niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział Dwudziesty Trzeci

* z perspektywy Louisa *

-Nadal nie mam pojęcia jak udało ci się mnie na to namówić, wiesz?-powiedział Liam idąc tuż za mną po szkolnym korytarzu.
-Ma się ten dar przekonywania.-odparłem uśmiechając się szeroko.

-Liaaaaam... Nudzę się Dlaczego oni nas zostawili?-zapytałem opadając obok niego na kanapę.
-Zawsze możemy porozmawiać.-stwierdził chłopak i odwrócił się w moim kierunku z uśmiechem wymalowanym na twarzy.
-No błagam cię... Ja chcę pozbyć się nudy, a nie zanudzić się na śmierć.
-Dzięki za szczerość Lou.-mruknął z sarkazmem odwracając się ode mnie i prychając cicho. No co? Byłem przynajmniej szczery, nie?
-Chodźmy po dziewczyny i Harry'ego. Z nimi nigdy nie jest nudno.-powiedziałem z entuzjazmem spoglądając na Liama.
-Ale oni kończą lekcje dopiero za kilka godzin.
-No i co w związku z tym?
-Masz zamiar po prostu wparować tam i zabrać ich ze szkoły?-zapytał chłopak unosząc jedną brew ku górze.
-Nie... My mamy taki zamiar.-odparłem uśmiechając się i poruszając brwiami.
-O nie. Nie, nie, nie, nie, nie... Nie dam się w to wrobić.-powiedział Li wymachując rękami.
-Po co ja w ogóle ci to mówiłem? Przecież to logiczne, że ty jesteś zbyt drętwy by tam ze mną iść. Ba! Ty się po prostu boisz tam iść.
-Pff... Ja się nie boję.
-To udowodnij. Pójdziesz?-zapytałem unosząc jedną brew ku górze. Wiem, że teraz się zgodzi. Takim sposobem przekonywałem Liama do zrobienia wielu dziwnych rzeczy. To nigdy nie kończyło się dobrze, ale cały czas warto próbować.
-Ale...
-Ha! Wiedziałem.
-No dobra! Idziemy!-wykrzyknął chłopak i podniósł się z kanapy z determinacją wymalowaną na twarzy.

 Dalej szliśmy przez szkolny korytarz zaglądając do wszystkich sal po kolei i sprawdzając czy nie ma tam przypadkiem dziewczyn, bądź też Harry'ego.
-Lou...-powiedział cicho Liam-Tutaj!
Podszedłem do niego i zajrzałem do środka sali. W trzeciej ławce od okna siedział Harry w towarzystwie jakiegoś dziwnego gostka w okularkach. Sądząc po rozłożonej mapie świata i rzeczach powypisywanych na tablicy loczek miał właśnie geografię. Jego nauczycielka nie wyglądała na zbyt miłą i gdy tylko spojrzała w stronę drzwi zamknęliśmy je szybko i niewiele myśląc odbiegliśmy od nich udając się w stronę szafek. Słysząc dźwięk otwierających się drzwi od razu pociągnąłem Liama za rękę i wpadliśmy do szkolnej łazienki. Rozglądając się wokoło można było stwierdzić iż jest to ta damska toaleta. Świetnie.
-Jeśli ona tu wejdzie to cię zabiję. Jeśli ktokolwiek tu wejdzie to cię zabiję.-wycedził Li przez zaciśnięte zęby. Ja tylko kiwnąłem głową. Przesiedzieliśmy tak w ciszy około dwie minuty po czym domyślając się, że ów straszna nauczycielka nas nie szuka wyszliśmy z pomieszczenia ponownie znajdując się na korytarzu.
-A nie moglibyśmy po prostu poczekać do przerwy i wtedy ich złapać?-spytał szatyn, a ja pokiwałem przecząco głową.
-Wydaje mi się, że w tej szkole są przynajmniej cztery nasze fanki, a to już spowolniłoby nasze działania. Nie możemy czekać.
-To co masz zamiar zrobić?
-Musimy jakoś wywabić ją z sali, a wtedy wkroczę ja i zabiorę Harry'ego.-powiedziałem, a Liam spojrzał na mnie z niezbyt zadowoloną miną.
-I że niby ja mam wywabić ją z tej sali?-spytał unosząc jedną brew ku górze, a ja uśmiechnąłem się i pokiwałem twierdząco głową.
-Jak? Powiedz mi, jak?
-Możemy przebrać cię za woźnego. Albo po prostu wejdziesz i powiesz, że wzywa ją dyrektor, czy coś.
-Jesteś idiotą. Ona chyba wie, że ja nie uczęszczam do tej szkoły, ani nie jestem żadnym jej pracownikiem.
-No to wymyśl coś lepszego geniuszu.-burknąłem, skutecznie uciszając go. Ponownie udaliśmy się pod salę w której Hazz miał geografię i po prostu staliśmy przed drzwiami zastanawiając się co można by zrobić. Mi jednak do głowy nie przychodził już żaden pomysł nie licząc tego poprzedniego. Albo...
-Mam plan!-pisnąłem zwracając na siebie uwagę Liama. Ten spojrzał na mnie pytająco, a ja po prostu otworzyłem szeroko drzwi i wepchnąłem go do środka. Pewnie mnie zabije, ale ten plan wydał mi się najbardziej odpowiedni. Ja natomiast oddaliłem się od drzwi ponownie chowając się w toalecie (tym razem tej męskiej, żeby nie było). Po chwili Liam wyszedł z sali w towarzystwie nauczycielki loczka. Obydwoje udali się do pokoju dyrektora, a ja niewiele myśląc opuściłem miejsce mojej kryjówki i wbiegłem do sali geograficznej. Kiedy znalazłem się w środku wszyscy umilkli wbijając we mnie swoje zdziwione spojrzenia, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
-No cześć wam wszystkim. Ja tu tylko na chwilę, bo nudziło mi się w domu.-powiedziałem i wzruszyłem ramionami.
-Musiałeś wciągać Liama w kolejny swój "cudowny" plan?-zapytał Harry robiąc palcami cudzysłów w powietrzu.
-Oczywiście, że tak. Nie moja wina, że Niall i Zayn zostawili go ze mną. A teraz wybaczcie mi wszyscy tu zebrani, ale będę musiał pozbawić was towarzystwa tego oto chłopaka, ponieważ właśnie mam zamiar go porwać.-oznajmiłem głośno i podszedłem do ławki loczka zgarniając go za ramię i ciągnąc w stronę wyjścia z sali. Harry zaczął się szarpać i mówić coś o tym, żebym go puścił, bo jestem głupi, ale ja nie zwracałem na to większej uwagi. Kiedy wreszcie wyszliśmy z sali puściłem Harry'ego, a ten warknął głośno.
-Jesteś głupi, Lou. Głupi, głupi, głupi... Ta nauczycielka i tak mnie nienawidzi, a ty musiałeś mnie jeszcze siłą wyciągać z jej lekcji. Genialnie. No i przez ciebie jeszcze Liam zrobił z siebie głupka, wiesz?-spytał Hazz, a ja pokiwałem przecząco głową.
-Na pewno nie poszło mu źle. Biorąc pod uwagę, że ta cała akcja z nim w roli głównej nie była zaplanowana.
-Jak to nie była zaplanowana?
-No tak to. Ja po prostu wepchnąłem go do sali. Stwierdziłem, że jak już tam będzie to coś wymyśli.-odparłem, a Styles spojrzał na mnie jak na jakieś dziecko specjalnej troski. Mój pomysł wypalił, więc nikt nie powinien się mnie czepiać. No chyba, że Liam, bo wydaje mi się, że mimo wszystko ma do tego prawo. W końcu wystawiłem go na pożarcie. Oczywiście w przenośni, ale chyba każdy załapał o co mi chodzi.
Nagle drzwi od pokoju dyrektora się otworzyły. Spanikowałem i ciągnąc Harry'ego za rękę wpadłem do sali naprzeciwko w której jak się okazało lekcje miały dziewczyny. Oczy wszystkich ludzi zgromadzonych w sali skierowały się na naszą dwójkę
-Umm... My tak tylko na chwilę. Nie musicie zwracać na nas uwagi. Już wychodzimy.-stwierdziłem po czym otworzyłem drzwi i wystawiłem przez nie głowę. Na korytarzu stał teraz już tylko Liam i rozglądał się najprawdopodobniej szukając naszej dwójki.
-Przepraszamy za najście.-mruknąłem jeszcze po czym wyszedłem z sali i podbiegłem do Liama.
-Jesteś skończonym idiotą!-warknął Li i uderzył mnie pięścią w ramię.
-Ouch... Okej, okej. Przepraszam za tą akcję, ale musiałem coś wymyślić.-stwierdziłem zakrywając się na wszelki wypadek rękami.
-Co macie zamiar zrobić teraz?-spytał Hazza.
-No jak to co? Zabieramy dziewczyny!-powiedziałem zadowolony.
-To nie będzie łatwe.-stwierdził Li.
-Dlaczego nie? Wiem w jakiej sali mają lekcje, a to już połowa sukcesu.
-Tylko trzeba jeszcze mieć jakiś dobry plan, by je stamtąd wyciągnąć. I tym razem proszę, Lou... Nie wpychaj mnie do sali licząc na to, że nagle wymyślę coś sensownego.
-Dobra. A więc macie jakieś pomysły?
-Hmm... Można by włączyć alarm pożarowy. Wtedy wszyscy uczniowie wyszliby ze swoich sal, a my moglibyśmy zniknąć. Z początku nikt by nie zauważył.-wtrącił Harry.
-Ale potem mielibyśmy duże problemy. To znaczy... Nie tyle my, co raczej wy. Bo w końcu my nie chodzimy do tej szkoły.-stwierdził Liam.
-Fakt.-mruknął Harry marszcząc czoło i zamyślając się.
-Może wyślemy jednej z nich sms-a? Powie, że chce iść do łazienki i wyjdzie.
-Ale to zadziała tylko na jedną, no góra dwie z nich. Co z resztą?-spytał Harry.
-No razem z nią wymyślimy coś sensownego.-powiedziałem. Chłopcy zamyślili się, ale po chwili pokiwali głowami. Wyjąłem telefon i napisałem sms do Angeliki. Po niecałej minucie drzwi od sali otworzyły się.
-Co wy tu robicie?-zapytała Angelika krzyżując ręce na piersi.
-Próbujemy zabrać was do domu.-odparłem uśmiechając się szeroko.
-Wyście chyba poszaleli. Nie możecie od tak wyciągać nas z lekcji.

* z perspektywy Angeliki *

 -Jak widać możemy.-powiedział Lou, a jego uśmiech jeszcze bardziej się powiększył.
-No to w takim razie... Jaki macie plan?-zapytałam.
-Cóż... Jakby się tak zastanowić to jeszcze żaden.-stwierdził Liam.
-Och... No tak. I liczycie na to, że ja...?-zapytałam wiedząc już, że nie bez powodu wyciągnęli mnie z sali.
-Że nam pomożesz. Wyciągnij je jakoś z sali.
-Niby jak? Poza tym... Nawet gdyby mi się to w jakiś sposób udało to mamy tam nasze plecaki. Nie możemy wyjść z sali z plecakami, bo to wydałoby się dla nauczycielki nieco dziwnie, nie sądzisz?-spytałam.
-Nie możecie poczekać do przerwy?-wtrącił loczek.
-Ech... Już tłumaczyłem to Liamowi. Nie, nie możemy.-odparł Louie.
-Poczekajmy do przerwy. Zabunkrujemy się gdzieś i kiedy każdy już wejdzie do klasy my wyjdziemy ze szkoły.-stwierdziłam pewnie.
-Okej.-odparł Lou, a Liam spojrzał na niego z niedowierzaniem.
-No, a jak ja proponowałem ci ten pomysł to nieee... Jak Harry to zasugerował to też nieee... Ale jak Angelika ci to mówi to okej, tak?-spytał oburzony unosząc jedną brew ku górze. Louis zmierzył go spojrzeniem po czym pokiwał głową.
-Masz z tym jakiś problem?-zapytał zdziwiony, a Payne warknął głośno i podszedł do ściany opierając się o nią rękami. Zaczął delikatnie uderzać w nią głową mówiąc coś o tym, że Louis to skończony debil i żeby ktoś go trzymał, bo niedługo go zabije.
-No to w takim razie wy idźcie się gdzieś schować, czy tam spróbujcie wtopić się w otoczenie. Mniejsza o to. Ja wracam do sali.-stwierdziłam i weszłam do środka ponownie zajmując swoje miejsce obok Karoliny.
-Czego oni chcieli?-zapytała zaciekawiona.
-Chcą nas zabrać do domu.-odparłam szeptem, a ona wytrzeszczyła oczy.
-Niby jak?-spytała po chwili.
-Teraz idą się gdzieś schować, albo jak to ujęłam, wtopić się w otoczenie, a potem po prostu się gdzieś zabunkrujemy i wyjdziemy ze szkoły.
-Pominęłaś taki jeden drobny szczególik...
-Niby jaki?
-Kamery.-odparła spokojnie, a ja przeklęłam w duchu. No fakt... Przecież na kamerach dokładnie będzie widać to, że wychodzimy ze szkoły. Łatwo będzie rozgryźć naszą tożsamość. Chyba, że...
-Kółko teatralne.-palnęłam nagle.
-Co kółko teatralne?-zapytała dziewczyna.
-Gdzie odbywają się zajęcia kółka teatralnego?
-Nie wiem. Zapytaj Ali.-odparła, a ja skinęłam głową. Spojrzałam na nauczycielkę, która aktualnie stała do nas tyłem i zapisywała coś na tablicy po czym odwróciłam się do Alicji.
-W jakiej sali są zajęcia z kółka teatralnego?-spytałam szybko.
-Dwadzieścia osiem, a co?
-Wyjaśnię ci później.

***

Kiedy po skończonej lekcji z panną Price wyszłyśmy na korytarz czekało nas kolejne zaskoczenie. Louis, Liam i Harry stali na środku korytarza w przebraniach. Louis był przebrany za smoka, Harry za ufoludka, a Liam za... Cóż... Liam był najwyraźniej syrenką. Widząc ich w takich przebraniach wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-Śmiej się, śmiej... Sama kazałaś nam wtopić się w otoczenie.-stwierdził mój chłopak prychając głośno.
-Tak. Kazałam wam wtopić się w otoczenie, a nie wyróżniać się na tle innych.-powiedziałam i ponownie parsknęłam śmiechem.
-Jak mogłeś przebrać się za syrenkę?-zapytała Agata podchodząc do naburmuszonego Liama.
-Ja jestem syrenem.-burknął Liam.
-Tak? To co robią te bujne loki na twojej głowie?-spytała Aga unosząc jedną brew ku górze i wskazując na jego perukę.
-Nie czepiaj się szczegółów!
-Pytanie brzmi, jak on się w to wcisnął.-skomentował Niall. Zaraz, zaraz... Niall!
-Co ty tu do cholery robisz?!-zapytałam zdziwiona. Kiedy się odwróciłam dostrzegłam, że obok niego stoi też Zayn.
-Kiedy przyszliśmy do domu i zobaczyliśmy, że nie ma tam Louisa i Liama, stwierdziliśmy, że musieli wpaść na jakiś głupi pomysł i pójść po was. Jak widać słusznie sądziliśmy.
-No wiesz co? To wcale nie jest głupi pomysł.-mruknął oburzony Lou.
-Serio, smoczku?-spytał pieszczotliwie Niall i wyszczerzył się.
-Nie będę rozmawiać z kimś kto nie jest na takim samym poziomie inteligencji jak ja.
-Jeśli miałbyś rozmawiać tylko z takimi osobami to musiałbyś zadowolić się konwersacją z kamieniem, ewentualnie jakimś robaczkiem.
-Angelika!-wykrzyknął oburzony "smok"-On mnie ewidentnie obraża!
-I co w związku z tym?-spytałam, a on oburzył się jeszcze bardziej.
-Nawet i ty przeciwko mnie? No wiesz co?! Wielkie dzięki.
-Ależ nie ma za co.-odparłam i uśmiechnęłam się szeroko.

***

 -Jak się w tym chodzi.-zapytałam wciskając się w dwuczęściowe przebranie konia.
-Myślałam, że takie coś jest tylko w bajkach.-stwierdziła Agata patrząc na mnie i Karolinę wciskające się w kostium.
-Ja też.-mruknęła Karolina, która miała już na sobie przednią część konia. Po kilku minutach zmagań jakoś udało nam się dobrze założyć to przebranie. Teraz czas na krok drugi: nauka chodzenia.
-Ty zaczynasz. Najpierw prawa strona.-oznajmiłam. Spróbowałyśmy postawić jeden krok. Udało się. Teraz druga strona. Jest. No to teraz idziemy... Na początku to chodzenie wychodziło nam strasznie koślawo, ale po kilku próbach mogłyśmy poruszać się już w miarę normalnie.
-Nie rozumiem dlaczego nie wzięłyście jakichś normalnych kostiumów.-powiedziała Kinga przebrana za białego kota. Wracając do przebrań... Zayn i Niall stwierdzili, że to fajna sprawa, więc też włączyli się w akcję. Niall przebrał się za skrzata, Zayn był drzewem, Agata założyła kostium wielkiego jabłka, a Ala została bałwanem. Kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje wszyscy siedzieliśmy cicho w sali i czekaliśmy aż wszyscy opuszczą szkolny korytarz. Kiedy już cały gwar ucichł, po kolei wychodziliśmy z sali i czym prędzej kierowaliśmy się do wyjścia ze szkoły. Po drodze zaliczyłyśmy z Karoliną jedną glebę, ale szybko pozbierałyśmy się i ruszyłyśmy w dalszą drogę. Kiedy wyszliśmy już ze szkoły rozłączyłyśmy z Karoliną nasze przebranie dzięki czemu ja byłam tylko zadem konia, a ona miała na sobie jego łeb i przednie nogi.
-Udało nam się!-wykrzyknął Lou odstawiając jakiś dziki taniec szczęścia.
-Tak, ale radziłabym szybko się stąd zabierać, bo uczniowie zaczynają już wyglądać przez okna.-stwierdziła Ala.
-Co racja, to racja.-rzekł Lou i cała nasza grupa w kostiumach szybko odeszła spod szkoły i ruszyła w kierunku domu. Przez całą drogę ludzie patrzyli na nas jak na jakichś uciekinierów z wariatkowa. Cóż... Nie dziwię się im. W końcu nie ma nic normalnego w grupie dziesięciu osób poprzebieranych jak na halloween. Jeśli chodzi o tą naszą ucieczkę... I tak będziemy mieli przesrane. W końcu trzeba będzie jakoś zwrócić te kostiumy, a poza tym na pewno skapną się, że to my je zwinęliśmy i na dodatek, że zwialiśmy z lekcji. Coś tak wyczuwam kolejną pogawędkę u dyrektora...

2 komentarze:

  1. Podoba się. :'D
    Kolejny genialny plan Louis'ego. Kocham to opowiadanie. Ile rozdziałów zostało do końca?
    Weny życzę. :****

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem do końca pewna. Może coś około 10? Może mniej? A może jednak więcej? ;)

    OdpowiedzUsuń