czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział Dwudziesty Piąty

-Znajdź Liama.-wycedziłam przez zaciśnięte zęby, mrugając kilkakrotnie by odpędzić łzy.
-Ale co się stało?-zapytał po raz kolejny.
-Znajdź Liama.-powtórzyłam starając się zachować spokój.
-Ale...-zaczął.
-Znajdź tego cholernego Liama, rozumiesz?!-wykrzyknęłam, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy-Będę czekać przed domem.-burknęłam jeszcze po czym przeciskając się między ludźmi dotarłam do wyjścia. Kiedy znalazłam się na dworze otuliło mnie zimne wieczorne powietrze. Padał deszcz. To wszystko to jakiś pieprzony żart, tak? Po kilku minutach drzwi ponownie się otworzyły, a obok mnie stanął Liam i Harry.
-Co się stało Angelika?-spytał zatroskany Li.
-Jedziemy do szpitala.-powiedziałam tylko, a oni wyglądali jakby zobaczyli ducha. Bez ani jednego słowa cała nasza trójka wsiadła do samochodu, a Liam zaczął jechać w stronę szpitala. Droga nie zajęła nam dużo czasu. Przebyliśmy ją w całkowitej ciszy. Kiedy tylko Liam zatrzymał swój samochód ja natychmiast z niego wyskoczyłam i pobiegłam w stronę drzwi. Kiedy już znalazłam się w środku podbiegłam do kobiety siedzącej za biurkiem.
-Gdzie leży Louis Tomlinson?-spytałam.


* z perspektywy Karoliny *


Impreza była naprawdę wspaniała. Wszyscy goście świetnie się bawili. Zayn cały czas robił za Dj'a, a Niall z Kingą i Agatą wygłupiali się w najlepsze aktualnie tańcząc na stole. Taaaak... Nie byli całkowicie trzeźwi jeśli o to pytacie. Ja oczywiście jako wielce cudowna i idealna osoba nie piłam nic. W końcu mam dopiero siedemnaście lat i w ogóle, nie? No dobra... Może trochę. Ale na pewno nie tyle by tańczyć na stole, czy też robić coś o wiele gorszego. Po chwili poczułam jakieś wibracje w kieszeni. Dzwoni Liam?
-Halo.-powiedziałam, albo raczej wykrzyczałam do telefonu biorąc pod uwagę, że w środku było dość głośno.
-Jesteśmy w szpitalu.-usłyszałam.
-Że co?!-spytałam przerażona po czym szybko pobiegłam schodami na górę gdzie było nieco ciszej-Jak to? Co się stało?
-Louis miał wypadek.-odparł spokojnie Li.
-Ale... To on gdzieś wychodził?-zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona.
-Jak widać tak. Razem z Harry'm i Angeliką jesteśmy w szpitalu. Póki co Louis... śpi.-mruknął.
-Ja... Nie wiem czy damy radę tam dotrzeć.-powiedziałam zmartwiona.
-Spokojnie. Nie przesiedzimy tu całej nocy. Niedługo będziemy wracać. Pozbądźcie się wszystkich gości, okej?
-Jasne. Da się zrobić.-powiedziałam i rozłączyłam się. Ponownie zeszłam na dół dopychając się do Zayna.
-Zayn...-zaczęłam zwracając na siebie jego uwagę-Wyłącz muzykę i każ wszystkim wyjść. Louis miał wypadek.-powiedziałam, a on wytrzeszczył oczy. Po chwili pokiwał głową, a muzyka ucichła.
-Dobra ludzie! Pojawiły się pewne nieprzewidziane okoliczności, więc chciałem wam bardzo podziękować za zabawę i niestety, ale to koniec imprezy.-powiedział Zayn. Dało się usłyszeć przechodzący przez pokój jęk zawodu, ale każdy posłusznie zaczął opuszczać dom. Po kilku minutach zostaliśmy całkowicie sami.
-Czemu przerwaliście imprezę?-spytał Niall.
-Louis leży w szpitalu. Miał wypadek.-odparłam.
-Ale jak to?!-zapytała zszokowana Alicja.
-Tak do końca to nie wiem. Liam, Harry i Angelika mają niedługo wrócić ze szpitala i wtedy wszystko nam opowiedzą.-wyjaśniłam spokojnie.


***


 -On powiedział, że pojedzie do sklepu i zaraz wróci, ale nie wrócił...-powiedziała Angelika.
-Nie martw się. Niedługo się obudzi i wszystko będzie w jak najlepszym porządku. Przecież nie stało mu się nic poważnego, tak?-zapytałam i posłałam jej lekki uśmiech.
-No niby nie.-mruknęła.
-No właśnie. A więc nie ma się czym martwić.-dodałam.
-Nie wiem. Ja już pójdę spać. O ile w ogóle zasnę.-powiedziała po czym wstała z kanapy i ruszyła w stronę wyjścia.
-Zostajesz u nas.-powiedział Harry i podszedł do niej. Złapał ją za rękę, posłał lekki uśmiech i razem udali się na górę.
-Jak myślisz Liam?-spytałam po chwili.
-Mówią, że będzie dobrze.-odparł krótko, a ja westchnęłam. Skoro tylko tyle mieli w tym temacie do powiedzenia. Dzisiejszy dzień miał być idealny. W końcu to urodziny Nialla i nikomu przez myśl nawet nie przeszło, że tego dnia mogłyby pojawić się jakieś większe problemy niż to, że zabrakło słonych paluszków, czy też jakiegoś napoju. Niestety, ale nie wszystko jest idealne. Nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć. Spodziewajcie się niespodziewanego, tak?
-Jest już naprawdę późno. Wydaje mi się, że wszystkie powinnyście zostać u nas. Rano jakoś to wszystko się ogarnie.-stwierdził Liam, a my tylko pokiwałyśmy głowami. Następnie wstałam z kanapy i powoli udałam się schodami do łazienki. Po prostu się umyłam, a potem ponownie założyłam swoje ubrania. Wychodząc z łazienki szybko przebiegłam do pokoju Zayna, otworzyłam szafę i wyjęłam jakąś pierwszą z brzegu koszulkę na krótki rękaw. Zdjęłam bluzkę i spodnie, po czym narzuciłam ją na siebie. Właśnie w tym momencie do pokoju wszedł Zayn.
-Pozwoliłam sobie to zabrać.-stwierdziłam chwytając w dłonie aktualnie noszoną koszulkę, a on tylko pokiwał głową i wymusił uśmiech. Można by było w tym momencie po raz kolejny powtórzyć będzie dobrze, ale uważam, że to i tak by nie pomogło. Słowa są tylko słowami...


***


Otworzyć jedno oko. Otworzyć drugie oko. Dzień... Tak, właśnie się obudziłam. Która to będzie godzina? Szybko przeniosłam wzrok na szafkę obok łóżka i podniosłam z niej telefon Zayna. Dziewiąta dziesięć. Obudziłam się stosunkowo wcześnie biorąc pod uwagę godzinę o której wczoraj zasnęłam. Zayn oczywiście jeszcze śpi, a ja nie mam zamiaru go budzić. Powoli podniosłam się z łóżka i wyszłam z pokoju od razu kierując się na dół. Kątem oka dostrzegłam iż w salonie zasiadają sobie Ala, Kinga i Agata. Już miałam do nich iść kiedy usłyszałam jakiś hałas dobiegający z kuchni.
-Co wy tu robicie?-zapytałam wchodząc do pomieszczenia, które wyglądało jak po przejściu tornada.
-Próbowaliśmy zrobić śniadanie.-odparł Niall wzruszając ramionami.
-Coś wam się nie udało.-stwierdziłam.
-To nie nasza wina, że nie zostaliśmy obdarzeni umiejętnościami gotowania.-mruknął Liam.
-Idźcie doprowadzić się do porządku, a ja zajmę się kuchnią.-powiedziałam, a oni pokiwali głowami i wciągu sekundy znaleźli się poza kuchnią. Od czego by tu zacząć. Może od sprzątnięcia. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Doprowadzenie tego pomieszczenia do porządku zajęło mi około dwudziestu minut, a zrobienie śniadania (ja także nie jestem dobrą kucharką, więc zdecydowałam się na zwykłe kanapki) około dziesięciu. Biorąc talerz z kanapkami udałam się do salonu i postawiłam go na stole.
-Smacznego.-powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Od razu każdy wziął się za jedzenie. Byli tu prawie wszyscy. Brakowało tylko Louisa, który teraz biedny leży w szpitalu, oraz Angeliki i Harry'ego. Och! Prawie zapomniałam o Zaynie, który jeszcze smacznie śpi.
-Gdzie oni są?-zapytałam.
-Śpią.-odparła spokojnie Alicja.
-Uhm.-mruknęłam i także zabrałam się za jedzenie. Nie byłam głodna, ale wiem, że muszę coś zjeść. Nie ważne jak bardzo jestem nie w humorze.


* z perspektywy Angeliki *
(tydzień później)


Przez cały ten tydzień niewiele się zmieniło. Louis nadal śpi. Lekarze mówią, że niedługo powinien się wybudzić, bo jego stan jest naprawdę dobry, ale co z tego? Mówili już tak pierwszego dnia jego pobytu w szpitalu, a póki co on nadal śpi. Chłopcy wzięli udział w jednym wywiadzie i dokładnie opowiedzieli o wypadku Lou. Nie mogli ukrywać informacji, bo pojawiało się coraz więcej plotek na temat domniemanej śmierci Tomlinsona. Przez pierwsze cztery dni od wypadku cały możliwy czas spędzałam w szpitalu. Harry też był tam cały czas ze mną. Reszta wpadała i siedziała tam kilka godzin, przez ten czas namawiając nas na powrót do domu. Nie chciałam wracać, a Harry cały czas powtarzał, że wróci do domu razem ze mną i tak było. Jednak nie mogłam cały czas opuszczać szkoły, więc piątego dnia ponownie poszłam na zajęcia. Praktycznie każdy mówił mi jak to im przykro z powodu tego wypadku... Melanie też wpadała do szpitala. Była tam dość często. Ona naprawdę nie jest taka zła jak mi się na początku wydawała. Może uda mi się nawet z nią zaprzyjaźnić?
-Musimy już iść.-powiedział Harry kładąc mi dłoń na ramieniu. Pokiwałam głową i wstałam z krzesła po czym razem z loczkiem wyszłam z sali, a kilka minut później opuściłam szpital. Na parkingu czekał już Liam.
-Wsiadajcie.-powiedział uśmiechając się ciepło. To on najbardziej się o nas martwił. Przez cały ten tydzień latał przy wszystkich pocieszał, rozbawiał, rozmawiał... Starał się wiedzieć o wszystkim i nie dopuścić do tego by ktoś wpadł w jakąś depresję. Przejmując się innymi chyba starał się zapomnieć o tym, że z nim samym też nie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Póki co jednak wszyscy jakoś się trzymamy. Patrząc tak za okno nawet nie zauważyłam kiedy dotarliśmy pod budynek szkoły.
-Dzięki Li. Do zobaczenia później.-powiedziałam i wysiliłam się na uśmiech. Wcale nie tak trudno jest udawać szczęście, wiecie? Szczególnie jeśli nikt nie stara się spojrzeć ci w oczy i powiedzieć, że widzi twój smutek.
Razem z Harrym wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do szkoły. Ludzie przestali już na okrągło wypytywać o stan Louisa i nikt już nie szalał na widok Harry'ego. Można uznać, że jako tako wtopiliśmy się w ten szkolny tłum. To dobrze, bo powiem wam szczerze, że z biegiem czasu takie ciągłe bycie w centrum zainteresowania wcale nie wydaje się być takie zabawne jak na początku.
-Jaka pierwsza lekcja?-spytałam.
-Matma.-odparł krótko krzywiąc się nieco. Nie znosił matematyki. Ja ją uwielbiałam. Wcześniej wiele razy naśmiewałam się z jego kiepskich umiejętności matematycznych. Teraz to już nie wydaje się być ciekawym tematem do żartów. Nic nie wydaje się być ciekawym tematem do żartów.
-A ty co masz pierwsze?
-Fizyka.-mruknęłam i nie czekając ani chwili dłużej udałam się pod odpowiednią salę, gdzie stała już reszta klasy.
-Hej mała. Jak się trzymasz?-jak zwykle Max powitał mnie tymi samymi słowami. Robił tak codziennie odkąd po tym wypadku wróciłam do szkoły. Ja natomiast zawsze odpowiadałam mu tak samo.
-Żyję.-odparłam wzruszając ramionami. Bo to chyba jest najważniejsze, tak? Nadal oddycham i poruszam się, czyli nie jest ze mną tak źle. Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcje, a nauczycielka otworzyła salę i wpuściła nas do środka.
Niecałe dziesięć minut od rozpoczęcia lekcji babka wydzierała się twierdząc iż jesteśmy najgorszą klasą w szkolę, a następnie wzięła kilka osób do odpowiedzi. Zrobiła też krótką kartkówkę, ale ja nawet nie wyjęłam kartki. To nie ma sensu. I tak bym dostała jedynkę, więc co to za różnica. W czasie lekcji zadzownił mi też telefon. Dość szybko odrzuciłam połączenie, ale pani Shallow i tak się na mnie wydarła i kazała pójść do dyrektora. Westchnęłam głośno po czym spakowałam się i zabrawszy ze sobą plecak poszłam do gabinetu dyrektora. Okazało się, że nie byłam jedyną osobą, która do niego dziś zawitała.
-Harry?-spytałam zdzwiona.
-No ja.-mruknął tylko wzruszając ramionami.
-Usiądź.-wtrącił dyrektor wskazując na krzesło obok Harry'ego. Posłuchałam się go od razu.
-Od początku roku szkolnego wasza dwójka pojawia się tu dość często i to zazwyczaj razem. Powiecie mi dlaczego tak jest?-zapytał pan Campbell.
-Nauczyciele za bardzo się czepiają.-powiedział spokojnie Harry. Dyrektor zmarszczył czoło.
-Wydaje mi się, że walka na jedzenie na stołówce, ucieczka ze szkoły w przebraniach z kółka teatralnego i podkładanie nauczycielom pinezek na krzesła to nie jest błachostka panie Styles.
-To akurat nie, ale powód mojej dzisiejszej wizyty wcale nie jest poważny.-burknął.
-Och... No właśnie... A z jakiego powodu pojawiliście się tu dzisiaj?-spytał mierząc nas surowym spojrzeniem.
-Zadzwonił mi telefon.-powiedzieliśmy równocześnie.
-Doprawdy? A z kim macie teraz lekcje?
-Z panią Shallow i Moore.-odparł Harry.
-Ech... W takim razie posiedzicie tu do dzwonka, a potem normalnie pójdziecie na lekcje, dobrze?
-Oczywiście.-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Zadziwię was... SZCZERZE! Nasz dyrektor jest naprawdę w porządku. Te dziesięć minut, które pozostały do dzwonka spędziliśmy w ciszy. Wcale mi to nie przeszkadzało. Zaś kiedy tylko zadzwonił dzwonek na przerwę poderwaliśmy się z krzeseł i wyszliśmy na korytarz.
-Kto do ciebie dzwonił?-zapytał Hazz.
-Mama. Wypadałoby oddzwonić.-stwierdziłam po czym wyjęłam telefon i wybrałam jej numer. Kiedy tylko usłyszałam pierwszy sygnał szybko udałam się w stronę damskiej toalety. Tam jest dużo ciszej.
-Halo?-usłyszałam głos matki w słuchawce.
-Hello mom.What's up?-powiedziałam, po chwili jednak strzeliłam facepalma przypominając sobie, że moja matka raczej niewiele zrozumiała-I mean... Hej mamo. Co tam?
-Jeszcze nie zapomniałaś języka. To dobrze.
-Jak mogłabym zapomnieć? Przecież mieszkałam w Polsce siedemnaście lat.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-No tak, tak... Jak tam się dzisiaj czujesz kochanie?
-Całkiem dobrze. Dopiero co wyszłam z gabinetu dyrektora.
-Och... Dlaczego znowu tam byłaś?
-Ktoś zadzwonił do mnie na lekcji.-powiedziałam rozbawiona akcentując słowo "ktoś".
-No przepraszam bardzo, ale powinnaś mieć wyciszony telefon.
-Wiem, wiem...
-Jak tam ten cały Louis? Co? Obudził się już, czy jeszcze nie?
-Ech... Nie, jeszcze nie.
-Nie martw się złotko. Niedługo powinien się obudzić, a potem wszystko już będzie dobrze.
-Mam taką nadzieję.
-Chciałam zapytać, czy możliwe by było abym razem z tatą i Adamem wpadła tam do was na jakiś tydzień? Co? Chciałabym zobaczyć jak tam się trzymacie z dziewczynami. Przy okazji mogłabym wreszcie z ojcem porozmawiać z twoimi nauczycielami.
-Jasne, wpadajcie! Chociaż nie jestem przekonana co do tego drugiego pomysłu...
-A to dlaczego?
-Uwierz mi, że nie chcesz znać moich ocen z fizyki. Ale mogę się za to pochwalić świetnymi wynikami w matematyce!
-Jeszcze zobaczymy.-powiedziała mama. W tym właśnie momencie rozległ się dzwonek oznaczający początek drugiej lekcji.
-Wybacz mamo, ale muszę już kończyć. Zaraz mam właśnie matematykę, a nauczycielka nienawidzi spóźnialskich.-wyjaśniłam spokojnie.
-No to pa kochanie. Powodzenia.
-Pa mamo. Kocham cię bardzo, bardzo mocno. Pozdrów tam wszystkich!-powiedziałam jeszcze i rozłączyłam się. Schowałam telefon do kieszeni wcześniej upewniając się czy aby na pewno jest wyciszony, a potem wyszłam z łazienki i udałam się pod salę od matematyki.
-I jak tam wizyta u dyrektora?-zapytał od razu Max.
-Nie było tak źle. Okazało się, że Harry też tam był.-odparłam.
-Wy macie to szczęście.-powiedział przewracając oczami i zaśmiał się.
-Głupi ma zawsze szczęście.-wtrąciła stojąca obok Candice.
-Szczęście to szczęście.-skomentowałam. Po chwili pod salą zjawiła się już pani Moore, więc wszyscy weszliśmy do sali. Na matematyce siedziałam razem z Maxem. Trudno w to uwierzyć, ale on z matematyki miał jeszcze gorsze oceny niż Styles. Niewiarygodne, a jednak. W każdym razie dzięki temu iż z nim siedziałam to zawsze w jakiś sposób mogłam mu pomóc. Nauczycielka jest głucha i ślepa (nie dosłownie, ale co tam), więc nigdy nie zauważa gdy podpowiadam mu na kartkówkach czy sprawdzianach. Ona chyba nigdy nie przyłapała nikogo na podpowiadaniu i ściąganiu. To dziwne, bo praktycznie każdy zawsze ściąga. Cóż zrobić...
Lekcja matematyki minęła nam spokojnie. Dziś Moore musiała mieć jakiś dobry humor, ponieważ nie zadała nam żadnej pracy domowej. Do tej pory nigdy jej się to nie zdarzało. Może ten dzień nie będzie aż taki zły?

***

 -Cześć.-powiedziałam do Amy, która pracowała w tutejszym szpitalu jako pielęgniarka. Miała 22 lata i naprawdę świetnie można było się z nią dogadać. Poznałam ją już drugiego dnia, kiedy razem z resztą przyszliśmy odwiedzić Lou.
-Angelika!-wykrzyknęła dziewczyna i podbiegła do mnie mocno mnie ściskając. Jej... Zazwyczaj nie reagowała tak entuzjastycznie-Louis!-wykrzyknęła po chwili. Odsunęłam ją na odległość ramion i zmarszczyłam czoło.
-Co z nim?-zapytałam nieco zdziwiona, a zarazem zaniepokojona.
-Obudził się!-pisnęła radośnie, a ja otworzyłam szeroko oczy. Czy to sen? Błagam, oby nie...

2 komentarze:

  1. Mój biedny Louis. Nie mogłaś kogoś innego wysłać do szpitala tylko jegoo. Poza tym, musiałaś urwać, kiedy Louis wracał do żywych.
    Rozdział ekstra. Oprócz Louis'ego.
    Czekam na nowy.

    OdpowiedzUsuń