niedziela, 20 maja 2012

Rozdział Jedenasty


* z perspektywy Angeliki *

-ZA GODZINĘ MAMY LOT!-darł się ktoś z dołu, a ja natychmiast poderwałam się na równe nogi. Spojrzałam jeszcze na zegarek i ujrzałam godzinę 7:50. Szybko zgarnęłam przygotowane wczoraj ubrania i pobiegłam do łazienki, która na całe szczęście była wolna. Szybko się ogarnęłam i przebrałam. Pobiegłam jeszcze do pokoju po moją walizkę, a po chwili stałam w salonie zwarta i gotowa.
-Gdzie reszta?-zapytałam biegającą po salonie Kingę, która najwyraźniej czegoś szukała.
-Agata jeszcze się ogarnia, a Ala i Karotka są już u chłopaków.-odparła mi szybko Kidżi, a ja pokiwałam głową ze zrozumieniem. Wzięłam moją walizkę i udałam się do domu chłopaków, a tak właściwie to przed ich dom gdzie stała cała nasza banda.
-Hej!-krzyknęłam do nich uśmiechnięta.
-Cześć.-odparli mi chórkiem.
-Gdzie mam upchnąć tą walizkę?-zapytałam wskazując na mój bagaż.
-Wrzuć do samochodu Louisa, bo u mnie nie ma już miejsca. A tak poza tym to będziesz jechać samochodem razem z Lou, Zaynem, Karotką i Agą.-oznajmił mi Li, a ja odpowiedziałam mu uśmiechem. Wsadziłam walizkę do bagażnika i razem z innymi czekałam na Kingę i Agatę. Po pięciu minutach dziewczyny zjawiły się na miejscu i wszyscy ruszyliśmy na lotnisko. Dotarliśmy tam w niecałe 15 minut, ale za to cali poobijani, bo Louis niestety nie trzymał się przepisów drogowych.
-Kiedyś ci się odpłacę za tą jazdę.-powiedziałam złowrogim tonem.
-Nie boję się.-odparł mi uśmiechnięty Lou, a ja przewróciłam oczami. Przeszliśmy dość szybko przez odprawę i siedzieliśmy już w samolocie.
-Mam nadzieję, że dość szybko tam dolecimy.-powiedział siedzący obok mnie Lou.
-Ja też mam taką nadzieję, bo nie chcę się męczyć z tobą w tym samolocie.-odburknęłam mu i westchnęłam cicho.
-Jak to? Już mnie nie lubisz?-zapytał szatyn robiąc smutną minkę.
-Wybacz, ale tak bywa... Life is brutal and full of zasadzkas.-powiedziałam i zaśmiałam się.
-And full of what?-zapytał zdziwiony Louieh.
-Nieważne.-mruknęłam tylko i uśmiechnęłam się lekko.
-A powiedz do mnie coś po polsku.-poprosił Lou.
-Hmm... No to niech będzie na przykład marchewka.-powiedziałam w moim ojczystym języku.
-Nie powtórzę tego. Powiedz jak jest po polsku kocham cię.-oznajmił uśmiechnięty chłopak.
-Kocham cię.-odparłam.
-Kotjam tje.-powtórzył nieudolnie Louie, a ja roześmiałam się głośno.
-Kocham cię.-powtórzyłam po polsku.
-Kokam cie.-wydukał, a ja poklepałam go po ramieniu.
-Coraz lepiej.-stwierdziłam z uśmiechem, a Louis wyszczerzył się wesoło i dalej próbował powtarzać wyrażenie kocham cię. Za jakimś 1845338538928 razem udało mu się powtórzyć to dobrze i jarał się tym jak pochodnia.
-Umiem mówić po polsku! Umiem mówić po polsku! Słyszeliście chłopaki?! Umiem mówić po polsku!-darł się Tomlinson.
-Tak Lou, słyszeliśmy. To skoro się tak chwalisz to może powiedz nam czego się nauczyłeś?-zapytał Liam i uniósł jedną brew ku górze.
-Kocham cię!-powiedział Lou z śmiesznym akcentem.
-Brawo Louis. Nauczyłeś się jednego słowa w pół godziny.-skwitowała z sarkazmem Kinga.

* z perspektywy Karoliny *

-Pytam po raz kolejny... Dlaczego musieli mnie posadzić akurat z tobą?-ponownie zaczęłam narzekać na moje miejsce siedzenia. Co jak co, ale dlaczego akurat mnie skazali na tak wielkie i bolesne katusze, oraz śmierć w męczarniach poprzez siedzenie obok Harrego Stylesa? Kiedyś na samą myśl o tym, że mogłabym go poznać byłabym niezmiernie szczęśliwa, a teraz siedzenie z nim przez kilka godzin obok siebie jest dla mnie czymś w rodzaju najgorszej kary. Nie ma nikogo bardziej dziwnego od Hazzy. Wolę nawet kiedy Lou i Andzia bawią się w detektywów, bo przynajmniej nie wyrządza to większych szkód na psychice.
-Musieli cię posadzić akurat ze mną, bo każdy był szybszy od ciebie w zajęciu miejsca z kimś innym.-znowu usłyszałam od loczka tą samą odpowiedź. Już od około 40 minut odpowiada mi tak samo, a do mnie wciąż nie może dotrzeć dlaczego ja...
-Ale dlaczego?-zapytałam zawiedziona i westchnęłam głośno.
-Dlatego, że...-zaczął mówić Harry, ale ja zatkałam mu usta ręką.
-To było pytanie retoryczne na które nie wymagam odpowiedzi, więc z łaski swojej siedź cicho do końca lotu.-powiedziałam i wyjrzałam przez okienko w samolocie. Po chwili poczułam na sobie czyjś oddech, więc szybko spojrzałam w bok. Harry wychylił się w moją stronę by pooglądać sobie widoki za oknem.
-Ekhem...-odchrząknęłam znacząco, a on tylko spojrzał na mnie, uśmiechnął się i ponownie zaczął wpatrywać się w okno. Odepchnęłam go dość mocno tak by usiadł na swoim miejscu.
-To nie fair. Ja też chcę miejsce od okna.-mruknął niezadowolony loczek.
-To się z kimś zamień... Błagaaaaam.-powiedziałam i westchnęłam cicho.
-Kto chce się ze mną zamienić miejscami?-zapytał Harry, ale niestety nikt się nie zgłosił. No, a jakże by inaczej. Najlepiej zwalić najgorsze na mnie i będzie okej, bo w końcu co mi tam, nie? Ja to jestem twarda i wytrzymam z idiotami... Może i tak, ale naprawdę wolałabym posiedzieć sobie na przykład z Angeliką, albo z Kingą, albo z kimkolwiek innym.
-Daleko jeszcze?-zapytałam siedzącego przede mną Zayna.
-Wydaje mi się, że tak, bo niedawno wystartowaliśmy.-odparł mi brunet, a ja z niezadowoleniem oparłam się o siedzenie. Zamknęłam oczy i postanowiłam, że spróbuję zasnąć. Może wtedy czas szybciej mi zleci. Po kilku minutach odpłynęłam...

***

-Jesteśmy na miejscu.-oznajmiłam zaraz po wyjściu z taksówki.
-To jest twój dom?-zapytał nieco zdziwiony Harry.
-Tak. Właśnie to jest mój dom.-odparłam lustrując wzrokiem moje stare miejsce zamieszkania. Nic się nie zmieniło. Piękny, biały, dwupiętrowy domek jednorodzinny z dużym ogródkiem. Nawet moja psina cały czas lata po dworzu! Szybko wbiegłam do ogródka i przywitałam się z psem.
-No hej malutki.-powiedziałam i pogłaskałam go po łebku.
-A ten twój pudelek to nie gryzie?-zapytał ze śmiechem Liam.
-Jak będziesz się z niego naśmiewał to cię dziabnie. On zna komendę bierz go, uwierz mi.-powiedziała Angelika zachowując pełną powagę. Li natychmiastowo pobladł, a ja wybuchnęłam niekontrolowanym napadem śmiechu.
-Karolina!-usłyszałam nagle znajomy głos mojej matki. Ta natychmiastowo podbiegła do mnie i uściskała mnie mocno.
-Hej mamuś. Miło cię widzieć.-powiedziałam i odwzajemniłam uścisk.
-Dzień dobry.-powiedziały chórkiem dziewczyny.
-Witajcie.-powiedziała moja mama wypuszczając mnie z uścisku.
-Dziewczyny już znasz, a to jest Harry, Liam, Niall, Zayn i Lou... Ej... Gdzie jest Louis?-zapytałam nagle rozglądając się po podwórku.
-Nie ma go tu?-zapytała zdziwiona Angelika.
-Widział go ktoś może?-zapytał Hazza i zaczął okrążać podwórko. Wszyscy poszliśmy w jego ślady i okrążyliśmy cały ogródek, ale nigdzie go nie było.
-Mam wam coś do powiedzenia...-zaczęła uśmiechnięta Andzia.
-No to mów!-ponagliłam ją.
-LOUIS ZOSTAŁ NA LOTNISKU!-wydarła się szatynka, a my wszyscy popatrzyliśmy na siebie ze zdziwieniem. Jak mogliśmy go zapomnieć? Czuję się normalnie jak rodzina tego Kevina, którego zostawili samego w domu.
-Mamo musimy jechać na lotnisko.-powiedziałam szybko do swojej rodzicielki kiedy ponownie znaleźliśmy się pod domem.
-Może tata Angeliki was zawiezie.-skomentowała moja mama.
-Andzia mogłabyś zadzwonić do swojego taty?-zapytała Kinga.
-Nie ma takiej potrzeby. Jest u nas.-powiedziała Anna (czyli innymi słowy moja mama) i weszła do domu. Po chwili z domu wyszli rodzice Angeliki wraz z moimi rodzicami i braćmi.
-Tato! Musisz nas szybko zawieźć na lotnisko!-krzyknęła Andzia i potrząsnęła swoim ojcem.
-Spokojnie... Po co chcecie tam jechać?-zapytał pan Dominik (tak właśnie ma na imię jej tata).
-Po prostu nas zawieź! To długa historia.-wyjaśniła po krótce Angela.
-To kto ma jechać niech wsiada.-powiedział jej tata i otworzył samochód. Do środka wsiadłam ja, Andzia, Harry i Aga. Ruszyliśmy z podjazdu z piskiem opon i jechaliśmy w stronę lotniska. Kiedy dotarliśmy na miejsce natychmiastowo wybiegliśmy z auta i rozpoczęliśmy poszukiwania Lou.

* z perspektywy Angeliki *

No pięknie... Louis pierwszy raz poleciał do Polski, a tu taka przygoda go czekała. Cały czas się zastanawiam dlaczego nikt nie zauważył, że go nie ma. Może byliśmy po prostu za bardzo podekscytowani tym całym wyjazdem? Ugh... Nie ważne dlaczego, ale ważne jest to, że będę się tym zadręczać przez dłuuugi czas. A tak poza tym to czemu on do nas nie zadzwonił? Przecież mógłby zadzwonić i powiedzieć nam, że o nim zapomnieliśmy... Moje rozmyślania przerwał znajomy głos.
-Patrzcie! Tam jest!-krzyknęła Karotka i wskazała na miejsce w którym stał dobrze znany mi szatyn.
-Louis!-wykrzyknęłam i pędem rzuciłam się w jego stronę. Kiedy tylko do niego dobiegłam skoczyłam na niego i mocno go przytuliłam, a tym samym doprowadziłam do jego upadku.
-Zaraz mnie zabijesz tą swoją radością.-wydukał roześmiany Louie, a ja jeszcze mocniej go przytuliłam.
-Nawet nie wiesz jak się bałam gdy tylko domyśliłam się, że zostałeś na lotnisku.-oznajmiłam oburzona i pomogłam mu wstać.
-Louie!-usłyszałam nagle głos Harrego. Podbiegł do nas i przytulił mocno szatyna.
-Nasza zguba się znalazła.-skomentowała roześmiana Karolina.
-Ale teraz wracajmy już do samochodu, bo tata Angeliki tam na nas czeka... A tak przy okazji... Jak macie zamiar pomieścić się w pięcioosobowym samochodzie?-zapytała Aga i uniosła jedną brew ku górze. Wszyscy popatrzyliśmy na siebie jak na idiotów. Nie no po prostu zajebiście. Najpierw zostawiliśmy Lou na lotnisku, a teraz zabraknie nam miejsca w samochodzie. Czy może zdarzyć się jeszcze coś gorszego?!
-Ktoś zagrzeje sobie miejsce na kolanach, a teraz już chodźmy.-powiedziałam i ruszyłam w stronę wyjścia. Po kilku minutach znaleźliśmy się przy samochodzie.
-Tato to jest Louis.-powiedziałam i wskazałam na stojącego obok mnie chłopaka. Tata przywitał się z nim i podał mu rękę.
-No to teraz Andzia wskakuj Louisowi na kolanka i jedziemy.-powiedziała uśmiechnięta Karotka. Mój tata bez słowa zjechał ją wzrokiem, a ta natychmiastowo wskoczyła do auta i usiadła na kolanach Harremu. Zaśmiałam się głośno po czym usiadłam na przednim siedzeniu. Po kilku sekundach ruszyliśmy i ponownie jechaliśmy do domu Karoliny. Kiedy dotarliśmy na miejsce każdy przywitał nas ciepło i ostatecznie przedstawiliśmy sobie każdego. Potem zasiedliśmy wszyscy w salonie i oglądaliśmy jakiś film.
-Psst... Gdzie tu jest łazienka?-zapytał mnie szeptem Lou, a ja zaśmiałam się cicho.
-Zaraz obok pokoju w którym śpisz.-odparłam mu.
-A gdzie jest pokój w którym śpię?-zapytał, a ja strzeliłam facepalma.
-Musisz wejść na górę iść prosto, potem w lewo i pierwsze drzwi po prawej to twój tymczasowy pokój.-wyjaśniłam szybko i machnęłam ręką nadal wpatrując się w telewizor.
-Eee... Tak.-powiedział chłopak kiwając głową.
-Ech... Wstawaj to cię zaprowadzę.-powiedziałam tylko i bez żadnego więcej słowa wyjaśnienia udałam się na górę. Lou cichutko szedł za mną aż pod samą łazienkę.
-Dziękuję.-powiedział i szybko zamknął się w toalecie.
-Mam tu czekać, czy mogę sobie iść?-spytałam od niechcenia.
-Czekaj.-usłyszałam tylko krótką odpowiedź i usiadłam sobie przy drzwiach od łazienki... Ciekawa jestem jak dalej potoczy się ten wyjazd. Jutro pewnie pojedziemy sobie pozwiedzać, ale musimy jeszcze ustalić co im pokażemy, bo przecież nie pojedziemy sobie od tak na Warszawę i nie będziemy po niej błądzić. Po kilku minutach uśmiechnięty chłopak wyszedł z łazienki i obydwoje zeszliśmy na dół zająć swoje wcześniejsze miejsca. Kiedy film się skończył każdy rozszedł się do swoich pokoi. Ja miałam pomieszkiwać sobie przez jakiś czas z Karoliną co szczerze mówiąc było mi na rękę... Niestety obok nas mają pokój Kinga i Niall, a nigdy nie wiadomo co oni będą tam w nocy wyprawiać. Nie to, że ja coś sugeruję... Po prostu kojarzę fakty i tyle. Usiadłam sobie na łóżku, a Karotka poszła do łazienki się umyć. Po chwili ktoś zapukał do drzwi.
-Właź.-mruknęłam tylko pod nosem jednak na tyle głośno by osoba za drzwiami mogła to usłyszeć.
-Hejo.-powiedział Lou, który zaraz potem usiadł obok mnie na łóżku.
-No witaj, witaj... Co cię tu sprowadza?-zapytałam i uśmiechnęłam się lekko.
-Yyy... No bo Harry mnie wygonił z pokoju tak zupełnie bez powodu.-powiedział Lou i zrobił sumtną minkę.
-A co zrobiłeś?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
-Przecież powiedziałem, że tak zupełnie bez powodu.-odparł oburzony szatyn.
-Skoro mówisz, że bez powodu to znaczy, że coś przeskrobałeś, więc gadaj, albo wypad.-powiedziałam i wskazałam palcem na drzwi.
-No dobra... Powiem tylko, że dolałem do jego szamponu różowej farby.-odparł Louie, a ja zaśmiałam się.
-Ty to masz pomysły.-skomentowałam tylko i pokręciłam głową z niedowierzaniem.
-Bo mi się nudziło i to nie jest moja wina. Teraz Hazziątko zamknęło się na cztery spusty i nie chce mnie wpuścić do pokoju. Mówi, że mam spać na podłodze przed drzwiami.-wyjaśnił smutny Louis.
-Tak bywa. Pies utonął kamień pływa.-stwierdziłam i wzruszyłam ramionami.
-Ale ja nie chcę spać na podłodze!-mruknął niezadowolony chłopak.
-No chyba nie myślisz, że będziesz spał ze mną?-spytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Tak właściwie to na to liczyłem.-odpowiedział mi i wygiął usta w podkówkę.
-Są tu dwa łóżka, więc możesz spać na jednym, a ja się jakoś zmieszczę z Karotką.-powiedziałam i westchnęłam cicho.
-Ale ja nie lubię spać sam.-mruknął oburzony chłopak.
-To weź sobie pluszaka.-odparłam i rzuciłam w niego miśkiem, który stał na szafce obok mnie.
-Ale ja nie chcę spać z misiem.-oznajmił i zmarszczył czoło.
-To ja już nie wiem czego ty chcesz!-krzyknęłam i spojrzałam na niego spod byka.
-No bo ja chcę spać z człowiekiem.-odpowiedział mi zachowując pełną powagę.
-To idź i przeproś Harrego.-rzuciłam od niechcenia i przewróciłam oczami.
-Ale on mi nie wybaczy. Śpij ze mną.-powiedział i spojrzał na mnie proszącym wzrokiem.
-No chyba śnisz.-powiedziałam i prychnęłam głośno.
-No właśnie jeszcze nie, bo nie mam z kim spać.-oznajmił mi, a ja strzeliłam facepalma.
-Nie będę z tobą spać, bo wyjdę na idiotę.-mruknęłam pod nosem.
-Nieprawda. Harry zawsze ze mną śpi.-odparł mi pewnie.
-No i już każdy mówi, że jest z nim coś nie teges.-powiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Ale ja jestem fajny.-ciągnął dalej swoje paplaniny Lou.
-Ja w to wierzę i ty w to wierzysz, ale niestety reszty to nie przekonuje.-odpowiedziałam mu. Nagle Karolina weszła do pokoju i uśmiechnęła się do nas.
-A co ty tu robisz Louisku?-zapytała słodkim głosikiem i uśmiechnęła się.
-Nikt nie chce ze mną spać.-mruknął oburzony Lou.
-No to śpij sobie z Andzią.-rzuciła Karolina i poruszyła brwiami.
-No ja właśnie po to tu jestem, ale ona nie chce.-odpowiedział Lou i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Karolina otworzyła buzię ze zdziwienia, a potem wyszczerzyła się szeroko.
-No Andziu ty moja kochana... Śpij z kolegą, bo nie będzie mógł biedaczek zasnąć.-powiedziała i poklepała mnie po ramieniu.
-Nie!-wykrzyknęłam oburzona i zaczęłam wymachiwać rękami.
-No prosimy.-jęknęła Karotka i zrobiła minę zbitego psiaczka.
-A tobie co tak na tym zależy małpo?-zapytałam jej i zmarszczyłam czoło.
-Mi po prostu zależy na dobrym śnie innych ludzi.-odpowiedziała i zrobiła minę a'la super bohater.
-Ta. Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę.-odpowiedziałam jej i prychnęłam głośno.
-Śpij ze mną, bo nie będę mógł zasnąć i ci tego nie wybaczę, a poza tym do końca życia będę ci wypominał to, że zostawiliście mnie na lotnisku. Już zapomniałaś?-spytał Lou i spojrzał na mnie z zawodem.
-Ugh! Nienawidzę was wy dwa idiotyczne poteflony! Idę się umyć i zaraz wracam, a ty masz już leżeć w łóżku i nie odezwać się nawet słowem... Zrozumiano?!-zapytałam podenerwowana, a Louieh pokiwał twierdząco głową i podbiegł do drugiego łóżka. Zgarnęłam z walizki moją piżamę i udałam się do łazienki, która niestety, ale była przez kogoś zajęta.
-Długo jeszcze?-zapytałam waląc w drzwi.
-Nie. Zaraz wychodzę, ale jak chcesz to możesz wejść.-usłuyszałam odpowiedź zza drzwi.
-Uwierz mi Harry, że nie chcę... A tak poza tym to nie mógłbyś przyjąć Lou spowrotem do pokoju?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-W sumie to mógłbym.-powiedział wychodząc z łazienki.
-Dzięki! Kocham cię!-powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję.
-O... Fajnie.-mruknął tylko pod nosem, a ja zaśmiałam się. Weszłam do łazienki i szybko umyłam się, oraz przebrałam w piżamę. Kiedy tylko byłam gotowa do spania wyprułam z łazienki jak z procy i raz dwa znalazłam się w pokoju Karoliny.
-Harry powiedział, że możesz...-zaczęłam mówić, ale po chwili przerwałam widząc, że Louis najprawdopodobniej już śpi.
-Skoro zasnął to położę się z tobą.-powiedziałam do Karoliny, która też leżała już w łóżku.
-Idź do niego.-odparła mi szatynka i uśmiechnęła się.
-Nie.-odpowiedziałam i położyłam się obok niej.
-No cóż... Dobranoc.-powiedziała Karolina i przekręciła się na drugą stronę. Odpowiedziałam jej tym samym, a po chwili zasnęłam.

* z perspektywy Karoliny *

Obudziłam się rano i ziewnęłam przeciągle. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Obok mnie nie było już Angeliki. Czyżby już wstała? Spojrzałam na zegarek i ujrzałam, że jest już godzina 8. Zerknęłam na drugie łóżko gdzie wcześniej spał Louis, ale jego też nie było. Hmm... Nieco to dziwne biorąc pod uwagę to, że zawsze oni wstają najpóźniej. No nic... Przygotowałam sobie ubrania i ruszyłam dobrze znaną mi drogą do łazienki.
-Dzięki za śniadanie.-powiedział nagle Zayn, który znikąd zjawił się obok mnie.
-Oh... Emm... Yyy... Taaak.-powiedziałam nieźle zdziwiona i pokiwałam głową. Brunet odszedł ode mnie z uśmiechem, a pierwsze co mi przyszło w tym momencie na myśl to Andzia i Louis. Szybko weszłam do łazienki i w pełni się ogarnęłam, by potem zejść na dół do kuchni gdzie Niall przygotowywał jedzenie, a Andzia i Lou siedzieli sobie przy stole i rozmawiali.
-Andzia mam do ciebie takie jedno, małe pytanko... Zrobiłaś jakieś śniadanie Zaynowi?-spytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-To Louis!-wykrzyknęła szybko dziewczyna i wskazała na szatyna.
-Tak, to ja.-odparł Louieh i wzruszył ramionami.
-Aha.-skomentowałam tylko i potrząsnęłam głową-A ty co szykujesz Niallerku?-zapytałam blondyna, który układał jedzenie na srebrnej tacy. Tak przy okazji to nawet nie wiedziałam, że w moim domu znajduje się takowa, ale okej.
-Ja szykuję śniadanie dla Kingi. Mam plan na cały poranek.-odpowiedział mi nasz farbowany żarłok i wyszczerzył się szeroko.
-Plan na cały poranek? Tylko bez głośnych jęków, proszę.-powiedział Lou i uśmiechnął się złowieszczo.
-Ha ha ha...-odparł mu z sarkazemem Niall i dalej przygotowywał jedzenie.
-A gdzie reszta?-zapytałam po chwili.
-Zayn jeszcze śpi.-odpowiedział mi Lou.
-Ale ja pytałam o wszystkich, a nie o Zayna.-skomentowałam tylko i przewróciłam oczami.
-Może i powiedziałaś reszta, ale i tak chodziło ci głównie o niego... Idź go obudzić i powiedz, że ja ci kazałem. Wszystkie chwyty dozwolone.-rzucił Louie i mrugnął do mnie. Spojrzałam na niego spod byka i z wielce, wielkim fochem udałam się po schodach na górę. Mimo wszystko postanowiłam jednak obudzić Zayna. Skoro będę mogła zwalić wszystko na Louisa to czemu by nie skorzystać, co nie? Udałam się do łazienki i nalałam do miski zimnej wody. Podniosłam ją i z trudem dotargałam do pokoju w którym spał brunet. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Bez chwili zastanowienia wylałam na niego całą wodę, a ten poderwał się z łóżka jak oparzony.
-Czy ty się z głupim przez szybę macałaś?!-wykrzyknął Zayn patrząc na mnie ze złością.
-Lou kazał mi cię obudzić.-odpowiedziałam szybko i wyszczerzyłam się.
-Skoro już mnie obudziłaś to należy ci się kara.-powiedział brunet.
-Nieee... Po co się będziesz wysilał jakimiś karami.-powiedziałam i machnęłam ręką siadając na łóżku. Chłopak przewrócił mnie na plecy, usiadł na mnie okrakiem i mocno mnie przytulił.
-Ej! Jestem mokra!-warknęłam oburzona.
-I o to chodziło.-odpowiedział mi mulat z wielkim uśmiechem. Po chwili odsunął się nieco ode mnie i zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam mu się wyrywać i krzyczeć, żeby przestał, ale to nie działa. Gdy zaczął mnie łaskotać po szyi myślałam, że dostanę szału. Nienawidzę gdy ktoś dotyka mojej szyi mam straszne łaskotki!
-Nie, przestań! Błagam Zayn!-pisnęłam wykręcając głowę na wszelkie możliwe sposoby.
-A co będę z tego miał?-zapytał chłopak nachylając się nade mną i patrząc mi prosto w oczy.
-N... Nie wiem.-wydukałam zatracając się w jego spojrzeniu. Ach... Mówiłam kiedyś jakie on ma piękne oczy? I w ogóle on jest taki... idealny. Można powiedzieć, że nawet zbyt idealny, ale nic nie szkodzi.
-No to ja nie wiem czy przestanę.-powiedział tylko i wzruszył delikatnie ramionami. Uniosłam nieco swą głowę i pocałowałam go. O mój Boże! Ja to zrobiłam?! Nie, nie, nie, nie, nie! Niech to będzie tylko głupi sen... Przecież ja wyjdę na totalną idiotkę! Teraz jedyne czego bym sobie życzyła to zniknęcie z powierzchni ziemi... O dziwo Zayn nie odepchnął mnie, a co więcej można powiedzieć, że odwzajemnił mój nagły pocałunek. Po dosłownie kilku sekundach postanowiłam odsunąć się od niego, lecz on przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i kontynuował pocałunek. Poczułam jak jego ręce błądzą po moich plecach i... W tymże właśnie momencie jak zwykle ktoś musiał wparować do pokoju. Już przygotowywałam się na serię pytań od któregoś z naszych "cudownych" przyjaciół, kiedy to w drzwiach ujrzałam dobrze znaną sylwetkę mojej mamy. Wraz z Zaynem natychmiast poderwaliśmy się na równe nogi i spoglądaliśmy na siebie z przerażeniem. Moja mama tylko zaśmiała się pod nosem i wyszła z pokoju ponownie zostawiając nas samych. Usiadłam ponownie na łóżku i odetchnęłam głęboko. Teraz już wiem, że wolałabym by do pokoju wszedł ktoś z naszych przyjaciół niż moja matka.
-Może po prostu udawajmy, że nic się nie stało.-mruknęłam niepewnie i spojrzałam się na Zayna, który najwyraźniej nie był zadowolony moim pomysłem.
-Taak, pewnie... Jeszcze chwila i bym cię tu przeleciał, ale okej przyjaciółeczko! Nic się przecież nie stało. Chodźmy na dół, zjedzmy coś, puknijmy się i idźmy spać, bo to całkowiecie normalne.-powiedział brunet uśmiechając się sztucznie.
-A co masz zamiar zrobić?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Po prostu zacznijmy od nowa.-mruknął chłopak.
-Od nowa to znaczy?-zapytałam i zmarszczyłam lekko czoło. On tylko uśmiechnął się i poruszył brwiami zalotnie, a ja pokręciłam głową i zaśmiałam się cicho.
-Idiota.-stwierdziłam i z uśmiechem wyszłam z pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz