czwartek, 31 maja 2012

Rozdział Trzynasty


* z perspektywy Angeliki *
(dwa tygodnie później)

-Nareszcie w domu.-mruknęłam pod nosem wchodząc do domu. Pobyt w Polsce zaliczam do udanych. Mogłyśmy spędzić trochę czasu z naszymi rodzinami i starymi znajomymi. Chłopaki za to pozwiedzali trochę Warszawę i pozachwycali się naszym krajem.
-Teraz czeka na nas najgorsza rzecz... Rozpakowywanie się.-stwierdziała Alicja, a ja skrzywiłam się na samą myśl o wyciąganiu tych wszystkich rzeczy z walizki i układaniu ich spowrotem w szafie. Brr...
-Mus to mus.-skomentowałam po chwili i wzruszyłam ramionami, taszcząc moją walizkę na górę. Kiedy weszłam do swojego pokoju mimowolnie się uśmiechnęłam. Wreszcie będę mogła się wyspać u siebie. Od razu wzięłam się za rozpakowywanie swoich rzeczy. Tak właściwie to poszło mi nawet szybko, bo po niecałej godzinie wszystko było już na swoim miejscu. Jak widać rozpakowywanie się idzie mi lepiej niż pakowanie. W świetnym humorze zeszłam na dół do salonu. W salonie siedziała już Karolina, Kinga i całe One Direction.
-Jak wam poszło rozpakowywanie się?-zapytałam na wstępie i usiadłam obok Lou na kanapie.
-My się jeszcze nie rozpakowywaliśmy, a im to chyba dobrze.-odparł Louis wskazując na Kingę i Karolinę.
-Dziewczyny jeszcze się rozpakowywują?-spytałam, a Karotka odpowiedziała mi twierdzącym skinieniem głowy.
-Coś długo im to idzie.-stwierdził Niall.
-Wy to lepiej nic nie mówcie, bo nawet nie zaczęliście się rozpakowywać.-rzuciłam oschle i przewróciłam oczami.
-Coś ci humorek chyba nie dopisuje.-stwierdziła Karotka.
-Mi? No chyba coś cię boli... Ja mam świetny humor.-powiedziałam i wyszczerzyłam się wesoło.
-Ona chyba ma tą... Miesięcznicę, bo tak się jej humory zmieniają.-powiedział Harry, a ja spojrzałam na niego i strzeliłam facepalma.
-Zasadził ci ktoś kiedyś kopa w dupę?-zapytałam z sarkazmem.
-Tak.-odpowiedział i uśmiechnął się szeroko, a ja spojrzałam na niego ze zdziwioną miną.
-Nie warto próbować go zrozumieć.-wtrącił Liam, a ja pokiwałam głową.
-Hejo!-wykrzyknęła Aga, która nagle pojawiła się w salonie.
-No witaj, witaj.-powiedziała Kidżi i uśmiechnęła się lekko.
-Co tam porabiacie ciekawego?-zapytała Agata.
-Prowadzimy konserwację na bardzo wysokim poziomie intelektualnym, gdyż jesteśmy bardzo poważnymi ludźmi z bardzo poważnymi problemami i bardzo poważnym urazem mózgu.-odpowiedziałam jej uroczystym tonem, a ona zareagowała śmiechem.
-Zrozumiałem tylko te ostatnie kilka słów.-stwierdził Hazza i zmarszczył czoło.
-Ciebie tyczą się te ostatnie cztery słowa.-stwierdził Lou i uśmiechnął się szeroko.
-Cztery ostatnie...-mruknął loczek i zamyślił się-Ej! Nie mam urazu mózgu!-wykrzyknął oburzony Hazza i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Wszyscy zanieśliśmy się głośnym śmiechem, a on patrzył na nas z udawanym fochem.
-Bez śmiechów, proszę.-powiedziała Alicja i usiadła na fotelu.
-Może włączymy sobie telewizor i pooglądamy coś ciekawego.-zaproponował Liam.
-I tak nie mamy nic lepszego do roboty.-stwierdziłam i wzruszyłam ramionami. Karotka chwyciła pilota i włączyła telewizor. Trafiliśmy na jakiś film przyrodniczy, ale jakoś nikt nie miał ochoty szukać czegoś innego, więc zostało to na co trafiliśmy.
-Ej widzicie... Ta małpa z czerwonym zadkiem jest do kogoś podobna.-powiedziałam i uśmiechnęłam się złośliwie.
-Do kogo?-zapytała zdziwiona Kidżi.
-Do Melanie.-odparłam, a ta spiorunowała mnie spojrzeniem. Ja tylko zaśmiałam się cicho i przewróciłam oczami powracając do oglądania.
-A wiecie, że niedługo będzie nowa edycja X-Factora?-zapytał po chwili Louie.
-Wiemy i co z tego?-zapytała Karolina.
-No w sumie to nic... Lubię to oglądać.-odparł Lou i wzruszył ramionami.
-Z tym programem wiążą się miłe wspomnienia.-stwierdził Zayn i uśmiechnął się lekko.
-Cii... Zaraz pokażą takiego fajnego pająka.-powiedziałam i machnęłam ręką wpatrując się w ekran telewizora.
-Fajnego?-zapytał Lou i uniósł jedną brew ku górze.
-Masz coś do pająków?!-zapytałam i spojrzałam na niego z udawanym oburzeniem.
-A i owszem!-odparł mi pewny siebie i zmarszczył czoło przybierając poważny wyraz twarzy co doprowadziło mnie do śmiechu.
-Nie pasujesz mi na poważnego typka.-skomentowałam i uśmiechnęłam się.
-Masz coś przeciwko memu poważnemu ja?-zapytał dalej marszcząc czoło i starając się zaruszować swoje rozbawienie.
-A i owszem!-rzekłam starając się naśladować jego ton głosu. Louie spojrzał na mnie spod byka, a po chwili roześmiał się głośno.
-Ciszej tam, bo film przyrodniczy nam zakłócacie! Niektórzy ludzie chcą się tu doedukować.-powiedział poważnym tonem Harry i spojrzał na nas z dezaprobatą. Ja i Lou od razu zareagowaliśmy głośnym śmiechem, a Hazza mruknął coś niezrozumiałego pod nosem.
-A idźcie stąd wy pasożyty... Zagłuszacie nam film!-powiedział oburzony loczek i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Pasożyty? Pasożyty?!-zapytałam z rosnącym oburzeniem i cmoknęłam niezadowolona-No to w takim razie my wychodzimy, a w każdym razie ja na pewno was opuszczam.-oznajmiłam i szybko wstałam z kanapy kierując się do mojego pokoju. Po kilku sekundach do pokoju wparował także uśmiechnięty Lou.
-Widzę, że przyszedłeś towarzyszu pasożycie.-stwierdziłam i wyszczerzyłam się szeroko.
-A i owszem.-powiedział poważnie, a po chwili obydwoje roześmialiśmy się.
-Z boku wyglądamy zapewne jak dwójka niezrównoważonych psychicznie osób.-rzuciłam nagle i wzruszyłam ramionami.
-Ale osoby niezrównoważone psychicznie są najfajniejsze. Na całym świecie nie znajdziesz takiej dwójki idiotów jak my.-powiedział szatyn i uśmiechnął się.
-Ale nam prawisz komplementy.-odparłam i przewróciłam oczami.
-No, a jakże by inaczej.-powiedział z dumą w głosie i przybrał pozę superbohatera.
-Ty mi tu nie udawaj superherosa.-rzekłam i pogroziłam mu palcem.
-I can't be no superman, But for you I'll be superhuman.-zaśpiewał i poruszył brwiami, a ja zaśmiałam się.
-Kontynuuj.-powiedziałam i machnęłam ręką.
-I, I wanna save you, save you, save you tonight. Up, up and away, I'll take you with me. Up, up and away, I'll take you with me. I, I wanna save you, wanna save your heart tonight. He'll only break you, leave you torn apart...-zakończył swoje śpiewanie i ukłonił się nisko.
-Zaśpiewaj coś jeszcze... Proszę.-powiedziałam błagalnym tonem i spojrzałam na niego z miną kota ze Shreka.
-Okej... A co byś chciała?-zapytał mnie i uśmiechnął się lekko.
-Cokolwiek.-odparłam i wzruszyłam ramionami.
-So get out, get out, get out of my head and fall into my arms instead. I don't, I don't, don't know, know what it is but I need that one thing. So get out, get out, get out of my mind And come on, come into my life I don't, I don't, don't know what it is But I need that one thing And you've got that one thing. Pasuje?-zapytał i tym samym wyrwał mnie z zamyślenia.
-Nie. Za krótko.-stwierdziłam i zrobiłam skwaszoną minkę.
-You're insecure. Don't know what for. You're turning heads when you walk through the do-o-or. Don't need make-up to cover Up, being the way that you are is eno-o-ough. Everyone else in the room can see it,  Everyone else but you-u... Baby You light up my world like nobody else, the way that you flip your hair gets me overwhelmed, but when you smile at the ground it ain't hard to tell. You don't kno-o-ow, You don't know you're beautiful! If only you saw what I can see, You'll understand why I want you so desperately. Right now I'm looking at you and I can't believe, You don't kno-o-ow. You don't know, you're beautiful! Kno-o-ow That's what makes you beautiful!-zaśpiewał dość cicho Lou i spojrzał na mnie pytająco.
-Pięknie...-skomentowałam tylko z uśmiechem.
-Coś jeszcze panienka życzy?-spytał Louie i przyglądał się mi z udawaną powagą. Chwyciłam jedną z poduszek i rzuciłam w niego.
-Mówiłam ci już, że nie lubię kiedy udajesz poważnego.-stwierdziłam tylko i pokazałam mu język.
-Ładny masz język, ale nie musisz się nim tak wychwalać.-powiedział szatyn i uśmiechnął się triumfalnie.
-Najwyraźniej muszę.-burknęłam tylko i ponownie pokazałam mu język.
-Różni ludzie, różnie robią.-mruknął tylko i wzruszył ramionami.
-Czy mam to traktować jako skomplikowaną obrazę?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-A co w tym zdaniu było takiego skomplikowanego?-zapytał zdziwiony, a ja spojrzałam na niego spod byka.
-Ty jesteś dziwny... Nie mam pojęcia czemu się z tobą przyjaźnię.-stwierdziłam, a na mojej twarzy ukazał się grymas niezadowolenia.
-Jestem idiotą. Wiesz... Ciągnie swój do swego.-powiedział szatyn.
-No tak...-mruknęłam bez zastanowienia kiwając twierdząco głową-Zaraz, zaraz... Ej!-krzyknęłam i ponownie rzuciłam w niego poduszką.
-No co? Sama przyznałaś mi rację.-stwierdził oburzony Louis.
-Ale to było niechcący.-wyjaśniłam i zrobiłam naburmuszoną minę.
-Jak można niechcący coś powiedzieć?-spytał Lou i zaśmiał się pod nosem.
-Da się... Powiesz coś, a dopiero potem twój mózg przetwarza to co powiedziałeś.-oznajmiłam.
-A wygadałaś kiedyś niechcący coś czego nie powinnaś, albo wstydziłaś się powiedzieć?-zapytał zaciekawiony Louie i usiadł obok mnie na łóżku.
-No tak... Powiedziałam ci kiedyś, że mi się podobasz.-odparłam szybko i machnęłam ręką. Louis patrzył na mnie jakby zobaczył ducha.
-Ale... Ty mi tego nigdy nie powiedziałaś... Nie do tej pory.-wykrztusił cicho, a moje oczy natychmiastowo powiększyły się do rozmiarów pięciozłotówki. O kurna! Ty idiotko, przecież to był tylko sen!
-Ja pierdolę...-mruknęłam cicho-Pieprzone sny.-dodałam pod nosem  i wbiłam wzrok w swoje ręce.
-Wow... Teraz to mam przykład.-skomentował Louie jednak nie zaśmiał się tak jak to miał w swoim zwyczaju.
-Taa...-wyszeptałam i pokiwałam głową.
-Ale to fajnie.-powiedział po chwili, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-Niby czemu?-zapytałam cicho, a on uśmiechnął się szeroko.
-Bo ty też jesteś ładna, marcheweczko.-odpowiedział i cmoknął mnie w nos.
-To ma być taki przekaz pod tytułem ty też mi się podobasz?-spytałam, a on pokiwał twierdząco głową.
-Ooo... No to fajnie.-powiedziałam, a po chwili obydwoje roześmialiśmy się.
-Z czego się śmiejemy?-zapytał Lou.
-Nie wiem.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami. Popatrzyliśmy sobie w oczy, a po chwili znowu turlaliśmy się ze śmiechu.
-My jesteśmy ostro nienormalni.-stwierdził po chwili Louis uspokajając się.
-Muszę przyznać ci rację, kochanieńki.-odparłam i westchnęłąm cicho.
-Kochanieńki...-mruknął Louie i poruszył brwiami przygryzając przy tym dolną wargę.
-Ostro nienormalny to chyba jednak jesteś tylko ty.-powiedziałam kąśliwie i szturchnęłam go w ramię.
-Oj tam, oj tam... Przesadzasz.-stwierdził chłopak i machnął lekceważąco ręką.
-Uwierz mi, że nie.-rzuciłam i przewróciłam oczami.
-A ja muszę ci coś powiedzieć.-oznajmił nagle Louis.
-No to mów...-rzuciłam i uśmiechnęłam się zachęcająco. Lou miał już zabrać głos, ale pod drzwiami dało się usłyszeć jakieś szepty. Szybko podeszłam do drzwi i otworzyłam je, a do pokoju wpadł Zayn, Karolina i Liam.
-Liam?!-zapytałam mega zdziwiona-I ty przystajesz na tak głupie pomysły? Oj... My cię jeszcze popodsłuchujemy i pośledzimy, i wparujemy do pokoju w nieodpowiednim momencie. Prawda marchewo?-zapytałam szatyna siedzącego na moim łóżku, a on pokiwał twierdząco głową.
-To ich pomysł!-wyjaśnił szybko Liam i zbiegł na dół po schodach.
-Co macie na swoje usprawiedliwienie?-zapytał Louis, który nagle znalazł się obok mnie.
-To, że wy nas śledziliście i podsłuchiwaliście.-odpowiedział szybko Zaynie.
-Ale to nie to samo...-powiedziałam-Bo my was jeszcze obserwowaliśmy z ukrycia, a wy tylko podsłuchiwaliście.-dokończyłam, a oni spojrzeli na mnie z miną w stylu wtf.
-My was podsłuchiwaliśmy, a ty nam mówisz, że źle zrobiliśby, bo was nie widzieliśmy?-zapytała Karotka marszcząc czoło.
-A ty głucha jesteś czy co? Chyba słyszałaś co mówię...-stwierdziłam i przewróciłam oczami. Ominęłam parkę leżącą na podłodze i zeszłam na dół.

* z perspektywy Karoliny *

-Dobra... To było dziwne.-skomentowałam.
-Bardzo dziwne.-potwierdził Zayn.
-Wcale nie dziwne... To po prostu tok myślenia imbecyli, a teraz wybaczcie, ale idę szukać mojej marchewy.-powiedział stojący nad nami Lou, a po chwili już go nie było. Przewróciłam oczami i podniosłam się z podłogi przy okazji pomagając wstać Zaynowi.
-Idziemy na dół?-zapytałam.
-Tak.-mruknął tylko mulat i jako pierwszy ruszył na dół do salonu.
-A wtedy ten smok zrobił tak.-powiedział Lou i przybrał pozę, która miała uchodzić za straszną.
-Bardzo imponujące.-stwierdziłam na wejściu i westchnęłam cicho. Rzuciłam się na kanapę i westchnęłam głośno.
-A gdzie reszta?-spytał po chwili Zayn rozglądając się. No tak... W salonie był tylko Hazza, Lou, Andzia, Zaynie, Li i ja.
-Poszli gdzieś.-mruknął tylko Harry i wzruszył ramionami.
-Fajnie, że nam powiedzieli gdzie.-mruknęłam pod nosem.
-Jest już późno, więc pewnie nieługo wrócą, a nawet jak nie... To trudno.-stwierdził Louis, który najwyraźniej przerwał swoją opowieść o dziwacznym smoczysku.
-Widać u ciebie wielkie przejęcie sprawą.-skomentowała Andzia.
-Marchewki i dzieci głosu nie mają.-odburknął Lou i pokazał jej język.
-Idioci też.-dorzuciłam i uśmiechnęłam się niewnnie. Angelika roześmiała się, a Louis obrzucił mnie zabójczym spojrzeniem. Po chwili jednak uśmiechnął się.
-Skoro tak twierdzisz to czemu masz głos?-zapytał szatyn i uśmiechnął się triumfalnie. Spojrzałam na niego oburzona i udałam obrażoną.
-Phie... Foch.-oznajmiłam tylko i zarzuciłam włosami.
-No i prawidłowo.-stwierdziła Angela i zaśmiała się.
-Nikt mnie w tym domu niedocenia.-powiedziałam i zrobiłam smutną minkę.
-Ja cię doceniam.-wtrącił Zayn.
-Och... Ty się nie liczysz.-odparłam i machnęłam ręką.
-No wiesz!-pisnął brunet i odwrócił się ode mnie.
-Zaynie... Nie chciałam cię urazić.-powiedziałam i poczochrałam jego włosy.
-NIEEEEE!-wydarł się chłopak i natychmiastowo pobiegł do łazienki.
-Zrobiłam coś nie tak?-zapytałam zdziwiona jego zachowaniem, a pozostała trójka śmiała się w najlepsze.
-Rozczochrałaś mu włosy, geniuszu.-mruknęła moja przyjaciółka przez śmiech.
-A no fakt.-stwierdziłam i pokiwałam głową przyznając jej pełną rację.
-Ta jego mina była epicka.-wtrącił Lou i zaczął udawać Zayna i jego oburzoną minę.
-Nie wiedziałam, że on umie wydawać z siebie takie dźwięki...-palnęłam nagle i zaśmiałam się pod nosem.
-Serio? Nie wiedziałaś?-zapytał Lou poruszając brwiami i uśmiechając się tajemniczo.
-Ty baranie!-warknęłam i natychmiastowo wstałam z kanapy rzucając się na niego od tyłu. Louis runął na ziemię, a ja jęknęłam z bólu, ponieważ dość mocno oberwałam w nogę.
-Moje maleństwo!-wykrzyknęła Andzia i ukucnęła przy nas-Nic ci nie jest?-zapytała z troską w głosie.
-Trochę mnie noga boli.-odparłam i syknęłam cicho.
-Ale ja się nie pytam ciebie.-powiedziała i machnęła ręką.
-Nie no... Dzięki.-mruknęłam sarkastycznie.
-No przecież żartowałam.-stwierdziła szatynka i przewróciła oczami.
-Wiedziałam.-oznajmiłam z szerokim uśmiechem i podniosłam się.
-Jesteś ciężka.-mruknął Louie wstając z podłogi.
-No i nie zamierzam tego zmieniać.-stwierdziłam i prychnęłam głośno.
-Może powinnaś... Nie wiem jak Zayn z tobą wytrzymuje.-skomentował i wzruszył ramionami.
-A ja nie wiem jak Andzia z tobą wytrzymuje.-odparłam i usiadłam na kanapie.
-Chyba raczej jak ja z nią wytrzymuję.-burknął Lou i usiadł obok mnie.
-Że niby co?!-zapytała oburzona Andzia i spojrzała na Louisa spod byka.
-To znaczy... No właśnie. Nie mam pojęcia jak ona ze mną wytrzymuje.-powiedział szatyn i uśmiechnął się lekko.
-Tak lepiej.-stwierdziła Angelika i pokiwała zadowolona głową.
-Wy jesteście...-zaczęłam mówić, ale obydwoje przerwali mi gestem dłoni.
-Dziwni... Tak wiemy.-powiedzieli równo, a ja pokiwałam twierdząco głową. Po chwili do salonu władowała się reszta naszych przyjaciół, nie licząc oczywiście Zayna, który układa sobie fryzurę.
-Co tam koleżanki i koledzy?-zapytała na wejściu Agata i usiadła obok nas z wielkim uśmiechem.
-Gdzie byliście?-spytał Hazza.
-Na spacerze.-odparła mu Kinga, po czym razem z Niallem wypruli na górę.
-Nic nam nie powiedzieliście... Nie pomyśleliście, że mogliśmy się martwić?!-zapytał oburzony Lou.
-Nie pomyśleliśmy... A martwiliście się?-zapytała Ala.
-No oczywiście... Że nie.-odpowiedziałam mu i roześmiałam się.
-Fajnie.-burknęła pod nosem Alicja i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
-Oj tam, oj tam... Nie gniewaj się.-mruknęła Agata.
-Będę się gniewała.-stwierdziła Ala i prychnęła głośno.
-No weź.-powiedziała Aga i szturchnęła ją w ramię.
-No dobra... Przeszło mi.-oznajmiła blondynka i uśmiechnęła się szeroko-Tak poza tym to ja idę na górę, bo padam z nóg.-dodała po chwili i poszła do swojego pokoju.
-Nigdy więcej mi tego nie rób.-powiedział do mnie Zayn wchodząc do salonu.
-Oczywiście.-odparłam i uśmiechnęłam się.
-No.-mruknął tylko brunet i usiadł obok mnie na kanapie.
-A co zrobiłaś?-zapytała mnie Agata.
-Rozwaliła mu fryzurę.-odpowiedział za mnie Hazza, a ja pokiwałam głową.
-Uuu... To niedobrze.-skomentowała Andzia.
-Przecież ty to widziałaś.-powiedziałam i zmarszczyłam czoło.
-No wiem.-odparła uradowana, a ja przewróciłam oczami.
-Czy wy umiecie być normalni?-zapytałam i ukryłam twarz w dłoniach.
-O patrzcie! Załamała się naszym zachowaniem. Jej!-wykrzyknęła Angelika i uśmiechnęła się szeroko.
-Boże, widzisz i nie grzmisz.-mruknęłam pod nosem, a po chwili zaśmiałam się cicho.
-Co robimy?-zapytał Hazza.
-Co robimy? Co robiiiimy? Bo nie chcę nudzić się dziś.-zaśpiewała Andzia, a ja popatrzyłam na nią jak na idiotkę.
-Taa... Bardzo nam pomogłaś.-skomentowała Aga, a Angelika pokiwała głową.
-Możemy po prostu iść spać.-zaproponował Liam.
-Nie.-odpowiedzieliśmy równo, a on wzruszył tylko ramionami.
-Ja tam idę do siebie.-stwierdził Li i wstał z kanapy.
-Nie do siebie, tylko do mnie. No już...-powiedziała Agata i pociągnęła go za rękę na górę.
-Zostaliśmy tu sami.-powiedział Hazza i klasnął w dłonie.
-No i z tego się tak cieszysz?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Nie. Po prostu stwierdzam, że zostaliśmy tu sami.-odparł loczek, a ja przewróciłam oczami.
-Bardzo mądre stwierdzenie.-powiedziałam i westchnęłam.
-No bo ja jestem mądry to i moje stwierdzenia też są mądre.-odparł Harry i wyszczerzył się szeroko.
-Nie prawda. Ty jesteś tak samo dziwny jak my.-powiedział Louis.
-Mów za siebie!-warknęła Andzia i szturchnęła go w bok.
-Uważasz, że jesteś normalna?-zapytał jej Lou.
-No... Nie do końca...-odpowiedziała i zrobiła naburmuszoną minkę.
-No więc widzisz.-skomentował Louis i uśmiechnął się.
-Nie ma to jak przyznawać się do własnej głupoty.-wtrąciłam i westchnęłam cicho.
-My się przynajmniej do tego przyznajemy, nie to co wy.-powiedział Louie.
-Taa...-mruknęłam tylko i wzruszyłam ramionami.

---------------

Jest kolejny rozdział. Nie jestem z niego zadowolona, ale może komuś się spodoba.
Ten rozdzialik zadedykuję temu zajebiaszczemu anonimkowi, który wczoraj dodał komentarz. :)
Naprawdę było mi bardzo miło czytając twoją wypowiedź.

1 komentarz:

  1. Yea! Mam dedykację, bo jestem zajebiaszczym anonimkiem. Co do rozdziału to jak zwykle jest super, więc nie będę się jakoś tak bardzo rozpisywać. Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń