piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział Dwudziesty Szósty

-O mój Boże. Muszę jak najszybciej go zobaczyć!-wykrzyknęłam nie zwracając uwagi na otaczających mnie ludzi. Louis, mój Louis się obudził!
-Czekaj! Muszę ci jeszcze coś powiedzieć.-powiedziała Amy, gdy ja już biegłam w stronę schodów. W końcu nie mam czasu czekać na windę.
-Później.-powiedziałam do niej i pędem pobiegłam schodami wprost do sali w której leżał Louis. Weszłam do środka, a on spojrzał na mnie marszcząc czoło i mrugając kilkukrotnie powiekami.
-Lou!-pisnęłam i nie zastanawiając się dwa razy podbiegłam do niego i mocno przytuliłam. Po chwili odsunęłam się i spojrzałam na jego nieco wystraszoną minę.
-No nie mów, że mój entuzjazm cię przeraził Boo. Przecież nie było cię z nami cały tydzień!-powiedziałam z lekkim wyrzutem, cały czas zachowując na mej twarzy szeroki uśmiech. Po chwili drzwi do sali ponownie się otworzyły, a do środka weszła Melanie.
-Och... Cześć Angelika.-powiedziała wesoło uśmiechając się do mnie.
-Czemu nie powiedziałaś mi, że się obudził?-spytałam jej.
-Nie chciałam wyciągać cię ze szkoły, bo wiem, że nie zważając na nic od razu byś tu przyleciała.-odparła rozbawiona.
-Fakt.-stwierdziłam i roześmiałam się. Dopiero teraz zauważyłam, że chłopak nie odezwał się ani słowem.
-Czemu nic nie mówisz? Nie cieszysz się na mój widok?-spytałam udając oburzenie i marszcząc swe czoło.
-Ja... Po prostu cię nie pamiętam.-stwierdził spokojnie, a ja myślałam, że w tej chwili moje serce przestało bić.
-Jak to mnie nie pamiętasz? O co tu chodzi?-spytałam przerażona przenosząc mój wzrok na Mel.
-Opowiedziałam mu wszystko co potrzebne.-powiedziała tylko.
-Dowiedziałem się dużo o przyjaciołach i mojej dziewczynie.-wtrącił szatyn uśmiechając się lekko-Nasz związek musiał być wspaniały.-dodał po chwili.
-Bo był. Był praktycznie idealny.-stwierdziłam także się uśmiechając, mimo tego, że byłam kompletnie zszokowana. W końcu jak to jest możliwe, że on mnie nie pamięta? To znaczy, że on w ogóle nic nie pamięta? Kompletna pustka? Myślałam, że takie historie to są tylko w filmach, albo przynajmniej, że nigdy coś takiego nie przydarzy się mi, ani bliski mi osobom. Po prostu to jest takie dziwne... Jak to jest mieć taką pustkę w głowie, co? Ja bym była kompletnie przerażona. To aż dziwne, że on zachowuje się tak... spokojnie.
-Cieszę się, że mam Melanie.-powiedział, a jego uśmiech jeszcze bardziej się powiększył. Zaraz, zaraz... Jak to Melanie? O co tutaj chodzi? Przecież on nie jest w związku z Melanie, tylko ze mną. Czy ja coś pominęłam? Może po prostu coś mu się pomyliło, tak? W końcu mógł nie zapamiętać wszystkiego tak jak mu opowiadała.
-Słucham?
-Cieszę się, że mam Melanie.-powtórzył jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Wcale tak nie było...
-Mogę cię prosić na chwilkę.-powiedziałam do dziewczyny, a ona pokiwała głową i wyszła z sali. Po chwili ja także wyszłam i odetchnęłam głęboko.
-Czy gdy opowiadałaś mu o tym co było wcześniej nie pomyliło ci się coś przypadkiem? Wydaje mi się, że Angelika i Melanie to nie są aż tak bardzo podobne imiona.-stwierdziłam krzyżując ręce na piersi i piorunując ją spojrzeniem.
-Opowiedziałam mu tak piękną i wymyślną historię, że choćby cała wasza dziewiątka była za twoją wersją wydarzeń to on i tak uwierzyłby mi.-odparła pewna siebie.
-Ach tak. A to niby dlaczego?
-Cóż... Jakbyś nie wiedziała to byłaś w związku z nim tylko i wyłącznie dla gazet. Tak naprawdę cały czas był ze mną, ale wy nigdy za mną nie przepadaliście. Dodatkowo dodać można iż jesteś w nim ogromnie zakochana. Och! No i wzięłam też pod uwagę to, że Harry będzie starał się o to byście byli razem, więc przedstawiłam go jako zakochanego w tobie chłopaka, który po prostu chce byś była szczęśliwa. Dziewczyny są twoimi najlepszymi przyjaciółkami, więc zawsze trzymają twoją stronę, a skoro reszta zespołu jest z nimi w związku to też będą popierać twoją wersję wydarzeń.-powiedziała i uśmiechnęła się złośliwie. Jak ona mogła zrobić coś takiego? Wydawało mi się, że ona może być naprawdę fajną dziewczyną, a tu..
-Ty szmato...-powiedziałam i rzuciłam się na nią przypierając ją do ściany. Nikt tego nie zauważył, ponieważ korytarz o tej porze dnia był zadziwiająco pusty. I dobrze. Będę mogła ją zabić. Rozszarpię ją na małe kawałeczki i rzucę na pożarcie ptakom. Tak. Zdecydowanie tak. Albo jeszcze lepiej. Uprowadzę ją i zamknę w piwnicy gdzie będzie powoli umierać. Bez jedzenia i bez picia.
-Puść mnie!-warknęła próbując wyrwać się z mojego uścisku.
-Jesteś największą suką jaką kiedykolwiek spotkałam. Będziesz smażyć się w piekle razem z resztą takich dziwek jak ty.-wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
-Angelika!-usłyszałam krzyk Harry'ego, a on sam po chwili odciągnął mnie od dziewczyny.
-Odpierdol się! Muszę zabić tą szmatę!-wykrzyknęłam. Loczek jednak nie miał zamiaru mnie puszczać. Obrócił mnie w swoją stroną i spojrzał mi w oczy.
-Uspokój się.-powiedział. Zamrugałam kilkakrotnie powiekami. Oczy strasznie piekły i byłam naprawdę blisko rozpłakania się. Po chwili wyrwałam się z jego uścisku. Harry od razu chciał mnie złapać w obawie iż ponownie rzucę się na Mel, ale nie miałam takiego zamiaru. Po prostu ponownie przysunęłam się do niego i mocno go przytuliłam. Czułam się tak okropnie źle. Nie będę przesadzać jeśli powiem, że ten dzień został oficjalnie uznany za najgorszy dzień w całym moim życiu.
-Zabierz mnie stąd. Chcę już wrócić do domu.-wyszeptałam. Harry posłał mi lekki uśmiech i pokiwał głową. Szliśmy tak powoli przez korytarz. Niezbyt wygodnie było mi iść kiedy tak wtulałam się w jego ramię, ale teraz to był dla mnie najmniejszy problem. Nawet nie zauważyłam kiedy łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Kiedy wyszliśmy poza budynek usłyszałam padające zewsząd pytania i błysk fleszy. Zgaduję, że jutro znajdziemy się na pierwszej stronie gazet. Zapłakana dziewczyna Louisa Tomlinsona (czy nadal powinnam tak siebie nazywać?) i jego najlepszy przyjaciel wychodzą razem ze szpitala. Co to może oznaczać? Zapewne napiszą, że stan zdrowia Lou się pogorszył, albo coś w tym stylu. Nie wiem co wymyślą. Nie obchodzi mnie to. Nie obchodzi mnie już kompletnie nic.
Do domu szliśmy na piechotę. Całą drogę przebyliśmy w kompletnej ciszy. Kilka fanek chciało do nas podejść, ale widząc mój stan były na tyle miłe, że po prostu zrobiły zdjęcie z daleka i poszły dalej. Kiedy wreszcie doszliśmy na naszą ulicę postanowiłam, że lepszym wyjściem będzie pójście do domu mojego i dziewczyn, niż do tego chłopaków. Przez ostatni tydzień w ogóle nie przychodziłyśmy do naszego domu. Cały czas spędzałyśmy u nich, tak więc mam pewność, że będę mogła tam być sama. Albo raczej sama z Harrym, ale jego obecność mi nie przeszkadza. On nie próbuje pytać co się stało. On po prostu wie, że powinien razem ze mną pomilczeć.
Nie wiem jak to się stało, ale właśnie odkryłam, że jesteśmy już w pokoju siedząc razem na moim łóżku. Styles służył mi jako taki miś do przytulania. Przeleżeliśmy tak w ciszy dobre dwie godziny. To aż dziwne, że jeszcze nikt do nas nie zadzwonił, ani nie przyszedł tu by nas poszukać. Ani trochę mi to nie przeszkadza. Nie potrzebuję teraz towarzystwa.
-Angelika...-odezwał się w końcu Harry. Ja po prostu westchnęłam i spojrzałam na niego-Możesz powiedzieć mi co się stało?-spytał niepewnie.
-Melanie się stała, ot co.-burknęłam. On zmarszczył czoło i spojrzał na mnie prosząco. Westchnęłam głośno.
-Po prostu opowiedziała Louisowi taką historię, że głowa mała, wiesz? Teraz on myśli, że nasz związek był jednym wielkim oszustwem, że tak naprawdę jest z Melanie, a ty jesteś we mnie zakochany, no i nie mogłabym pominąć tego faktu, że niby cała nasza dziewiątka nigdy nie lubiła Mel i za wszelką cenę staramy się doprowadzić do rozpadu ich związku, a w chwili obecnej zapewne będziemy starać się mu wmówić, że to mnie kocha, a nie ją.-powiedziałam szybko, a on zrobił minę jakby zobaczył ducha.
-Że jestem w tobie zakochany?-zapytał zdziwiony.
-Serio? Tylko tyle wyłapałeś?-spytałam zirytowana.
-Nie. Zrozumiałem wszystko, tylko... Nie rozumiem dlaczego ona to zrobiła.
-Bo mnie nienawidzi. Zawsze mnie nienawidziła i już zawsze będzie mnie nienawidzić.-oznajmiłam.
-Ale on w końcu odzyska pamięć, a wtedy wszystko będzie już inaczej, tak?
-Skąd mamy pewność, że ją odzyska?
-Na pewno tak będzie.
-Skąd wiesz?
-Po prostu to wiem.-powiedział pewnie, a ja tylko pokiwałam głową.
-Ale jest jeszcze jedna rzecz, która mnie dziwi... Dlaczego niby wasz związek miał być oszustwem? Po co by to wszystko było? Dlaczego po prostu nie mógłby przedstawić światu Mel jako swojej dziewczyny?
-Myślisz, że ja to wiem? To wszystko jest kompletnie pozbawione sensu.-stwierdziłam. Wtuliłam się mocniej w Harry'ego i zamknęłam oczy. Po jakimś czasie po prostu zasnęłam...

* z perspektywy Karoliny * 

-Nie ma ich już trzy godziny.-stwierdziłam krążąc po salonie.
-Na pewno nic im nie jest.-powiedziała Aga i przewróciła oczami.
-To dlaczego nie odbierają telefonów?-spytałam zirytowana.
-Harry zostawił telefon tutaj, a Angelika ma zapewne wyciszony.-wtrącił Liam.
-Gdzie oni mogą być?-zapytałam patrząc na wszystkich ze zmartwioną miną.
-Wszędzie i nigdzie.-powiedział Li.
-A może w domu.-palnął Niall, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Gdyby byli w domu to chyba byśmy zauważyli, nie uważasz?
-Ale w waszym domu.-odparł wracając do konsumowania swojej kanapki. Nie mówiąc nic więcej wyleciałam na korytarz i ubrałam pierwszą kurtkę z brzegu, szybko założyłam buty, po czym pobiegłam do naszego domu. Znalazłam się tam w niecałą minutę i nie przejmując się zdejmowaniem butów szybko weszłam do salonu. Pusto. Kolejną myślą był pokój Angeliki. Wchodzimy po schodach. Otwieramy drzwi i... BINGO! Widząc ich tutaj śpiących odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się sama do siebie. Po chwili poczułam czyjś dotyk na ramieniu i podskoczyłam jak poparzona. Odwróciłam się i ujrzałam pozostałą szóstkę.
-Mówiłam, że nic im nie jest.-powiedziała dumna Aga.
-A ja za to mówiłem, że są w domu.-stwierdził uśmiechnięty Niall.
-Dziwi mnie jednak dlaczego tak szybko wrócili ze szpitala.-powiedziała nagle Ala.
-Dlaczego?-spytałam zdezorientowana.
-No bo przecież Louis się obudził, tak? Angelika jest jego dziewczyną, a Harry od zawsze był z nim najbardziej związany, nie? Tak więc wydaje mi się, że powinni zostać tam dłużej.-blondynka wyjaśniła spokojnie. No fakt... To oni byli tą dwójką osób, która zawsze zostawała najdłużej przy Louisie. Kiedy my wracaliśmy do domu, oni siedzieli tam przynajmniej godzinę dłużej. Gdyby mogli to w ogóle nie opuszczaliby szpitala. Dlaczego więc tym razem wyszli stamtąd tak szybko? Rozumiem, że mogła ich nieco przerazić perspektywa nie pamiętającego nic Lou, ale nie wydaje mi się, by to było powodem ich szybkiego powrotu.
-Obudzimy ich?-zapytał Zayn.
-Nie. Po co? W ostatnim tygodniu nie spali za dobrze. Zostawmy ich.-powiedziałam. Reszta tylko skinęła głowami i wszyscy pokierowaliśmy się na dół.

***

-Ty chyba żartujesz!-powiedziałam wytrzeszczając oczy.
-Melanie naprawdę mu tak powiedziała?!-zapytał Liam, który też był nieźle zdziwiony.
-Najwyraźniej.-odburknęła Andzia. Właśnie przed chwilą opowiedziała nam całą historię, którą wymyśliła Melanie. To jest po prostu chore. Nie wiem jak bardzo ona musi mieć zryty umysł, by móc wymyślić coś tak okropnie podłego. Przecież... Nie no. Po prostu nie.
-No to dojebała.-stwierdził Niall.
-Nie przeklinaj.-mruknęła Ala marszcząc czoło. Wszyscy byliśmy zdziwieni. Może Melanie nie wyglądała na najmilszą osobę we wszechświecie, ale wydaje mi się, że nikt z nas nie spodziewał się, że mogłaby zrobić coś takiego. Szczególnie po tym jak pogodziła się z Angeliką. Myślałam, że to już będzie koniec problemów między Andzią, a Mel, ale jak widać pomyliłam się.
-Tego nie można tak zostawić. Przecież to totalna bzdura!-oburzył się Liam. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak bardzo zdenerwowanego. Właściwie to myślałam, że niemożliwym jest wyprowadzenie go z równowagi. Jak widać jego pokłady cierpliwości się wyczerpały.
-A co my możemy zrobić? Jej opowieść jest dopracowana w każdym szczególe.-stwierdziła brunetka wzdychając głośno.
-Nieprawda.-wtrącił po chwili Harry-Przecież powiedziała, że wasz związek jest jedną wielką ściemą, tak? Niby dlaczego nie mógłby przyznać, że jest w związku z Melanie?
-No właśnie!-powiedział Liam.
-A skąd ja mam wiedzieć? Pewnie coś wymyśliła.-powiedziała Andzia pocierając dłońmi swoje skronie.
-Mam ochotę iść tam do niej i przywalić jej łopatą w łeb. Idzie ktoś ze mną?
-Ja!-wszyscy powiedzieli w tym samym czasie. No prawie wszyscy... Tylko Angelika siedziała cicho.
-To teraz potrzebujemy tylko łopaty.-stwierdziłam.
-Co to by miało za sens?-spytała dziewczyna.
-No... Po prostu by umarła.-odparł Harry wzruszając przy tym ramionami.
-Dzięki za to, że chcecie pomóc, ale wydaje mi się, że po prostu powinniśmy zostawić tę dwójkę w spokoju.-powiedziała Andzia.
-Że co?!-spytałam oburzona.
-No to. W końcu zobaczy jaka ona jest i ją zostawi. Poza tym... Kiedyś musi wrócić mu pamięć, tak?-spytała z nadzieją.
-Oczywiście, że tak. Jestem tego stuprocentowo pewny. Ale mimo wszystko uważam, że nie powinniśmy tego tak zostawiać.-Liam ponownie zabrał głos.
-A ja uważam, że właśnie powinniśmy, a mało tego... Właśnie tak zrobimy. Zrozumiano?-zapytała Angelika mierząc nas surowym spojrzeniem, a my po prostu pokiwaliśmy głowami...

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział Dwudziesty Piąty

-Znajdź Liama.-wycedziłam przez zaciśnięte zęby, mrugając kilkakrotnie by odpędzić łzy.
-Ale co się stało?-zapytał po raz kolejny.
-Znajdź Liama.-powtórzyłam starając się zachować spokój.
-Ale...-zaczął.
-Znajdź tego cholernego Liama, rozumiesz?!-wykrzyknęłam, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy-Będę czekać przed domem.-burknęłam jeszcze po czym przeciskając się między ludźmi dotarłam do wyjścia. Kiedy znalazłam się na dworze otuliło mnie zimne wieczorne powietrze. Padał deszcz. To wszystko to jakiś pieprzony żart, tak? Po kilku minutach drzwi ponownie się otworzyły, a obok mnie stanął Liam i Harry.
-Co się stało Angelika?-spytał zatroskany Li.
-Jedziemy do szpitala.-powiedziałam tylko, a oni wyglądali jakby zobaczyli ducha. Bez ani jednego słowa cała nasza trójka wsiadła do samochodu, a Liam zaczął jechać w stronę szpitala. Droga nie zajęła nam dużo czasu. Przebyliśmy ją w całkowitej ciszy. Kiedy tylko Liam zatrzymał swój samochód ja natychmiast z niego wyskoczyłam i pobiegłam w stronę drzwi. Kiedy już znalazłam się w środku podbiegłam do kobiety siedzącej za biurkiem.
-Gdzie leży Louis Tomlinson?-spytałam.


* z perspektywy Karoliny *


Impreza była naprawdę wspaniała. Wszyscy goście świetnie się bawili. Zayn cały czas robił za Dj'a, a Niall z Kingą i Agatą wygłupiali się w najlepsze aktualnie tańcząc na stole. Taaaak... Nie byli całkowicie trzeźwi jeśli o to pytacie. Ja oczywiście jako wielce cudowna i idealna osoba nie piłam nic. W końcu mam dopiero siedemnaście lat i w ogóle, nie? No dobra... Może trochę. Ale na pewno nie tyle by tańczyć na stole, czy też robić coś o wiele gorszego. Po chwili poczułam jakieś wibracje w kieszeni. Dzwoni Liam?
-Halo.-powiedziałam, albo raczej wykrzyczałam do telefonu biorąc pod uwagę, że w środku było dość głośno.
-Jesteśmy w szpitalu.-usłyszałam.
-Że co?!-spytałam przerażona po czym szybko pobiegłam schodami na górę gdzie było nieco ciszej-Jak to? Co się stało?
-Louis miał wypadek.-odparł spokojnie Li.
-Ale... To on gdzieś wychodził?-zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona.
-Jak widać tak. Razem z Harry'm i Angeliką jesteśmy w szpitalu. Póki co Louis... śpi.-mruknął.
-Ja... Nie wiem czy damy radę tam dotrzeć.-powiedziałam zmartwiona.
-Spokojnie. Nie przesiedzimy tu całej nocy. Niedługo będziemy wracać. Pozbądźcie się wszystkich gości, okej?
-Jasne. Da się zrobić.-powiedziałam i rozłączyłam się. Ponownie zeszłam na dół dopychając się do Zayna.
-Zayn...-zaczęłam zwracając na siebie jego uwagę-Wyłącz muzykę i każ wszystkim wyjść. Louis miał wypadek.-powiedziałam, a on wytrzeszczył oczy. Po chwili pokiwał głową, a muzyka ucichła.
-Dobra ludzie! Pojawiły się pewne nieprzewidziane okoliczności, więc chciałem wam bardzo podziękować za zabawę i niestety, ale to koniec imprezy.-powiedział Zayn. Dało się usłyszeć przechodzący przez pokój jęk zawodu, ale każdy posłusznie zaczął opuszczać dom. Po kilku minutach zostaliśmy całkowicie sami.
-Czemu przerwaliście imprezę?-spytał Niall.
-Louis leży w szpitalu. Miał wypadek.-odparłam.
-Ale jak to?!-zapytała zszokowana Alicja.
-Tak do końca to nie wiem. Liam, Harry i Angelika mają niedługo wrócić ze szpitala i wtedy wszystko nam opowiedzą.-wyjaśniłam spokojnie.


***


 -On powiedział, że pojedzie do sklepu i zaraz wróci, ale nie wrócił...-powiedziała Angelika.
-Nie martw się. Niedługo się obudzi i wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Przecież nie stało mu się nic poważnego, tak?-zapytałam i posłałam jej lekki uśmiech.
-No niby nie.-mruknęła.
-No właśnie. A więc nie ma się czym martwić.-dodałam.
-Nie wiem. Ja już pójdę spać. O ile w ogóle zasnę.-powiedziała po czym wstała z kanapy i ruszyła w stronę wyjścia.
-Zostajesz u nas.-powiedział Harry i podszedł do niej. Złapał ją za rękę, posłał lekki uśmiech i razem udali się na górę.
-Jak myślisz Liam?-spytałam po chwili.
-Mówią, że będzie dobrze.-odparł krótko, a ja westchnęłam. Skoro tylko tyle mieli w tym temacie do powiedzenia. Dzisiejszy dzień miał być idealny. W końcu to urodziny Nialla i nikomu przez myśl nawet nie przeszło, że tego dnia mogłyby pojawić się jakieś większe problemy niż to, że zabrakło słonych paluszków, czy też jakiegoś napoju. Niestety, ale nie wszystko jest idealne. Nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć. Spodziewajcie się niespodziewanego, tak?
-Jest już naprawdę późno. Wydaje mi się, że wszystkie powinnyście zostać u nas. Rano jakoś to wszystko się ogarnie.-stwierdził Liam, a my tylko pokiwałyśmy głowami. Następnie wstałam z kanapy i powoli udałam się schodami do łazienki. Po prostu się umyłam, a potem ponownie założyłam swoje ubrania. Wychodząc z łazienki szybko przebiegłam do pokoju Zayna, otworzyłam szafę i wyjęłam jakąś pierwszą z brzegu koszulkę na krótki rękaw. Zdjęłam bluzkę i spodnie, po czym narzuciłam ją na siebie. Właśnie w tym momencie do pokoju wszedł Zayn.
-Pozwoliłam sobie to zabrać.-stwierdziłam chwytając w dłonie aktualnie noszoną koszulkę, a on tylko pokiwał głową i wymusił uśmiech. Można by było w tym momencie po raz kolejny powtórzyć będzie dobrze, ale uważam, że to i tak by nie pomogło. Słowa są tylko słowami...


***


Otworzyć jedno oko. Otworzyć drugie oko. Dzień... Tak, właśnie się obudziłam. Która to będzie godzina? Szybko przeniosłam wzrok na szafkę obok łóżka i podniosłam z niej telefon Zayna. Dziewiąta dziesięć. Obudziłam się stosunkowo wcześnie biorąc pod uwagę godzinę o której wczoraj zasnęłam. Zayn oczywiście jeszcze śpi, a ja nie mam zamiaru go budzić. Powoli podniosłam się z łóżka i wyszłam z pokoju od razu kierując się na dół. Kątem oka dostrzegłam iż w salonie zasiadają sobie Ala, Kinga i Agata. Już miałam do nich iść kiedy usłyszałam jakiś hałas dobiegający z kuchni.
-Co wy tu robicie?-zapytałam wchodząc do pomieszczenia, które wyglądało jak po przejściu tornada.
-Próbowaliśmy zrobić śniadanie.-odparł Niall wzruszając ramionami.
-Coś wam się nie udało.-stwierdziłam.
-To nie nasza wina, że nie zostaliśmy obdarzeni umiejętnościami gotowania.-mruknął Liam.
-Idźcie doprowadzić się do porządku, a ja zajmę się kuchnią.-powiedziałam, a oni pokiwali głowami i wciągu sekundy znaleźli się poza kuchnią. Od czego by tu zacząć. Może od sprzątnięcia. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Doprowadzenie tego pomieszczenia do porządku zajęło mi około dwudziestu minut, a zrobienie śniadania (ja także nie jestem dobrą kucharką, więc zdecydowałam się na zwykłe kanapki) około dziesięciu. Biorąc talerz z kanapkami udałam się do salonu i postawiłam go na stole.
-Smacznego.-powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Od razu każdy wziął się za jedzenie. Byli tu prawie wszyscy. Brakowało tylko Louisa, który teraz biedny leży w szpitalu, oraz Angeliki i Harry'ego. Och! Prawie zapomniałam o Zaynie, który jeszcze smacznie śpi.
-Gdzie oni są?-zapytałam.
-Śpią.-odparła spokojnie Alicja.
-Uhm.-mruknęłam i także zabrałam się za jedzenie. Nie byłam głodna, ale wiem, że muszę coś zjeść. Nie ważne jak bardzo jestem nie w humorze.


* z perspektywy Angeliki *
(tydzień później)


Przez cały ten tydzień niewiele się zmieniło. Louis nadal śpi. Lekarze mówią, że niedługo powinien się wybudzić, bo jego stan jest naprawdę dobry, ale co z tego? Mówili już tak pierwszego dnia jego pobytu w szpitalu, a póki co on nadal śpi. Chłopcy wzięli udział w jednym wywiadzie i dokładnie opowiedzieli o wypadku Lou. Nie mogli ukrywać informacji, bo pojawiało się coraz więcej plotek na temat domniemanej śmierci Tomlinsona. Przez pierwsze cztery dni od wypadku cały możliwy czas spędzałam w szpitalu. Harry też był tam cały czas ze mną. Reszta wpadała i siedziała tam kilka godzin, przez ten czas namawiając nas na powrót do domu. Nie chciałam wracać, a Harry cały czas powtarzał, że wróci do domu razem ze mną i tak było. Jednak nie mogłam cały czas opuszczać szkoły, więc piątego dnia ponownie poszłam na zajęcia. Praktycznie każdy mówił mi jak to im przykro z powodu tego wypadku... Melanie też wpadała do szpitala. Była tam dość często. Ona naprawdę nie jest taka zła jak mi się na początku wydawała. Może uda mi się nawet z nią zaprzyjaźnić?
-Musimy już iść.-powiedział Harry kładąc mi dłoń na ramieniu. Pokiwałam głową i wstałam z krzesła po czym razem z loczkiem wyszłam z sali, a kilka minut później opuściłam szpital. Na parkingu czekał już Liam.
-Wsiadajcie.-powiedział uśmiechając się ciepło. To on najbardziej się o nas martwił. Przez cały ten tydzień latał przy wszystkich pocieszał, rozbawiał, rozmawiał... Starał się wiedzieć o wszystkim i nie dopuścić do tego by ktoś wpadł w jakąś depresję. Przejmując się innymi chyba starał się zapomnieć o tym, że z nim samym też nie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Póki co jednak wszyscy jakoś się trzymamy. Patrząc tak za okno nawet nie zauważyłam kiedy dotarliśmy pod budynek szkoły.
-Dzięki Li. Do zobaczenia później.-powiedziałam i wysiliłam się na uśmiech. Wcale nie tak trudno jest udawać szczęście, wiecie? Szczególnie jeśli nikt nie stara się spojrzeć ci w oczy i powiedzieć, że widzi twój smutek.
Razem z Harrym wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do szkoły. Ludzie przestali już na okrągło wypytywać o stan Louisa i nikt już nie szalał na widok Harry'ego. Można uznać, że jako tako wtopiliśmy się w ten szkolny tłum. To dobrze, bo powiem wam szczerze, że z biegiem czasu takie ciągłe bycie w centrum zainteresowania wcale nie wydaje się być takie zabawne jak na początku.
-Jaka pierwsza lekcja?-spytałam.
-Matma.-odparł krótko krzywiąc się nieco. Nie znosił matematyki. Ja ją uwielbiałam. Wcześniej wiele razy naśmiewałam się z jego kiepskich umiejętności matematycznych. Teraz to już nie wydaje się być ciekawym tematem do żartów. Nic nie wydaje się być ciekawym tematem do żartów.
-A ty co masz pierwsze?
-Fizyka.-mruknęłam i nie czekając ani chwili dłużej udałam się pod odpowiednią salę, gdzie stała już reszta klasy.
-Hej mała. Jak się trzymasz?-jak zwykle Max powitał mnie tymi samymi słowami. Robił tak codziennie odkąd po tym wypadku wróciłam do szkoły. Ja natomiast zawsze odpowiadałam mu tak samo.
-Żyję.-odparłam wzruszając ramionami. Bo to chyba jest najważniejsze, tak? Nadal oddycham i poruszam się, czyli nie jest ze mną tak źle. Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcje, a nauczycielka otworzyła salę i wpuściła nas do środka.
Niecałe dziesięć minut od rozpoczęcia lekcji babka wydzierała się twierdząc iż jesteśmy najgorszą klasą w szkolę, a następnie wzięła kilka osób do odpowiedzi. Zrobiła też krótką kartkówkę, ale ja nawet nie wyjęłam kartki. To nie ma sensu. I tak bym dostała jedynkę, więc co to za różnica. W czasie lekcji zadzownił mi też telefon. Dość szybko odrzuciłam połączenie, ale pani Shallow i tak się na mnie wydarła i kazała pójść do dyrektora. Westchnęłam głośno po czym spakowałam się i zabrawszy ze sobą plecak poszłam do gabinetu dyrektora. Okazało się, że nie byłam jedyną osobą, która do niego dziś zawitała.
-Harry?-spytałam zdzwiona.
-No ja.-mruknął tylko wzruszając ramionami.
-Usiądź.-wtrącił dyrektor wskazując na krzesło obok Harry'ego. Posłuchałam się go od razu.
-Od początku roku szkolnego wasza dwójka pojawia się tu dość często i to zazwyczaj razem. Powiecie mi dlaczego tak jest?-zapytał pan Campbell.
-Nauczyciele za bardzo się czepiają.-powiedział spokojnie Harry. Dyrektor zmarszczył czoło.
-Wydaje mi się, że walka na jedzenie na stołówce, ucieczka ze szkoły w przebraniach z kółka teatralnego i podkładanie nauczycielom pinezek na krzesła to nie jest błachostka panie Styles.
-To akurat nie, ale powód mojej dzisiejszej wizyty wcale nie jest poważny.-burknął.
-Och... No właśnie... A z jakiego powodu pojawiliście się tu dzisiaj?-spytał mierząc nas surowym spojrzeniem.
-Zadzwonił mi telefon.-powiedzieliśmy równocześnie.
-Doprawdy? A z kim macie teraz lekcje?
-Z panią Shallow i Moore.-odparł Harry.
-Ech... W takim razie posiedzicie tu do dzwonka, a potem normalnie pójdziecie na lekcje, dobrze?
-Oczywiście.-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Zadziwię was... SZCZERZE! Nasz dyrektor jest naprawdę w porządku. Te dziesięć minut, które pozostały do dzwonka spędziliśmy w ciszy. Wcale mi to nie przeszkadzało. Zaś kiedy tylko zadzwonił dzwonek na przerwę poderwaliśmy się z krzeseł i wyszliśmy na korytarz.
-Kto do ciebie dzwonił?-zapytał Hazz.
-Mama. Wypadałoby oddzwonić.-stwierdziłam po czym wyjęłam telefon i wybrałam jej numer. Kiedy tylko usłyszałam pierwszy sygnał szybko udałam się w stronę damskiej toalety. Tam jest dużo ciszej.
-Halo?-usłyszałam głos matki w słuchawce.
-Hello mom.What's up?-powiedziałam, po chwili jednak strzeliłam facepalma przypominając sobie, że moja matka raczej niewiele zrozumiała-I mean... Hej mamo. Co tam?
-Jeszcze nie zapomniałaś języka. To dobrze.
-Jak mogłabym zapomnieć? Przecież mieszkałam w Polsce siedemnaście lat.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-No tak, tak... Jak tam się dzisiaj czujesz kochanie?
-Całkiem dobrze. Dopiero co wyszłam z gabinetu dyrektora.
-Och... Dlaczego znowu tam byłaś?
-Ktoś zadzwonił do mnie na lekcji.-powiedziałam rozbawiona akcentując słowo "ktoś".
-No przepraszam bardzo, ale powinnaś mieć wyciszony telefon.
-Wiem, wiem...
-Jak tam ten cały Louis? Co? Obudził się już, czy jeszcze nie?
-Ech... Nie, jeszcze nie.
-Nie martw się złotko. Niedługo powinien się obudzić, a potem wszystko już będzie dobrze.
-Mam taką nadzieję.
-Chciałam zapytać, czy możliwe by było abym razem z tatą i Adamem wpadła tam do was na jakiś tydzień? Co? Chciałabym zobaczyć jak tam się trzymacie z dziewczynami. Przy okazji mogłabym wreszcie z ojcem porozmawiać z twoimi nauczycielami.
-Jasne, wpadajcie! Chociaż nie jestem przekonana co do tego drugiego pomysłu...
-A to dlaczego?
-Uwierz mi, że nie chcesz znać moich ocen z fizyki. Ale mogę się za to pochwalić świetnymi wynikami w matematyce!
-Jeszcze zobaczymy.-powiedziała mama. W tym właśnie momencie rozległ się dzwonek oznaczający początek drugiej lekcji.
-Wybacz mamo, ale muszę już kończyć. Zaraz mam właśnie matematykę, a nauczycielka nienawidzi spóźnialskich.-wyjaśniłam spokojnie.
-No to pa kochanie. Powodzenia.
-Pa mamo. Kocham cię bardzo, bardzo mocno. Pozdrów tam wszystkich!-powiedziałam jeszcze i rozłączyłam się. Schowałam telefon do kieszeni wcześniej upewniając się czy aby na pewno jest wyciszony, a potem wyszłam z łazienki i udałam się pod salę od matematyki.
-I jak tam wizyta u dyrektora?-zapytał od razu Max.
-Nie było tak źle. Okazało się, że Harry też tam był.-odparłam.
-Wy macie to szczęście.-powiedział przewracając oczami i zaśmiał się.
-Głupi ma zawsze szczęście.-wtrąciła stojąca obok Candice.
-Szczęście to szczęście.-skomentowałam. Po chwili pod salą zjawiła się już pani Moore, więc wszyscy weszliśmy do sali. Na matematyce siedziałam razem z Maxem. Trudno w to uwierzyć, ale on z matematyki miał jeszcze gorsze oceny niż Styles. Niewiarygodne, a jednak. W każdym razie dzięki temu iż z nim siedziałam to zawsze w jakiś sposób mogłam mu pomóc. Nauczycielka jest głucha i ślepa (nie dosłownie, ale co tam), więc nigdy nie zauważa gdy podpowiadam mu na kartkówkach czy sprawdzianach. Ona chyba nigdy nie przyłapała nikogo na podpowiadaniu i ściąganiu. To dziwne, bo praktycznie każdy zawsze ściąga. Cóż zrobić...
Lekcja matematyki minęła nam spokojnie. Dziś Moore musiała mieć jakiś dobry humor, ponieważ nie zadała nam żadnej pracy domowej. Do tej pory nigdy jej się to nie zdarzało. Może ten dzień nie będzie aż taki zły?

***

 -Cześć.-powiedziałam do Amy, która pracowała w tutejszym szpitalu jako pielęgniarka. Miała 22 lata i naprawdę świetnie można było się z nią dogadać. Poznałam ją już drugiego dnia, kiedy razem z resztą przyszliśmy odwiedzić Lou.
-Angelika!-wykrzyknęła dziewczyna i podbiegła do mnie mocno mnie ściskając. Jej... Zazwyczaj nie reagowała tak entuzjastycznie-Louis!-wykrzyknęła po chwili. Odsunęłam ją na odległość ramion i zmarszczyłam czoło.
-Co z nim?-zapytałam nieco zdziwiona, a zarazem zaniepokojona.
-Obudził się!-pisnęła radośnie, a ja otworzyłam szeroko oczy. Czy to sen? Błagam, oby nie...