czwartek, 27 września 2012

Rozdział Dziewiętnasty

 * z perspektywy Angeliki *

-Nigdy bym się tego po was nie spodziewał, wiecie? Tak po prostu uprowadziliście mojego nowego przyjaciela i zrobiliście z niego obiad.-powiedział oburzony Niall krzyżując ręce na klatce piersiowej. Już od przynajmniej czterdziestu minut ubolewa nad "śmiercią" tego kurczaka. Na początku krzyczał, potem płakał, a teraz mówi jakimi to jesteśmy okropnymi i bezdusznymi ludźmi. Szczerze? Nie zwracam uwagi na jego słowa odkąd zaczął płakać mamrocząc coś o tym, że ten kurczak był jeszcze zbyt młody by umierać. Niektórzy mówią, że są na tym świecie ludzie i parapety... Dla Nialla jednak stworzyłabym trzecią grupę, która nazywałaby się Urocze cegłówki. Nie wiem dlaczego, ale ta nazwa jakoś do mnie przemawia, u know...
-Jest coś co mogłoby ukrócić twe męki biedny blond człowiecze?-zapytałam po chwili, a Niall zmierzył mnie swoimi błękitnymi tęczówkami.
-No czy ja wiem... Może kupicie mi zwierzątko?-zapytał z nadzieją w głosie i natychmiast podniósł się z podłogi (wspominałam o tym, że leżał na korytarzu?).
-Tobie? Zwierzątko? Ale, że takie żywe, które oddycha i w ogóle?-dopytywał Hazza, który nie ukrywał swojego zdziwienia.
-Nie. Takie martwe i wypchane.-sarknął blondyn i przewrócił oczami.
-Nie wiem czy to taki dobry pomysł.-powiedział Liam-Musiałbyś spędzać bardzo dużo czasu ze zwierzakiem, a czasami całe dnie, albo nawet tygodnie nie ma nas w domu. Kto by się wtedy nim zajmował?-spytał Liam unosząc jedną brew ku górze. Niall rozejrzał się, a po chwili uśmiechnął szeroko.
-No jak to kto?!-zapytał jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie-Dziewczyny! W końcu one lubią zwierzęta i w ogóle.-stwierdził i wzruszył ramionami.
-A zapytałeś nas o zdanie?-wtrąciła Ala.
-A jakie to ma znaczenie?-zapytał Niall patrząc na nią jak na totalną świruskę.
-Mi się wydaje, że dość duże. No i oczywiście musiałbyś powiedzieć jakie chcesz mieć to swoje zwierzątko.-wyjaśniłam spokojnie kiwając przy tym głową. Le ja udaje wielce mądrą osobę.
-No to byłby... Pies. Taki ładny i malutki szczeniaczek. Najlepiej biały. Taka urocza kuleczka, że normalnie... No bardzo urocza!-wykrzyknął i zaczął krążyć po pokoju ekscytując się swoim świetnym wyobrażeniem idealnego pieska.
-Rozpatrzymy twoją propozycję.-powiedział Liam i uśmiechnął się lekko.

***

 -Póóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóóójdź... Błaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaagam... No póóóóóóóóóóóóóóóóójdź noooooooooo...-jęczał Harry ciągnąc mnie za rękę w kierunku jednego ze sklepów. Nie wiem ile jeszcze razy mam mu powtarzać, że nie chcę tam iść. On jednak ciągle nalega, ponieważ podobno zauważył tam coś idealnego dla mnie no i oczywiście dla siebie. Dlaczego po prostu nie pójdzie tam sam?
-Powiedziałam ci już, że nie mam ochoty tam iść.-odparłam spokojnie, ale on dalej ciągnął mnie w stronę sklepu.
-Jak tam z tobą pójdę to już się ode mnie odczepisz?-zapytałam, a on wesoło pokiwał głową i w podskokach zaczął podążać do tegoż jakże ciekawego sklepu z czapkami, szalikami, rękawiczkami i innymi tego typu rzeczami. Po co mu takie coś w wakacje? Mniejsza o to. Pójdę z nim tam, wyjdę i będę mieć spokój.
-O widzisz. To jest genialne.-powiedział odwracając się do mnie. Na głowie miał założoną niebieską czapkę, która wyglądała jak miś.
-Awww... Urocze.-powiedziałam i złapałam go za policzki tarmosząc je we wszystkie strony. Harry skrzywił się nieznacznie, ale po chwili uśmiechnął szeroko.
-A dla ciebie mam taką.-oznajmił i zanim nawet zdążyłam zerknąć na czapkę wcisnął mi ją na głowę-Idealnie.-stwierdził po chwili i ponownie wyszczerzył się szeroko. Zdjęłam czapkę i zerknęłam na nią.
-No wiesz co? Czapka świnia? Serio?-zapytałam oburzona, a on tylko wzruszył ramionami.
-Świnki są urocze.-wyjaśnił.
-Ale ja nie jestem podobna do świnki. Nie będę chodzić po mieście z czapką świnią!-wykrzyknęłam niezadowolona, a on uciszył mnie gestem dłoni. No fakt... Zapomniałam, że znajdujemy się w sklepie.
-Kup ją. No proszę... Dla mnie?-spytał i zamrugał kilkukrotnie uśmiechając się przy tym.
-Ugh...-warknęłam i przewróciłam oczami po czym zdjęłam mu czapkę z głowy i podeszłam do kasy. Kupiłam obydwie zwierzęce czapki i czym prędzej opuściłam sklep.
-Wiesz co?-zapytał po chwili Hazza zwracając na siebie moją uwagę-Jesteś genialna Angie.-powiedział po czym pocałował mnie w policzek i zgarniając swoją czapkę misia pobiegł w kierunku parku.

* z perspektywy Karoliny *

-Patrzcie co mam! Patrzcie co mam!-krzyczał Harry biegnąc w naszą stronę i wymachując bliżej niezidentyfikowanym niebieskim i puchatym przedmiotem.
-Co to jest?-zapytałam kiedy znalazł się tuż przy naszej ósemce.
-Czapka miś! Louis, twoja dziewczyna jest najwspanialszą osobą jaką kiedykolwiek poznałem!-wykrzyknął po chwili skacząc wokoło nas.
-Ej, ej, ej... Bez takich komentarzy kochany.-powiedział Lou grożąc mu palcem. Nawet nie zauważyłam kiedy przy nas znalazła się także Andzia.
-Zaciągnął mnie do sklepu i po prostu musiałam kupić tą czapkę, bo by się nie odczepił. Tak to jest jak się zapomina portfela Hazz!-zwróciła się do niego Angelika, a on tylko posłał jej uśmiech.
-A ty masz jakąś czapkę?-zapytałam spoglądając na brunetkę z zaciekawieniem.
-Niestety tak. Od razu uprzedzam, że Harry wybierał.-powiedziała po czym wyciągnęła z torby różową czapkę świnię. Wszyscy natychmiast wybuchnęli głośnym śmiechem, a Andzia tylko skrzywiła się i prychnęła głośno.
-Czapka świnia? Nie było niczego lepszego?-zapytałam przez śmiech, a ona zdzieliła mnie po głowie.
-Nie było. Ta czapka jest piękna.-burknęła urażona.
-Mówiłaś, że...-zaczął Hazz, ale Angelika uciszyła go jakże uroczym ,,zamknij się!''
-Ta... Z całą pewnością ją kochasz.-potwierdziłam jej słowa przewracając oczami.
-Bardzo! Harry ją wybrał i jest idealna. Harry jest mą... Ech... No dobra. Jest do bani.-przyznała w końcu, a na jej twarz wkradł się niezidentyfikowany grymas. Harry za to wyglądał na oburzonego jej słowami.
-No wiesz co. Ja jestem mądry.-powiedział, a wszyscy spojrzeli na niego unosząc do góry jedną z brwi-Naprawdę!-wykrzyknął, a my wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Ja się obrażam!-pisnął i odwrócił się odchodząc w stronę jednej z ławek. Usiadł na niej nie zauważając wcześniej kartki z napisem ,,świeżo malowane''.
-Umm... Hazz... Nie to, że coś, ale powinieneś jak najszybciej wstać.-powiedziała Andzia.
-Nie mam zamiaru.-burknął obrażony loczek.
-Nie to nie, ale tam jest napis świeżo malowane, a to powinno dać ci do myślenia.-skomentował Lou, a loczek z krzykiem poderwał się z ławki oglądając swoje tyły, by sprawdzić czy nie jest przypadkiem ubrudzony. Okazało się, że cały wysmarowany był w zielonej farbie. Cóż... Niektórzy mają tego pecha.
-Nieee....-jęknął niezadowolony Harry ukrywając twarz w dłoniach.
-Nie martw się kochanie. Załóż czapkę misia, uśmiechnij się i idziemy do domku.-powiedział Louis podchodząc do niego i delikatnie klepiąc go po ramieniu.

sobota, 8 września 2012

Rozdział Osiemnasty

* z perspektywy Agaty *

-No to powiedz nam co się stało.-powiedziała zaniepokojona Karolina wpatrując się we mnie z uwagą.
-Bo one się pobiły!-wykrzyknęłam wymachując rękami na wszystkie strony.
-Ale kto się pobił?!-zapytał Niall, który właśnie wyszedł z kuchni.
-Kinga i Melanie.-odparłam, a wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
-Ale jak to?!-zapytała zdziwiona Angelika.
-Tak to! Chodźcie.-powiedziałam i natychmiast ruszyłam do naszego domu, a za mną cała reszta. Gdy tylko weszliśmy do środka słychać było krzyki, a po chwili dźwięk tłuczonego szkła. Natychmiast pobiegliśmy do salonu. Było tam istne pobojowisko.
-Co tu się do cholery dzieje?!-zapytał wkurzony Niall. Obydwie dziewczyny spojrzały na niego z rządzą mordu w oczach.
-To jej wina!-wykrzyknęły w tym samym czasie.
-A może wyjaśniłybyście nam to na spokojnie.-zaproponował Liam. Melanie tylko prychnęła i zabrała się do wyjścia. Po chwili trzasnęła drzwiami i tyle ją widziano.
-Może ty nam spokojnie wyjaśnisz o co poszło?-zapytała Karolina podchodząc do rozwścieczonej blondynki.
-To wszystko była tylko i wyłącznie jej wina. Jak ona śmiała!-wykrzyknęła oburzona krążąc po pokoju.
-Ale powiedz do cholery o co chodzi Kinga.-powiedział Niall podchodząc do niej i łapiąc ją za ramiona.
-Bo ona... No bo... Ona nie ma prawa! Nawet nie ma prawa tak mówić! Jeśli by tak zrobiła to bym jej nogi z dupy powyrywała!-wykrzyknęła i opadła na kanapę wzdychając głośno. Po chwili nieco się uspokoiła i spojrzała na nas wszystkich.
-No to teraz tak spokojnie i powolutku opowiedz nam o zdarzeniach sprzed dwudziestu minut.-powiedziałam i usiadłam obok niej na kanapie. Ona tylko pokiwała głową i wzięła głęboki wdech.
-A więc zaczęło się od tego, że ona przeglądała zdjęcia w moim telefonie. Znalazła jedno zdjęcie moje i Nialla. Oczywiście musiała skomentować, że do niego niby nie pasuję. Potem mówiła, że gdyby nie ja to sama by się do niego dobierała i skorzysta jak on ze mną zerwie! Ja pierdolę co za suka!-wykrzyknęła i warknęła głośno chowając twarz w dłonie.
-To wszystko?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Nie. Mówiła jeszcze, że właściwie to może się z nim "zaprzyjaźnić" już teraz, bo ja i tak nie będę miała jej tego za złe.-dodała po chwili marszcząc brwi.
-A na pewno tego trochę nie przekręciłaś?-zapytała Andzia.
-Nie! To znaczy... Może odrobineczkę, ale ja nie dramatyzuję!-wykrzyknęła wymachując rękami.
-Ty po prostu jesteś zazdrosna.-stwierdziłam.
-Tak... Nie! Nie, no co ty...-powiedziała i machnęła niedbale ręką.
-Ale mimo wszystko nie musiałaś rzucać w nią szklanką, naszym wazonem i wszystkimi poduszkami.-powiedziałam i zaśmiałam się.
-Oj tam...-mruknął Niall i usiadł obok Kingi mocno ją do siebie tuląc-Moja mała kochana dziewczynka.-powiedział i uśmiechnął się szeroko.
-To chyba już będzie okej.-stwierdziłam, a reszta przytaknęła.

* z perspektywy Kingi *

-Ej, Kinga! Zobacz!-wydzierał się Niall. Po chwili wpadł do salonu oczywiście przewracając się na wejściu.
-Co jest?-zapytałam spokojnie lustrując go wzrokiem.
-Mam nowego przyjaciela!-powiedział i podniósł się z ziemi. Dopiero teraz dostrzegłam, że w rękach trzyma zamrożonego... kurczaka.
-Erm... A gdzie on jest?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-No jak to gdzie?-zapytał zdziwiony jakby to było jedno z najgłupszych pytań jakie kiedykolwiek usłyszał-Tutaj.-wyjaśnił i pomachał mi kurczakiem przed nosem.
-Niall, skarbie... To nie jest przyjaciel, to jest obiad.-stwierdziłam marszcząc brwi.
-Zraniłaś jego uczucia. On ma imię! I wcale nie jest obiadem. To jest pan Kurczak.-powiedział i oburzony wyszedł z salonu. W wejściu minął Zayna, który zaraz potem obrzucił mnie pytającym spojrzeniem.
-Uraziłam uczucia pana Kurczaka nazywając go obiadem.-wyjaśniłam, a on pokiwał głową nie wyglądając na ani trochę zdziwionego.
-To miał być nasz dzisiejszy obiad, ale jak widać Niall zrobił sobie z niego przyjaciela.-mruknął niezbyt zadowolony brunet i przewrócił oczami.
-Warto by było odebrać mu tego kurczaka.-stwierdziłam, a on pokiwał głową-A więc... Zakładamy spółkę tajnych agentów, czy raczej załatwimy sobie tajniaków? To powinny być osoby niespełna rozumu...-dodałam po chwili i zmarszczyłam czoło. Kogo by tu...? Ach tak! No pewnie!
-Angelika i Louis!-wykrzyknęliśmy w tym samym momencie i przybiliśmy sobie piątkę. Zaraz po tym podnieśliśmy się oboje z kanapy i ruszyliśmy w stronę ogrodu. Tam zastaliśmy Angeliką i Louisa przebranych za parę... hmm... Szczerze mówiąc nie wiem za co oni się przebrali. Może to przez ten nos klauna i doklejane wąsy?
-Chcecie się zabawić w tajnych agentów?-zapytałam zwracając na siebie ich uwagę.
-No pewnie, że tak! A macie dla nas jakieś zadanie?-zapytał Lou natychmiast do nas podbiegając.
-Tak. Macie odebrać Niallowi nasz obiad, czyli innymi słowy nieżywego kurczaka, który obecnie spełnia rolę jego przyjaciela.-powiedziałam, a oni zasalutowali po czym obydwoje udali się na górę. Spojrzałam na Zayna, a on tylko wzruszył ramionami i ponownie wszedł do domu, a ja zaraz za nim. Ciekawe czy uda im się zdobyć tego kurczaka... Jak nie to zawsze mogę poprosić o to kolejną dwójkę niezbyt normalnych ludzi, a mianowicie Karolinę i Harrego, ewentualnie można by też dorzucić Agatę. Wydaje mi się, że ta piątka świrów da sobie radę z każdą tego typu sprawą. W końcu to specjaliści od spraw niezbyt normalnych. Po chwili dało się usłyszeć jakiś huk, a na dół zbiegł Louis z kurczakiem w rękach.
-Bierz go i szybko leć do kuchni. My postaramy się go jakoś przetrzymać.-powiedział i wręczył kurczaka Zaynowi.
-Zayn!-powiedziałam, a on spojrzał na mnie wyczekująco-Zawsze możesz iść do naszego domu. Najpierw będzie szukał cię tutaj.-wyjaśniłam, a Malik tylko pokiwał głową i po chwili zniknął za drzwiami.
-A jak ma...-zaczęłam, ale gdy tylko zauważyłam brak Louisa zamilkłam. Znów dało się usłyszeć jakiś huk, a tym razem towarzyszyły mu też czyjeś dzikie wrzaski. Po chwili ze schodów zbiegł wściekły Niall.
-GDZIE JEST MÓJ PAN KURCZAK?!-wydarł się tak, że słyszeli go zapewne wszyscy ludzie w całym Londynie.
-Nie wiem. Louis gdzieś go schował.-skłamałam i wzruszyłam ramionami. Blondyn tylko głośno warknął i zaczął krążyć po całym domu nawołując kurczaka. Ja za to ponownie opadłam na kanapę i ukryłam twarz w poduszce. Nigdy nie myślałam, że będę żyła w otoczeniu takich nienormalnych osób. Przecież to się w głowie nie mieści. Może ja też nie jestem jakoś wybitnie mądra i w ogóle, ale te ich zachowanie podchodzi pod chorobę umysłową. Kto wie? Może kiedyś przyjedzie tutaj specjalna karetka i zabierze ich wszystkich do szpitala psychiatrycznego? Nie... To raczej jest niemożliwe. W końcu nawet oni potrafią zachowywać się całkiem normalnie.

***

-I co z tym kurczakiem?-zapytałam opierając się o ścianę w kuchni.
-Jeszcze pół godziny.-powiedział Zayn spoglądając na piekącego się kurczaka.
-Wiesz, że Niall zapewne niedługo tu przyjdzie?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-Tak jestem tego świadom, ale on myśli, że to Louis zabrał jego kurczaka, więc nie powinien się domyślić, że pan Kurczak i nasz obiad to ta sama... osoba.-powiedział i zmarszczył czoło po chwili wzruszając ramionami i wracając do obserwacji piekącego się jedzenia.
-No nie wiem... On wydaje się być dość inteligentny.-powiedziałam, a on spojrzał na mnie jak na idiotkę.
-Fakt... Może biorąc pod uwagę tą wpadkę z kurczakiem nie wygląda na zbytnio mądrego, ale powinien się domyślić, że to właśnie jego kurczak.-powiedziałam, a brunet ponownie wzruszył ramionami. Nie minęła nawet minuta, a dało się usłyszeć dźwięk otwieranych drzwi, a zaraz potem głośny trzask.
-Pytam po raz kolejny... Gdzie jest mój kurczak?!-wykrzyknął znajomy głos. Natychmiast wybiegłam z kuchni i skierowałam się w stronę korytarza.
-Niall uspokój się, albo wynocha. Musisz spokojnie go poszukać. Ja niestety nie mogę ci pomóc, bo dopiero co wróciłam ze sklepu i razem z Zaynem przygotowujemy obiad.-powiedziałam spokojnie.
-A co będzie na obiad?-zapytał zaciekawiony jakby zupełnie co zapomniał o swoim "przyjacielu".
-Kurczak.-odpowiedziałam równie spokojnie. Blondyn zmarszczył czoło i pokiwał głową z dezaprobatą.
-Wiecie co? Będziemy jeść na obiad brata, albo siostrę pana Kurczaka. Toż to niesłychane!-powiedział po czym już nieco spokojniej wrócił do poszukiwań swojego zaginionego kurczaka. Biedaczyna... Jeszcze nie wie, że już nigdy więcej go nie zobaczy. Z resztą co ja w ogóle wygaduję? To było przecież jedzenie, a nie żadna żywa osoba, czy coś...