* z perspektywy Kingi *
-Nathan!-wykrzyknęła Ala i podbiegła do niego.
-Phie... Też mi podnieta. Zespolik się znalazł.-mruknął pod nosem Zayn.
-Oj tam, oj tam... Wy też jesteście takim zespolikiem.-powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Chodźmy do nich.-powiedziała Agata i ruszyła przodem, a my wszyscy za nią.
-Hej.-powiedziałam kiedy byliśmy już przy nich.
-Cześć ślicznotko. Jestem Jay, a to jest Siv, Nathan, Tom i Max. A jak ty masz na imię?-zapytał chłopak i uśmiechnął się.
-Cześć. To jest moja dziewczyna, Kinga. To jest Karolina, Angelika i Agata, a Alicję zapewne już znasz.-burknął niezadowolony Niall i wymusił uśmiech.
-Oh... Miło poznać. A gdzie ten wasz piąty pedałek, Louis? -zapytał Siv i uśmiechnął się złośliwie.
-O nie! Chcesz w pysk?!-warknęła Andzia i rzuciła się w jego stronę, ale na szczęście Karolina w porę ją zatrzymała.
-Honorowa Obrończyni Pedałów.-skomentował Siv i przewrócił oczami.
-Nie no! Ja go zaraz zabiję!-krzyknęła Angelika i próbowała wyrwać się Karolinie.
-Siv zamknij łaskawie tą swoją jadaczkę.-powiedział Nathan i spiorunował go spojrzeniem.
-Ja i tak go zabiję. Przysięgam wam. On nie przeżyje.-wycedziła przez zęby Andzia i prychnęła głośno.
-No... Ja też bym stanęła w obronie swojego chłopaka.-stwierdziła Karolina i pokiwała głową.
-To nie jest mój chłopak!-wykrzyknęła Andzia i spojrzała na Karotkę spod byka.
-Dobra, dobra... Ja tam swoje wiem.-skomentowała szatynka i przewróciła oczami.
-Możecie już przestać?-spytałam i westchnęłam głośno.
-Ale co my robimy?-zapytała Karotka, a ja strzeliłam standardowego face palma.
-Nieważne.-mruknęłam i machnęłam ręką.
-A teraz my będziemy się już zbierać, bo nie mamy zbyt dużo czasu.-oznajmił Liam i pociągnął Alicję za rękę.
-To do zobaczenia.-powiedział za nami Nathan.
-Tak, tak...-powiedziałam i ruszyłam razem z resztą w stronę domu.
* z perspektywy Angeliki *
-Louis! Gdzie jesteś?!-wykrzyknęłam z korytarza.
-U siebie w pokoju.-odkrzyknął mi z góry. Uśmiechnęłam się sama do siebie i pognałam schodami do jego pokoju.
-Hej.-powiedziałam na wstępie i usiadłam obok niego na łóżku.
-No witaj.-odpowiedział i uśmiechnął się.
-Co robisz?-zapytałam i rozejrzałam się po jego pokoju.
-Aktualnie planowałem zrobić kolację.-odparł i wzruszył ramionami.
-To zrobimy ją razem!-oznajmiłam i pociągnęłam go za rękę na dół. Po chwili oboje znaleźliśmy się w kuchni.
-A więc co planowałeś zrobić?-zapytałam i usiadłam na blacie.
-Naleśniki.-odpowiedział i strzelił minę a'la filozof.
-Potrawa wymagająca wielkich umiejętności gotowania. Na pewno nic nie spalisz?-spytałam i uśmiechnęłam się.
-Wydaje mi się, że to Karotka i Harry są od spalania kuchni.-stwierdził Louie.
-Ale my też raz podpaliliśmy blat w kuchni.-odparłam, a on spojrzał na mnie i westchnął głośno.
-Nie oczerniaj nas.-mruknął pod nosem po czym zabrał się za przygotowywanie kolacji. Niby miałam mu pomagać, ale zamiast tego przyglądałam się temu co robi. Kiedy wreszcie zrobił naleśniki efekt był... Cóż... Jeśli miały być przypalone i wyglądać tak jakby ktoś je wyłowił z rzeki to wyszły zajebiście!
-To jest zjadliwe?-zapytałam szturchając naleśnika widelcem.
-To tylko wygląda brzydko, a tak naprawdę to jest pyszne.-powiedział Louis i wzruszył ramionami. Pokiwałam lekko głową i zabrałam się za jedzenie tak samo jak i on. Może i nie było to mistrzostwo świata, ale nie można było stwierdzić, że jest jakoś specjalnie obrzydliwe. Kiedy już zjedliśmy postanowiliśmy obejrzeć sobie we dwójkę jakiś horror.
-Co powiesz na Hostel?-zapytał Lou i uśmiechnął się lekko.
-Tytuł nic mi nie mówi, ale możesz włączyć.-powiedziałam i odwzajemniłam uśmiech. Louis już po chwili włączył film. Powiem szczerze, że nie było on może taki straszny, ale w pewnym stopniu obrzydliwy.
-Ugh... Nigdy więcej tego nie oglądam.-stwierdziłam kiedy film się skończył.
-Ja też nie mam zamiaru.-powiedział Louis i wzdrygnął się.
-To ja idę do siebie.-oznajmiłam i czym prędzej pognałam do domu. W środku nie paliło się żadne światło, a więc najprawdopodobniej nikogo tu nie było. Pewnie wybyli gdzieś do jakiegoś klubu czy coś. W każdym razie ja postanowiłam iść już spać. Czym prędzej pobiegłam do łazienki na górze, a potem natychmiastowo poszłam do mojego pokoju i przebrałam się w piżamę. Zgasiłam światło i położyłam się do łóżka. Wokoło słychać było dziwne dźwięki, a w tym skrzypienie podłogi. Przełknęłam głośno ślinę i sięgnęłam po mój telefon, który aktualnie leżał na szafce. Wybrałam numer Lou.
-Halo?-odezwał się Louis.
-Przybywaj do mnie natychmiast!-wykrzyknęłam i rozłączyłam się.
Po kilku minutach usłyszałam trzask drzwi wejściowych i czyjeś szybkie kroki. Drzwi do mojego pokoju otworzyły się, a do środka wszedł pewien osobnik płci męskiej.
-Louis?-zapytałam dla pewności.
-Nie. Święty Mikołaj.-odparł z sarkazmem i prychnął pod nosem. Po chwili położył się obok mnie i uśmiechnął szeroko.
-Pozwoliłam ci się położyć?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Nie, ale i tak byś mi pozwoliła, bo się boisz i nawet nie próbuj zaprzeczać.-oznajmił i pogroził mi palcem.
-Okej, okej.-mruknęłam i wtuliłam się w jego rękę.
-Wygodnie?-spytał i zaśmiał się pod nosem.
-Tak średnio, ale jest okej.-odpowiedziałam i wyszczerzyłam się.
-Dobranoc.-powiedział Lou.
-Dobranoc.-odpowiedziałam i zamknęłam oczy...
***
Obudziłam się rano i od razu poczułam, że zaraz zwymiotuję. Nie zważając na nic pobiegłam do łazienki i rzuciłam się w stronę kibla, by zwrócić wczorajsze jedzenie.
-Ty, a może ty w ciąży jesteś?-usłyszałam za sobą głos Harrego.
-A niby z kim?!-zapytałam podenerwowana i zabrałam się za przemywanie swojej twarzy.
-No z Louisem.-odpowiedział i wzruszył ramionami.
-No chyba z tobą!-wykrzyknęłam oburzona, a on już po chwili wybuchnął głośnym śmiechem.
-No to dowaliłaś.-skomentował stojący w drzwiach Louis.
-To ty nie śpisz?-zapytałam zdziwiona-A tak poza tym to z czym dowaliłam?-spytałam jeszcze nie bardzo ogarniając o co chodzi.
-No chyba z tobą!-wykrzyknął Louis starając się mnie naśladować. No fakt... Dopiero teraz zrozumiałam co ja tak właściwie powiedziałam.
-Jestem mistrzem ciętej riposty.-stwierdziłam i zaśmiałam się.
-Z całą pewnością.-mruknął Hazza i wyszczerzył swe ząbki w uśmiechu.
-Dobra, a teraz wypad z łazienki.-zwróciłam się do nich obu i pokazałam ręką na drzwi.
-Ale ja tu byłem pierwszy.-oburzył się loczek.
-Na dole jest druga łazienka.-stwierdziłam i wzruszyłam ramionami.
-Którą zajmę ja!-wykrzyknął Louis i wybiegł z łazienki, a Harry zaraz za nim. Szybko podeszłam do drzwi i zamknęłam je na klucz po czym wykonałam poranną toaletę. Po jakichś 20 minutach wyszłam z łazienki i zeszłam na dół.
-Hejka śpioszku.-powiedziała wesoło Karotka.
-Gdzie wczoraj byliście?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Na takiej małej imprezie.-odparła szatynka i uśmiechnęła się.
-Ta...-mruknęłam pod nosem i skierowałam się z powrotem na górę. Stanęłam w progu moich drzwi i przyglądałam się Louisowi, który latał po całym pokoju w samych bokserkach wykrzykując, że zgubił gdzieś telefon. Uśmiechnęłam się lekko i czekałam aż wreszcie skapnie się, że zostawił go u siebie w domu.
-Co się tak na mnie patrzysz?-jego głos wyrwał mnie z zamyślenia i natychmiast zrobiłam się cała czerwona.
-Ja...-wydukałam tylko i gestykulowałam rękami-Ten...-dokończyłam, a na mojej twarzy widniała pełna powaga.
-Kocham twoją umiejętność wysławiania się.-stwierdził Lou i uśmiechnął się rozbrajająco.
-Ja też cię kocham.-mruknęłam rozmarzona i uśmiechnęłam się.
-Co?-zapytał zdziwiony szatyn i zmarszczył czoło.
-Yyy... Behawioryzm!-wykrzyknęłam szybko, a po chwili strzeliłam się w czoło z otwartej ręki. Nie ma to jak być idiotą - pomyślałam i westchnęłam cicho.
-Nie, nie, nie... Ty powiedziałaś ja też cię kocham, prawda?-zapytał i poruszył brwiami podchodząc do mnie.
-Chyba w twoich snach.-odparłam z sarkazmem i prychnęłam głośno.
-Wiem co słyszałem.-oznajmił stojąc przede mną z głupawym uśmieszkiem.
-No to w takim razie jesteś głuchy.-odpowiedziałam mu i udawałam zupełnie obojętną.
-Nie wydaje mi się panienko.-mruknął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
-A ja jestem tego stuprocentowo pewna.-powiedziałam i spojrzałam na niego z wyższością.
-Oh nooo... Powiedz po prostu, że mnie kochasz, a nie się głupio wykłócasz!-wykrzyknął Louis i pocałował mnie... O mój Boże, o mój Boże, o mój Boże! Po chwili odsunął się ode mnie i wpatrywał mi się prosto w oczy z pełną powagą.
-I...?-zapytał cicho, a ja wpatrywałam się w niego nieco zdezorientowana.
-Ja...-wydukałam tylko i spuściłam wzrok na podłogę.
-Kochasz?-spytał z pełną powagą i zmarszczył czoło. Spojrzałam na niego niepewnie i pokiwałam głową dając mu odpowiedź. Lou uśmiechnął się szeroko i przytulił mnie mocno.
-A telefon zostawiłeś w domu.-powiedziałam rozbawiona i także się uśmiechnęłam.
-Dzięki.-wyszeptał mi do ucha i z uśmiechem zszedł po schodach do salonu. Przewróciłam oczami i udałam się za nim. Kiedy byłam już na dole cała hołota rozsiadła się na kanapie i fotelach rozmawiając o planach na najbliższe dni. Rozejrzałam się by znaleźć dla siebie wolne miejsce, ale okazało się, że wszystkie są już zajęte. Louis widząc moją minę poklepał znacząco swoje kolana, a ja z uśmiechem skorzystałam z jego propozycji.
-Uuu... Widzę, że państwo Tomlinson zaczynają przyznawać się do swojego związku.-skomentował Hazza patrząc na nas i poruszając brwiami.
-Po pierwsze to jeszcze nie państwo Tomlinson, a po drugie to my nie jesteśmy w związku. Przynajmniej mi nic o tym nie wiadomo. Lou, wiesz coś może o tym?-zapytałam spoglądając na niego.
-Z tego co pamiętam to oficjalnie nie jesteśmy razem.-odparł Lou z pełną powagą.
-Ale tak nieoficjalnie to jesteście razem.-dorzucił Hazza. Spojrzałam na Louisa pytającym wzrokiem, a po chwili obydwoje spojrzeliśmy na Harrego.
-Jesteśmy.-powiedzieliśmy równo, a Hazza spojrzał na nas jak na idiotów. Po chwili uśmiechnął się szeroko i poderwał się z kanapy zaczynając odstawiać jakieś dzikie ruchy.
-Wiedziałem, wiedziałem, wiedziałem!-darł się i biegał wokoło kanapy.
-Haroldzie Edwardzie Stylesie uspokój się natychmiast, bo jak nie to zaraz cię zatkamy.-oznajmiła ze spokojem Ala.
-Ich nieoficjalny związek oznacza to samo co zawsze, czyli wygłupy i tym podobne. Dopóki to nie będzie oficjalnie udowodnione nie ma na co liczyć loczusiu.-skomentowała Karotka, a ja tylko wzruszyłam ramionami.
-Ja uważam, że to już coś. W końcu przyznali się do związku.-powiedział Hazza.
-Nieoficjalnego związku.-poprawił go Liam.
-Wszystko jedno.-burknął Harry i machnął ręką.
-Nie ma to jak gadanie o naszym związku przy nas, co nie Louie?-zapytałam go cicho, a on pokiwał głową.
-A tak w ogóle to my jesteśmy w związku? Takim... No wiesz... Związku związku?-spytał, a ja udałam zamyśloną.
-To ma być propozycja?-zapytałam i uniosłam jedną brew ku górze.
-Można to tak nazwać, a więc jak?-spytał i spojrzał na mnie wyczekująco. Uśmiechnęłam się do niego i nie zważając na całą resztę pocałowałam go prosto w usta. Mwah... Jak zaraz zobaczę te ich zdziwione miny to po prostu będzie baja. Odsunęłam się od szatyna i rozejrzałam po pokoju. Widziałam tryumfalny uśmieszek Hazzy i zdziwione miny całej reszty.
-Widzicie? Mówiłem.-przerwał ciszę Hazza uśmiechając się szeroko.
-Od kiedy jesteście razem?-zapytał Niall.
-Od jakichś... Dwóch minut?-bardziej zapytałam, niż powiedziałam, ale mniejsza o to.
-Wow...-mruknęła tylko Karolina i pokiwała głową-No to już długo to przed nami ukrywacie.-dodała po chwili, a cała reszta wybuchnęła głośnym śmiechem.
-A więc jakie są plany na dziś?-zapytałam w końcu z szerokim uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Uwielbiam twojego bloga. Ciekawi mi skąd ty bierzesz te wszystkie teksty. bo po prostu mnie rozbrajają. Co do notki: Louis i Angie nareszcie są razem. Czekałam na to od początku.
OdpowiedzUsuńOoo... Jak miło jest takie coś usłyszeć. ^^
OdpowiedzUsuńZ tekstami to różnie bywa. Niektóre są z życia wzięte, a inne wymyślone razem z przyjaciółkami. ;D