środa, 29 sierpnia 2012

Rozdział Siedemnasty

* z perspektywy Angeliki *

-Słuchamy.-powiedziała Karolina i przysiadła na jednym z foteli.
-A więc w tym roku szkolnym będziecie musiały dość często znosić towarzystwo pana Stylesa, ponieważ postanowił on kontynuować naukę w szkole publicznej.-powiedział Liam i spojrzał na Harrego, który uśmiechał się od ucha do ucha.
-A co z koncertami, trasą, płytą i w ogóle?-zapytałam i zmarszczyłam czoło.
-Cóż... Czasami będę musiał opuścić kilka dni w szkole, ale w następną trasę wybieramy się dopiero po zakończeniu tego roku szkolnego. A jeśli chodzi o płytę to nie ma się o co martwić. Do końca wakacji powinniśmy wyrobić się z większością roboty, a później to już będzie z górki.-wyjaśnił Harry.
-Cieszycie się, że będzie chodzić do szkoły z panem Stylesem?-zapytał Lou i zaśmiał się.
-Szczerze? Będziemy bały się ataku psychofanek.-odparła Karotka i wzdrygnęła się na samą myśl o tym. Nienawistne spojrzenia i docinki rzucane w twoim kierunku nie należą do tych najfajniejszych.
-A skoro już dowiedziałyście się najważniejszego to poinformujemy was też iż jutro odbędzie się nasz wywiad o godzinie dokładnie 17:30.-dodał Liam spoglądając na nas z pełną powagą.
-To fajnie. A o czym będziecie opowiadać?-zapytałam i rozejrzałam się w poszukiwaniu wolnego miejsca by usiąść. Jako, że wszystko było zajęte to klapnęłam sobie na kolankach u zacnego Harrego.
-Ej... Bo się obrażę.-powiedział Louis i zrobił naburmuszoną minę.
-Jak zwykle będziemy opowiadać o naszych planowanych koncertach, trasach koncertowych, o pracy nad płytą, o sesjach zdjęciowych, o naszych związkach. Nic nowego...-powiedział Liam kompletnie ignorując wielce oburzonego Louisa, który zasiadł na środku dywanu i gadał o naszej nienawiści do jego osoby.
-Zaraz, zaraz... O związkach? To znaczy... Macie zamiar mówić o nas?-zapytała Karolina dla jasności.
-Taki był początkowy plan, ale jeśli nie chcecie byśmy o was wspominali zawsze można ustalić inną wersję naszej znajomości.-oznajmił Li.
-Nie, nie trzeba.-powiedziałam i uśmiechnęłam się-Myślałam, że to raczej wy nie będziecie chcieli o nas wspominać.-dodałam po chwili, a wszyscy spojrzeli na mnie jak na idiotkę.
-Niby dlaczego miałoby tak być?-zapytał Lou, który właśnie skończył użalać się nad własnym życiem.
-No nie wiem. Tak jakoś wpadło mi to do głowy. Może byście się nas wstydzili, czy coś...-wyjaśniłam i wzruszyłam ramionami.
-Ciebie chyba pojebało słoneczko.-powiedział Louie i uśmiechnął się uroczo.
-Ej... Bo się obrażę.-powiedziałam i zmarszczyłam czoło niezadowolona.
-Powiedziałaś dokładnie to samo co ja wcześniej.-stwierdził szatyn i wyszczerzył się szeroko.
-No widzisz?-powiedziałam i zaśmiałam się. Po chwili podniosłam swój gruby tyłek z Harrego i przysiadłam sobie na dywanie obok Louisa. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć on podniósł się z podłogi i zajął moje wcześniejsze miejsce.
-Ej! Ty ciulu! Ja tu do ciebie przyszłam, a ty uciekasz do Harrego.-powiedziałam urażona z wyrzutem spoglądając na uśmiechniętego szatyna.
-No bo Harry mnie kocha bardziej.-powiedział Lou.
-A wcale, że nie.-wtrącił Hazz i zepchnął Louisa na ziemię.
-Zraniłeś mnie ty brutalu. Ja zaraz... Zaraz...-jąkał się Louie i rozglądał po całym pokoju w końcu chwycił do ręki jakiś patyk i wycelował nim w Harrego.
-Avada Kedavra!-wykrzyknął i zaczął machać patykiem na wszystkie strony.
-O nie!-wykrzyknął Harry i udawał zabitego zsuwają się z kanapy.
-Ha! Wygrałem!-pisnął uradowany szatyn i zaczął odstawiać jakieś dzikie tańce szczęścia.
-Wiecie co dziewczyny? Cieszcie się, że Louis nie będzie chodził z wami do szkoły. Tego byście chyba nie przeżyły.-stwierdził Liam, a my wybuchnęłyśmy śmiechem.

***

-Ej, patrzcie. Odgryzłam mu nóżki, rączki i twarz.-oznajmiła Karolina pokazując nam w połowie zjedzonego misia żelka.
-Ty brutalu.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Ja nie jestem brutalna. Ja jestem... Nietypowa.-powiedziała i dumnie wypięła swą pierś do przodu.
-Och, ty nietypowa osobo!-powiedziałam z udawanym przejęciem, a dziewczyna wybuchła śmiechem.
-Louis... A ty umiesz jeździć na rolkach?-zapytałam i spojrzałam na szatyna, który podbierał Karolinie żelki.
-Nie. Mam rolki, ale po tym jak dwa miesiące temu skręciłem sobie na nich kostkę zrezygnowałem z nauki.-wyjaśnił chłopak i wzruszył ramionami.
-Karolciu masz może ochotę pobawić się w nauczycielkę jazdy na rolkach?-zapytałam i poruszyłam brwiami.
-No pewnie!-wykrzyknęła uradowana i obie spojrzałyśmy na Lou proszącym wzrokiem.
-O nie! Nie dam się wrobić! Nie ma mowy.-powiedział od razu gestykulując przy tym.
-Oj no prosimy...-powiedziałyśmy w tym samym czasie z proszącą miną.
-Louis, masz się zgodzić, bo nie będzie seksu!-wykrzyknął Harry, a my wszyscy spojrzeliśmy na niego z głupim wyrazem twarzy.
-No tak powinnaś powiedzieć to by się od razu zgodził.-dodał po chwili loczek, a ja chwyciłam jedną poduszek i rzuciłam w niego. Ten zdążył jednak wybiec z salonu.
-Nie trafiłaś!-krzyknął tryumfalnym tonem. Po chwili dało się usłyszeć jakiś huk i głośny jęk bólu-Ała! Pieprzone drzwi!-wykrzyknął loczek, a cała nasza trójka wybuchnęła głośnym napadem śmiechu.
-Śmiejcie się, śmiejcie. Jak wam się coś stanie też będę się śmiał!-powiedział oburzony Harry i najprawdopodobniej poszedł do swojego pokoju.
-No to Lou... Zgadzasz się?-zapytałam spoglądając na niego. Ten tylko westchnął i pokiwał twierdząco głową.
-No to świetnie.-powiedziała Karotka i uśmiechnęła się.

* z perspektywy Karoliny *

-Harry, nie to, że się czepiam, ale mógłbyś przestać obrzucać mnie żelkami?-zapytałam grzecznie, a on w odpowiedzi rzucił we mnie kolejnym żelkiem, który wpadł mi za koszulkę. Przewróciłam oczami i starałam się nie zwracać na niego uwagi. Z każdą chwilą jednak byłam coraz bardziej zdenerwowana. Kiedy po raz kolejny jeden z żelków wylądował mi za koszulką moja cierpliwość się skończyła.
-Przestań, bo zaraz będziesz to wyciągać!-wykrzyknęłam spoglądając na niego ze złością. On tylko uśmiechnął się i poruszył brwiami.
-Ja to tam mogę to wyciągnąć.-powiedział po chwili, a ja skrzywiłam się.
-Po zastanowieniu stwierdzam, że jednak nie musisz tego wyciągać.-oznajmiłam i sama wyciągnęłam tego żelka.
-No wiesz... Dla mnie to nie byłby żaden problem.-powiedział z perfidnym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy.
-Wiem i właśnie dlatego zrezygnowałam.-powiedziałam, a on wzruszył ramionami.
-Ej Karolina!-wykrzyknął nagle Zayn zjawiając się w salonie.
-Co?-zapytałam spoglądając na niego z zaciekawieniem.
-Jesteś w podróżnikiem w czasie?-spytał z powagą wymalowaną na twarzy.
-No pewnie! Jestem też podróżnikiem międzygalaktycznym!-wykrzyknęłam i uśmiechnęłam się.
-Nie! Wszystko zjebałaś! Masz powiedzieć nie, dlaczego.-oznajmił wymachując rękami.
-Eee... Okej, a więc... Nie, dlaczego?-zapytałam i przewróciłam oczami.
-Bo wyglądasz jak moja przyszła żona.-powiedział i uśmiechnął się z dumą.
-Ale ty masz teksty na podryw.-wtrącił Harry, a Zayn spiorunował go spojrzeniem.
-Wyszłoby lepiej, gdyby Karolina od razu powiedziała nie, dlaczego.-wyjaśnił i usiadł obok nas na kanapie.
-Ej, Karolina... Twierdzisz, że jestem wybrykiem natury?-zapytał nagle Harry.
-Szczerze?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Yup.-odpowiedział szybko i wpatrywał się we mnie z oczekiwaniem na odpowiedź.
-Tak.-odparłam po chwili.
-Ouch.-mruknął tylko pod nosem i zmarszczył brwi.
-Chciałeś szczerej odpowiedzi to ją dostałeś. Nie masz mieć o co pretensji.-dodałam po chwili, a on pokiwał głową. Nagle do salonu wbiegła zdyszana Agata.
-Nie uwierzycie co się stało!-wykrzyknęła.

1 komentarz:

  1. Ekstra rozdział. Świetnie piszesz. Nie mogę się doczekać nowego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń