sobota, 19 maja 2012

Rozdział Dziesiąty


* z perspektywy Agaty *

-No dobra, dobra... Już się nie kłóćcie.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Akurat tak się składa, że aktualnie się nie kłócimy.-odparła pewnie Karotka i uśmiechnęła się lekko.
-Okeeej. W takim razie zakończcie tą wymianę zdań.-rzuciłam i wzruszyłam ramionami.
-My chyba będziemy lecieć do domu... Chcecie wpaść?-zapytał Liam i uśmiechnął się lekko.
-Raz wy przychodzicie do nas i zostajemy na noc, a następnego dnia my idziemy do was i zostajemy na noc. Może w ogóle najlepiej zamieszkamy razem?-zapytała sarkastycznie Kinga i przewróciła oczami.
-To jest wspaniały pomysł!-wykrzyknął Louis i klasnął w dłonie.
-Na głowę ci padło Louieh?-zapytała Andzia i przyłożyła dłoń do jego czoła.
-Jak ci zależy na wspólnym mieszkaniu to możesz przenieść się do pokoju Andzi, chociaż pewnie bym tego żałowała.-powiedziałam z wielkim wyszczerzem i zaśmiałam się.
-Dlaczego?-zapytał nieco zdziwiony Lou.
-Bo mam pokój obok, a wolałabym nie wysłuchiwać waszych jęków.-powiedziałam i głośno się roześmiałam, a razem ze mną cała reszta nie licząc państwa obrażalskich, czyli innymi słowy pana i pani Tomlinson.
-Już nie żyjesz kochanie!-krzyknęła Andzia i zaczęła mnie gonić po całym domu. Ja oczywiście śmiałam się w najlepsze, a ona nie mogła mnie dogonić. Przydają się czasem te umiejętności sportowe. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie to, że w kuchni potknęłam się i wylądowałam na ziemi. Na domiar złego na mnie leżał Liam, bo podczas upadku pociągnęłam go za rękę. Po chwili do kuchni wbiegła także Andzia, która nie zdąrzyła wyhamować i wpadła na nas z impetem.
-Trójkącik!-krzyknął roześmiany Harry.
-Nie! Ja protestuję!-powiedział oburzony Lou i tupnął nogą.
-A co zazdrosny o Angelikę?-zapytałam i poruszyłam brwiami-Ale tak na serio to zejdźcie ze mnie, bo się uduszę.-powiedziałam przez śmiech. Po chwili Andzia i Li zeszli ze mnie, a ja dostałam z łokcia w bok.
-Ała!-krzyknęłam i spojrzałam z wrogością na Angelę. Ta oczywiście udawała, że nic nie wie i na dodatek pogwizdywała pod nosem.
-I tak wiem, że to ty i jeszcze cię dopadnę panienko Tomlinson.-rzuciłam w jej stronę, a ona spojrzała na mnie spod byka i znowu zaczęła swoją pogoń. Tym razem jednak wybiegłyśmy na ulicę i ciul z tym, że byłam w mojej piżamie w chmurki.
-GONI MNIE DZIEWCZYNA TOMLINSONA! RATUNKU!-darłam się biegnąc przed siebie.
-Zabiję cię!-darła się Andzia. Nie wiem nawet kiedy, ale udało jej się mnie dorwać.
-I co zamierzasz teraz zrobić?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Szczerze mówiąc to tego nie przemyślałam.-powiedziała Angelika i wzruszyła ramionami. Pomogła
mi wstać z ziemi na której przez nią wylądowałam i spacerkiem wróciłyśmy sobie do domu.
-O... Widzę, że wreszcie się zjawiłyście, a tak przy okazji to wiesz, że miałaś na sobie piżamę?-zapytał przez śmiech Liam. Spojrzałam na siebie i wyszczerzyłam się szeroko.
-Nie ważne. Ładnemu we wszystkim ładnie.-skomentowałam i zarzuciłam włosami.
-A ja myślałem, że tylko Lou lubi wychodzić na ulicę w piżamie.-powiedział Liam i pokręcił głową z dezaprobatą.
-Ja nie chodzę w piżamie tylko w spodniach od piżamy, a to jest wielka różnica.-powiedział oburzony szatyn.
-Tak. Bardzo wielka.-stwierdziłam i przewróciłam oczami.
-Bardzo.-powiedział Lou i zniknął w salonie. Zaśmiałam się cicho.
-Leć się przebierz, a potem cię porywam.-oznajmił Li, a ja spojrzałam na niego zdziwiona, ale postanowiłam, że zrobię to co chce. Tak wyjątkowo... Poszłam do siebie i przebrałam się. Po kilku minutach zeszłam na dół i spojrzałam na zegarek.
-Już 11?!-zapytałam sama siebie.
-Tak.-odparł mi Liam, który ni stąd, ni z owąd zjawił się tuż obok mnie.
-A mogę wiedzieć gdzie chcesz mnie porwać?-zapytałam, a on pokręcił przecząco głową.
-No niech ci będzie. Idziemy?-zapytałam jeszcze.
-Tak, idziemy.-powiedział i pociągnął mnie za rękę. Po chwili byliśmy już w drodze do... Tak właściwie to nie mam zielonego pojęcia gdzie, ale gdzieś napewno.
-Może teraz powiesz mi gdzie idziemy?-spytałam i uśmiechnęłam się uroczo trzepocząc rzęsami.
-Hmm... Nie. Nie sądze.-odparł mi z uśmiechem.
-Ugh... Nie dobry ludź.-powiedziałam po polsku, a Liam zatrzymał się i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Co powiedziałaś?-zapytał mnie, a ja uśmiechnęłam się.
-Nic takiego.-rzuciłam tylko i ruszyliśmy w dalszą drogę. Po 10 minutach znaleźliśmy się przed kinem.
-A więc to tu chciałeś mnie zabrać.-stwierdziłam kiedy weszliśmy do środka.
-Tak, właśnie tu.-powiedział tylko i wyszczerzył się.

* z perspektywy Angeliki *

-Ja wychodzę do sklepu. Idzie ktoś ze mną?-zapytałam wszystkich obecnych w salonie.
-Ja!-krzyknął Lou i poderwał się z kanapy. Zaczął biec w moją stronę, ale Harry podłożył mu nogę i szatyn wyrżnął pięknego orła. Jeszcze nigdy nie widziałam żeby ktoś z taką gracją zarył głową w podłogę, naprawdę!
-Nic ci nie jest?-zapytałam z troską podchodząc do niego.
-Psyklysłem sowie jechyk.-wyseplenił Louie i syknął cicho.
-Co?-ponowiłam swoje pytanie, bo niestety, ale nie bardzo go zrozumiałam.
-Pszykrysłem sowie jecyk.-powtórzył Louie.
-Nie rozumiem.-mruknęłam tylko i zmarszczyłam czoło.
-Przygryzłem sobie język.-wytłumaczył mi Hazza i wzruszył ramionami.
-Ałć.-syknęłam cicho i wykrzywiłam się. Lou spojrzał na mnie ze smutną minką.
-Jak pocałujesz przestanie boleć.-powiedział Harry i poruszył śmiesznie brwiami.
-Mam go pocałować w język? No chyba śnisz...-powiedziałam i prychnęłam głośno.
-Faśnie.-dorzucił Louieh.
-Dobra to ja idę.-powiedziałam tylko i ruszyłam ku wyjściu.
-Czekaj!-usłyszałam za sobą krzyk. Po chwili obok mnie zjawił się Lou.
-Czekam, czekam...-mruknęłam tylko i uśmiechnęłam się.
-Chcesz pojechać samochodem?-zapytał szatyn, a ja pokiwałam twierdząco głową. W sumie to przyda nam się auto żeby zwierzątka się nie przeziębiły... Ah tak! Nie poinformowałam jeszcze nikogo o moim planie. A mam zamiar kupić sobie dwa góra trzy słodkie gryzonie. Od dawna to planowałam i pomyślałam, że teraz jest dobra okazja. Wsiedliśmy do auta.
-Gdzie chcesz jechać?-zapytał chłopak.
-Do zoologicznego i o nic nie pytaj.-powiedziałam od razu i posłałam mu ciepły uśmiech. Odpalił auto i ruszyliśmy do najbliższego sklepu zoologicznego. Gdy byliśmy na miejscu szybko wyprułam z samochodu i weszłam do środka. Rozejrzałam się i od razu ruszyłam w stronę klatek z gryzoniami. Były tam myszy, chomiki, świnki morskie, króliki, myszy kolczaste, myszoskoczki, szczury... Po prostu cała masa małych żyjątek! Ja jednak od razu postanowione miałam kupić szczury. Przyglądałam im się uważnie, a po chwili obok mnie przykucnął Louis.
-Chcesz mieć szczury?-zapytał nieco zdziwiony.
-Tak, a masz z tym jakiś problem?-zapytałam i zmarszczyłam czoło.
-Nie no skąd!-odparł od razu i uśmiechnął się.
-Zawołaj sprzedawcę. Ja już wiem które chcę.-powiedziałam uśmiechnięta i przyglądałam się szczurkom wybranym przeze mnie. Były to trzy samiczki. Jedna czarno-biała, druga beżowa z ciemniejszym noskiem, a trzecia brązowa z białą łatką na oczach. Po chwili obok mnie zjawił się pracownik sklepu, a ja powiedziałam mu dokładnie które zwierzątka mnie interesują. W czasie gdy on zajął się ich łapaniem ja poszłam wybrać klatkę i inne rzeczy potrzebne do pielęgnacji szczurów. Po jakichś 10 minutach miałam już wszystko, więc poszłam z tym do kasy.
-Dużo tego masz.-stwierdził Louie, a ja wzruszyłam tylko ramionami i uśmiechnęłam się. Szybko zapłaciłam i z pomocą szatyna doniosłam wszystko do samochodu. Oczywiście szczurki miałam na rękach. W końcu nie będę wkładać ich do bagażnika.
-Jak je nazwiesz?-zapytał mnie Louis.
-Jeszcze nie wiem.-odparłam.
-Jednego nazwij Louis.-rzucił z wielkim wyszczerzem.
-Nie chcę ci psuć planów, ale to są samiczki.-rzekłam i zaśmiałam się cicho.
-No i co z tego? Ale skoro jest jak mówisz to nazwij ją Louisa.-dodał wesoło.
-Serio? Louisa? Bardzo pomysłowe imię. Ciekawe jak na nie wpadłeś.-rzuciłam sarkastycznie i przewróciłam oczami.
-Nie chcę się chwalić, ale po prostu dodałem do mojego imienia literkę "a".-powiedział mi cicho i zachichotał, a ja strzeliłam facepalma.

***

-Aaaa! Co to za robactwo?!-darł się przerażony Hazza wskakując na moje łóżko.
-To nie jest robactwo tylko nasze szczury.-powiedział oburzony Louis.
-Nasze?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Tak, nasze.-odparł mi szatyn z wielkim uśmiechem.
-Ale dlaczego to ogoniaste coś biega po podłodze?!-zapytał Harry.
-Bo dlatego.-odparłam złośliwie i pogłaskałam jedną samiczkę po główce.
-A tak przy okazji to te "ogoniaste" mają imiona... To jest Amy, to Amanda, a to jest Louisa.-powiedział Lou i wskazał kolejno na brązowego, beżowego i biało-czarnego szczurka.
-To powiedzcie tej Amy, Amandzie i Louisie żeby mnie nie straszyły.-rzekł Hazza i usiadł na moim łóżku po turecku. Wzięłam brązową samiczkę na ręcę i podeszłam z nią do Harrego. Położyłam mu ją na kolanach, a on siedział i nawet nie drgnął. Po chwili jednak pogłaskał ją i wziął na ręce... Wiedziałam, że polubi moje zwierzaki. No bo w końcu są moje, co nie?!
-Widzisz? Polubiłeś nasze zwierzaki.-powiedział z dumą Lou.
-Nasze? Naprawdę?-zapytałam i spojrzałam na niego z dziwnym grymasem.
-Tak, naprawdę nasze.-odparł mi tylko i wyszczerzył się.
-A niby dlaczego nasze?-powiedziałam wyraźnie akcentując ostatnie słowo.
-Bo jesteście parą, a pary mają wspólne zwierzęta, dzieci, jedzenie i inne takie.-wtrącił Hazza, a ja spojrzałam na niego z wrogością. Gdyby mój wzrok mógł zabijać to na milion procent miałabym go na sumieniu... A tak właściwie to nietylko jego, bo jeszcze Karotkę, Kingę, Agę, Alę, Liama, Louisa, Zayna i Nialla...
-Ile razy mam wam wszystkim powtarzać, że nie jesteśmy razem.-rzuciłam tylko przez zaciśnięte zęby i przewróciłam oczami.
-Jeszcze.-powiedzieli razem Lou i Harry. Spojrzałam na Louisa ze zdziwioną miną.
-Zamknij buzię, bo ci mucha wleci.-skomentował szatyn, a ja zmarszczyłam czoło.
-Nie mądrz się tak.-mruknęłam pod nosem. Zgarnęłam Amandę i Louisę do klatki.
-Hazzuś kotynieńku... Daj mi tu Amy.-powiedziałam do niego uśmiechając się uroczo.
-Proszę.-powiedział chłopak i przyniósł mi szczurka.
-No to teraz wszystkie są w klatce i możemy iść na dół.-oznajmiłam im, a oni pokiwali głowami. Całą trójką zjawiliśmy się w salonie. Byli tam wszyscy plus jeszcze Nathan i... Melanie. Czy oni naprawdę muszą ją tu zapraszać? Stanęłam w drzwiach od salonu jak wryta i spojrzałam na nią z wrogością.
-Udawaj, że wszystko jest okej.-szepnął mi do ucha Lou i pociągnął za rękę.
-Hej.-powiedziałam tylko i zajęłam miejsce na fotelu.
-Ej! Dla mnie nie ma miejsca.-powiedział oburzony Louie i tupnął nogą.
-Wskakuj na kolanka.-oznajmił uradowany Hazza. Lou podbiegł do mnie i usiadł mi na kolanach.
-Louis... Harremu chodziło o jego kolana.-powiedziałam najspokojniej jak mogłam.
-Serio?-spytał i zrobił smutną minę.
-Tak, serio. A teraz leć.-powiedziałam i popchnęłam go tak, że upadł na podłogę.
-Ty chcesz mi zabić chłopaka!-warknął Harry i podbiegł do Lou.
-My taki maraton mamy tu codziennie. Melanie, Nathan przyzwyczajcie się.-powiedziała roześmiana Kidżi, a ja na sam dźwięk imienia tej idiotki dostałam gęsiej skórki.
-No to macie tu wesoło.-skomentowała słodkim głosikiem Mel. Ugh... Każdy jeden jej ruch i słowo sprawiają, że mam ochotę jej przywalić. A po tym jak obraziła Tomlinsona jest jeszcze gorzej.
-Bardzo wesoło.-odpowiedziałam złośliwie i wymusiłam lekki uśmiech.
-Jak będziecie częściej wpadać to się przyzwyczaicie.-rzuciła Ala.
-NIE!-wydarłam się razem z Louisem, a wszyscy spojrzeli na nas ze zdziwieniem.
-Nie lubicie nas?-zapytał nagle Nathan.
-Nie o to chodzi, że ciebie nie lubimy. Ja na przykład do ciebie nic nie mam. My nie lubimy Melanie.-wytłumaczyłam najspokojniej w świecie, a Kinga ciskała we mnie piorunami.
-A niby dlaczego jej nie lubicie? Hmm...? To, że ty jej nie lubisz to nie znaczy, że musisz gadać Lou różne głupoty na jej temat!-warknęła oburzona Kidżi.
-Ja nie powiedziałam mu ani jednego złego słowa na jej temat. Złośliwe komentarze wymawiam przy was wszystkich.-odparłam tylko i odetchnęłam głęboko.
-To niby z jakiego powodu on jej nie lubi?-ciągnęła swoje dochodzenie Kinga.
-Naprawdę nie wiesz? Czy tego nie widać?-zapytał spokojnie szatyn-Wszystko co ta dziewczyna robi, robi po ty by zdenerwować Angelikę. Poza tym słyszałem dokładnie co nagadała, więc...-dokończył Louieh i wzruszył ramionami.
-A co takiego ona nagadała? Rozumiem, że mogła się pokłócić z Andzią, a wtedy zawsze padają złe słowa.-rzekła Kidżi broniąc dziewczyny.
-To może niech sama wam powie co powiedziała!-rzucił podenerwowany chłopak.
-Ja... Ja powiedziałam kilka złych słów, ale to tylko dlatego, że ona też na mnie nagadała. Po prostu się kłóciłyśmy.-tłumaczyła Mel. Dlaczego ona zawsze musi kłamać? Nie no... Ja po prostu nie mogę zrozumieć dlaczego Kinga jej w to wierzy. Przecież widać, że to jedno, wielkie kłamstwo.
-Nie wydaje mi się.-mruknął pod nosem Lou.
-Odwalcie się wreszcie od niej, a ty Angelika mogłabyś odpuścić! Po prostu jej zazdrościsz, bo jest lepsza od ciebie!-powiedziała, albo raczej wykrzyknęła zdenerwowana Kinga. Jej słowa naprawdę mnie zraniły, bo co jak co, ale to moja przyjaciółka. Wstałam z fotela i po prostu wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Nie wzięłam nawet żadnej bluzy, a na dworzu padał deszcz. Szłam przed siebie aż w końcu doszłam do parku. Usiadłam na jednej z ławek i rozmyślałam. Może ona naprawdę tak myśli? Sama nie wiem... Może po prostu powiedziała to w złości, a naprawdę tak nie myśli? Szczerze mówiąc to mam taką nadzieję.
-Angelika! Angelika!-usłyszałam znajomy głos, a po chwili obok mnie usiadł Lou i okrył mnie swoją bluzą.
-Wracajmy do domu.-powiedział szatyn, a ja tylko pokiwałam głową na nie.
-Nie chcę tam wracać.-odparłam mu i pociągnęłam nosem.
-To pójdziemy do mnie. Chodź.-oznajmił chłopak i pociągnął mnie za rękę.

* z perspektywy Karoliny *

-Wiesz co Kinga? Przesadziłaś, naprawdę.-powiedziałam niezadowolona mierząc ją wzrokiem.
-To nie moja wina. Ona cały czas czepia się Melanie, choć nie ma o co!-warknęła blondynka.
-A pytałaś się jej kiedyś o dokładne powody, rozmawiałaś? Nie, więc nie mów mi teraz, że ją bezpodstawnie oskarża i od tak sobie jej nie lubi.-dodałam, a Kinga najwidoczniej nie wiedziała co mi odpowiedzieć.
-Może lepiej będzie jak już pójdziecie, bo my musimy znaleźć Angelikę i teraz jeszcze Louisa.-powiedział Zayn patrząc na Melanie i Nathana.
-Tak właściwie to ja i tak muszę już lecieć. Życzę powodzenia w szukaniu. Na pewno nic im nie jest.-powiedział Nathan i uśmiechnął się lekko.
-Skoro mnie wyganiacie to pójdę.-powiedziała Mel i zaśmiała się.
-Ja was odprowadzę.-powiedziała Ala i zniknęła z nimi w korytarzu.
-Naprawdę chcecie ich szukać?-zapytałam tylko.
-Nie. Lou napewno znajdzie Angelikę i zaprowadzi ją do nas, bo ona nie będzie chciała się z wami widzieć.-wyjaśnił Zayn i wzruszył ramionami.
-Skąd ta pewność?-zapytała nieco zdziwiona Kinga.
-Wiem dużo o ludziach.-skwitował brunet i uśmiechnął się.
-Jakoś tak tu pusto.-mruknęłam pod nosem i westchnęłam cicho.
-Teraz widać jak nudno jest tutaj bez tej dwójki.-skomentowała Alicja.
-Gdyby odeszli w pokojowym nastawieniu to i tutaj nadal panowałaby miła atmosfera, ale niestety tak nie było.-skomentowałam.
-Gadasz jak mistrz Yoda.-powiedział roześmiany Harry, a ja tylko przewróciłam oczami.
-A gdzie dzisiaj byliście?-zapytałam po chwili patrząc na Agę i Liama.
-Byliśmy w kinie.-odparła Agata.
-Uuu... A na jakim filmie?-spytał Hazza poruszając brwiami.
-Na pornolach, wiesz?-powiedział sarkastycznie Li i przewrócił oczami.
-Fajnie.-powiedział Harry i zaczął cieszyć się jak małe dziecko.
-Czy on od zawsze był takim idiotą, czy to nabył w trakcie dorastania?-zapytałam i pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Wydaje mi się, że miał tak od zawsze.-szepnął mi na ucho Zayn, a ja zaśmiałam się.
-Ja jestem mądry.-powiedział oburzony Hazza i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-Tak mądry jak kamień.-stwierdziłam z uśmiechem, a loczek jeszcze bardziej się oburzył.
-Już nigdy nie będę z tobą spał.-powiedział i wypiął mi język.
-No i bardzo dobrze, bo masz zboczone sny w co wolę się nie zagłębiać.-odparłam mu i uśmiechnęłam się triumfalnie na co on zareagował głośnym fuknięciem. Nagle w mojej kieszeni zawibrował telefon, więc wyjęłam go i odebrałam połączenie.
-Halo?
-No cześć Karolciu.
-Mama?!
-Tak, mama.
-Jak miło, że dzwonisz.
-Może ty też czasami byś zadzwoniła.
-Ostatnio miałam mało czasu...
-Nawet wiem czym, albo raczej kim byłaś zajęta.
-No spotykałam się z przyjaciółmi.
-W gazetach piszą, że jesteś nową, tajemniczą dziewczyną sławnego Zayna Malika z grupy One Direction.
-CO?!
-To co słyszałaś i nie krzycz mi proszę do słuchawki. Mogłabyś nas powiadomić o swoim nowym chłopaku, a nie się z gazet dowiadujemy...
-Ale to nieprawda.
-Wiem, wiem... Przecież tylko żartuję.
-No to dobrze, bo już myślałam, że w to wierzysz. Zayn to tylko kolega.
-Ale opowiadaj co tam jeszcze u ciebie się dzieje ciekawego? A jak tam u dziewczyn? Co teraz porabiasz?
-U mnie właściwie to nic ciekawego się nie dzieje. Po prostu cieszę się wakacjami i tyle. U dziewczyn chyba też jest w porządku, choć ostatnio trochę się poprztykały z powodu takiej jednej Melanie, opowiadałam ci kiedyś o niej.
-Aha. No ale co teraz porabiacie?
-Teraz siedzę w salonie razem z dziewczynami i chłopakami z tego zespołu.
-Uhu...
-Mamoooo...
-No co? Przecież to tylko "przyjaciele".
-TYLKO.
-No dobrze. Kiedy wpadniesz do Polski?
-Nie wiem.
-Zawsze mogłabyś zabrać przyjaciół.
-Całą dziewiątkę?
-A co? Nie chcesz?
-Nie! Bardzo chcę, ale pomieścilibyśmy się wszyscy?
-Na pewno jakoś by się udało, a poza tym każdy mógłby odwiedzić swoją rodzinę.
-Oprócz chłopaków, bo oni to z Polski nie pochodzą.
-Przynajmniej zwiedziliby nasz piękny kraj.
-Piękny? Pff...
-Nie obrażaj ojczyzny kochanie, bo ci jeszcze każemy wrócić.
-No dobra, dobra.
-Ja już muszę kończyć, bo idę z twoim bratem do dentysty.
-Uuu... Współczuję.
-Cóż... To pa kochanie i koniecznie zastanów się kiedy przyjedziesz. Jakby co dasz mi znać.
-To pa.
Rozłączyłam się i spojrzałam na całe nasze towarzystwo. Chłopcy siedzieli cicho i wpatrywali się we mnie ze zdziwieniem, a dziewczyny śmiały się z mojej wymiany zdań.
-Mama się mnie pytała kiedy przyjadę do Polski. Mówiła, że będę mogła was wszystkich zabrać.-powiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Mówiłaś też coś o mnie!-wtrącił uśmiechnięty od ucha do ucha Zayn.
-Tak... Mówiła, że jesteś tylko kolegą.-powiedziała roześmiana Agata.
-No i co w tym śmiesznego? Mówiłam prawdę.-rzuciłam i prychnęłam głośno.
-Prawdę? Weź ty mnie nie rozśmieszaj.-mruknęła Aga i dalej się śmiała.
-Ja tam chętnie bym poleciał do Polski. Macie bardzo ciekawy język. Jest dla mnie tak samo niezrozumiały jak chiński...-rzucił Hazza, a ja zaśmiałam się pod nosem. Nagle słychać było dźwięk otwieranych drzwi, a w salonie pojawiła się Andzia wraz z Lou.
-O Andzia! Moja mama proponowała nam wyjazd do Polski, co ty na to?-zapytałam uśmiechnięta.
-Nie wiem.-odparła mi szatynka i wzruszyła ramionami.
-Przepraszam. Nie chciałam cię w żaden sposób urazić... Poza tym ja nawet nie wiem dlaczego jej nie lubisz, więc nie powinnam się na ciebie gniewać.-powiedziała Kidżi patrząc na Andzię z przepraszającą minką.
-Nic nie szkodzi.-odparła uśmiechnięta Angelika i podbiegła do nas siadając na kanapie.
-A tej co się stało, że taka wesoła?-zapytał nieco zdziwiony Liam.
-No wiecie... Była sam na sam z Louisem.-powiedziała Agata i ponownie wybuchnęła głośnym śmiechem.
-Udawajmy, że tego nie słyszałam.-mruknęła pod nosem Angela i uśmiechnęła się lekko.
-Ale teraz tak na serio... Kto chciałby polecieć do Polski i kiedy?-zapytałam i zlustrowałam każdego dokładnym spojrzeniem.
-My mamy teraz wolne od wszelkich wywiadów i tym podobnych, więc chętnie wyrwalibyśmy się na zwiedzanie świata.-powiedział Zayn.
-A wy dziewczyny? Co o tym myślicie?-zapytałam jeszcze i uśmiechnęłam się zachęcająco.
-Ja tam chętnie bym odwiedziła rodzinę. Poza tym mogłybyśmy pokazać wam Warszawę.-odpowiedziała Alicja.
-No to świetnie!-powiedziałam i klasnęłam w dłonie-Ale kiedy chcecie jechać?-spytałam jeszcze.
-Ja zajmę się biletami na najbliższy lot.-powiedział Lou i szybko wybiegł z domu.
-Wariat.-skometnowałam cicho i zaśmiałam się.
-A więc teraz każdy idzie do siebie i się pakuje... Znając życie Louis załatwi nam bilety jak nie na dzisiejszy lot to napewno na jutrzejszy.-powiedział Zayn i zaśmiał się.
-To my z dziewczynami lecimy do siebie do pokoi, a wy lećcie do siebie i to migiem!-powiedziałam i pobiegłam schodami na górę. Weszłam do mojego pokoju i wyciągnęłam spod łóżka walizkę. Otworzyłam szafę i zaczęłam wyjmować z niej wszystkie potrzebne mi rzeczy. Wydaje mi się, że w Polsce zabawimy chociaż z dwa-trzy tygodnie, więc powinnam spakować sporo rzeczy. Nigdy niewiadomo kiedy będzie chłodno, a kiedy ciepło i czy nie będzie padać deszcz... Pakowanie się zajęło mi dokładnie półtorej godziny co w sumie nie jest aż tak źle. Zapięłam walizkę i wyszłam z pokoju.
-Spakowałyście się?!-krzyknęłam z korytarza.
-Ja z Kingą i Agatą tak, ale Angelika jeszcze nie!-usłyszłam odpowiedź Ali, więc od razu wbiłam do pokoju Andzi. W końcu przyda jej się jakaś pomoc.
-Jak tam idzie pakowanie?-zapytałam na wstępie.
-Jako tako.-odpowiedziała mi dziewczyna próbując zapiąć walizkę-Nie mogę zapiąć tego cholerstwa!-wydarła się i kopnęła w bagaż.
-Spokojnie... Usiądź na walizce, a ja ją zapnę.-powiedziałam i posłałam jej uśmiech. Andzia posłusznie wykonała moje polecenie, a ja bez trudu dopięłam walizkę.
-Widzisz?-zapytałam uśmiechnięta.
-Dzięki Karolciu.-odpowiedziała.
-O! Jakie słodkie szczurki!-skomentowałam spoglądając na klatkę z gryzoniami.
-Dziękuję.-odparła Andzia i wyszczerzyła się.
-Jak się nazywają?-zapytałam uważnie przyglądając się jednemu ze szczurków.
-Brązowy to Amy, beżowy to Amanda, a czarno-biały to Louisa.-powiedziała szatynka, a ja zaśmiałam się.
-Louisa?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-Twórczość Louiego się kłania.-odpowiedziała Andzia i wzruszyła ramionami.
-Widać jednak, że ta twórczość ci się podoba... Tak samo jak ten który ją stworzył.-powiedziałam całkowicie poważnie i usiadłam na jej łóżku.
-Tak... Co?! Nie!-odpowiedziała zmieszana Angela i zaczęła gestykulować rękami.
-Nie wolno kłamać.-powiedziałam i pogroziłam jej palcem.
-Ja wcale nie kłamię.-odburknęła i prychnęła głośno.
-Dobra... Skoro oszukujesz swoją najlepszą przyjaciółkę to mam focha.-oznajmiłam jej i odwróciłam się w przeciwną stronę.
-Oj no przestań...-mruknęła Andzia i szturchnęła mnie w ramię.
-Nie mam najmniejszego zamiaru dopóki mnie nie przeprosisz i nie przyznasz, że on ci się podoba.-postawiłam jej dwa warunki i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Ugh! Mówiłam ci kiedyś, że cię nienawidzę ty mendo!-warknęła Andzia, a ja zaśmiałam się pod nosem.
-Przeproś.-odpowiedziałam stanowczo.
-Dobra, przepraszam.-mruknęła cicho dziewczyna.
-Miałaś jeszcze przyznać, że on ci się podoba.-dodałam.
-Ale to nie prawda!-oburzyła się szatynka.
-Trudno...-prychnęłam udając obrażoną.
-Okej, okej... Przepraszam i przyznaję, że on mi się podoba. Pasuje?! Mam nadzieję, że tak, bo to wcale nie jest prawda.-warknęła podenerwowana dziewczyna, a ja odwróciłam się w jej stronę z wielkim uśmiechem.
-Mi tam pasuje. Idę na dół.-powiedziałam uradowana i w podskokach zbiegłam na dół do salonu.
-Cześć wam.-powiedziałam widząc Kingę i Nialla siedzących na kanapie.
-No witaj, witaj. Spakowana?-zapytał mnie Nialler, a ja pokiwałam twierdząco głową. Usiadłam naprzeciwko nich na fotelu i z uwagą obserwowałam każdy ich ruch. Przynajmniej teraz mogłam poprzyglądać się jakiejś zakochanej parce na żywo, a nie tylko w telewizji. Może i nie zależy mi na tym jakoś specjalnie, ale skoro już ktoś jest ze sobą szczęśliwy to chyba mogę sobie popatrzeć. Przy okazji będę miała jakieś ciekawe zajęcie.
-Musisz się tak na nas gapić?-zapytała po chwili Kinga wyrywając mnie z moich cudownych przemyśleń.
-Tak. Chcę się poprzyglądać miłości.-powiedziałam z wyszczerzem i złożyłam ręce w kształt serca.
-Jak potrzebujesz miłości to możesz iść do Zayna... O! O wilku mowa.-powiedziała Kinga i zaśmiała się kiedy do pokoju wszedł brunet.
-Coś nie tak?-zapytał Zaynie i rozejrzał się.
-Nie tylko Karolina potrzebuje...-w tym momencie przerwałam Kindze kontynuowanie wypowiedzi poprzez zatkanie jej ust ręką. Oczywiście najpierw musiałam dobiec, ale zrobiłam to dość szybko. Ma się ten refleks...
-Czego potrzebuje?-zapytał zdezorientowany chłopak.
-Niczego.-odpowiedziałam szybko i podbiegłam do Zayna. Pociągnęłam go za rękę i zaprowadziłam na górę do mojego pokoju. Gdybyśmy zostali w salonie Kidżi z pewnością dokończyłaby swoją myśl.
-Coś się stało?-spytał nieźle zdziwiony chłopak.
-Nie, wszystko wporządku.-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Wszystkie jesteście już spakowane?-spytał brunet, a ja pokiwałam twierdząco głową.
-A wy?-zapytałam zaciekawiona.
-My też jesteśmy spakowani plus spakowaliśmy też Louisa.-odpowiedział wyszczerzony mulat.
-To dobrze.-mruknęłam tylko i uśmiechnęłam się-A wiecie kiedy będzie ten lot?-spytałam jeszcze.
-Dzwonił Lou i mówił, że jutro o 9.-odparł Zayn, a ja skomentowałam to krótkim Aha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz