytałam roześmiana. Wstałam z łóżka i wypchnęłam Harrego z pokoju, by móc spokojnie się przebrać, a gdy tylko byłam już ubrana razem z nim przemknęłam się na dół, a następnie do domu chłopaków, by i Hazz mógł się przebrać. Kiedy obydwoje wyglądaliśmy już "idealnie" jak na rozpoczęcie roku szkolnego, nie czekając na nikogo ruszyliśmy w stronę szkoły. Gdy znaleźliśmy się przed budynkiem większość osób patrzyła na nas jak na idiotów, a pozostała część zachwycała się widokiem Stylesa. Jak się okazało dziewczyny nie miały zamiaru na nas czekać i także były już pod szkołą. Kiedy nas zobaczyły Karolina, Kinga i Agata roześmiały się głośno, a Ala tylko się skrzywiła. Jak się domyślam czeka nas piękne kazanie...