czwartek, 2 maja 2013

Rozdział Dwudziesty Dziewiąty


* z perspektywy Angeliki *

-Ugh.-warknęłam przebudzając się i zakrywając twarz poduszką. Nie wiem kto był na tyle mądry, by odsłonić rolety w moim pokoju w wyniku czego złośliwe promienie słońca padały prosto na moją twarz.
-Wstawaj.-usłyszałam obok mnie czyjś głos, a po chwili owa osoba zaczęła trącać mnie w ramię.
-Po co? Która godzina?-zapytałam nie zdejmując poduszki z twarzy.
-Żeby nie marnować dnia, a jest godzina ósma.-odparł (jak się domyślam po głosie nieco stłumionym przez poduszkę trzymaną na łbie) Harry.
-Kto cię tu wpuścił tak wcześnie?-spytałam odsłaniając twarz i otwierając oczy by na niego spojrzeć.
-Sam się wpuściłem.-odparł wzruszając ramionami.
-Jak to sam się wpuściłeś?-zapytałam marszcząc brwi.
-Ma się te sposoby.-odparł poruszając brwiami i dumnie wypinając pierś do przodu.
-Zostawiłyśmy otwarte drzwi, tak?-zapytałam z głupawym uśmieszkiem na twarzy, a Harry się skrzywił.
-Może.-mruknął cicho zerkając w inną stronę.-Tak w ogóle to Louis się obraził, albo coś.-dodał po chwili ponownie spoglądając na mnie.
-Jak to się obraził? Co już zrobiliście?-spytałam podnosząc się do siadu i spoglądając na niego krytycznie.
-Nie wiem. Jak wczoraj wróciłem do domu to on już spał, a dziś rano miał drzwi zamknięte na klucz, a gdy prosiłem, żeby otworzył to powiedział "daj mi spokój".-wyjaśnił Hazz.
-Może nie jest obrażony tylko chciał się wyspać?-zapytałam patrząc na niego jak na idiotę, a on zmarszczył czoło.
-Nie. Po co?
-No wiesz... Może czasem ludzie chcą się wyspać? Nie wpadłeś na to?-spytałam unosząc jedną brew ku górze. Harry zmarszczył brwi i chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Ja tylko przewróciłam oczami i ponownie się położyłam podciągając kołdrę pod samą brodę.
-Ej no. Wstawaj.-powiedział Harry i szturchnął mnie w ramię.
-Odwal się. Idę dalej spać.-mruknęłam nawet na niego nie spoglądając.
-Nie możesz iść spać.-odparł chłopak potrząsając moim ramieniem.
-Mogę.-warknęłam wyciągając rękę spod kołdry i na oślep uderzając nią Harry'ego.
-Ale mi się nudzi. Wszyscy jeszcze śpią.
-To idź ich obudź.
-Nie mogę.-odpowiedział zielonooki wzdychając głośno.
-Dlaczego nie?-zapytałam otwierając jedno oko, by na niego spojrzeć.
-Niech się wyśpią w spokoju.-odpowiedział, a ja w tym momencie miałam ochotę mu czymś przywalić. Czyli on przychodzi do mnie z rana i bezczelnie mnie budzi, a innych to już nie może, bo muszą się wyspać, tak?
-Nienawidzę cię.-powiedziałam mierząc go zabójczym spojrzeniem.
-Okej, ale wstań.
-Nie mam takiego zamiaru.-odpowiedziałam całkowicie chowając się pod kołdrę. Było tu trochę duszno, ale jakoś to przeżyję. Przez następne kilkanaście sekund było cicho, więc stwierdziłam, że Harry najprawdopodobniej sobie odpuścił dopóki nie poczułam jak odsuwa kołdrę i sam wciska się na miejsce obok mnie. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego pytająco, a on tylko uśmiechnął się szeroko.
-Mogę wiedzieć co ty robisz?
-Jak to co?-zapytał zdziwiony-Idę spać.-dodał po chwili uśmiechając się jeszcze szerzej.
-Ugh.-warknęłam i przesunęłam się na drugą stronę łóżka by dać mu więcej miejsca.
-Dobranoc.-powiedział Harry po czym zamknął oczy i zaczął się wiercić zapewne szukając sobie wygodniejszej pozycji (od autorki: pierwszy raz piszę coś w trakcie rozdziału, ale jestem zbyt zboczona by to pominąć, więc - lol, wygodniejszej pozycji XD).

* z perspektywy Karoliny *

-Dzień dooooooooooobry.-przywitałam wszystkich wchodząc do kuchni z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy. Cóż... Obudziłam się dziś w dobrym nastroju i miałam zamiar dzielić się nim z innymi. Dla każdego po trochu.
-Cześć, cześć.-mruknęła Ala uśmiechając się lekko i biorąc jedną kanapkę z talerza, który stał na blacie. Było ich całkiem sporo toteż stwierdziłam, że są dla wszystkich i sama zgarnęłam jedną z serem i pomidorem.
-Gdzie reszta?-spytałam przeżuwając kawałek kanapki.
-Chłopcy są u siebie, a Andzia śpi.-odpowiedziała Agata.
-Śpi?-zapytałam zdziwiona. Zazwyczaj Angelika wstawała najwcześniej. Już koło siódmej rano była na nogach, a tu proszę... Jest już dziewiąta trzydzieści, a ona nadal smacznie śpi. To jest zdecydowanie nie w porządku i mam zamiar coś z tym zrobić. Zajmę się tym jak tylko zjem kanapkę.
-No śpi, śpi.-potwierdziła Kinga. Kiedy tylko skończyłam jeść moją kanapkę od razu wyszłam z kuchni i udałam się schodami na górę wprost do pokoju Andzi. Kiedy weszłam do środka zauważyłam, że moja przyjaciółka zakopała się pod kołdrą. Mwahaha. Mam już okropnie okrutny plan na to jak ją obudzić, a więc... NA BOMBĘ! - wykrzyknęłam w myślach i podbiegłam do jej łóżka rzucając się na nie z nogami podciągniętymi pod klatkę piersiową. Usłyszałam kilka krzyków, jęknięć i przekleństw. Oczywiście od razu po mojej akcji nastąpiło ogromne poruszenie i wylądowaliśmy na ziemi. Jak się jednak okazało nie obudziłam tylko Angeliki.
-Pojebało cię do reszty?!-warknęła dziewczyna trzymając się za brzuch. Ups. Najwyraźniej ją zabolało. Nie moja wina.
-To był zamach na nasze życie!-wykrzyknął oburzony Harry ściągając z łóżka poduszkę i rzucając nią we mnie.
-Nie wiedziałam, że tu będziesz.-odparłam wzruszając ramionami.
-Ach, no tak. To wszystko zmienia.-burknęła Angelika spoglądając na mnie spod byka.
-Nie miałam w planach go obudzić.
-Ale jak widać obudziłaś.
-Nie moja wina, że ruchacie się po kątach.-odparłam. Harry ponownie rzucił we mnie poduszką, a Andzia rzuciła na mnie kołdrę.
-Gdybym wiedziała to bym was zostawiła sam na sam.-wydukałam spod sterty pościeli uśmiechając się sama do siebie.
-Wypierdalaj!-wykrzyknęli oboje na raz, a ja roześmiałam się głośno i nie przejmując się spoczywającą na mnie kołdrą, udałam się do wyjścia. Może i nic nie widziałam, ale ja to mam zawsze szczęście, więc bez żadnego wypadku udało mi się zejść na dół, a nawet i dojść do kuchni!
-Uhm. Wydaje mi się, że masz coś na głowie.-skomentował Zayn.
-Serio? Nie zauważyłam.-odparłam wzruszając ramionami.
-Widzę, że udało ci się budzenie Angeliki, co?-zapytała rozbawiona Agata.
-Jestem takim mistrzem, że za jednym zamachem obudziłam i ją, i Harry'ego.-odpowiedziałam ściągając kołdrę z twarzy.
-Harry'ego?-spytał Zayn-Myślałem, że poszedł do Louis'a.
-Nie. Obydwoje schowali się pod kołdrą i...
-I co?
-No cóż... Ruchali się jak dzikie kuny w agreście!

***

 -Karolina! Gdzie jesteś?!-wykrzyknęła Angelika.
-Na balkonie, a co?-zapytałam odwracając się w jej stronę kiedy wyszła na balkon i podeszła do mnie. Nie mówiąc ani słowa więcej dostałam od niej po łbie.
-Ouch! Za co to?!-spytałam oburzona marszcząc czoło i oddając jej.
-Za co? Za dzikie kuny w agreście!-odpowiedziała zdenerwowana, a ja zaczęłam się śmiać.
-To wcale nie jest śmieszne. Ci idioci i uwierzyli.-burknęła krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Oj nie dramatyzuj. To tylko taki mały niewinny żarcik.
-Tak. Bardzo niewinny. Teraz wszyscy na nas krzywo patrzą.-syknęła zdenerwowana.
-Jakby wcześniej tego nie robili.-powiedziałam cicho, przewracając oczami.
-Ty... Ugh... Wiesz co? A zresztą...-warknęła po czym jak burza wybiegła z mojego pokoju. Ja tylko wzruszyłam ramionami i oparłam się o barierkę, po czym przymknęłam oczy. Miło tak sobie odetchnąć. Niestety, ale mój spokój nigdy nie trwa długo.
-Karolina!-wykrzyknął Harry podbiegając do mnie.
-Co znowu? Też chcesz mnie opieprzyć za dzikie kuny w agreście?-spytałam unosząc jedną brew ku górze.
-Nie. Louis wyjechał.
-Jak to wyjechał?-zapytałam zdezorientowana.
-No po prostu. Właśnie dostałem od niego sms-a. Napisał, że znowu wyjeżdża do domu by poukładać myśli i żebyśmy się o niego nie martwili.-wyjaśnił.
-Reszta już wie?-spytałam.
-Tak. Byłem z nimi kiedy dostałem wiadomość.-odparł, a ja pokiwałam głową, po czym oboje udaliśmy się na dół gdzie siedziała już cała reszta.
-Myślicie, że dlaczego tak nagle wyjechał?-zapytałam spoglądając na nich.
-Nie mam pojęcia. Przecież niedawno wrócił.-zabrał głos Niall wzdychając głośno.
-Miejmy nadzieję, że niedługo wróci i wszystko wróci do normy.-powiedział Liam.
-Nic nie wróci do normy dopóki Louis nie odzyska pamięci.-warknęła Angelika i wkurzona (nie pierwszy raz tego dnia) wyszła z pokoju, a zaraz za nią poleciał Hazz.
-Zauważyliście, że ostatnim czasem on uczepił się jej jak rzep psiego ogona?-spytała po chwili ciszy Ala.
-Ona też zresztą nie ma nic przeciwko.-wtrącił Zayn.
-Myślicie, że coś jest na rzeczy?-spytałam marszcząc brwi.
-Wydaje mi się, że jeszcze nie, ale wszystko wskazuje na to, że coś jednak może z tego wyjść.-stwierdził Li.
-Macie na myśli związek?-spytał lekko nieogarnięty Niall.
-Tak, właśnie to mają na myśli.-potwierdziła Kinga.
-To chyba dobrze, nie?-zapytał Li wzruszając ramionami-Mają w sobie nawzajem oparcie, a poza tym wydaje mi się, że do siebie pasują.-dodał po chwili.
-Możliwe. W każdym razie... Spróbuję z nią na ten temat pogadać.-zaproponowałam.
-To chyba nie jest najlepszy pomysł.-wtrąciła Ala.
-Niby dlaczego?-zapytałam naburmuszona.
-Trzeba by to było zrobić dość delikatnie, bo wydaje mi się, że Andzia jest ostatnio nieco drażliwa.
-A myślisz, że ja tak nie potrafię?-zapytałam oburzona.
-Nie.-odpowiedzieli wszyscy razem na co ja prychnęłam cicho.
-No to najwyraźniej wszyscy się mylicie.
-Zakładam się o dychę, że i tak gówno się dowiesz.-powiedział Niall z szatańskim uśmieszkiem.
-Zgoda.-powiedziałam wyciągając w jego kierunku rękę. Jeszcze się przekonasz na co mnie stać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz