sobota, 13 października 2012

Rozdział Dwudziesty pierwszy

* z perspektywy Karoliny *

-I co wam powiedział nasz jakże uroczy dyrektor?-zapytałam i uśmiechnęłam się złośliwie.
-Okazało się, że ma córkę, która jest wielką fanką zespołu, więc obeszło się bez większych nieprzyjemności.-odparł Harry i wyszczerzył się.
-No to szkoda.-mruknęłam i przewróciłam oczami. Angelika i Harry spojrzeli na mnie oburzeni, a ja tylko wzruszyłam ramionami i zaśmiałam się.
-No przecież żartuję.-wyjaśniłam po chwili. Cała nasza szóstka razem ruszyła w stronę domu. Droga do domu nie była przesadnie fascynująca. Ja chciałam jak najszybciej znaleźć się na miejscu, by wreszcie zdjąć te niewygodne ciuchy. Kto wymyślił, że na rozpoczęcie roku szkolnego trzeba mieć strój galowy? Mogłam ubrać się normalnie tak jak Angelika i Harry... Choć może nie do końca, bo ich stroi to nie można jest nazwać normalnymi. Kiedy tylko dotarliśmy do domu i weszliśmy do środka naprzeciw nam wyszedł wściekły Lou, który miał na sobie tylko białą bluzkę w paski i bokserki.
-Harry... Zabrałeś mi spodnie, które chciałem dziś założyć.-powiedział oburzony wskazując palcem na loczka.
-To nie mogłeś założyć innych?-zapytał Harry unosząc jedną brew ku górze.
-Nie, nie mogłem, ponieważ jak już mówiłem chciałem założyć akurat te.-wyjaśnił krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-No to zaraz ci je oddam. Tylko może pójdziemy do nas, bo nie będę w samych gaciach latał po spodnie do domu.-odparł Hazz.
-Dla mnie to możesz latać nawet i nago. Masz mi oddać te spodnie w tej chwili.-zażądał szatyn wyciągając rękę w kierunku Stylesa. Harry przewrócił oczami i zdjął spodnie po czym podał je Louisowi. Ten tylko uśmiechnął się i grzecznie podziękował, po czym założył swoje ukochane spodnie.
-A gdzie reszta?-zapytałam po chwili.
-U nas.-odparł Lou i uśmiechnął się.
-A może teraz jak już oddałem ci twoje spodnie to ty pójdziesz i przyniesiesz mi jakieś moje?-zapytał Harry i uśmiechnął się niewinnie.
-Oh, Hazz...-zaczął Lou z uśmiechem-Oczywiście, że po nie nie pójdę.-dokończył i wzruszył ramionami wchodząc do salonu.
-A któraś z was?-zwrócił się do nas z nadzieją, ale my wszystkie pokiwałyśmy głowami na nie.
-No to zajebiście. Już widzę jutrzejsze gazety. Harry Styles w różowej bluzce z Justinem i bokserkach wychodzi z domu swoich sąsiadek.-burknął Hazz po czym wyszedł z domu by zdobyć jakieś spodnie. Gdy tylko wyszedł ja pobiegłam na górę by jak najszybciej przebrać się w coś normalnego. Kiedy już przebrałam się z tego niewygodnego stroju zeszłam na dół gdzie siedziała już cała reszta z Harrym włącznie.
-I co Hazz? Spotkałeś kogoś po drodze?-zapytałam ze śmiechem.
-A żebyś wiedziała! Gdy biegłem do domu wpadłem na pewną staruszkę. Oczywiście obydwoje upadliśmy na chodnik. Kiedy zobaczyła mój strój zaczęła okładać mnie torebką i krzyczeć zboczeniec, gwałciciel!-powiedział loczek parodiując zachowanie staruszki. Wszyscy spojrzeliśmy na niego jak na idiotę, po czym roześmialiśmy się głośno.
-Nie no... To jest genialne Hazz... Będziesz miał co opowiadać swoim dzieciom.-stwierdziłam przez śmiech, a on uderzył mnie lekko w ramię.

***

-Ej, Zayn... Powiedz mi coś słodkiego.-mruknęłam znudzona wpatrując się w swojego chłopaka.
-No więc... Yyy... Czekolada.-powiedział, a ja spojrzałam na niego z miną w stylu are you fucking kidding me?
-Serio? Czekolada?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze,  a on uśmiechnął się i pokiwał głową na tak.
-Jesteś urocza jak się złościsz.-stwierdził po chwili, a ja przewróciłam oczami i pocałowałam go w policzek.
-A ty jesteś idiotą, Zayn.-powiedziałam.
-Ale mnie kochasz.-dodał i przyciągnął mnie do siebie zamykając w uścisku.
-Kocham.-powiedziałam cicho i przymknęłam swe oczy.
-To jest takie słodkie, że aż się zęby psują.-stwierdził Harry, który nagle zjawił się w pokoju.
-Wypad.-warknął Zayn i rzucił w niego poduszką. Hazz natychmiast odskoczył od drzwi wpadając na Angelikę, która właśnie niosła kubek herbaty w wyniku czego i ona, i on zostali oblani.

* z perspektywy Angeliki *

-Czy ty jesteś nienormalny?!-wydarłam się po chwili patrząc na Harrego z wrogością.
-Ale to nie moja wina! To Zayn rzucił we mnie tą poduszką!-bronił się Harry.
-Mam gdzieś to kto rzucił w ciebie jakąś jebaną poduszką! Wylałeś moją herbatę i ubrudziłeś moją ulubioną bluzkę!-wykrzyknęłam wkurzona.
-Ta bluzka jest twoją ulubioną? Keep calm and love Harry Styles?-zapytał unosząc jedną brew ku górze.
-Ugh...-warknęłam. Kubek, który jeszcze przed sekundą znajdował się w mojej ręce teraz został rzucony o ścianę, a ja zamknęłam się w moim pokoju i zaczęłam grzebać w szafie szukając czegoś do przebrania się. Wybrałam zwykłą szarą koszulkę z napisem I love british boys i krótkie różowe spodenki. Gdy już się przebrałam otworzyłam drzwi i wyszłam z pokoju. Po stłuczonym kubku nie było już ani śladu, a Hazz siedział obok moich drzwi.
-Skaleczyłem się.-mruknął i pokazał mi swą dłoń.
-Przepraszam.-powiedziałam po czym usiadłam obok niego i go przytuliłam.
-Powiedziałbym, że wyglądacie razem mega uroczo, ale jesteś moją dziewczyną, więc tego nie powiem.-stwierdził Louis stając przed nami i uśmiechając się.
-Misia?-zapytał Harry wyciągając ręce w stronę Louisa. Ten uśmiechnął się i przewrócił oczami po czym usiadł obok nas i objął nas ramionami.
-Wstaniecie z tej podłogi, czy macie zamiar tak tu siedzieć?-zapytała Alicja unosząc jedną brew ku górze.
-No wstajemy, wstajemy...-burknęłam i podniosłam się.
-Chodźcie na dół. Oglądamy wasz koncert w telewizji.-powiedziała po chwili Ala i jako pierwsza zeszła na dół.
-O nie, nie, nie... Nie będę tam szedł.-stwierdził Harry najwyraźniej nie zamierzając nawet wstać z podłogi. Louis przewrócił oczami po czym podszedł do niego i po prostu wziął go na ręce.
-Puść mnie!-wykrzyknął Hazz starając się zgrywać poważnego, ale nie wyszło mu to ponieważ wybuchnął śmiechem.
-I ty go zniesiesz po tych schodach?-zapytałam unosząc jedną brew ku górze, a Lou tylko prychnął po czym z loczkiem na rękach zaczął schodzić na dół. W każdym razie ja ruszyłam zaraz za nimi. Gdy znaleźliśmy się w salonie okazało się, że towarzyszy nam także Nathan.
-O! Cześć. Ale dawno cię nie widziałam... Właściwie to widziałam cię tylko... ze trzy razy? Nie. Chyba cztery... W każdym razie miło cię znowu widzieć.-powiedziałam uśmiechając się.
-No tak... Ciebie też miło widzieć.-odpowiedział chłopak i uśmiechnął się.

***

-Angelika... Wstawaj. Przyszedł ktoś do ciebie.-powiedziała Karolina potrząsając mną delikatnie.
-Kto mógł przyjść do mnie o tej porze człowieku?-zapytałam oburzona.
-A wiesz w ogóle która jest godzina?-spytała unosząc jedną brew ku górze.
-Nie, ale skoro spałam to znaczy, że jest wcześnie.-stwierdziłam i wzruszyłam ramionami.
-Jest trzynasta.-powiedziała Karotka pokazując mi zegarek.
-Ech... Powiedz, że już idę. A tak w ogóle to kto przyszedł?-zapytałam z czystej ciekawości.
-Zobaczysz.-odparła i uśmiechnęła się wychodząc z mojego pokoju. Niechętnie wstałam z łóżka i zwlokłam się na dół. Kiedy zobaczyłam kto stoi w korytarzu to uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam piszczeć jak jakaś wariatka rzucając się chłopakowi na szyję.
-Max! Wróciłeś!-wykrzyknęłam spoglądając na niego z uśmiechem.
-Jak widać.-odparł tylko i zaśmiał się.
-O mój Boże... Nawet nie wiesz jak się cieszę. Tęskniłam za tobą!-oznajmiłam po czym pociągnęłam go za rękę i razem udaliśmy się do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku, a chłopak naprzeciwko mnie.
-Opowiadaj jak tam było we Francji.-poprosiłam wpatrując się w niego i oczekując odpowiedzi.
-Było wspaniale. Francja to naprawdę cudowny kraj. Musisz tam kiedyś pojechać.-powiedział i poczochrał moje włosy.
-Na pewno tam kiedyś pojadę.-stwierdziłam z uśmiechem.
-A u ciebie co się zmieniło?-spytał po chwili poruszając brwiami.
-Dużo.-odpowiedziałam wymijająco.
-No to opowiadaj. Z resztą wydaje mi się, że kilka razy widziałem twoje zdjęcie w gazetach. Nie uwierzysz w czyim towarzystwie. One Direction!-powiedział i zaśmiał się.
-A no bo oni wprowadzili się tu obok i...-zanim zdążyłam powiedzieć coś więcej, drzwi do mojego pokoju otworzyły się, a do środka wszedł Louis uśmiechając się. Kiedy zobaczył Maxa był nieco zdziwiony.
-Louie, poznaj mojego przyjaciela Maxa... Max, poznaj mojego chłopaka Louisa.-powiedziałam najpierw wskazując na Maxa, a później na Lou.
-Miło mi cię poznać. Chciałbym powiedzieć, że dużo o tobie słyszałem, ale Angelika nie zdążyła mi jeszcze o tobie opowiedzieć.-stwierdził mój przyjaciel wyciągając rękę w stronę Lou.
-Ja też nic o tobie nie słyszałem.-mruknął Tomlinson marszcząc brwi-W każdym razie ja już znikam, bo... muszę już iść.-dodał po chwili po czym wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi.

4 komentarze:

  1. NIEEE! Nie możesz zawiesić bloga. No po prostu nie możesz. A dlaczego Loui wyszedł? :(
    Niech cię lepiej wena nawiedzi, bo jak nie to osobiście jej wpierdolę. Czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  2. To je Lou. Jego nie zrozumiesz. xd
    Jak dla mnie to możesz jej nawet wpierdolić. Byleby tylko przyszła szybciej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie jest? Jak mi powiesz to już się ubieram i idę.

      Usuń
  3. Wreszcie skończyłam czytać wszystkie rozdziały. Jesteś ze mnie dumna? :D
    Nie ważne co odpowiesz, ja wiem, że jesteś, nie?
    Powiem Ci tylko, że masz zajebiste pomysły. xp
    Mam nadzieję, że wykorzystasz to o czym ci mówiłam, tak?
    Jakbyś nie pamiętała to po pierwsze, ale z ciebie ciota (xd), a po drugie... no po prostu zagadaj na gg, czy coś. You know...

    OdpowiedzUsuń