* z perspektywy Kingi *
Obudziły mnie jakieś dziwaczne szmery i hałasy, które za wszelką cenę starałam się ignorować. Po kilku minutach otworzyłam jednak oczy i ujrzałam przedemną twarz Nialla, który wpatrywał się we mnie z uwagą.
-Dzień dobry ślicznotko.-powiedział uśmiechnięty blondyn.
-No hej.-mruknęłam tylko i także posłałam mu miły uśmiech.
-Masz śniadanko.-powiedział chłopak i wskazał ręką na srebrną tacę z jedzeniem. Jajka, bekon, tosty i herbata. Mniam... To się nazywa prawdziwe śniadanie.
-Ojej... Dziękuję.-powiedziałam i podniosłam się do siadu ustawiając sobie tacę na kolanach. Szybko zjadłam wszystko co przygotował mi Niall... No może prawie wszystko, bo chłopak podbierał mi jedzenie przy każdej możliwej okazji, ale nie gniewam się na niego za specjalnie. Chyba nawet nie umiałabym być na niego zła. Jest dla mnie zbyt ważny i cały czas zastanawiam się dlaczego jest akurat ze mną, a nie z jakąś piękną fotomodelką, czy piosenkarką z anielskim głosem. Ja jestem takim nikim. Jestem zwykłym szarym i nudnym człowiekiem, który ma to szczęście by poznać kogoś takiego jak on. Wreszcie w moim życiu zdarzyło się coś dobrego i chyba Bóg postanowił dodać odrobinę koloru do mojej szarej codzienności. Przyglądałam się blondynowi z uwagą i uśmiechałam się delikatnie gdy tylko się poruszył.
-Dlaczego mi się tak przyglądasz?-spytał w końcu chłopak uśmiechając się szeroko.
-Przyglądam się temu co moje.-powiedziałam i poruszyłam brwiami.
-Co twoje powiadasz...-mruknął tylko i usiadł na krawędzi łóżka.
-A nie mam może racji?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Nie no skąd. Możesz się przyglądać i robić co tylko chcesz z tym co twoje.-stwierdził Niall.
-Hymph... To zabrzmiało jak wypowiedź z podtekstem.-skomentowałam tylko i wzruszyłam ramionami.
-Bo może to miało tak zabrzmieć.-powiedział chłopak i poruszył brwiami.
-Czy ty coś sugerujesz kochanieńki?-zapytałam uważnie lustrując go wzrokiem. Blondyn nic mi nie odpowiedział tylko usiadł na mnie okrakiem i pocałował mnie prosto w usta. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i szybko go odwzajemniłam. Niall wsadził ręce pod moją bluzkę od piżamy, a ta po chwili zniknęła gdzieś w głębi pokoju. Ten sam los podzieliła reszta naszego odzienia...
* z perspektywy Angeliki *
-Lou, powiedz mi proszę... Gdzie jest Karolina?-zapytałam przechodzącego obok mnie szatyna.
-Przed chwilą wyszła od Zayna z pokoju.-powiedział Louis i uśmiechnął się złowieszczo.
-Okej, dzięki.-powiedziałam i poszłam po schodach na górę.
-O Karola!-krzyknęłam widząc gdy wchodziła do swojego pokoju. Poszłam za nią i usiadłam obok niej na łóżku.
-Co chciałaś?-zapytała mnie Karotka.
-Ja? Nic. Po prostu mi się nudziło, więc postawiłam sobie za zadanie znalezienie cię.-odparłam i uśmiechnęłam się szeroko.
-Aha... Mam taką maleńką sprawę, ale nie możesz nikomu powiedzieć, obiecujesz?-zapytała mnie Karolina, a ja położyłam rękę na sercu i skinęłam głową.
-A chociaż Kindze, albo Louisowi?-spytałam z nadzieją w głosie.
-Kindze może i tak, ale Louisowi ani mi się waż.-powiedziała i pogroziła mi palcem.
-Ech... Okej.-mruknęłam tylko i wzruszyłam ramionami.
-A więc tak... Jakoś tak wyszło, że całowałam się z Zaynem i właśnie w tym momencie do pokoju weszła moja mama. Potem ustaliłam z nim, że będzie tak jakby się to nie wydarzyło i w sumie to żałuję tego co powiedziałam. Mogłam przecież powiedzieć mu, że naprawdę go lubię.-wyrzuciła z siebie Karolina, a ja patrzyłam na nią ze zdziwioną miną.
-W twoim znaczeniu słowa naprawdę go lubię oznaczają to samo co kocham cię po mojemu?-spytałam i uniosłam jedną brew ku górze, a ona nie mówiąc nic pokiwała mi twierdząco głową.
-Wydaje mi się, że powinnaś z nim o tym porozmawiać.-stwierdziłam.
-Ale to nie jest takie łatwe. Tak samo ja mogę powiedzieć żeby Agata porozmawiała z Liamem na ten temat, że się jej podoba.-powiedziała szatynka.
-Dziewczyno wy się całowaliście! Po takiej akcji nie powinnaś już się bać, bo to chyba logiczne, że on cię lubi.-stwierdziłam tylko i zmarszczyłam czoło.
-No niby tak, ale to stresujące. A poza tym bierz pod uwagę to co mu wcześniej powiedziałam.-mruknęła Karola i westchnęła cicho.
-To trzeba było od razu mu powiedzieć, a nie teraz narzekać.-powiedziałam z wyrzutem.
-Dzięki wielkie. Ty zawsze umiesz mi pomóc.-powiedziała z sarkazmem, a ja wyszczerzyłam się szeroko.
-No przecież wiem.-skomentowałam tylko i odgarnęłam sobie włosy ruchem takim jak z tych różnych reklam.
-Może ja poproszę Kingę o radę, a ty już sobie idź.-powiedziała Karola i przewróciła oczami, a ja prychnęłam cicho i tak jak mówiła po prostu wyszłam z jej pokoju.
-Słyszysz?-zapytał mnie cicho Lou, kiedy tylko wyszłam z pokoju.
-No słyszę... Co to za dźwięki?-zapytałam nieco zdziwiona.
-To z pokoju Kingi i Nialla.-odpowiedział Louis i zaśmiał się.
-Mam nadzieję, że nie masz zamiaru tam wchodzić?-spytałam i zmarszczyłam czoło.
-W sumie to miałem taki zamiar, ale pewnie i tak jest zamknięte.-powiedział szatyn i wzruszył ramionami.
-Chodź. Idziemy na dół.-powiedziałam i pociągnęłam go za rękę. Zeszliśmy na dół do salonu, a tam nikogo nie było.
-Zaraz wracam.-powiedziałam do chłopaka i poszłam do kuchni. Na lodówce wisiały trzy kartki. Pierwsza to była szczegółowa informacja od rodziców Karoliny, że razem z Maćkiem i Mateuszem pojechali do sklepu. Druga informowała nas o wyjściu Agaty i Liama, a trzecia była od Harrego, a pisało na niej po prostu wychodzę. Wyrzuciłam wszystkie trzy karteczki i ponownie udałam się do salonu.
-Wychodzi na to, że w domu jesteśmy tylko ja, ty, Zayn, Karolina, Kinga i Niall.-oznajmiłam chłopakowi, który z uwagą oglądał jakiś wazon.
-Aha.-mruknął tylko i odstawił wazon na miejsce.
-Ugh... Muszę ci coś powiedzieć, ale musisz mi przysiąc, że nigdy nikomu nie powiesz, bo twoje życie będzie zagrożone.-rzuciłam do niego i zmierzyłam go mroźnym spojrzeniem.
-Okej. Przysięgam na moje już zagrożone życie.-powiedział Lou.
-A więc tak... Karolina się całowała z Zaynem, ale nie są razem, bo nastąpiły pewne komplikacje w które nie będę się jednak zagłębiać.-powiedziałam podekscytowana i uśmiechnęłam się lekko.
-A więc niebawem pojawi się nam druga słodziutka parka!-wykrzykął uradowany Lou i przytulił mnie mocno.
-A potem być może trzecia.-skomentowałam i odsunęłam się nieco od niego.
-Serio tak myślisz?-zapytał Louis i spojrzał na mnie uważnie.
-No oczywiście. Przecież Agacie podoba się Liam, a jemu ona, więc nic nie stoi na przeszkodzie. Poza tym od jakiegoś czasu często razem wychodzą.-stwierdziłam i uśmiechnęłam się szeroko.
-Miejmy nadzieję, że będą razem. Wtedy będziemy mieli z kogo żartować.-powiedział Louie.
-Założymy sobie taki trzyosobowy klub singli. Ja, ty i Harry, bo coś tak czuję, że Alicja też niezbyt długo pobędzie sama, o ile już nie jest zajęta... A tak właściwie to gdzie ona jest? Kompletnie o niej zapomniałam... Myślisz, że jeszcze śpi?-zapytałam się Louisa, a on wzruszył tylko ramionami.
-Nie mam zielonego pojęcia.-dodał po chwili. Nagle w salonie zjawiła się roześmiana Agata z Liamem i... Trzymali się za ręce!
-Kolejna para!-wykrzyknęłam odruchowo i przybiłam sobie z Louisem piątkę.
-Teraz jeszcze czekamy na Karolinę i Zayna, a potem na Alicję.-oznajmił Lou i uśmiechnął się szeroko.
-Niby dlaczego twierdzicie, że jesteśmy razem?-zapytała Agata i uniosła jedną brew ku górze. Natychmiastowo wraz z Louisem spojrzeliśmy na ich splecione ręce, a potem spowrotem na ich twarze.
-Och...-mruknął tylko Liam i puścił dłoń Agi. Ta jednak ponownie chwyciła go za rękę i wyszczerzyła się wesoło.
-To przyznam wam, że tym razem zgadliście, bo my naprawdę jesteśmy razem.-powiedziała Agata, a mi szczęka opadła dosłownie do ziemi.
-Napewno znowu nas oszukują.-powiedział po chwili Louis i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-A czy gdybyśmy nie byli razem zrobilibyśmy tak.-powiedziała Agata i pocałowała Liama prosto w usta.
-Pff... To nic trudnego. Każdy może pocałować tak przyjaciela. Zobacz.-powiedział i przysunął się do mnie, ale ja zakryłam moje usta rękami.
-Nie demonstruj. Niech uwierzą ci na słowo.-powiedziałam, a on tylko wzruszył ramionami.
-Wierzycie nam, czy jednak nie?-zapytała po chwili Aga.
-Hmm... Nie.-odpowiedzieliśmy równo.
-Trudno.-mruknął Liam i razem z Agą poszli na górę.
-To na stówkę było kłamstwo.-stwierdziłam.
-Na milion procent.-dodał Lou.
-A ty nie waż mi się więcej demonstrować na mnie czegokolwiek, bo ci łepetynkę urwę.-powiedziałam do niego wysilając się na złowrogi ton.
-Nie lubisz moich demonstracji? Przecież to są miłe rzeczy.-powiedział szatyn i zrobił smutną minkę.
-Całowanie osła nie zalicza się do przyjemnych rzeczy.-powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem, jednak starałam się zachować pełną powagę.
-Ale ty nie jesteś osłem.-skomentował Louie.
-A czy ja mówiłam, że chodzi mi o mnie?-spytałam i uniosłam jedną brew ku górze. Lou przez chwilę siedział cicho i nad czymś rozmyślał.
-Ej!-powiedział w końcu oburzony, a ja roześmiałam się głośno-Ja nie jestem osłem i każdy kocha mnie przytulać i całować. Pff...-dodał obrażony i udawał focha.
-Najwyraźniej każdy oprócz mnie.-powiedziałam i machnęłam ręką.
-Obraziłem się.-oznajmił chłopak.
-I tak zaraz mi wybaczysz.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Nie dopóki nie dostanę buzi.-stwierdził Louis.
-To dawaj policzek ty małpiatko.-powiedziałam i wyszczerzyłam się szeroko. Ten spojrzał na mnie, uśmiechnął się i uformował usta w dzióbek.
-Może i nie jestem jakimś specjalistą, ale wydaje mi się, że to nie jest policzek.-powiedziałam i zmarszczyłam czoło.
-No bo nie jest.-mruknął tylko Lou i wzruszył ramionami.
-To ja ci nie dam buzi.-oznajmiłam, a na mojej twarzy pojawił się grymas.
-Musisz, bo ci nie wybaczę.-rzekł chłopak.
-To dawaj polika, a nie...-rzuciłam oburzonym tonem.
-Skoro nalegasz.-powiedział i nadstawił policzek. Już miałam go pocałować, ale on obrócił swój łeb w wyniku czego cmoknęłam go prosto w usta.
-Ty zdebilizowany idioto!-warknęłam oburzona i uderzyłam go z łokcia w bok.
-Widzisz? Wyszło na moje.-oznajmił Lou i uśmiechnął się lekko.
-Ty jesteś nienormalny. Przyjaciół się nie całuje.-ciągnęłam swoje wielkie oburzenie.
-No i co z tego. Ja jestem inny od innych.-powiedział.
-Bardzo inny... Bardzo, bardzo, bardzo inny...-stwierdziłam, a on spiorunował mnie swoim spojrzeniem.
-Nie mów tak, bo znowu się obrażę.-powiedział Lou i pogroził mi palcem.
-O nie! Nie mam zamiaru cię przepraszać, ani przytulać, ani całować, ani robić z tobą cokolwiek innego.-oznajmiłam.
-Zabrzmiało to jak wypowiedź z podtekstem.-rzucił nagle chłopak.
-Ugh... Ty jesteś jednym wielkim idiotą! Chociaż i tak cię lubię.-powiedziałam po polsku, a on zrobił minę myśliciela jakby chciał ocenić co o nim powiedziałam.
-Nie wiem co mówiłaś, ale stwierdźmy, że coś miłego.-powiedział Louieh.
-Taak.-odparłam mu. Nagle usłyszałam dźwięk jego telefonu. Chłopak wyjął telefon z kieszeni i odczytał sms-a. Szybko odpisał na wiadomość i spojrzał na mnie.
-Co jest?-zapytałam widząc jego niezbyt zadowoloną minę.
-Hazziątko moje cudowne, kochane, piękne, mądre, seksowne, zboczone, urocze, słodziutkie i wredne się zgubiło.-powiedział na jednym wdechu Lou.
-A gdzie on jest?!-zapytałam nieco zdziwiona.
-Napisał mi, że nie wie gdzie jest, bo się zgubił.-oznajmił Lou, a ja strzeliłam facepalma.
-Zapytaj się go o nazwę ulicy. Powinno pisać na jakimś płocie, czy coś.-powiedziałam szybko, a chłopak wystukał kolejną wiadomość tekstową. Poczekaliśmy kilka minut aż wreszcie doszła odpowiedź Harrego. Lou pokazał mi telefon z nazwą ulicy.
-Chodźmy! To niedaleko.-powiedziałam i pędem ruszyłam do drzwi, a on za mną. Szybko wyszliśmy z domu i udaliśmy się w miejsce w którym podobno miał przebywać Hazza. Rozejrzałam się po okolicy, ale nie dostrzegłam jego znajomej sylwetki.
-Na pewno się stąd nie ruszał?-zapytałam Louisa.
-Powiedział, że nie ruszy się nawet o krok.-odparł mi chłopak. Ruszyłam nieco dalej i uważnie się rozglądałam. W końcu dostrzegłam loczka siedzącego na jakimś murku.
-Harry!-krzyknęłam głośno, a on odwrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się szeroko. Natychmiastowo poderwał się do biegu i już po kilku sekundach był przy mnie. Przytuliłam go mocno i od razu walnęłam go z otwartej ręki w tył głowy.
-Ała! Za co?-zapytał oburzony Hazza.
-Za jajco!-odpowiedziałam mu wrednie.
-Moje kochanie!-wykrzyknął Lou i natychmiast zaczął tulić do siebie loczusia. Po kilku minutach czułości całą trójką ruszyliśmy w stronę domu Karoliny. Kiedy weszliśmy do środka wszyscy siedzieli już w salonie. Spojrzałam z uśmiechem na tulących się Kingę i Nialla po czym szturchnęłam Louisa w ramię.
-Pamiętasz ranek?-zapytałam szeptem, a on w odpowiedzi pokiwał twierdząco głową i uśmiechnął się. Weszliśmy razem do salonu i od razu rzuciło mi się w oczy ostatnie siedzące miejsce, czyli fotel. Natychmiast do niego podbiegłam i usiadłam.
-Ej!-krzyknął Lou i zwalił mnie z fotela po czym sam na nim usiadł. Spojrzałam na niego spod byka i wskoczyłam mu na kolana. On tylko obdarował mnie uśmiechem i przytulił do siebie.
-Ej, Louis...-powiedziałam cicho, a on spojrzał na mnie pytająco-Popatrz na Agatę i Liama. Może oni naprawdę są razem?-zapytałam bardziej siebie niż jego.
-Być może.-odparł i wzruszył ramionami.
-Ale mamy piękne trzy parki.-powiedziała nagle Karotka.
-Trzy?!-zapytałam zdziwiona, a ona pokiwała twierdząco głową.
-Liam i Agata, Niall i Kinga, no i jeszcze wy.-stwierdziła Karolina, a ja spojrzałam na nią z oburzeniem.
-Ja nie jestem z tym idiotą.-żachnęłam się i ukazałam grymas niezadowolenia.
-Ale się tak zachowujecie.-dorzucił Zayn.
-A wy to niby nie całuśnicy.-odgryzłam im się, a oni od razu spalili buraka. Uśmiechnęłam się triumfalnie.
-Dajcie im spokój i zajmicie się sobą zakochańce.-powiedziała Kinga.
-Odezwała się świętoszka... Było was słychać w całym domu!-oznajmiłam tylko, a ona spojrzała na mnie ze złością. Od tego momentu w salonie zapanowała cisza.
-No i wreszcie was czymś zagięłam.-powiedziałam triumfalnie. Każdy popatrzył na mnie z wrogością, a potem zostałam obrzucona poduszkami, które leżały obok nich na kanapie.
-Ał!-pisnęłam i okryłam głowę rękami.
-Bez takich.-powiedział Lou i pogroził im palcem.
-Już jesteśmy kwita.-stwierdził Niall, a ja spojrzałam na niego z miną zabójcy.
-Jeszcze kiedyś mi za to zapłacicie.-powiedziałam oburzona, a oni najwyraźniej nic sobie z tego nie zrobili, ponieważ śmiali się w najlepsze.
-Co jest?-zapytałam po kilku minutach, a oni dalej podśmiewali się pod nosem. Nagle poczułam ciepły oddech na moim policzku i odwróciłam się w drugą stronę. Lou coraz bardziej się do mnie zbliżał jakby chciał mnie pocałować, a ja odsunęłam się gwałtownie przez co spadłam z fotela. Reszta zaniosła się jeszcze głośniejszym śmiechem, a ja obrażona poszłam do swojego pokoju.
* z perspektywy Karoliny *
-Ciekawe ile tam posiedzi taka obrażona.-powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem.
-Zakładam, że nie dłużej niż pięć minut.-odparł Zayn, a ja pokiwałam głową.
-Ja tam idę do siebie.-dodałam po chwili i poszłam na górę. Chciałam wejść do mojego pokoju, ale Andzia najwyraźniej zamknęła drzwi, więc po prostu usiadłam pod nimi i westchnęłam głośno. W koncu kiedyś musi je otworzyć. Przymknęłam oczy i w ciszy siedziałam pod drzwiami. Czekałam tak już dobre 20 minut kiedy usłyszałam czyjeś kroki, a po chwili zobaczyłam Zayna, który właśnie idzie w moją stronę.
-Co ty tu robisz?-zapytał zdziwiony brunet.
-Czekam aż Andzia otworzy drzwi, ale chyba nie ma jednak takiego zamiaru.-powiedziałam i prychnęłam pod nosem.
-To wchodź do mnie. I tak siedziałbym w samotności.-oznajmił Zayn, a ja po chwili wahania zgodziłam się i weszłam razem z nim do pokoju naprzeciwko. Rozwaliłam się na łóżku i spojrzałam w sufit.
-Potem pójdziemy połazić gdzieś po mieście, bo jak na razie to jestem kompletnie wypompowana i nie mam ochoty na szwędanie się po polskich ulicach.-stwierdziłam.
-Nie ma sprawy. Ja też póki co nie czuję się na siłach.-odparł chłopak i położył się obok mnie na łóżku.
-Przepraszam, że wtedy byłem taki... niemiły. Po prostu zdenerwowałem się, a potem postanowiłem rozładować atmosferę kiepskim żartem.-wyjaśnił Zayn.
-Ja tam się nie gniewam, a co do tego żartu to udało ci się.-powiedziałam i zaśmiałam się pod nosem.
-Problem w tym, że ja nie chciałem udawać... Nie chciałem wracać do stadium przyjaciół.-mruknął cicho mulat, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
-No proszę, proszę... Czego ja się tu dowiaduję... Nie chcesz się ze mną przyjaźnić?-zapytałam udając oburzoną.
-Nie no skąd!-odpowiedział szybko chłopak-Po prostu liczyłem na coś... więcej.-dodał po chwili i przymknął oczy wzdychając głęboko. Zamilkłam i wbiłam wzrok w sufit. W sumie to idealna sytuacja by przynać się do swoich uczuć, ale panna Karolinka nie umie o nich gadać, no bo po co? To znaczy... Umieć to umie, byleby nie przy obiekcie swoich westchnień. Przytuliłam się delikatnie do chłopaka i przyglądałam mu się uważnie. Po chwili i on spojrzał na mnie. Leżeliśmy tak w ciszy i gapiliśmy się w swoje oczy. Cały czas wydawało mi się, że mogę wyczytać z nich wszystko.
-Kocham cię, wiesz?-zapytał po chwili brunet, a ja pokiwałam twierdząco głową i uśmiechnęłam się lekko.
-Ja ciebie też.-wydukałam cicho dalej spoglądając mu w oczy. Na jego twarzy pojawił się piękny uśmiech, a ja wtuliłam się w niego mocniej.
-Czy już tak oficjalnie będę mógł cię nazwać moją dziewczyną?-spytał.
-Oczywiście.-odpowiedziałam tylko i uśmiechnęłam się szeroko.
* z perspektywy Kingi *
-A tak przy okazji to wiecie jacy ludzie z polski są mili?-zapytał Hazza-Każdy się do mnie miło uśmiechał.-dodał i wyszczerzył się szeroko.
-Wydaje mi się, że oni nie uśmiechali się do ciebie tylko raczej śmieli się z ciebie. Nie wiem czy pamiętasz, ale twoje włosy są w większości różowe.-skomentowałam, a jemu mina zrzedła. Zaśmiałam się pod nosem.
-Angelika, Angelika, Angelika, Angelika!-darł się Lou zbiegając po schodach i wpadając jak burza do salonu.
-Co się stało?-zapytałam go zdziwiona.
-Gdzie ona jest?!-zapytał szybko.
-Chyba u siebie, a co się stało?-zapytałam jeszcze, a on wybiegł z salonu.
-To oficjalne!-darł się wniebogłosy, a ja nadal nie wiedziałam o co mu chodziło.
-Nie zadręczaj się tym. Jego nikt nigdy nie zrozumie.-powiedział do mnie Niall.
-Nikt oprócz Angeliki i Harrego, kochanieńki.-poprawiłam go i cmoknęłam w policzek. Ten tylko wyszczerzył się i wzruszył ramionami.
-A jak mam się pozbyć tego różowego koloru?-spytał nas Hazza.
-Może pofarbuj sobie włosy na brązowo.-powiedziałam i roześmiałam się.
-A mógłbym?-zapytał zdziwiony loczek.
-No oczywiście, a czemu nie... Niall się pofarbował.-powiedziałam i wskazałam na blondyna, który zrobił niezadowoloną minkę.
-A poza tym nie byłoby widać większej różnicy.-skomentowała Agata.
-A gdzie tu można kupić farbę?-zapytał Harry.
-W sklepie na przeciwko.-powiedziałam tylko i uśmiechnęłam się lekko.
-To niech ktoś mi kupi.-powiedział Harreh.
-A może tak sam byś poszedł, bo jak ktoś ci kupi to wątpie czy ci się spodoba.-mruknęłam i zaśmiałam się.
-To ja lecę.-powiedział i wypruł z salonu.
-Tylko się nie zgub!-krzyknął za nim Liam. Po chwili do salonu wbiegli uśmiechnięci Andzia i Lou.
-A wy co tak razem zacieszacie?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-Bo Lou mi powiedział, że Karolina i Zayn to oficjalne.-wytłumaczyła szybko Andzia.
-Nawet mam to nagrane!-krzyknął Lou i wyciągnął z kieszeni telefon po czym puścił nagranie.
-Kocham cię, wiesz? Ja ciebie też. Czy już tak oficjalnie będę mógł cię nazwać moją dziewczyną? Oczywiście.-gdy nagranie się skończyło Louis wyszczerzył się szeroko, a my wszyscy patrzyliśmy na niego ze zdziwieniem.
-Wydaje mi się, że pierwszy raz macie rację.-skomentowała Alicja.
-Jej!-wydarli się równocześnie Lou i Andzia.
-Jeszcze tylko poczekamy kiedy powie nam to nasza nowa parka.-dorzucił Liam, a już po sekundzie w salonie zjawili się Zarolina.
-No jak tam gołąbeczki?-zapytałam uśmiechnięta.
-Pff... A niby czemu gołąbeczki?-zapytała Karolina i zmarszczyła czoło.
-Kocham cię, wiesz? Ja ciebie też.-powiedział Louis starając się naśladować ich głosy. Karotka speszyła się nieco i bez słowa usiadła na kanapie obok Zayna.
-A więc to stuprocentowa prawda?-zapytał po chwili Liam.
-Cóż... Tak.-odpowiedział mulat po chwili milczenia. Wszyscy wyszczerzyliśmy się szeroko.
-No to gratulacje kochaniutcy.-skomentowała Ala, a my przytaknęliśmy grzecznie.
-Czy już wszyscy w tym domu są zajęci?-zapytał po chwili LOuie zwracając się do Angeliki.
-Oprócz nas to jeszcze Harry i Ala.-odpowiedziała mu dziewczyna.
-Tak w zasadzie... To tylko wy i Hazza.-mruknęła niepewnie blondynka, a my wszyscy spojrzeliśmy na nią zdziwieni.
-Ale jak to?-zapytałm po chwili.
-Pamiętacie Nathana, co nie?-spytała, a my pokiwaliśmy głowami.
-No właśnie.-dorzuciła tylko i uśmiechnęła się lekko.
-Już nic mnie w tym domu nie zdziwi.-mruknęłam sama do siebie i przewróciłam oczami.
* z perspektywy Louisa *
-Jesteś jak banan.-powiedziałem do Angeliki i wyszczerzyłem się szeroko.
-A niby dlaczego?-zapytała zdziwiona dziewczyna.
-Bo jesteś do niego podobna.-stwierdziłem.
-A ty jesteś jak kapusta.-odparła mi z oburzeniem.
-A czemu?-zapytałem zaciekawiony i przekrzywiłem głowę na bok.
-Bo kapusta głowa pusta.-odpowiedziała mi i uśmiechnęła się niewinnie.
-A ty jesteś dziwna jak awokado.-dodałem z udawanym fochem.
-A ty jesteś podniecający jak ogórek.-warknęła złośliwie.
-To znaczy jak?-zapytałem dokładnie lustrując ją wzrokiem.
-No właśnie w żaden sposób.-powiedziała i przewróciła oczami.
-A ty jesteś jak pomidor... Czerwony i dziwny.-skomentowałem przyglądając jej się uważnie.
-A ty jesteś burak.-odparła krótko.
-A ty jesteś jak ziemniak.-rzuciłem bez zastanowienia.
-A ty jesteś jak pomelo.-powiedziała.
-A co to jest pomelo?-zdziwiłem się. Nigdy nie słyszałem o takim warzywie. To rośnie pod ziemią, tak?
-To jest taki owoc, który rośnie na drzewie.-odpowiedziała. Kurde... Czyli jednak nie zgadłem, ale i tak byłem blisko, więc się liczy.
-Wystopujcie te owocowo-warzywne obelgi.-powiedziała w końcu Kinga, a tym samym przerwała naszą wielce mądrą i twórczą kłótnię.
-Nie ty gruszko!-wykrzyknęliśmy równocześnie i przybliliśmy piątkę.
-Tylko idioci myślą podobnie.-skomentowała Karolina i zaśmiała się.
-Może i idioci, ale jacy wspaniali i przystojni.-powiedziałem i poruszyłem brwiami.
-Przystojni? Chyba raczej przystojni i ładni.-poprawiła mnie Andzia.
-No tak... Ty jesteś ta przystojna, a ja jestem ten ładny.-powiedziałem z wyszczerzem.
-A więc to ja robię w tej przyjaźni za mężczyznę?-spytała zdziwiona Andzia-Ciekawe w czym jeszcze jesteś podobny do kobiety... Może będziesz jeszcze rodził dzieci?-zapytała sarkastycznie.
-Tak. Jestem już w 14 miesiącu ciąży.-odparłem z uśmiechem.
-A wiesz, że ciąża trwa tylko 9 miesięcy?-zapytała Andzia i uniosła jedną brew ku górze.
-Ale moja ciąża jest pro i trwa dłużej.-stwierdziłem krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Twoje dzieci będą musiały być powalone.-mruknęła Angelika-A z kim tak właściwie jesteś w ciąży?-zapytała po chwili.
-Z robą.-odpowiedziałem szybko.
-Ale 14 miesięcy temu to my się nie znaliśmy.-powiedziała dziewczyna i zrobiła facepalma.
-Długość naszej znajomości nie jest ważna. Ja przecież znam ojca mojego dziecka!-wykrzyknąłem udając oburzonego.
-Najwidoczniej nie do końca.-stwierdziła szatynka.
-Ja wiem lepiej. Ty się po prostu nie znasz.-powiedziałem i wzruszyłem ramionami.
-Dobra ludzie wypad mi stąd, bo zaniżacie poziom inteligencji ludzi w tym pokoju.-stwierdził Liam i wskazał na drzwi. Z oburzeniem uniosłem głowę ku górze i poszedłem do "swojego" pokoju na górę. Zaraz za mną weszła Andzia.
-Przyszedłeś ojcze mojego dziecka?-zapytałem z uśmiechem.
-Ależ oczywiście.-odparła Angela uśmiechając się szeroko.
-Podejdź tu.-powiedziałem stojąc przy oknie. Dziewczyna podeszła do okna i wyjrzała na zewnątrz.
-Ładnie tu...-powiedziałem, a po chwili poczułem, że dostałem czymś w głowę.
-Przepraszam!-wykrzyknęła szybko Angelika i podwinęła roletę do góry. A więc to ta złowroga roleta chciała mnie zabić. Ja się pytam tylko za jakie grzechy!
-Nic nie szkodzi.-odpowiedziałem i uśmiechnąłem się lekko.
-Bardzo boli?-zapytała dziewczyna i dotknęła delikatnie mojej głowy.
-Jak pocałujesz to przestanie.-powiedziałem i ułożyłem usta w dzióbek. O dziwo dostałem co chciałem.
-Pocałowałaś mnie?-zapytałem robiąc dziwaczną minę.
-Noo...-odparła Angelika i wzruszyła ramionami.
-A to nie dziwne?-spytałem i usiadłem na łóżku.
-Nie pojmuję cię... Najpierw chcesz buzi, a potem wyglądasz jakbyś w ogóle się tego nie spodziewał.-stwierdziła Andzia.
-No bo się niespodziewałem.-oznajmiłem jej.
-No to dostałeś niespodziewajkę.-mruknęła tylko i przewróciła oczami.
-Jej!-wykrzyknąłem uradowany.
Dedykacja dla mnie! Ech... No doooobra... Dla każdego kto to czyta (pominę twoje określenie badziewie, bo to totalna nieprawda). I nie skracaj tych rozdziałów. Są zajebistościowobombowe (nie ma to jak wymyślanie nowych słów). Najbardziej to ja lubię Karolinę, a skoro jesteśmy przy Karolinie to... JA PIERDYKAM... Zarolina wymiata po całości! <3
OdpowiedzUsuńNo i nie ma to jak wymiana zdań Angeliki i Loisa. Ogółem rzecz biorąc po prostu KOCHAM. :-)
Andziu dziękuje za dedykację<3 Opowiadanie jest zajebiste:)
OdpowiedzUsuńAaa, Karolinka użyła słowa "zajebiście", afdjbndkjgb <3
OdpowiedzUsuńDobra, joking. Ja też dziękuję za dedykację, huhu!
Wymyśliłam połączenie Louisa and Andzi ---Lodzia-- Lo od louisa a dzia od Andzia .< 33 Koffciam <3
OdpowiedzUsuńLe Patrycja geniusz. xp <3
Usuń